Dlaczego pokochaliśmy Islandię, czyli o tym, co nas zaskoczyło i co nam się szczególnie spodobało podczas wędrówki przez tę surową krainę.

O Islandii naczytaliśmy się naprawdę wiele. Przewertowaliśmy masę przewodników, obejrzeliśmy ogrom filmików na YouTube, pozazdrościliśmy innym blogerom, czytając ich wpisy na blogach i obejrzeliśmy cały serial Wikingowie, gdzie islandzkie pejzaże co rusz pojawiały się na ekranie. W końcu nadszedł ten czas, gdy sami wzięliśmy sprawy w swoje ręce i rozpoczęliśmy planowanie wyprawy do krainy lodu i ognia.

Galeria fotografii lato

Co rusz na mapie pojawiały się nowe punkty, które chcieliśmy koniecznie zobaczyć i niecierpliwiąc się, czekaliśmy na dzień wylotu. Okres oczekiwania na boarding był niesamowity, wciąż zachwycaliśmy się fotografiami i snuliśmy marzenia na temat tego, czym nas ta niesamowita wyspa zaskoczy. 

W końcu wyrwaliśmy ostatnią kartkę z kalendarza, zapakowaliśmy plecaki i wyposażeni w bilety oraz plan niesamowitej podróży, wyruszyliśmy na podbój Islandii. Jak się później miało okazać, rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania i Islandia okazała się jeszcze piękniejsza, niż nam się wydawało.

Islandia pierwsze kroki i pierwsze wrażenia

Islandia, widok z drona na Islandzkie bezdroża

Po wynajęciu samochodu ruszyliśmy w stronę naszego pierwszego przystanku Reykjaviku. Jednak gdy pędziliśmy niezbyt ruchliwą dwupasmówką z Keflaviku zaczęło mi coś nie pasować. Początkowo nie wiedziałem, czego mi brakuje, ale czułem, że coś jest nie tak. W końcu po przejechaniu kolejnych kilometrów olśniło mnie.

Tutaj nie ma żadnych reklam. Poważnie! Jadąc przez całą Islandię, nie doświadczysz bilbordów, znaków czy banerów. Żaden nie rozproszy Twojej uwagi, nie wciśnie Ci pustaków, nie dowiesz się, gdzie jest skład stali czy innych materiałów budowlanych. Nie będą zachęcać Cię do zmiany auta na nowsze, czy zakupu cudownych majtek wyszczuplających. Kompletnie nic. Nawet w Reykjaviku reklam nie ma. Wyobrażacie sobie Warszawę bez bilbordów?!

Nie mam pojęcia czy jest to zasada regulowana prawem, czy może Islandczycy sami nie chcą zaśmiecać swojego krajobrazu, ale jest to strzał w dziesiątkę. Brak zbędnych bodźców, które tylko rozpraszają, jest cudowny, daje odpocząć zarówno oczom, jak i mózgowi. A jazda islandzkimi drogami jest prawdziwą przyjemnością, bo widzimy tylko to, po co tu przyjechaliśmy – piękną, nieskażoną cudowną naturę.

Islandzka pogoda zaskakująca każdego dnia

Islandia ciemne plaże, mgła i deszcz

Z Islandzką pogodą jest jak z kobietą – zmienna jest i to tak intensywnie, że prognozy pogody, które zapewne będziesz sprawdzać przed każdą wycieczką i tak się nie spełnią. Islandia przywitała nas pięknym zachodem słońca. Również następny poranek okazał się łaskawy, by zaraz płynnie przejść w deszcz. Następnie nadeszła mgła, pojawiły się wichury i spore ulewy. Lekko podłamani i mocno przemoknięci sprawdziliśmy prognozę na następne dni i załamka – będzie lać cały czas.

Jednak tak jak wspomniałem przed momentem prognoza swoje, a Islandia swoje. Zamiast deszczu zaczęło się przejaśniać, by w ostatnie dni naszej wyprawy uraczyć nas słońcem i bezkresnym widokiem na zaśnieżone szczyty gór. Mgły zniknęły, deszcze ustały, a kurtki przeciwdeszczowe powędrowały do plecaków.

I to właśnie jest tu wspaniałe, każdy dzień zaskakuje i nawet gdy wygląda tragicznie, to zawsze może się polepszyć. A z drugiej strony, bądźmy szczerzy. Słońce do zwiedzania Islandii jest kompletnie niepotrzebne, bo nawet w deszczu czy lekko otulona mgłą, wyspa jest niesamowicie piękna.

Dlaczego pokochaliśmy Islandię – Islandia i zapierające dech w piersiach cuda natury

Nie będzie zaskoczenia, jak napiszę, że Islandia jest piękna. W końcu niejeden film już o niej powstał, niejeden album z fotografiami został wydany i niejeden blog podróżniczy pisał o tej surowej, acz pięknej wyspie. Jednak to, co można zobaczyć, siedząc w domowym zaciszu, to nic w porównaniu z tym, co czeka na nas w rzeczywistości.

Islandia już od pierwszych momentów zapiera dech w piersiach. A z każdym następnym krokiem stan zachwytu mocno się pogłębia. Nie ma tu praktycznie miejsca, które byłoby przereklamowane i które by nas zawiodło.

Co ważne, nie trzeba narobić masy kilometrów, by przejechać od atrakcji do atrakcji. One są tutaj praktycznie co krok. Wystarczy 15 minut, by całkowicie zmienił się nam krajobraz. Z klifów, o które rozbijają się potężne fale oceanu, na czarne „pustynie”, które ciągną się kilometrami. Znudziły Ci się plaże, to za moment możemy ruszyć na górskie szlaki. Masz dość wędrowania po górach, odpocznij przy jednym z setek wodospadów.

Masz dość „tłumów” turystów odwiedzających największe atrakcje? Zejdź ze szlaku, znajdź sobie polanę przy szumiącej rzece „na własność” i zrelaksuj się w ciszy. Masz chęć popływać? Znajdź sobie źródło termalne. A jak zrobiło Ci się za gorąco, to udaj się na lodowiec.

Tutaj jest praktycznie wszystko na wyciągnięcie ręki. Naprawdę pod tym względem Islandia jest chyba najcudowniejszym krajem na świecie.

Islandia czas letni, czyli o dniu, który się nie kończy

Islandia bezdroża i księżycowy krajobraz

Islandię doskonale zwiedza się w porze letniej. Wszystko dlatego, że tutaj dzień trwa około 20 godzin. Stwarza to doskonałe warunki dla każdego. Ranne ptaszki mogą wystartować jeszcze wcześniej i jeszcze bardziej wykorzystać dzień, a Ci, którzy lubią pospać, nie będą musieli się stresować, że im dnia zabraknie.

Mnie to naprawdę odpowiadało i po dwóch dniach pobytu na Islandii, mój zegar biologiczny stracił poczucie czasu. Wielokrotnie wracaliśmy na nocleg po 22.00 i jeszcze mieliśmy chęć, by udać się na baseny termalne, które mieliśmy w pobliżu. O dziwo po takich wojażach nie mieliśmy też problemu z pobudką, bo o dziewiątej już wszyscy byli gotowi do kolejnych wypraw.

Naprawdę lato w Islandii sprzyja wędrówkom. Nie musimy martwić się, że noc zaskoczy nas na szlaku i będziemy musieli wracać z duszą na ramieniu ciemną nieznaną okolicą.

 I co ważne przez to nie musimy kontrolować zegarków no, chyba że chcemy zdążyć na jakąś atrakcję biletowaną, lub ewentualnie zrobić zakupy w jakimś lokalnym markecie to zegarek jak najbardziej się przyda. Bo musimy pamiętać, że ludzie tam pracujący też chcą odpoczywać i zazwyczaj kończą pracę o 18.00.

Dlaczego pokochaliśmy Islandię – Islandia totalny luz i relaks

Islandia i jazda konna przez wyspę

Islandia relaksuje. Cudowne krajobrazy, wspomniany wcześniej brak reklam, czas letni i otaczająca nas soczysta zieleń sprzyja nabraniu dystansu do życia. Tutaj naprawdę można wypocząć. Można oderwać się od pracy, od problemów, od ciągłej gonitwy za pieniądzem. Podobnie odrywamy się od złych informacji, które tak często nas zalewają z ekranów telewizorów. Widać, że nie tylko na mnie miała Islandia tak kojący wpływ.

Podczas wędrówek spotkaliśmy wielu uśmiechniętych Polaków, którzy postanowili przenieść się tutaj na stałe. Często decyzja o pozostaniu była spontaniczna. Przykładem jest Marcin z Łodzi, który opiekował się jednym z hoteli, przyjechał tu tylko na tydzień w maju. Przez zaledwie kilka dni Islandia tak go oczarowała, że już nie powrócił do Polski.

Historia poznanej dziewczyny w Reykjaviku była praktycznie identyczna. Decyzja o pozostaniu zapadła także po kilku dniach. Na pytanie, co ją do tego skłoniło, potwierdziła, że najbardziej to ten islandzki spokój. Wcale im się nie dziwię, bo i mi przeszła taka myśl, gdy leżąc na łące, odpoczywałem, słuchając szumu rozbijającej się o skały wody.

To, co skłoniło mnie do powrotu do Polski, to myśl, że za moment lato się skończy, a dwudziestogodzinna ciemność, to dla mnie za wiele. Pewnie znów o tym pomyślę przy okazji zimowego polowania na zorzę polarną.

Islandia nie taki diabeł straszny, czyli krótko o kosztach podróży

Michał Baranowski i dlaczego pokochaliśmy islandię

No i na koniec krótko o sprawach przyziemnych. Każdy kanał YouTube, który oglądaliśmy i każdy blog, który czytaliśmy, przedstawiał Islandię niczym horror dla naszego konta bankowego. Tu mieliśmy stracić majątek, zaciągnąć kredyt i podpisać cyrograf z bankowcami, bo przecież Islandia jest tak strasznie droga i tak wydrenuje nasze portfele, że do Polski wrócimy praktycznie z niczym.

Jednak okazało się, że diabeł nie taki straszny jak go malują i koszty, jakie ponieśliśmy, były całkiem znośne. Ba! Co więcej, ceny w marketach na niektórych produktach były porównywalne do tych, które mamy w Polsce. Niech za przykład posłuży Coca-Cola 2 litrowa, którą nabyłem za około 12 zł, czy piwo w puszce (co prawda 2,5%) za niecałe 4 zł w przeliczeniu.

Nie tylko markety nas pozytywnie zaskoczyły. Jedzenie w restauracjach było porównywalne cenowo, do dań serwowanych w polskich kurortach i zamykało się w cenie 150 do 200 zł za wypasiony obiad dla jednej osoby. Co ważne, na Islandii atrakcje nie są biletowane tak jak u nas, więc ten koszt odpada. Jak sobie przypomnę wizytę na wodospadzie Kamieńczyka gdzie oprócz biletu parkingowego, musieliśmy zapłacić za wstępu na wodospad, to mnie normalnie aż ściska.

Na Islandii nie płacisz za wstęp na atrakcje naturalne czy za wejście do parków narodowych, a jedyny koszt to bilet parkingowy w kwocie około 30 zł za cały dzień.

Wystarczy już o sprawach przyziemnych, te opiszemy w poradniku „Jak zaplanować wyprawę na Islandię na własną rękę”.

Przejdźmy do podsumowania, a więc dlaczego pokochaliśmy Islandię, kilka słów na sam koniec

Wodospady na Islandii to prawdziwe cuda natury

Jak widzisz, Islandia nas zauroczyła. Ten spokój, ten luz, te krajobrazy i cuda natury spowodowały, że pokochaliśmy to miejsce. Jestem przekonany, że to nie była nasza ostatnia taka wyprawa, w końcu do zobaczenia zostało tak wiele atrakcji. Jestem pewien, że wszystkie one, jak te które już zobaczyliśmy, pozytywnie nas zaskoczą.

Naprawdę nie mogę się już doczekać kolejnego planowania wyjazdu na wyspę lodu i ognia, bo zostawiłem na niej kawałek mojego serca. Jestem przekonany, że i Ty, gdy po raz pierwszy zobaczysz Islandię na własne oczy, zapragniesz tam powrócić, o ile nie podejmiesz spontanicznej decyzji i nie zostaniesz na wyspie już na zawsze.