Słowem wstępu

Zapewne wiecie po wielu naszych wpisach i legendach, które Wam serwujemy od czasu do czasu, że szczególną sympatią darzymy te opowieści, które są bezpośrednio związane z czarownicami. Bywały i straszne oparte na faktach, jak chociażby o procesach chojnickich czarownic i te  troszkę mniej straszne, jak legenda o czarownicy z Kłodzka, która w okrutny sposób została oskarżona i osądzona o czary mimo, że  nie miała z nimi nic wspólnego. Jednak czy zastanawialiście się skąd wzięły się czarownice?

Jak to się stało, że posiadły one tajemną wiedzę nie z tej ziemi, dzięki której potrafiły leczyć nieuleczalnie chorych, a jak zalazło im się za skórę to potrafiły zdrowego chorobą zmorzyć? Dzisiaj postaram odpowiedzieć się na to pytanie legendą o pierwszej czarownicy. Zapraszam do lektury

PS: Tak wiem, miał być teraz Krwawy Kioskarz, ale pojawi się w następnym opowiadaniu.

Legenda o pierwszej czarownicy

Dawno, dawno temu. Niedługo po tym ja po raz pierwszy rozbłysło słońce na firmamencie oświetlając wieczny mrok spowijający ziemię. Pewne piękne dziewczę, które zamieszkiwało małą wioseczkę na skraju potężnego, nieprzeniknionego boru skrywającego przedziwne istoty, o których dzisiaj czytamy w legendach, postanawiało wybrać się w gęstwinę w poszukiwaniu grzybów, co by na zbliżającą zimę być przygotowanym.

Gdy tylko opuściła granicę swojej malutkiej wioseczki i weszła w gęstwinę pradawnych drzew pamiętających dzieło stworzenia, niebo zasnuły  potężne czarne chmury, co rusz rozświetlane kanonadą błyskawic. Przezorne dziewczę zadarło nosek ku niebu i widząc zbliżającą się nawałnicę, postanowiła poszukać schronienia. Jednak nim to uczyniła, nie chcąc po zakończeniu ulewy chodzić przemoczona do suchej nitki, rozebrała się, a swoją przewiewną sukienkę schowała skrupulatnie w koszyku, tak by po deszczu móc natychmiast założyć suche odzienie.

W końcu jakaś potężna siła rozpruła ciężko wiszące chmury i ku ziemi podążył rozszalały strumień wody. Wielkie krople chłodnego deszczu rozbryzgiwały się na nagim ciele pięknej dziewczyny, która przykucnąwszy pod wielkim dębem czekała by spektakl wody i światła, którego stała się mimowolnym  świadkiem dobiegł końca.

Las-drzewa-legenda-tajemniczy-mroczny-wieczór-w-lesie

Nie ma nic piękniejszego niż pachnący po deszczu las. Jeżeli dodatkowo jest z nim związana prastara legenda miejsce nagle staje się tajemnicze i mistyczne.

Jak to w przypadku burz bywa, szczególnie tych najgwałtowniejszych,  tak jak szybko się pojawiają tak samo szybko znikają. Nie inaczej było i z tą burzą, która zaskoczyła naszą drobną bohaterkę. Co prawda w oddali dało się słyszeć jeszcze złowrogie pomruki rozzłoszczonych chmur burzowych, ale przebijające się słoneczko i świergot witających je ptaków, jednoznacznie oznaczało, że  nawałnica przeminęła.

Nie trwało długo jak słońce, które grzało coraz mocniej, osuszyło skórę dziewczyny. Panienka wyjęła z koszyka suchą sukienkę i natychmiast okryła swoje kuszące krągłości. Następnie chwyciła koszyk i z uśmiechem na twarzy powędrowała w las w poszukiwaniu pysznego runa leśnego.

Gdy tak wędrowała skupiona na poszukiwaniu brunatnych kapeluszy grzybów, nagle drogę zastąpił jej włochaty kozioł o sierści czarnej niczym smoła w piekielnym kotle. Dziewczę stanęło i przyjrzało się zwierzęciu.

– Coś dziwnego jest z tym rogaczem – pomyślała, a wtedy kozioł przemienił się w siwobrodego starca. Serce dziewczyny zamarło, gdy okryty tuniką sięgającą ziemi, lekko przygarbiony mężczyzna podpierający się sękatym kosturem, ruszył ku niej powolnym krokiem.

– Czy to możliwe? – zapytała sama siebie przerażona panienka – Czy to sam Weles, bóg magii podąża ku mej osobie? – po czym przyjrzała się twarzy starca i już miała pewność, że to władca zaświatów idzie w jej kierunku.

Słowiański Bóg Wales

Jedyne dźwięki jakie dało się słyszeć, gdy starzec pokonywał drogę, to trzaskające pod jego stopami suche gałązki  i oszalałe bicie serca dziewczyny, które wraz ze zbliżających się bóstwem było coraz szybsze.

– Nie lękaj się i odpowiedz mi na jedno pytanie, panienko – rzekł zachrypłym głosem Weles – Jakich czarów użyłaś, że  po tak wielkiej nawałnicy Twoje odzienie jest nadal suche?

Rozumna niewiasta skłoniła się delikatnie i po chwili zastanowienia odpowiedziała

– O Panie, jeśli zdradzisz mi sekrety swojej magii, ja powiem Ci, jak nie dałam się zmoczyć ulewie.

Weles obszedł dziewczynę mierząc ją dokładnie wzrokiem. Nie mógł pojąć w jaki sposób jej delikatnej sukienki nie dotknęła ani jedna spadająca kropla deszczu. Stanął przed nią, chwycił w prawą dłoń pęk swojej siwej brody i zadumał się, by po chwili powiedzieć

– Dobrze, zdradzę Ci sekrety swojej magii, ale pod warunkiem, że po nauce Ty odwdzięczysz się tym samym.

Gdy poczęło zmierzchać, nauka dobiegła końca. Bóg podziemi spojrzał wtedy na swoją uczennicę i powiedział

– Nauczyłem Cię wszystkiego, teraz Ty zdradź mi swoje tajemnice.

łąka-wieczór-kwiaty-dmuchawiec-mlecze-niebo-błękitne-zieleń-legenda

Łąka pod koniec ciepłego słonecznego dnia. Spokój zakłócany jedynie brzęczeniem owadów i szumem liści pobliskiego lasu złagodzi każdego. Idealna naturalna terapia.

Opowieść dziewczyny nie była tym, czego spodziewał się Weles. Gdy zorientował się, że został sprowadzony na manowce wściekł się jak nigdy dotąd. Trzaskał kosturem w bogu ducha winne drzewa, które z łoskotem upadały pod jego ciosami. Jednak dziewczyny nie ruszył, nie mógł jej winić za to że wykazała się sprytem i dzięki temu posiadła ogromną  wiedzę magiczną, którą już niedługo miała zamiar wykorzystać, by pomagać tym, którzy na taką pomoc zasłużyli.

Tak właśnie kończy się opowieść o pierwszej czarownicy, która podstępem posiadła wiedzę tajemną. Kto wie, może opowieści naszych przodków, którzy kłaniali się bóstwom o wielu twarzach, mają w sobie ziarenko prawdy? Jak sądzicie?