Legenda o córce kata z Gdańska, którą usłyszeliśmy w jednym z barów podczas naszej wędrówki przez Trójmiasto, opowiada o młodej dziewczynie oraz nadzorcy gdańskiego więzienia i zemście zranionej kochanki.
Historia miała miejsce dawno, dawno temu, w czasach gdy Gdańsk był jednym z najpiękniejszych i najbogatszych miast Hanzy. Słynął on także z tego, że posiadał najstraszniejsze więzienie w całej Europie, do którego nie chciałby trafić nawet największy śmiałek. To właśnie to owiane złą sławą więzienie, z którego podobno nie dało się uciec, będzie sceną dzisiejszej historii z naszego działu legend i mitów.
Legenda o okrutnym komendancie z gdańskiego więzienia i córce kata

Więzienie gdańskie miało renomę, takiego, z którego uciec było nie sposób, choć wielu próbowało.
Pewnego razu nowym nadzorcą więzienia w Gdańsku został młody oficer, który z wielką gorliwością rozpoczął swe rządy. Co rano wychodził na dziedziniec i musztrował swoich strażników, by ci nie zachowali czujność i sprawność, tak potrzebną w ciężkiej pracy więziennego nadzorcy. Było to ważne, gdyż do cel więzionych trafiali najniebezpieczniejsi przestępcy z całej okolicy.
Sami strażnicy wykonywali swoje obowiązki skrupulatnie i nie narzekali na nadmierną dyscyplinę, wiedząc, czym może skończyć się chwila nieuwagi w towarzystwie okrutnych zakapiorów, którymi wypełnione były więzienne cele.
W kolejnych miesiącach musztra na więziennym placu stał się rutyną, co nie uszło uwadze młodej córce kata mieszkającej wraz z ojcem w niewielkim mieszkaniu na tyłach więzienia. Co rano wymykała się z izby, by popatrzeć na przystojnego oficera, który z dumą i niezwykłą charyzmą wydawał komendy stojącym przed nim strażnikom.
W końcu młody komendant również ją zauważył i przez kolejne tygodnie zerkali ku sobie, nie wiedząc, jak wykonać kolejny krok. W końcu los sam znalazł rozwiązanie i przypadkiem młodzi ludzi wpadli na siebie przy codziennych czynnościach. Potem już wszytko potoczyło się zwykłym w takich sytuacjach torem. Młodzi zostali kochankami, a ich schadzki były pełne namiętności i dzikiej radości.
W końcu jednak sama zabawa i gorące figle w pościeli przestały wystarczać młodej dziewczynie, która już widziała siebie jako żonę obiecującego oficera. Co gorsza, na więziennych korytarzach zaczęto szeptać o kochance nadzorcy, a plotki stawały się coraz bardziej pikantne. Dziewczyna zaczęła się obawiać, że dotrą one do uszu jej porywczego ojca, który nie wiadomo co zrobi.
Przy kolejnym spotkaniu dziewczyna zapytała kochanka o jego plany względem jej, w końcu spotykali się potajemnie już od kilku miesięcy. Jednak odpowiedź nie przypadła jej do gustu.
– Dziewczyno, jestem szlachcicem i komendantem, a to dopiero początek mojej kariery, nie zniszczę swojej przyszłości związkiem z więzienną dziewką służebną! – Wykrzyknął, gdy zrozumiał, co roi się w głowie dziewczyny.
Dla dziewczyny słowa te były jak policzek. Wróciła do niewielkiej izdebki i przepłakała całą noc. Nad ranem jednak górę wzięła jej porywcza natura odziedziczona po równie wybuchowym ojcu. Nagle w głowie urażonej kochanki narodził się okrutny pomysł zemsty.

Kolejnej nocy, gdy pomagała w kuchni, dodała do jadła zioła nasenne i uśpiła strażników pełniących w tym czasie swoje obowiązki. Następnie wykradła klucze i uwolniła najgorszych przestępców. Ci czmychnęli bez zastanowienia, mordując przy okazji śpiących strażników.
Następne dni były jednym wielkim galimatiasem. Do więzienia zjechali prokuratorzy i sędziowie z całego pomorza. Nasza okrutna bohaterka rozpowiedziała wśród kucharek, że niby słyszała, jak młody komendant ugaduje się z jednym ze zbiegłych przestępców, jakby razem coś planowali.
O ucieczce mówiło już całe miasto, a władze więzienia nie potrafiły odnaleźć uciekinierów, co więcej nikt nie potrafił wyjaśnić, jak doszło do ucieczki z więzienia, z którego nie da się uciec. W końcu do prokuratorów doszły plotki o komendancie, który miał mieć konszachty z przestępcami i by uspokoić opinię publiczną aresztowano biedaka i w parę dni skazano na śmierć, mimo braku dowodów.
Egzekucję wykonał ojciec dziewczyny, która z przerażeniem patrzyła, jak z pieńka spada głowa jej kochanka. Nie tak to sobie wyobrażała, chciała przecież tylko ukarać niewdzięcznego młodzieńca, któremu oddała serce i ciało, za jego bezduszność. Śmierć młodzieńca była dla niej zbyt wielkim przeżyciem.
W końcu dręczona wyrzutami sumienia wyjawiła ojcu, co zrobiła i kolejnej nocy rzuciła się ze szczytu wieży, a jej połamane i krwawiące ciało legło na kamieniach dziedzińca, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie dzień wcześniej potoczyła się głowa jej pięknego oficera.
Czy historia jest prawdziwa, cóż trudno powiedzieć, dokumenty milczą na ten temat, choć w zapiskach miejskich jest adnotacja o skazaniu młodego naczelnika więzienia za niedopilnowanie obowiązków, można by oczywiście zapytać o to ducha młodej dziewczyny pojawiającego się od czasu do czasu w okolicach więzienia, lecz wiesz jak to z duchami, milczą jak zaklęte.



