Ruiny zamku Olsztyn

Krwawa legenda z zamku w Olsztynie

Czasami strudzony wędrowiec, który przysiądzie zmęczony w ruinach dawnego zamku królewskiego w Olsztynie koło Częstochowy, szczególnie gdy noc nastanie i księżyc  wzejdzie wysoko,  może usłyszeć  szczęk łańcuchów, a jak i nieszczęście dopisze to ujrzeć  przerażającą  zjawę. To umęczony upiór błąka się samotnie po blankach.

Poszarpane, wychudzone widmo szczególnie upodobało sobie okolice wieży zamkowej, gdzie spędza czas na wypatrywaniu zapadniętymi oczodołami wybawienia. 

Aby poznać historię tego nieszczęśnika należy cofnąć się o 660 lat wstecz, do czasów panowania Kazimierza III Wielkiego, kiedy to Maćko Borkowiec, bo o nim tutaj mowa uzyskał na skutek przepychanek między szlacheckich tytuł Starosty poznańskiego, a było to dokładnie w roku 1348. Rządziło mu się dobrze, jednak poddanym pod jego panowaniem wiodło się nieco gorzej i już w roku 1352 Król Kazimierz  stwierdził, że błędem było mianowanie Maćka Starostą i nominację, bez najmniejszego wahania odebrał.
Zawzięty Borkowiec jednak nie tak łatwo chciał rezygnować z danych mu przywilejów i zebrawszy wojsko wystąpił zbrojnie przeciwko Koronie. Król Kazimierz posmutniał dowiedziawszy się o buncie, jednak nie nosiłby przydomka Wielki, gdyby sobie z takimi niedogodnościami nie potrafił poradzić.  Bunt został opanowany. Król z szacunku do ojca prowodyra zdarzeń nie skazał młodego Maćka, tylko wygnał go  na Śląsk, gdzie na banicji spędził 4 lata. Po tym okresie wydawało się, że Maćko się opamiętał i w roku 1358  w Sieradzu złożył przysięgę wierności królowi, której nigdy nie zamierzał dotrzymać.

Niedługo po złożeniu przysięgi zaczął spraszać bandy zbirów, które za jego pozwoleniem zaczęły nękać okoliczną ludność, by w końcu samemu stanąć na czele jednej z nich. Jednak szalę goryczy przelały rzekome plotki o romansie Królowej ze zbirem, które ten sam zaczął rozpowszechniać.
Tego już było za wiele. Król kazał pojmać Borkowica i uwięzić go w lochach olsztyńskiego zamku. Jako, że nie przystoi torturować szlachetnie urodzonych, ani bez pożywienia zostawić, nakazał król łagodne traktowanie osadzonego i codzienne wydanie mu  jednego posiłku, na który składała się miska siana i czarka wody.
Z dnia na dzień z lochu dobiegały coraz bardziej przerażające jęki, pomieszane na przemian z rzucanymi przekleństwami. Po około 20 dniach jednak pojawił się jeszcze jeden wręcz nienaturalny dźwięk. Wycie potępieńca raz po raz rozchodziło się echem po okolicy. Nikt nawet nie pomyślał, by zobaczyć co też to może być i dalej, codziennie o tej samej godzinie spuszczano na dół celi jedną miskę z sianem i czarkę wody.  

Po 40 dniach jęki ucichły. Borkowiec wyzionął ducha i nadszedł czas wyciągnięcia trupa. Kat i jego pomocnicy byli doświadczeni w tego typu sprawach i nie jedno w życiu widzieli, jednak nikt nie spodziewał się aż tak makabrycznego widoku. Borkowiec karmiony sianem oszalał i nie widząc innego wyjścia, zaczął powoli gryźć swoje ciało. Kęs za kęsem obdzierał kończyny z tak upragnionego mięsa, wyjąc przy tym potępieńczo  i przeklinając tych, którzy na tak straszną śmierć go skazali.

 

6 thoughts on “Krwawa legenda z zamku w Olsztynie”

  1. U was jeszcze w miarę te ruiny wyglądają, w rzeczywistości to znacznie gorzej. Powinna być jakaś instytucja narodowa, która dbała by o takie historyczne miejsca.

    1. To zależy, w sumie racja to tylko kupa kamieni, ale gdy na wzgórze wchodzi się od przeciwnej strony miasta ruiny ciągle robią wrażenie.

      1. To ich siła, każda legenda może zostać opowiedziana inaczej. To tak np. jak z opowiadaniem co stało się wczoraj w pracy, każdy z obecnych opowie ten dzień inaczej. Jedni ciekawie inni nudno. Dobrze że wy należycie do tej pierwszej grupy :]
        Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *