Aisha Kandisha – to słynny w krajach arabskich demon pod postacią pięknej kobiety.

***

– Jest cudowna! – pomyślał młody hiszpański żołnierz wpatrując się w oczy pięknej Marokanki. Dziewczyna widząc zainteresowanie zatrzepotała uwodzicielsko czarnymi jak niebo nad pustynią rzęsami, po czym lekko zawstydzona odwróciła wzrok. Nie czekając na reakcje chłopaka okryła twarz chustą i ruszyła pospiesznie ku szumiącej w oddali rzece. Nie oglądała się, była pewna że młodzieniec podąża za nią, przecież każdy na którego zwróciła uwagę w końcu kończył w jej ramionach.

Długo nie trwało jak rozżarzone powietrze powoli ustąpiło kojącej bryzie docierającej od rzeki Fez. Chłopak przystanął na moment, zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Wilgotne powietrze otuliło mu spieczoną żarem pustyni twarz chłodząc delikatnie podrażnienia, których nabawił się podczas całodziennej służby w pełnym słońcu.

Obraz przedstawiający arabskie dzieci podczas nauki

Emiliano  przybył do Maroko razem z 48- tysieczną armią w roku 1859 po tym jak muzułmańskie plemię Andżera zaatakowało hiszpańską enklawę Ceuta. Nigdy nie narzekał na swój los i wiedział, że bycie żołnierzem jej królewskiej mości niesie za sobą pewne niedogodności, ale takiego słońca, mimo że w jego rodzinnych stronach słońce praktycznie nie zachodzi, to jeszcze nie poczuł na własnej skórze.

Stał by tak jeszcze długo, gdyby nie cichutki dziewczęcy chichot, który wyrwał go z zamyślenia. Potrząsnął lekko głową odganiając myśli o domu i spojrzał w kierunku rzeki skąd dobiegł go przyjemny dla ucha dźwięk. Stała tuż przy wodzie. Oświetlona  delikatnym światłem księżyca wyglądała jeszcze piękniej niż w zaułku niedaleko targowiska, gdzie zobaczył ją po raz pierwszy. Emiliano uśmiechnął się pod nosem, zakręcił palcami końcówkę wąsa i sprężystym krokiem ruszył ku swemu przeznaczeniu.

Podszedł do dziewczyny, strzelił szarmancko podkutymi obcasami i zdejmując kapelusz przyozdobiony emblematem swojego pułku ukłonił tak nisko jak tylko potrafił. Piękność spojrzała na swojego adoratora i zachichotała tak dźwięcznie, jak by była malutkim skowronkiem zamkniętym w złotej klatce. Serce piechura zabiło mocniej.

Nic nie myśląc chwycił wyciągniętą w jego kierunku malutką dłoń  i poszedł za swą miłością brnąc coraz głębiej we wodach Fezu.  Nie zwracał uwagi na chłodną wodę omywającą jego ciało. Ba! Nawet nie zauważył jak kobieta jego marzeń powoli zmienia się w stwora nie z tej ziemi.

Delikatna oliwkowa skóra na dłoniach dziewczyny popękała, tak jak pęka wysuszona ziemia na pustyni, a  jej wypielęgnowane paznokcie momentalnie zamieniły się w ostre szpony, mogące bez problemu rozerwać delikatne ciało człowieka. Zaś piękne oczy, które wcześniej tak niesamowicie lśniły w blasku księżyca, zaszły złowieszczą mgłą z której lada moment miało wydobyć się coś jeszcze bardziej okropnego.

Dopiero gdy woda o lekko zgniłym posmaku zaczęła zalewać usta Emiliano, ten ocknął się z czaru i panicznie spróbował wyszarpnąć dłoń ze śmiertelnego uścisku. Sukkub tylko zaśmiał się szyderczo  widząc nieudolną próbę oswobodzenia się  śmiertelnika i po chwili zanurkował ciągnąc żołnierza za sobą.  Targane konwulsjami ciało ostatnimi siłami starało się chwycić choć odrobinę życiodajnego tlenu.

Maroko - arabska architektura

– Nic z tego – Szpony potwora wpiły się w umięśnione ramiona żołnierza i z całą siłą wciągały go coraz głębiej i głębiej. Po chwili tafla wody, gdzie Emiliano walczył resztkami sił o życie uspokoiła się wieszcząc światu, że to już koniec. Sukkub zaciągnął swą ofiarę w odmęty mulistej rzeki, gdzie w swoim leżu przystąpił do zasłużonego posiłku.

Tak skończył się żywot kolejnego nieszczęśnika, który wpadł w sidła potężnego stwora. Nie była to pierwsza ofiara zabójczej piękności i też nie ostatnia. Podobno ofiar było tak wiele, że do dzisiaj w na dnie  Fezu można znaleźć ogromne ilości ponadgryzanych szczątków.

Co więcej, podobno Aisha Kandisha ciągle czyha na mężczyzn, którzy zauroczą się orientalną pięknością. Tak więc, jeżeli jedziecie do Maroko pamiętajcie o jednym – jeżeli podejdzie do Was piękność i poprosi byście poszli za nią w stronę rzeki, to radzę Wam tego nie czynić.

Kim faktycznie była Aischa Qandischa

Aisha Kandisha to według legend cudowna piękność, która wodzi na pokuszenie nieostrożnych mężczyzn po czym zabija ich topiąc w wodach rzeki. Prawda, że całkiem podobnie do tych piękności z legend o syrenach, chociażby z Malezji o których pisaliśmy już wcześnie (https://www.naszeszlaki.pl/archives/8986) Jedyną różnicą która różni Aishę od znanych nam potworów są jej wielbłądzie nogi, po których można ją rozpoznać o ile wcześniej nie rzuci na nas uroku.

Skąd się wziął ten demon czy też sukkub, dżin lub syrena, tego dokładnie nie wiadomo. Z tego co udało nam się znaleźć wersji jest kilka. Jedna z nich mówi o tym że Aisha, była pierwszą kobietą Adama jeszcze przed stworzeniem Ewy. Jednak nie spodobało się jej w raju i postanowiła go opuścić (podobno to wina Adama bo był wielkim nudziarzem). Wtedy to stwórca się wściekł i zmienił ją z piękności w odrażającego potwora, który mści się przez to na mężczyznach.

Kolejną wersja tej opowieści, troszeczkę bardziej przyziemna, opowiada o tym że Aisha była kiedyś normalną dziewczyną, która zmarła na skutek brutalnego zbiorowego gwałtu. Wtedy to jej umęczona dusza poprzysięgła zemstę oprawcom i pozostała na ziemi przyjmując postać demona. Po wymierzeniu sprawiedliwości nie zaznała jednak spokoju i do dzisiaj poluje na nieostrożnych, chętnych wrażeń chłopaków.

Która z tych opowieści jest prawdziwa, tego Wam nie powiemy, bo tak jak wielu bajarzy w Maroku tak i wiele opowieści jej dotyczących. Jedyne co możemy Wam powiedzieć to jeżeli jedziecie do Maroko pamiętajcie o jednym – jeżeli podejdzie do Was piękność i poprosi byście poszli za nią w stronę rzeki, to radzę Wam tego nie czynić.

Ciekawostki z Aishą Kandishą związane.

– Znany jest sposób przywołania Krwawej Mary przez trzykrotne wypowiedzenie jej imienia do lustra. Przywołać można także Aishę Kandishę jednak czyni się to w zupełnie inny sposób. Marokańczycy wierzą, że wylewając wrzątek w odpływ zlewu sprowadzamy sukkuba pod swój dach.

– Zgodnie z tradycją zakonu Sui Puri – Aisha Kandisha jest dżinem o wielu osobowościach. Zakonnicy wierzą, że nosi czarne ubranie, ma podobne do wielbłądzich stopy, sprawia że ciężarne kobiety mają wizje o poronieniach i powoduje, że ludzi których opętała ryczą jak dzikie zwierzęta

– Edvard Westermarck (fiński filozof) twierdził, że imię Aicha Kandicha jest “wyraźnie pochodzenia wschodniego”, co identyfikuje ją ze świątynią Qetesh w starożytnej religii kananejskiej i wiąże ją z kultem bogini płodności Astarte.  Alternatywną propozycją jest to, że Kandicha wywodzi się z prawdziwej postaci historycznej, mianowicie marokańskiej “hrabiny” z el Jadidy, która pomogła oprzeć się hiszpańskim najeźdźcom poprzez uwodzenie żołnierzy, którzy następnie byli zabijani przez siepaczy hrabiny.

– 30 000 –  tylu podobno mężczyzn straciło życie w objęciach Aishy