Rezerwat Skałki Piekło

Hej. Dzisiaj kontynuujemy podróż po świętokrzyskim, a że województwo to słynie z diabłów wszelkiego typu to grzechem było by, gdybym nie opisał też jakiegoś piekła.

Tak więc dzisiaj zabieram was  do rezerwatu Skałki Piekło, bardzo urokliwego miejsca które zaszyte głęboko w lesie czeka na swoich odkrywców, a na sam koniec oczywiście tradycyjnie legenda i jak pewnie się domyślacie będzie piekielnie dobra. Jak tam trafiliśmy? Można powiedzieć, że zupełnie przypadkiem. Planując nasz wyjazd urlopowy wiedzieliśmy, że do naszej bazy wypadowej, która mieściła się w Starachowicach dojedziemy około 17.00 , a że  szkoda było by tracić czas w pokoju oglądając telewizję to koniecznie trzeba było znaleźć jakąś ciekawą atrakcję „po drodze”. Typów było kilka, między innymi pałac w Końskich,  lecz przeglądając po raz kolejny mapkę w oczy rzuciła mi się właśnie nazwa Piekło i po wygooglowaniu zdjęć w Internecie, wiedziałem że musimy tam podjechać, tym bardziej, że takie miejsce już kiedyś odwiedziliśmy (no może nie takie same, ale łudząco podobne). Jako ciekawostkę dodam, że to właśnie od opisania bliźniaczo podobnych skał do tych które opiszę Wam dzisiaj,   rozpoczęła się moja przygoda z pisaniem dla naszych szlaków. Tak więc jak chcecie zobaczyć, jak wyglądały początki, a po czasie mogę stwierdzić, że były wyjątkowo skromne, to zapraszam do przeczytania artykułu o Głazach Krasnoludków w Gorzeszowie (tutaj).

Powracając jednak do dzisiejszego tematu, to dotarliśmy  w końcu na parking (co nie było takie łatwe, zważywszy na kompletny brak oznakowania drogi dojazdowej) i po przeczekaniu burzy, która towarzyszyła nam już od dłuższego czasu, wyruszyliśmy. Droga prowadząca przez otaczający las nie jest może zbyt krótka i troszeczkę trzeba się nadreptać by dojść do celu, jednak po wysiedzeniu w samochodzie 5 godzin była tym, czego akurat w tym momencie potrzebowaliśmy do rozruszania się i już po kilkunastu minutach naszym oczom ukazało się to, co nas tutaj przyciągnęło.
Rezerwat położony jest na wschód od Niekłania Wielkiego w gminie Stąporków, a założony został w roku 1969 w celu zachowania właśnie tych dziwacznych skalnych form, które przez miliony lat rzeźbiła natura w triasowych i dolno jurajskich piaskowcach, oraz paproci – zanokcicy północnej, rośliny reliktowej schyłku epoki lodowcowej. Cóż matka Natura tam wyrzeźbiła z pomocą córki Korozji, to już najlepiej zobaczyć samemu, bo trzeba przyznać, że postarała się o naprawdę ciekawą ekspozycję. Kamienne ambony, grzyby skalne, kominy czy kazalnice o bardzo ciekawym jaskrawym kolorze, który jest szczególnie intensywny  po deszczu (tu podziękowania dla burzy, która odpowiednio  zmoczyła skały przed naszym przyjazdem), ciągną się przez kilkaset metrów, co powoduje naprawdę nieziemski widok.  Co najważniejsze, to nie tylko skały  tworzą to miejsce, bo tworzy je także otaczający las i to nie byle jaki, bo większość terenu (6 hektarów) rezerwatu porasta las mieszany z przewagą 200-letnich sosen i dębów. Jednym słowem, nie ma się czemu dziwić, że to właśnie miejsce jest uznawane na najpiękniejszy rezerwat województwa świętokrzyskiego i koniecznie trzeba je zobaczyć, będąc gdzieś w okolicy. Na zachętę dodam jeszcze, że my byliśmy zachwyceni. Dzieciaki spuszczone ze „smyczy” z radością penetrowały wszystkie zakamarki, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku i ciągle pamiętając, że jest to rezerwat, a ja w tym czasie mogłem porobić kilka fotek, tak by pokazać Wam to co w tym miejscu jest najładniejsze.

Jednak w końcu zmęczenie drogą dało znać o sobie i zaczęło się delikatne marudzenie, które oznaczało, ze czas w końcu zawijać się na kwaterę i odpocząć przed przygodami, które czekały na nas w zbliżających się dniach.

Uwaga! Uważajcie na żmije zygzakowate, które wylegują się w na drodze prowadzącej do skał, bo z tego co mieliśmy okazję zauważyć, jest ich tam całkiem sporo.

Legenda o diabelskim skarbcu pod Niekłaniem.

W dawnych czasach, pośrodku ogromnego boru stała sobie mała wioseczka Klan, której mieszkańcy w głównej mierze zajmowali się wydobywaniem rudy żelaza w pobliskiej kopalni. Mężczyźni harowali w pocie czoła od rana do zmierzchu tłukąc kilofami twardą ścianę. Razem z nimi pracował od niedawna młody chłopak Janek, który mimo, że nie był jeszcze zaprawionym górnikiem, to starał się jak tylko mógł, by nie przynieść wstydu swojej rodzinie. Pewnego poranka gdy razem z innymi podążał do kopalni, naszło go nagłe przeczucie, że ten dzień będzie inny od poprzednich i wydarzy się coś niesamowitego. W końcu dotarł do swojego miejsca pracy  i przy blasku świecy rozpoczął pozyskiwanie rudy. Pracował bez przerwy, pot zalewał mu oczy, a jego ciało pokryło się grubą warstwą brudu, gdy w pewnym momencie, po uderzeniu skały kilofem po raz kolejny, coś błysnęło. Janek przerwał pracę i wiedziony intuicją chwycił za kaganek oświetlając podejrzane miejsce.
– Ludzie!!! Ludzie!!! – jego głos rozszedł się po całej kopalni – Złoto!!! Złoto znalazłem!!!
Górnicy nie zwlekając ani chwili ruszyli w stronę szybu w którym to zobaczyli Janka klęczącego na stercie odłupanych kamieni, ściskającego coś w dłoni. Ten gdy ich zobaczył wyciągnął prawą rękę w ich kierunku na której spoczywał słusznej wielkości samorodek. 

– Gdzie to znalazłeś Janek? – pytali, a ten im odpowiadał – No tu właśnie! Tu na tej ścianie i pewnie więcej tego będzie, trzeba tylko kuć!!!
Dwa razy nie trzeba im było powtarzać. Rozdzielili zadania i przystąpili do pracy ze zdwojoną energią. Mijały godziny, skała pękała pod silnymi uderzeniami odsłaniając kolejne warstwy, lecz jak złota nie było, tak nie było. Co gorsza nie było także rudy żelaza i w końcu zmęczeni i zniecierpliwieni mężczyźni ze złością rzucili kilofy w kąt.
Oj, dostało się Jankowi – Głupie żarty chłopie, strasznie głupie. Po co żeś nas tu wołał, pewnie pomyliłeś ściany, albo nie chcesz przyznać się gdzie naprawdę znalazłeś ten samorodek. Cały dzień zmarnowany psia jego mać na gonitwę za złotem którego nie ma –krzyczeli umęczeni górnicy – Głąbie jeden, cała dniówka przepadła bo żartów Ci się zachciało.
Przygnębiony Janek bojąc się w wrócić do wioski pozostał w szybie, a że zmęczony był całodzienną pracą nim się spostrzegł zasnął na kamieniach. Przyśnił mu się wtedy dziwny sen. Stał przed tą samą ścianą, którą tak zawzięcie kuli robotnicy przez cały dzień. Ściana  nagle z łoskotem rozpadła się  i jego oczom ukazała się wielka komnata skrywająca potężne ilości kufrów wypełnionych złotem.

Janek zbudził się i przetarł zmęczone oczy. Posiedział jeszcze chwilkę wpatrując się w ścianę ze snu i po chwili, niczym opętany zaczął kuć skałę po raz kolejny. Pracował bez wytchnienia i nie trwało długo jak żelazne ostrze kilofa z łoskotem uderzyło w coś metalowego. Okazało się, że skalną ścianą ukryte były potężne metalowe drzwi, które po krótkiej walce, odpuściły wpuszczając niestrudzonego górnika do środka komnaty. Tam jego oczom ukazało się wielkie wykute w skale pomieszczenie, lekko oświetlone kandelabrami, na którego końcu znajdowała się kolejna, bogato zdobiona brama. Nie namyślając się długo, chwycił za klamkę i pchnął drzwi.
Tego Janek się nie spodziewał. Komnata do której wszedł ociekała złotem, w zasadzie można powiedzieć, że ściany tego pomieszczenia były wykonane całe ze złota. Pod ścianami piętrzyły się zaś złote dukaty rzucone w stosy i niezmierzona ilość klejnotów. Chłopak przez dłuższą chwilę stał z rozdziawioną gębą nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście i gdy już miał zamiar pakować po kieszeniach drogocenne monety, zauważył w oddali dziwne, przerażające postacie. Istoty te ubrane były w czarne płaszcze, a ich twarze mieniły się purpurą. Ich oczy zaś iskrzyły się niczym rozdmuchiwane na wietrze szczapy palącego się drewna, a w rękach dzierżyli płonące włócznie i zakrzywione trójzęby.  Postacie gdy tylko zauważyły intruza, z potępieńczym skowytem ruszyły  w jego kierunku. Pędziły na złamanie karku – jedne po podłodze, inne zaś niczym pająki po ścianach i suficie, jakby za nic mając  grawitację. Przerażony chłopak nie czekając, aż któryś  z nich w końcu dopadnie go i rozszarpie jego ciało na kawałeczki, ruszył pędem w kierunku wyjścia z kopalni. Oczywiście nie omieszkał w tej szaleńczej ucieczce wzbogacić się co nieco i chwycił ze skarbca to co akurat miał pod ręką – piękny srebrny miecz wysadzany drogimi kamieniami.

Pędził na złamanie karku nie zważając na gałęzie drzew, które smagały jego twarz niczym bicze i krzyczał ile sił w płucach by ostrzec mieszkańców o grożącym im niebezpieczeństwie
– Ludzie!!! Uciekajcie!!! Diabły zaraz wpadną do wioski!!!Ratuj się kto może!!! Uciekajcie!!!
Mieszkańcy wioski słysząc krzyki wyszli  ze swoich domostw. Popatrzyli na pędzącego Janka i zamruczeli pod nosami:
– A ten co znowu? Zgłupiał do reszty, czy jak? Rano mu się na żarty ze złotem zebrało, a teraz po nocach diabłami straszy? Trzeba chyba mu porządnie skórę przetrzepać to przestanie się wygłupiać po nocach.
Nagle ziemia  zatrzęsła się,  a czarne dotąd niebo rozświetliły tysiące piorunów. Za plecami uciekającego chłopaka ludzie zauważyli, jak z podziemi wyrastają potężne czerwone skały, a spomiędzy nich wyskakują straszne istoty. Wycie jakie wtedy usłyszeli mieszkańcy wioski Klan zmroziło im krew w żyłach. Tych, którzy nie zdążyli pobiec za Jankiem dopadła sfora demonów w jednej chwili zamieniając ich w krwawą papkę. Trwało to krócej niż mrugnięcie okiem, jak diabły zmiotły wioskę Klan z powierzchni ziemi bez większego wysiłku i ruszyły w pościg za resztką ocalałych, na przedzie których uciekał winowajca całego zdarzenia.

Wydawać się mogło, że dla nich nie ma już nadziei. Diabły były coraz bliżej, tak że chłopi czuli już ich  gorący oddech na swoich szyjach. Zresztą Janek coraz bardziej zmęczony ucieczką także powoli ją tracił i nagle potknął się i  upadł.  Wtedy to stała się rzecz dziwna. Ostrze miecza, który Janek zabrał ze skarbca diabłów wbiło się w ziemię, a z tego miejsca  natychmiast wytrysnęło źródło wody o cudownej mocy. Diabły zatrzymały się, popatrzyły złowrogo swoimi nienawistnymi oczami na ocalałych stłoczonych przy źródle i wyjąc niczym stado wygłodniałych wilków,  pobiegły z  powrotem w kierunku skał, z których niedawno wyszły na powierzchnię.
Dawni mieszkańcy wioski Klan, którym było dane przeżyć, założyli w miejscu wybicia źródła  nową wioskę, którą nazwali Nieklan, która z biegiem lat zmieniona została na Niekłań, zaś skały z których na powierzchnię wybiegła armia demonów ochrzcili mianem Piekło, by ostrzec potomnych.
Podobno skarbiec diabłów czeka gdzieś tam w czeluściach na swojego odkrywcę, ale czy znajdzie się jakiś odważny?

 

9 myśli nt. „Rezerwat Skałki Piekło

  1. Nie wiedziałam że takie żmije żyją jeszcze w naszych lasach. przecież to niebezpieczne zwłaszcza dla dzieci. Umarła bym ze strachu gdybym znalazła się obok niej.

    • One są w lasach u siebie w domu, a my chodzimy do nich tylko w „gościnę” jak by nie patrzeć. Poza tym to one boją się nas bardziej i jak się ich nie drażni to schodzą nam z drogi jak tylko usłyszą hałas.
      Jedynie o czym trzeba pamiętać chodząc po lesie, to żeby mieć buty ponad kostkę, szczególnie dotyczy to grzybiarzy. Pozdrawiam.

  2. Po zdjęciach widzę, że zaopatrzyli się panowie w obiektyw „rybie oko”. Zawsze chciałem pobawić się takim ze względu na bardzo szeroki kąt widzenia.
    Miejsce bardzo ciekawe, kilka lat temu odwiedziliśmy wraz z małżonką Rezerwat Przyrody Kornuty chyba tak to się nazywało, bardzo podobne miejsce.
    Pozdrawiam szanownych wędrowców.

  3. Fajne to miejsce, powinniście zostać tam na noc i robić zdjęcia tych skał z rozgwieżdżonym niebem w tle 🙂 Może diabła byście spotkali przy okazji 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *