Wędrując po Ukrainie, zbieraliśmy nie tylko pamiątki i piękne zdjęcia, ale także spotykaliśmy fantastycznych ludzi, dzięki którym poznaliśmy niezwykłe historie, zabawne anegdoty no i ciekawe legendy. Jedną z nich dziś ci opowiem, a będzie to historia, którą opowiadają sobie mieszkańcy okolic Zaporoża.

Legenda ukraińska o braciach i pechu

Biedna rodzina idzie drogą AI

W pewnej małej wiosce na kraju stepu mieszkali dwaj bracia. Jeden z nich był bogaty ponad miarę, a drugi biedny, ciągle chodzący w obdartych łachmanach. Pierwszy z braci dzięki fortunie szczycił się szacunkiem i poważaniem mieszkańców wsi, z biedakiem zaś nikt nie chciał mieć nic wspólnego, gdyż zabobonni wieśniacy obawiali się pecha, który go prześladował.

Pewnego dnia biedny brat przybył do domu swojego bogatego krewnego i zasiadł, jak to zwykle miał w zwyczaju, przy jego stole. Chciał porozmawiać ze swojej niedoli, jednak bogacz spojrzał na niego z wyższością i zmrużywszy ze złością oczy, rzekł:

– Nie przychodź tu więcej. Psujesz mi reputację swoją obecnością. W tych łachmanach, które szumnie nazywasz ubraniem, możesz co najwyżej na polach wrony straszyć. Tam Twoje miejsce! – Po czym wygnał biedaka z domostwa i  zatrzasnął za nim masywne, dębowe drzwi.

Nędzarz spojrzał za siebie i nie  wiedząc, co począć poszedł na pola, tak jak brat poradził, straszyć wrony. Rozwrzeszczane ptaszyska jak tylko zobaczyły zbliżającego się łachmaniarza, podniosły ostrzegawczy krzyk i rozpierzchły się na cztery strony świata. Na polu pozostał jedynie wielki, czarny kruk siedzący na konarze spróchniałego drzewa, a tuż obok niego stała piękna kobieta. Chłop przystanął i ze zdziwieniem rozdziawił gębę. Nagle usłyszał słowa:

– W tej wiosce nie ma szczęścia dla Ciebie i Twojej rodziny, dlatego spakuj cały swój dobytek i opuść to miejsce, a na pewno znajdziesz miejsce, gdzie i do Ciebie szczęście się uśmiechnie.

Legenda ukraińska, kobieta z ptakiem. Wrona, kruk, AI

Jednak to nie kobieta przemówiła, a siedzący przy niej ptak. Nim biedak się otrząsnął, oboje zniknęli bez śladu. Mężczyzna wrócił do domu, usiadł przy rozpadającym  się stole i spojrzał w dogasające palenisko i podrapał się po lekko łysiejącej głowie. Po chwili zadumy zawołał swoją biedną żonę oraz wychudzone dzieci i opowiedział o spotkaniu z dziwnym czarnym ptakiem i jego piękną i tajemniczą opiekunką. Gdy skończył opowieść, nakazał wszystkim się pakować i na nic nie czekając, wyruszyli w drogę. Gdy tylko opuścili granicę wioski, za plecami chłopa odezwał się Pech, który tak jak sądzili mieszkańcy wioski, przywarł do biedaka i nie chciał go opuścić.

– Gdzie wędrujemy przyjacielu? Wiesz, że nigdy Cię nie opuszczę? Będę zawsze tam, gdzie Ty. – Po czym zachichotał wprost do ucha mężczyzny.

Wędrowali wiele dni i nocy. Wędrowali w pełnym słońcu i w lejącym strumieniami deszczu. Wędrowali od skrzyżowania do skrzyżowania i od mostu do mostu, a Pech bez końca chichotał za uchem dźwigającego go biedaka. Pewnego upalnego dnia skończyła się woda w bukłaku, który dźwigało jedno z dzieci. Zobaczywszy rzekę, ojciec zarządził postój i udał się do strumienia, by ukoić pragnienie i napełnić pusty bukłak. Wtedy to wpadł na pewien, wręcz szatański pomysł i powiedział do uczepionego jego pleców Pecha.

– Słuchaj. Skoro tak się już do mnie przyczepiłeś i zżyliśmy się niczym bracia, to może pomożesz mi trochę. Wejdź do bukłaka i zobacz czy czasami dziur żadnych nie widać. Nie chciałbym, by woda wylała się po drodze, jeszcze pomrzemy i tyle będzie z naszej wyprawy.

Pech zastanowił się, zachichotał delikatnie i wskoczył do bukłaka. Wtedy mężczyzna zamknął otwór i mocno przewiązał go linką. Uwięziony Pech szarpał skórę bukłaka, groził, łkał i prosił o uwolnienie, ale chłop nawet nie myślał go wypuszczać. Wykopał dół w mulistym brzegu rzeki i wrzucił zawiniątko, po czym nie zwlekając, ruszył w dalszą drogę. Długo nie trwało, jak dotarli do kolejnej wioski, na końcu której stała mała opustoszała chata. Utwierdziwszy się, że nikt tam nie mieszka od wielu lat, oznajmił rodzinie, że od tej chwili to będzie ich dom. 

Kilka dni później, gdy chłop usiadł wraz z rodziną na ganku, usłyszał zawodzenie, które najwyraźniej dochodziło gdzieś z gór. Spojrzał na  swoją żonę i dzieci, które potwierdziły, że  też słyszą głos dochodzący z oddali.

– Złapcie mnie!! Złapcie!! – Prosiło coś lub ktoś. – Złapcie!!

Chłop natychmiast poszedł do swojej stajni, rozejrzał się po zakurzonych zakamarkach i chwycił lejce, które najwyraźniej służyły dawnym właścicielom do powożenia konia. Tak wyposażony ruszył za głosem, który nie przestając, wykrzykiwał co chwilę.

– Złapcie mnie! Złapcie mnie!.

Mężczyzna wspiął się na najwyższą górę i rozejrzał wokół siebie. Stał tak dobrych kilka chwil, aż w końcu zobaczył sprawcę całego zamieszania. Stary kozioł, o rogach wielkich niczym dwa potężne konary beczał na całą okolicę. 

Chłop chwycił wysłużone lejce i zrobiwszy z nich prymitywne lasso, zarzucił je na łeb rogacza. Kozioł walczył jak oszalały, ale w końcu dał za wygraną i poszedł wraz ze swoim nowym panem do jego obejścia.

Tam jednak stała  rzecz niesłychana. Gdy tylko kozioł przestąpił próg domostwa, znikł zaś w miejscu, gdzie jeszcze przed momentem stał, rozsypały się po podłodze złote monety. Zszokowany widokiem takiego bogactwa biedak pozbierał wszystko, co do jednej i zawołał rodzinę.

Jak to w takich wypadkach bywa, wieść o niespodziewanym bogactwie rozniosła się z szybkością błyskawicy po okolicznych wioskach, aż w końcu dotarła pod strzechę bogatego brata. Ten, gdy tylko usłyszał opowieść o nieprzebranych bogactwach, które miał posiąść jego krewny łachmaniarz, postanowił sam sprawdzić, czy to prawda. Kazał osiodłać konia i ruszył w drogę.

Tak jak poprzednio jego brat, tak i on wędrował przez wiele dni, aż w końcu dojechał do małej wioski, na końcu której stała mała chatka. Zatrzymał ogiera, szarpiąc lejce, zeskoczywszy i podszedł do drzwi, które otwarły się z hukiem i stanął w nich ubrany w nowe, kolorowe ubrania młodszy brat.

– Cóż Cię sprowadza bracie w moje skromne progi?

Starszy brat spojrzał ze zdumieniem na pięknie ubranego brata i wszedł do izby. Tam otworzył ze zdumienia usta, bo dzieci i żona krewniaka, już nie byli ubrani w wysłużone i łatane czym popadnie łachmany, tylko tak jak ich ojciec prezentowali się wręcz wyśmienicie. Jeszcze większe zdziwienie ogarnęło bogacza, gdy posadzono go do schludnie  nakrytego stołu, na którym pojawiły się półmiski z mięsiwem, pieczywem i warzywami w takiej ilości, jakiej nie powstydziłby się car, czy jakiś inny król z dalekiej krainy.

Bogaty brat ledwo co skubnął jedzenia i nie siląc się na owijanie w bawełnę, zapytał prosto z mostu o źródło bogactwa swojego brata. Ten uśmiechnął się szeroko i pokazał mu ogromne ilości złotych monet, zgromadzone w kilku solidnych kufrach. Zazdrość opanowała bogatego brata, uczucie to było tak silne, że aż cały pozieleniał na  twarzy. Widząc to, jego dotychczas biedniejszy brat rzekł.

– Pochowałem znacznie  więcej pieniędzy. Zakopałem je w skórzanym bukłaku, na mulistym brzegu rzeki. Jak chcesz, to możesz go wykopać. Ja i tak mam już tyle, że wystarczy mi i moim dzieciom do końca życia.

Pech potwór z legend AI

Bogaty brat zaślepiony wizją zakopanego  skarbu wybiegł z domostwa, nie żegnając się z rodziną i wyruszył do wskazanego miejsca. Jechał nieprzerwanie dzień i noc, aż w końcu dotarł do rzeki. Rzucił się na kolana i gołymi rękoma rozgrzebał błoto. Wyciągnął bukłak i drżącymi z podniecenia dłoni rozwiązał sznury. Wtedy z wora wyskoczył oszukany Pech i momentalnie uczepił się karku burżuja, szepcząc mu do ucha.

– Od teraz należę do Ciebie. Przyjacielu.

Oszukany bogacz udał się do domu i kiedy tam dotarł, zrozumiał, co się wydarzyło. Jego ogromne gospodarstwo leżało w popiołach, strawione przez potężny pożar. Nie wiedząc, co począć i gdzie się podziać, poszedł do dawnego gospodarstwa swojego brata i tam zamieszkał do końca swoich dni zupełnie sam, tylko jego kompan Pech, chichotał mu czasami do ucha.

Inne nasze legendy znajdziesz w specjalnym dziale z baśniami i legendami z całego świata.