Pałac w Rogalinie

Hej.  Dzisiaj postaram się troszkę zaprzeczyć zdaniu, które pojawiło się w pod poprzednim artykułem o pałacu w Lubostroniu tutaj, a brzmiało ono tak  – „… strasznie poniszczono nasze zabytki, poniszczono i okradziono. Dlatego dziwię się, że państwo nie dba o to co zostało”.

Zdaję sobie sprawę, że wiele miejsc nie miało takiego szczęścia,  jak miejsce o którym przeczytacie dzisiaj, ale trzeba przyznać że w kwestii dbania o zabytki, ich renowacji i ratowania tego co jest do uratowania, nie jest już tak źle jak by się mogło wydawać. Znakomitym  przykładem tego, że jednak można i to przez duże „M”,  jest Pałac w Rogalinie, do którego Was dzisiaj serdecznie zapraszam.

Jednak zanim przekroczymy próg Pałacu i rozpoczniemy zwiedzanie, muszę w tym momencie powiedzieć w jaki sposób w ogóle dowiedzieliśmy się o tym miejscu, bo przyznam się bez bicia, że z terenów wielkopolski znałem jedynie Zamek w Kórniku i to tyle.  Jednak weekend w Poznaniu, o którym mieliście okazję przeczytać w maju tutaj, zaowocował nawiązaniem kontaktów z portalem Wielkopolska Travel i to właśnie po przejrzeniu informacji tam zawartych, dowiedziałem się że takie cudo w ogóle istnieje.  Pozostało więc  jedynie poczekać na pierwszy wolny termin, zapakować samochód i udać się na podbój Rogalina, rykoszetem zahaczając o Kórnik (ale to już temat na kolejną opowieść)

Skoro już wyjaśniłem, to co miałem do wyjaśnienia to czas pozwiedzać. Po otrzymaniu biletów, skierowaliśmy się na teren muzeum, które uwierzcie mi jest gigantyczne. Pierwsze co rzuca się w oczy po przekroczeniu bramy wjazdowej to świetnie utrzymane aleje oraz wielki trawnik, gdzie w oddali majaczy zarys budynku. W tym miejscu jeszcze nie widać dokładnie z czym mamy do czynienia, bo liście drzew zasłaniają nieco widoku i dopiero po podejściu pod pałac można zacząć zbierać szczękę z chodnika. Szczerze powiem, że nie spodziewałem się aż takiej potężnej budowli, trzeba przyznać, że pierwotni właściciele tych terenów Raczyńscy mieli rozmach i pieniądze, a nawet można powiedzieć że posiadali potężne ilości pieniędzy. Jako ciekawostkę dodam, że  wcześniej tereny Rogalina należały do Baranowskich i kto wie, może to jacyś moi dalsi krewni byli, a w moich żyłach płynie błękitna krew, jednak tym zajmę się w innym terminie 😉

Pałac zbudowano w latach  1768-1776  na polecenie Kazimierza Raczyńskiego, który w tamtym okresie piastował stanowisko pisarza wielkiego koronnego na dworze ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego. W sumie w tym miejscu można by było się  zapytać  Pana Kazimierza – Co skłoniło Pana, do wybudowania tak okazałego pałacu? – a ten zapewne bez chwili wahania  odpowiedział by – Bo mogę. Poza tym, nie godzi się by starosta generalny Wielkopolski oraz marszałek nadworny koronny urzędował w byle pospolitym dworku. Prawda?

Jak widać powód wybudowania był oczywisty, miało być dostojnie i reprezentacyjnie i tak właśnie jest do dzisiaj. Zasługa w tym nie mała projektantów i jednego z najsławniejszych architektów tamtych czasów, Pana Antoniego Hoene, który postawił na mieszaninę kilku stylów, od barokowej bryły, poprzez rokokowe zdobienia a kończąc na klasycystycznej sieni i schodach. Co do losów posiadłości to do roku do roku 1939 pozostawała ona w rękach Raczyńskich i dopiero wybuch II wojny światowej, jak można się domyślić, spowodował zmianę charakteru tego miejsca, które od tego momentu zaczęło pełnić funkcję Hitlerjugend Gebietsführerschule. Po zakończeniu działań wojennych przez krótki okres czasu umiejscowiona została tutaj szkoła, a już  roku 1948 powstał tu oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu. Jedną z najważniejszych dat w nowożytnej historii pałacu jest rok 2015, kiedy to po 2 i pół letnim generalnym remoncie, otwarto bramy odnowionych budynków dla zwiedzających. Trzeba przyznać że remont wykonany,  za niebagatelną kwotę 40 milionów złotych, wyszedł znakomicie i dzięki temu możemy się zachwycać widokiem takim,  jaki zachwycał odwiedzających to miejsce   przed wybuchem 2 wojny światowej.

Po wejściu do środka, jest jeszcze lepiej. Widać, że pieniądze przeznaczone na remont nie zostały zmarnowane. Zwiedzanie pomieszczeń pałacowym, zaczynamy od odwiedzenia szatni w której, o ile jest taka potrzeba, zostawiamy wierzchnie odzienie i pobieramy multimedialnego przewodnika, który będzie nam towarzyszył do końca wycieczki. Szczerze powiem, że takie rozwiązanie jest rewelacyjne, a szczególnie dla rodzin z dzieciakami, które jak wiecie szybko się nudzą. Ten system jednak sprawdza się doskonale, bynajmniej tak było z naszymi córami, które praktycznie ani razu nie ściągnęły słuchawek z uszu i słuchały wszystkiego, co miał do powiedzenia lektor. No może Gosia nie wytrzymała tak do końca i po jakimś czasie zaczęła marudzić, ale Maryśka wytrwała i nawet było widać, że zainteresowało ją to, co miał automatyczny przewodnik do powiedzenia, a miał do przekazania wiele ciekawych informacji. Co do pomieszczeń pałacowych to nasuwa mi się tylko jedno słowo – petarda.  Zresztą Ewa już po pierwszych dwóch przystankach zauważyła, że muszę być pod niemałym wrażeniem, bo kazała mi po prostu zamknąć rozdziawioną japę. Zamknąłem więc  paszczę i zwiedzałem dalej, chociaż nie powiem, czasami dalej się samoczynnie otwierała. Nie chcę w tym miejscu opisywać każdego pokoju z osobna, bo słowa nie oddadzą tego co można zobaczyć, więc najlepiej będzie jak  odwiedzicie to miejsce sami i  zobaczycie wszystko na własne oczy, ale jest jedno miejsce o którym muszę wspomnieć. Nie wiem jak Wy, ale ja z racji tego, że uwielbiam czytać książki, to szczególnym sentymentem darzę pomieszczenia biblioteczne i to właśnie o bibliotece chcę napisać kilka słów.

Biblioteka, dzisiaj zwana Hendlowską powstała w latach 1893-94 na podstawie projektu młodego architekta z Krakowa Zygmunta Hendla – stąd nazwa. Trzeba przyznać, że nieznany szerszej publice architekt spisał się znakomicie.   Wnętrze wykonano z bogato zdobionej dębiny o złotym odcieniu. Drzwi szaf górnej kondygnacji wypełniały mosiężne siatki, natomiast dolnej zostały przeszklone i ujęte w złote ramy. Na piętro biblioteki można było dojść kręconymi dębowymi schodami.  Jak by tego było jeszcze mało, to na suficie pomieszczenia umieszczono bogato zdobioną sztukaterię zawierającą herby rodowe właścicieli. Co ciekawe, prace w bibliotece wykonywane były tylko przy pomocy polskich rzemieślników, co mieściło się w patriotycznym sposobie myślenia arystokracji w okresie zaborów. Jednak jak to z biblioteką bywa, najważniejszym elementem wystroju są książki, a księgozbiór jaki udało się zebrać Raczyńskim był imponujący. Już w roku 1910 półki biblioteki uginały się pod jedenasto tysięcznym zbiorem, który ciągle się powiększał. Niestety jak to z tego typu przybytkami bywa, biblioteka padła ofiarą zawieruchy która rozpętała się w roku 1939. Okupanci zdemontowali drewniane okładziny pozostawiając po sobie gołe ściany. Nie zachował się także księgozbiór, który został przetransportowany do Poznania, gdzie w skutek bombardowań spłonął.

 Jednak tym razem  smutna historia ma szczęśliwe zakończenie. Po raz pierwszy raz w historii polskiego muzealnictwa podjęto się całkowitej wiernej rekonstrukcji zabudowy. Każdy detal odwzorowano na podstawie zdjęć archiwalnych i dzięki temu, dzisiaj możemy napawać się widokiem biblioteki oraz innych pomieszczeń, takich jak wyglądały przed zniszczeniem i zagrabieniem.  Uwierzcie mi, nakład pracy i funduszy jakie zostały przeznaczone na odnowę pałacu były gigantyczne, ale efekt końcowy jest wart wydania każdej złotówki, i należy mieć nadzieję  żeby więcej zabytków podzieliło los Rogalina.

Tak więc skończyliśmy zwiedzać Pałac, jednak to nie koniec zwiedzania całego kompleksu. Następne w kolejce czekała powozownia, gdzie po małej kawie, miałem okazję sam pochodzić i popatrzeć się na ówczesne „bryki”, którymi po „dzielni” bujali się co bogatsi. Zbiór ogólnie jest rewelacyjny i jak, ktoś interesuje się tego typu eksponatami to na pewno nie będzie zawiedziony i zagubi się na tej wystawie na długo. Jednak  to nie dotyczy moich dzieciaków, których nawet nie zainteresowały sanki młodego szlachcica, więc po porobieniu kilku zdjęć udaliśmy się galerii obrazów.

Galeria powstała dzięki osobie Edwarda Raczyńskiego, wybitnego znawcę sztuki i wieloletniego prezesa Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Pierwsze zakupy do kolekcji nastąpiły latach 80 XIX wieku i kontynuowane były do lat 20 wieku XX. Przez ten okres udało się pozyskać prawie 500 dzieł sztuki.  Do dzisiaj przetrwało „zaledwie” 300 dzieł, a do dyspozycji oglądających jest „jedynie” 250 obrazów i rzeźb. Perłą w koronie jest zdecydowanie największy obraz Jana Matejki „Dziewica Orleańska”, która  o dziwo w latach gdy powstała, nie robiła już na nikim większego wrażenia. Można nawet powiedzieć, że sporo ludzi zajmujących się sztuką w tamtym okresie, stwierdziło bezceremonialnie, że jest ono po prostu przestarzałe i brzydkie, czego wyrazem był brak potencjalnych kupców. Jedynie Raczyński dostrzegł walory tego dzieła, dzięki czemu dzisiaj w spokoju możemy delektować się każdym ruchem pędzla artysty uwiecznionym na płótnie. Mówiąc o spokoju, nie mam oczywiście nas na myśli, bo jak pewnie się domyślacie, dziewczyny po 15 minutach ziewały już znudzone, a po kolejnych pięciu zaczynały im wyrastać rogi. Więc nie czekając na obrót wydarzeń, który mógł nastąpić po kolejnych pięciu minutach, a byłby on na pewno dla galerii jak i naszych finansów niekorzystny, ewakuowaliśmy się do parku, gdzie czekały na nas potężne dęby rogalińskie. Na początku wspomniałem, że nie miałem bladego pojęcia o Rogalinie. Troszkę jest to nieprawda, bo co prawda nie wiedziałem o pałacu, jednak coś tam mi w głowie świtało, że w Rogalinie są dęby. Pierwszy raz o nich usłyszałem, gdy statystowałem w filmie Stara Baśń (o czym pewnie już co niektórzy wiedzą), bo część scen była właśnie kręcona w parku otaczającym posiadłość. Prawdę mówiąc wcale mnie nie dziwi wybór tego miejsca na tło filmowych wydarzeń, które odbywały się w czasach pierwszych Piastów, bo patrząc na te potężne drzewa można sobie wyobrazić, że w takim właśnie otoczeniu nasi przodkowie dawniej przebywali.  Ale do rzeczy. Dębów w Rogalinie jest, zgodnie z danymi z 1992 roku, 1432 sztuki i mowa tu o dębach, które w obwodzie mają minimum 2 metry. Jednak najbardziej widowiskowe są dęby o imionach Lech (6,33 m), Czech (7,35 m) i Rus (9,15 m). Te 3 potężne drzewa już z daleka robią wrażenie uśpionych entów, które tylko czekają by ponownie ruszyć przeciwko Sarumanowi, a gdy podchodzi się bliżej, to z każdym krokiem wrażenie to potęguje się.

Podsumowując. Pałac i jego otoczenie jest jednym z tych miejsc, które obowiązkowo należy odwiedzić i to nawet nie raz. Teren, który oddany został do dyspozycji zwiedzającym, jest na tyle obszerny, że za każdym razem możemy trafić w miejsca, o których nie mieliśmy pojęcia. Zresztą my też zapewne przy najbliższej okazji powrócimy, ale już bez dzieci, by w spokoju obejrzeć sobie wszystkie dzieła sztuki zgromadzone w galerii.  Polecam zdecydowanie!!

Pozostała jedynie legenda i nie ma tu co zbytnio wymyślać, jedynie przy tej okazji przytoczyć legendę o ponownym spotkaniu trzech braci Lecha, Czecha i Rusa.

Lech, Czech i Rus spotkali się po latach. Każdy już nosił koronę i  władał swoim krajem jak tylko potrafił, a że dawno się nie widzieli od ostatniego razu, to i przywitanie na dworze Lecha było iście królewskie. Stoły uginały się od potężnych ilości mięsiwa, beczki z miodem wytaczane były z piwnic w ekspresowym tempie, a młode dziewoje uwijały się pomiędzy stołami ciągle dolewając zacnym gościom złocistego trunku. Hulanka trwała w najlepsze przez wiele dni, jednak i w końcu zabawa może się znudzić. Tak też stało się i w tym przypadku.  Lech zauważył, że jego bracia powoli zaczynają przysypiać przy stole, więc wstał, poruszył sumiastym wąsem i rzekł – Bracia, jutro jedziemy na polowanie. Niedaleko od Poznania jest bór nieprzebrany, pełen najróżniejszej zwierzyny. Rozerwiemy się troszkę, rozruszamy zastałe stawy i powrócimy dalej świętować. Co Wy na to?- oczywiście nie padło żadne słowo sprzeciwu i już dnia następnego, trzej królowie razem ze swoją służbą wyruszyli w poszukiwaniu przygody. Nie trzeba było długo czekać, jak oczom ich zwiadowców ukazało się stado potężnych łosi, któremu przewodził potężny samiec o gigantycznym porożu. Bracia nie zastanawiając się długo postanowili zapolować na zwierzaka i czym prędzej wyruszyli tropem stada.  Po długim pościgu udało im się osaczyć rogacza i już miały w jego kierunku polecieć zabójcze strzały, gdy ich uszu dobiegł donośny głos – Nie wolno przelewać krwi na świętej ziemi – Lech dopiero wtedy spostrzegł kapłana, stojącego obok wielkiego posągu Światowida. Natychmiast opuścił łuk i uczynili to także jego bracia, po czym zeskoczyli z rumaków i pokłonili się wizerunkowi bóstwa. W zamian za okazany szacunek kapłan ugościł braci zgodnie z zasadą czym chata bogata, a po spotkaniu nadał imiona trzem najokazalszym dębom na cześć właśnie spotkanych króli.

Dęby te stoją do dziś, o czym możecie się sami przekonać, gdy tylko zagłębicie się w gęstwinie rogalińskiej posiadłości.

Galeria fotografii

Informacje praktyczne:

Karnet (Pałac, galeria obrazów, gabinet londyński, powozownia)
– normalny 35 zł
– ulgowy 25 zł
Pałac
– normalny 15 zł
– ulgowy 10 zł
Galeria obrazów
– normalny 15 zł
– ulgowy 10 zł
Gabinet londyński
– normalny 5 zł
– ulgowy 3 zł
Powozownia
– normalny 5 zł
– ulgowy 3 zł

UWAGA!!! Jak już przyjdzie Wam ochota odwiedzić muzeum to rezerwujcie odpowiednio wcześniej bilety, bo ilość biletów na dzień jest ograniczona.

14 myśli nt. „Pałac w Rogalinie

  1. Muszę się pochwalić, właśnie wróciliśmy z pałacu w Rogalinie. Piękne miejsce zwłaszcza park pełen dębów, mam nadzieję że ich nie powycinają bo taka przyszła moda. Sam pałac cudowny tylko strasznie zatłoczony, ale to nic dziwnego w letni weekend.
    Bardzo polecam i pozdrawiam.

  2. Pałac jest wspaniały, odtworzony z wiernością historycznemu pierwowzorowi i z wielką dbałością o każdy szczegół. Dzięki pasji ludzi, którzy nad tym pracowali, udało się nawet odzyskać wiele oryginalnie rogalińskich przedmiotów. I dzięki nim, ich staraniom remont został zrealizowany z funduszy norweskich i funduszy unijnych: http://rogalin.mnp.art.pl/strona/rewaloryzacja-rezydencji?page=2 Tak zadbany, zabytkowy pałac jest chyba jednak pewnym ewenementem i warto to docenić 🙂

  3. Już któryś z kolei raz się natknąłem na Wasze teksty, tak trzymać, będę częściej zaglądał.
    PS Niezłe fotki.

  4. Jeden z piękniejszych wielkopolskich zabytków ale nie jedyny. Na pewno znajdziecie jeszcze wiele ciekawych miejsc dla siebie 🙂

  5. I co tu robić gdy pod koniec lipca deszcz za oknem i strasznie zimno, no co robić ? Nawet nie ma nikogo do kogo można by mieć żal za urlop w taką pogodę 🙁

  6. W 2016 pałac w Rogalinie otrzymał wyróżnienie za renowacje i konserwację zabytku w konkursie muzealnym Sybilla. Gratulacje i również gorąco polecam odwiedziny.

  7. Te dęby wyglądają megalityczne, takie drzewa to odwieczni obserwatorzy naszych dziejów. Patrzyły na rycerzy pędzących po traktach, wojska Napoleona i obie wojny. Niesamowite.

  8. Ponownie udało się wam zareklamować jedną z pereł Polskiej historii. Pięknie opisane i zdjęcia bardzo dobre. Pozdrawiam Panowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *