Chojnickie czarownice, legenda o torturach i śmierci

Chojnickie Czarownice – Legenda część II

– Witam Panie Splittstosser. Proszę niech Pan sobie usiądzie, przed nami bardzo długi dzień – gdy kat wypowiedział te słowa, zauważyć można było przez krótki moment błysk w jego oczach. Wiedział, że dzisiaj czeka go dużo pracy, ale nie narzekał, wszak lubił to co robi.

To był jego zawód, to było jego życie. Nikt inny w okolicy nie potrafił tak sprawnie wydobyć zeznań jak on. Przyzwyczaił się do tego, że ludzie na ulicy obchodzili go z daleka. Czasami słyszał za plecami obelgi pod jego adresem, ale czy to ważne? Ważne, że dzisiaj ma wydobyć zeznania i zrobi to, choćby miał torturować oskarżonego przez kilkanaście godzin

Czytaj też

Chojnickie Czarownice – Legenda część I
Chojnickie Czarownice – Legenda część III

–  Czy wie pan, panie Piotrze dlaczego dzisiaj się tutaj spotkaliśmy? – wzrok kata przeszył duszę Petera, który siedząc przywiązany do krzesła wpatrywał się w przerażeniem w narzędzia tortur zgromadzone na stole.  Język ze strachu odmówił mu posłuszeństwa i jedyne skinieniem głowy potwierdził, że wie doskonale dlaczego znalazł się w tak marnej sytuacji. Jego żona, po której pozostało jedynie spalone truchło, musiała powiedzieć o wszystkich jego występkach.

Tak właśnie  zaczęły się  przesłuchania trzeciej osoby w sprawie o czary. Oskarżony sługa miejski, którego żona spłonęła wcześniej na stosie, został postawiony pod sąd na skutek jej zeznań w których to opowiedziała, jak to on nie dość, że wiedział o jej konszachtach z demonami, to także  dokonywał innych niecnych występków. Okazało się, że Splittstosser w wolnych chwilach lubił przywłaszczać sobie cudze mienie, a w szczególności te, które należało do miasta.

Minęło wiele godzin, które zamieniły się na wiele dni w których to wyciągano siłą zeznania z oskarżonego. Wielokrotnie kat musiał cucić Petera, który nie wytrzymywał ogromnego bólu jaki ten mu zadawał i osuwał się bez życia na katowskim krześle. Na tyle oporny do współpracy okazał się oskarżony, że oprawca musiał wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, pozbawiając go przy tym kilku palców i łamiąc niezliczoną ilość kości. Jednak po czterech dniach skryba miał już spisane wszystko to, co radni miejscy chcieli usłyszeć.  

Przed czterema laty Peter wpadł na genialny plan przywłaszczenia sobie majątku, który przechowywany był w budynku rady miejskiej. W tym celu namówił swojego syna Georga i wspólnie splądrowali pomieszczenia ratusza.  Plan o dziwo powiódł się doskonale i po przeszukaniu kilku szaf, z wypchanymi kosztownościami kieszeniami uciekli do swojego gospodarstwa, gdzie łup zakopali w stercie gnoju, znajdującej się za ich domem, tak by po tym jak sprawa ucichnie móc cieszyć się swoją zdobyczą.  By odwrócić podejrzenia od własnej osoby, Splittsotsser pozostawił na miejscu zdarzenia miecz na ławce, a także nakazał  synowi na pozostawienie przy murach drabiny, tak by śledczy pomyśleli, że dokonał tego ktoś z zewnątrz.

Rok później udało mu się spieniężyć część łupu, sprzedając skradzione dobra paserowi o imieniu Christoffer. Transakcja miała zostać wykonana poza murami miejskimi  na Wzgórzu Wolności. Po dobiciu targu, wypili z paserem – jak wynikało z zeznań – 500 litrów piwa, które to z miasta razem z jedzeniem donosił syn Petera.

Jednak najważniejsze pytanie z ust kata miała dopiero paść.

– Czy wiedział Pan o czarach, którymi parała się Pana małżonka?

– Tak , wiedziałem – odpowiedział Peter

– Przyszła kiedyś do mnie, a było to po tym jak siedząc w karczmie oberwałem kuflem w głowę od niejakiego Salomona Buckwita z Nieżywięcia i mi powiedziała

– Zemszczę się na nim, narobię mu szkód.

– Nie wiedziałem do końca o co jej chodzi, ale odpowiedziałem, że jak jest w stanie uczynić szkodę to niech to zrobi. Kilka dni później Buchwitz zapadł na ciężką chorobę i już wiedziałem, że moja żona zajmuję się czarną magią, ale nie przeszkadzało mi to. Zresztą czemu miało by mi to przeszkadzać, mi krzywdy by nie zrobiła.

Był 13 października kiedy zeznania odczytane przed sędzią doprowadziły do skazania Petera,  Jako karę zasądzono obwożenie przestępcy w klatce po mieście, tak by potencjalni złodzieje, chcący dobrać się do kasy miasta, zobaczyli co może ich czekać. Nakazano  podczas tego pokazu, którego trasa przebiegała na chojnickich ulicach, robić przystanki i na każdym z nich rozszarpywać ciało oskarżonego rozżarzonymi obcęgami. Po zakończeniu tej krwawej procesji ciało rozczłonkowano na cztery części, które zawieszono na murach miejskich. Natomiast oddzieloną głowę nabito, ku przestrodze,  na pal.

A już za dwa tygodnie kat miejski postara się o wydobycie zeznań z ostatniej osoby, która zasiadła na ławie oskarżonych w tym procesie, syna Petera Splittstossera.

16 thoughts on “Chojnickie Czarownice – Legenda część II”

  1. Jesteście zdrowo po…ni nie było nigdy procesów za czary ani KK nikogo za nie nie zabijał. Sądzono przestępców i baby co truły innych ziołami albo zarabiały na tępocie prostych ludzi i tyle, myśleć trochę!

    1. Aż dziw bierze, że automat przepuścił komentarz z wulgaryzmem, ale skoro już to uczynił, to zniżę się do Twojego poziomu i Ci na niego odpowiem w kilku punktach:
      1. Ostatnio robiłem badania i wyszło, że jestem całkiem zdrów. Sugeruję jednak byś sprawdził swoje zdrowie, bo wyczuwam chroniczny ból dupy i zalew żółci.
      2. Procesów nigdy nie było, tak jak nigdy nie było ewolucji, dinozaurów i okrągłej ziemi. Natomiast opis procesu Joanny d’Arc z punktu 4 to fikcja literacka wyssana z palca.
      3. Zapytajmy się inków, czy to prawda, że KK jest krystaliczny jak łza – a nie, czekaj nie da rady. Przecież wyrżnięto ich do nogi, bo nie chcieli przejść na chrześcijaństwo. Cytuję – dominikanin Vincente de Valverde nakłaniał władcę do przejścia na chrześcijaństwo i poddania się hiszpańskiemu panowaniu – w przeciwnym wypadku zostałby uznany za wroga Hiszpanii. Atahualpa odmówił spełnienia żądań, rzucając Biblią w twarz dominikanina. To był sygnał do ataku. Najpierw Hiszpanie ostrzelali zgromadzonych na placu Inków z dział i arkebuzów, a następnie ruszyli do ataku. W trakcie rzezi zginęło ok. 5 tys. Inków, a sam Atahualpa został uwięziony.
      4. To prawda że sądzono przestępców, znachorów i innych typów spod ciemnej gwiazdy, zresztą jak byś wczytał się w tekst to zauważył byś, że połowa oskarżonych zasiadła na ławie z powodu przestępstwa. Jednak by nie było tak kolorowo, to omówmy przykład Joanny d’Arc. Ta francuska bohaterka i o dziwo święta kościoła została osądzona przez sąd kościelny i spalona na stosie w wieku 19 lat. Dopiero 24 lata później papież Kalikst III dokonał rewizji decyzji sądu kościelnego i uniewinnił ją. Na pewno bardzo się ucieszyła.
      5. W przeciwieństwie do Ciebie myślę.

      1. “…1. Ostatnio robiłem badania i wyszło, że jestem całkiem zdrów. Sugeruję jednak byś sprawdził swoje zdrowie, bo wyczuwam chroniczny ból dupy i zalew żółci….”
        Ale jednak robiłeś badania 🙂

    1. No chyba ktoś nie doczytał do końca 🙂

      “A już za dwa tygodnie kat miejski postara się o wydobycie zeznań z ostatniej osoby, która zasiadła na ławie oskarżonych w tym procesie, syna Petera Splittstossera”

    1. No prawdziwa, aż mam dreszcze co się wtedy działo.
      Wiesz kochana, że spłonęła byś na stosie w tych czasach ? 😛

  2. Fajną historię wygrzebaliście, u nas też ludzie opowiadają bajki o czarownicach, część jak to w bajkach pewnie prawdziwa. Pozdrawiam.

      1. W takim razie zapraszam do nas na południe, posłuchacie opowieści z pierwszej ręki, tzn w karczmie przy śliwowicy 🙂

  3. Ale powiem Wam że był wtedy porządek, pięć razy ktoś się zastanowił nim ukradł, po takim przedstawieniu.

    1. Tak super Romaszewski, ciekawe czy chciałbyś zobaczyć np. syna w takim procesie. Przecież wystarczyło że ktoś naopowiadał bzdur i kłamstw o Tobie albo bliskich i już, po sprawia, żadnych apelacji, tłumaczenia nic! Stos, szubienica czy rozszarpywanie. Gratuluje wyobraźni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *