Legenda z Tajlandii, a w zasadzie baśń, zasłyszana na targu w Chiang Mai od wędrownego bajarza, który sprzedał nam kilka tandetnych pamiątek, ale za ładnie opowiadał. Zapraszam na tajską historię o pięknej Phikul i  jej okropnej macosze.

Legenda z Tajlandii o pięknej Phikul

Ładna dziewczyna, Azjatka AI. Legenda z Tajlandii.

Dawno,  dawno temu w małej tajskiej wiosce, leżącej na skraju potężnej dżungli żyła sobie piękna dziewczyna o imieniu Phikul. Jej niesamowita uroda, o której rozpowiadali wszyscy sąsiedzi, szła w parze z dobrocią i dobrym wychowaniem, które zawdzięczała swojej matce. Niestety rodzicielka nie doczekała czasu, kiedy dziewczyna przeistoczyła się w piękna  kobietę. Pewnej zimy niespodziewanie zachorowała i odeszła z tego świata pozostawiając w długiej żałobie swoją rodzinę.

Jak to często w takich sytuacjach bywa, ojciec Phikul poznał w końcu kolejną kobietę i po pewnym czasie przedstawił ją swojej córce, mówiąc, że zamierza ją poślubić. Na huczne wesele sproszono mieszkańców całej wioski. Zabawa trwała do samego rana, a gdy tylko wstało słońce przywołane pianiem dorodnego koguta, macocha wraz z córką pierwszego małżeństwa o imieniu Mali wprowadziła się do domu nowego męża. Niestety dla Phikul oznaczało to nadejście mrocznych dni.

Ojciec zaślepiony miłością nie dawał wiary słowom rodzonej córki o tym, jak to jej macocha wraz z przybraną siostrą, zmuszają ją, gdy ten wyjeżdża do katorżniczej pracy, a gdy ta odmawia, poniżają ją i popychają. Drobna dziewczyna pokazywała ojcu posiniaczone ciało,  lecz te zbywał ją śmiechem, twierdząc, że pewnie zrobiła sobie to sama. Jednak Phikul nie kłamała. Prace, jakie wymyślała jej macocha, pozbawiały ją sił i wieczorami umęczona dziewczyna padała bezwładnie na posłanie, szlochając cichutko do poduszki.

Pewnego dnia po skończeniu pracy  na polu ryżowym Phikul została wysłana przez macochę do strumienia, który płynął spokojnie niedaleko ich gospodarstwa. W drodze powrotnej nie wiadomo skąd nagle przed dziewczyną pojawiła się stara przygarbiona kobieta w podartych  łachmanach, które zapewne. – Pomyślała dziewczyna. – Były wiele lat temu piękną suknią.

– O piękna dziewczyno, dasz staruszce troszkę wody? – Zapytała skrzekliwym głosem starowinka. – Strasznie dzisiaj słonko praży i z sił opadłam. – Dodała wpatrując się przymrużonymi oczami w lekko wystraszoną Phikul. Ta jednak zdjęła ciężkie wiadra z barków i jedno z nich postawiła przed staruszką, mówiąc:

– Proszę babciu, napij się. Przecież nie będę żałować wody dla potrzebującej. Jak chcesz, mogę przynieść więcej ze strumienia. Obmyjesz twarz i odświeżysz ciało.Babinka uśmiechnęła się szeroko, pokazując lekkie braki w uzębieniu i zanurzyła wysuszone wargi w naczyniu. Zaspokoiwszy pragnienie, rzekła.

– Jesteś piękna i miła w sercu. Mimo że jestem biedna i schorowana, nadal traktujesz mnie z uprzejmością. Dlatego odwdzięczę Ci się. Od teraz za każdym razem, gdy będziesz mówić o innych ludziach ze współczuciem, z twoich ust wydobędą się złote kwiaty, jak te z drzewa kulistego zwanego Mimusops. – Zakończyła staruszka i natychmiast po tym rozpłynęła się w powietrzu. Phikul długo nie mogła otrząsnąć się z tego spotkania, lecz w końcu udała się do domu, wierząc głęboko, że spotkanie sprzed momentu było prawdziwe.

– To musiał być anioł. – Pomyślała i otworzyła drzwi gospodarstwa.

– Gdzie byłaś dziewucho! – krzyk macochy smagnął jej uszy niczym bicz spadający na grzbiet ospałego konia. Phikul skuliła się jak przestraszona dziewczynka. Spotkanie ze staruszką spowodowało, że straciła poczucie czasu i kompletnie zapomniała o swojej złej macosze. Chcąc uniknąć kary, opowiedziała jej całą historię, lecz z każdym wypowiedzianym zdaniem narastała wściekłość u przyszywanej matki, która nie dawała wiary jej słowom. Nagle stało się coś dziwnego, w momencie, gdy Phikul wspomniała staruszkę, z jej ust wypadł złoty kwiat. Stara wiedźma chwyciła w dłonie błyszczące płatki i natychmiast złość ustąpiła miejsca nieokiełznanej chciwości.

Od tego momentu życie Phikul wywróciło się do góry nogami. Już nie musiała harować w polu tak ciężko, jak poprzednio, tylko miała siedzieć w domu i mówić bez przerwy. Miała opowiadać o sąsiadach, o chorych, o niedołężnych i o wszystkich, którym należy współczuć. Mówić, mówić i mówić. Byle tylko złote kwiaty wypadały jej z ust. Wiele tygodni minęło, aż w końcu wyczerpana chciwymi żądaniami jej przybranej matki Phikul zaniemówiła. Jej gardło odmówiło  posłuszeństwa. Na nic zdały się krzyki macochy  i jej córki. Na nic zdały się lekarstwa kupowane za olbrzymie kwoty u okolicznego zielarza. Phikul straciła głos i nic nie wskazywało na to, by go jeszcze miała odzyskać.

– Pójdziesz po wodę, jak to uczyniła Phikul! – Powiedziała pewnego dnia macocha Phikul do swojej córki Mali. – Jak tylko spotkasz jakąś staruchę, to masz zrobić wszystko, byś i ty uzyskała dar, jakim została obdarowana twoja przyrodnia siostra. Zrozumiałaś? – Mali kiwnęła głową, wzięła wiadra na wodę i udała się do strumienia. Gdy wracała z pełnymi wiadrami, w cieniu drzew zauważyła piękną młodą kobietę odzianą w kolorową sukienkę, która uśmiechając się szeroko, poprosiła o wodę. Mali zła na to, że musi dźwigać ciężary, do czego nie nawykła i bezowocnie wypatrując staruszki z opowieści swojej przybranej siostry, wpadła we  wściekłość i używając słów, powszechnie uznawanych za obraźliwe, odmówiła spragnionej kobiecie. Jakież było jej zdziwienie, gdy kobieta uśmiechnęła się szyderczo i rzekła do niej tymi słowami:

– Złośliwa jesteś dziewczyno i odmówiłaś spragnionej osobie łyka wody. Od tego momentu, gdy cokolwiek wypowiesz w złości lub obrazisz innego człowieka, z ust twych wypełzną oślizgłe robaki. – Po czym zaśmiała się i znikła nim Mali zdążyła otworzyć ze zdziwienia szeroko usta.

Klątwa, jaką rzuciła tajemnicza kobieta, dała o sobie znać, już tego samego dnia, gdy wściekła Mali powróciła do domu. Tam chcąc pożalić się matce na los, jaki ją spotkał, otworzyła usta i natychmiast na podłogę, z obrzydliwym plaśnięciem, spadła garść, wijących się, oślizgłych robaków. Przerażona macocha, uważając, że to wszystko wina Phikul, która w akcie zazdrości miała wypaczyć swoją opowieść, natychmiast wygnała z domu niczemu winne dziewczę.

Pozbawiona dachu nad głową dziewczyna wędrowała samotnie wiele dni. Chodziła od wioski do wioski, starając się zarobić kilka monet, które pozwoliłyby jej przetrwać ciężkie czasy. W końcu po wielu tygodniach, gdy szła przez gęsty las, usiadła wyczerpana na małej polanie i zapłakała nad swoim losem. Jej płacz usłyszał młody książę, który wraz ze swoimi wojakami urządzał polowanie na dzikiego zwierza.  Dziewczyna początkowo  przestraszyła się widoku zbrojnych, jednak uspokoiła się, gdy  pięknie odziany szlachcic usiadł obok niej i poprosił łagodnym głosem, by opowiedziała mu swoją historię. Wtedy zdarzył się cud. Głos, który wydawać by się mogło, zanikł na zawsze, powrócił a Phikul  mogła opowiedzieć swoją smutną opowieść.

Gdy skończyła opowiadać, cała polana pokryta była złotymi kwiatami, które zebrane do wielkiego kosza ozdobiły później salę weselną. Bo jak pewnie się domyślacie książę zakochał się bez pamięci w pięknej Phikul i poprosił ją o rękę, po czym żyli długo i szczęśliwie.

W naszym dziale z legendami znajdziesz wiele innych baśni z całego świata.