Czeskie Morawy to jedna z trzech krain historycznych naszych południowych sąsiadów.

Podróże to moja miłość. Wino to moja wielka pasja. Czy można połączyć te dwa światy w jedną, idealną aktywność? Oczywiście, że tak! I ma ona cudownie brzmiącą nazwę: enoturystyka. Dla tych, którzy jeszcze nie ulegli jej urokowi – enoturystyka to nie tylko picie wina. To cała filozofia podróżowania, która łączy smakowanie życia z poznawaniem winiarskiej kultury. Chodzi o to, by odwiedzać winnice skąpane w słońcu, schodzić do chłodnych piwnic, rozmawiać z winiarzami i czuć historię w każdym kieliszku. Degustacja, zwiedzanie procesu produkcji, festiwale wina, a także odkrywanie dziedzictwa i wspieranie lokalnych pasjonatów – to wszystko składa się na ten magiczny koktajl.

Dziś zabieram Was w pełną smaków i wrażeń podróż do miejsca, które skradło moje serce – na Czeskie Morawy. Będzie upojnie, pysznie, historycznie i, jak to u mnie, z dużym naciskiem na gastroturystykę, bo jak pewnie wiecie, kolejną moją ulubioną formą odkrywania świata jest jedzenie.

Serce czeskiego winiarstwa: morawskie zaskoczenie

Winnica Irena, Pałuki.

Czeskie Morawy to winiarskie centrum Czech. Chociaż nie mają tak głośnej sławy, jak francuskie Bordeaux czy włoska Toskania, kryją w sobie prawdziwe perełki. To region, który potrafi zaskoczyć nawet wytrawnych smakoszy! Tutejsze wina mają niepowtarzalny charakter – świeży, mineralny i pełen owocowej radości.

Wśród białych win królują takie arystokratki jak Veltlínske zelené (znany jako Grüner Veltliner), elegancki Ryzlink rýnský (Riesling) oraz moje osobiste odkrycie – aromatyczna Pálava, krzyżówka wyhodowana właśnie w tym regionie! Wina czerwone również zasługują na uwagę, zwłaszcza lekkie i soczyste Frankovka (Blaufränkisch) i Svatovavřinecké (St. Laurent). Na Morawach znajdziecie mnóstwo małych, rodzinnych winnic, gdzie winiarze z pasją, bez zbędnego zadęcia, opowiadają o swojej pracy. Tutejsza kultura winiarska jest swobodna, radosna i po prostu… ludzka.

Valtice: pałac, piwnica i nieograniczone szczęście

Czeskie Morawy - Valtice kraina wina.

Naszym celem była degustacja w samym sercu regionu, a dokładniej w Winnicy Zámecký Sklep (Piwnica Zamkowa), mieszczącej się w majestatycznym Pałacu Valtice. Już sam barokowy pałac i otaczające go ogrody są widokiem zapierającym dech w piersiach, ale prawdziwy fenomen czekał pod ziemią.

Wyobraźcie sobie: głęboka, chłodna piwnica, a w niej Czeski Salon Win – największa kolekcja win morawskich i czeskich! Około 160 starannie wyselekcjonowanych butelek: białe, różowe, czerwone… i najlepsze jest to, że możemy ich degustować do woli, bez ograniczeń ilościowych! Do tego nielimitowane, pyszne przekąski wliczone w cenę. To nie jest zwykła degustacja, to prawdziwa winiarska uczta dla zmysłów.

A cena? Ta radość kosztuje zaledwie 649 CZK na miejscu (około 114 zł), a online jeszcze taniej – 599 CZK (ok. 105 zł). Moim zdaniem, to absolutnie niezbyt wygórowana cena za tak wyjątkowe doświadczenie! Jedyne, co nas ogranicza, to czas – każda sesja to „tylko” 120 minut. I tu moja rada: zróbcie sobie powtórkę z tej wizyty! Rozbicie Salonu Valtice na kilka krótszych degustacji to przepis na pełne delektowanie się winem, a jednocześnie uniknięcie (dość prawdopodobnego) scenariusza, w którym następnego dnia Wasze możliwości będą mocno ograniczone… Zaufajcie mi!

Morawy to nie tylko wino: atrakcje, które warto zobaczyć

Czeskie Morawy - Twierdza Helfsztyn.

Kiedy już kac nieco odpuści (albo i nie – w końcu to Czeskie Morawy!), region oferuje mnóstwo magicznych miejsc do zwiedzania. Naszą podróż rozpoczęliśmy od potężnej, średniowiecznej Twierdzy Helfsztyn. Datowana na XIV wiek, jest prawdziwym olbrzymem. Oprócz starych murów uwagę przykuwa piękna metaloplastyka – nic dziwnego, ten region ma wielkie tradycje kowalskie! Wstęp i parking są płatne, i pamiętajcie o koronach – płatność tylko gotówką.

Tuż przed winiarskim szaleństwem, zahaczyliśmy o uroczy Mikulov. Kilka razy mijałam to miasteczko, ale dopiero teraz poczułam jego klimat. Krótka wizyta utwierdziła mnie w przekonaniu – muszę tam wrócić! Zamek i tamtejsze klimatyczne winoteki czekają! A gdy po degustacji przyszedł „ten trudniejszy” dzień, zadowoliliśmy się spokojnym spacerem po Brnie. To historyczne miasto, które ma bogatą historyczną przeszłość i rozkwitło w XIII wieku. Brno ma ogromny potencjał, więc na pewno wrócę, aby poświęcić mu cały dzień (albo dwa!).

Zdecydowanie najwięcej uwagi poświęciliśmy Jaskini Punkevni z Przepaścią Macocha – prawdziwemu geologicznemu cudu! Odkrywany stopniowo na początku XX wieku, kompleks jaskiń zapiera dech w piersiach. Oprócz imponujących stalaktytów, stalagmitów i stalagnatów, największe wrażenie robi skalna przepaść, ale to nie koniec! Częścią zwiedzania był niesamowity, miniaturowy rejs łódką po podziemnej rzece Punkwie!

Macocha to z kolei największa i najpotężniejsza przepaść krasowa w całej Europie Środkowej. Zrodzona w wyniku zawalenia się stropu jaskini, ma aż 138,5 metra głębokości do lustra Dolnego Jeziorka. Jej nazwa zaś… pochodzi od tragicznej legendy o złej macosze, która w akcie rozpaczy skoczyła w jej głębiny. W jaskini jest stała, niska temperatura (7-8°C) i ogromna wilgotność – nie zapomnijcie o cieplejszym ubraniu, nawet w środku lata! Trasa z przewodnikiem (po czesku, ok. 60-80 min) jest fascynująca, ale ma dużo schodów. W sezonie koniecznie rezerwujcie bilety online!

Czeskie Morawy i Gastroturystyka

Przyznam szczerze: nie jestem wielką fanką klasycznej kuchni czeskiej (wyłączając oczywiście wino i piwo!), ale ciągle wierzę, że nie trafiłam jeszcze na lokal, który powaliłby mnie na kolana. Może to tylko kwestia czasu i kolejnej podróży? Podczas tego wyjazdu, najlepsze momenty przynosiły… przypadkowe odkrycia. Tak było z absolutnie pysznym śniadaniem w niepozornym, może trochę dziwnie wyglądającym blaszanym kontenerze o wdzięcznej nazwie Cafe Bar U mlsné kočky. Najsmaczniejszy posiłek na trasie!

Typowych specjałów szukaliśmy w małej miejscowości Holubice, w knajpce Hostinec U kapličky. Gospoda z ogródkiem z widokiem na kapliczkę – klimatycznie. Smażony hermelín (ser typu camembert) był poprawny, a pochwała należy się ich sosowi tatarskiemu. Drugie podejście do klasyki miało miejsce w Restauracji u Vrany w Velká Bíteš. Dobra zupa czosnkowa, ale gulasz i smażony żółty ser – przeciętne. Niestety, bardzo zepsuła nam humor niemiła obsługa. Mam nadzieję, że podczas mojej następnej podróży będzie lepiej.

Jako wielka miłośniczka wina, marzę o tym, by wrócić do salonu degustacyjnego w Valticach. I to nie raz! Te 120 minut to zdecydowanie za mało, by w pełni nacieszyć się tak ogromną kolekcją. Morawy stoją nie tylko pałacowym salonem – jest tam jeszcze mnóstwo wina do wypicia, a przy okazji cała masa urokliwych miejsc do zwiedzenia! Enoturystyka to po prostu idealne połączenie przyjemności i poznawania.

Czeskie Morawy fakty, informacje i ciekawostki

  • Enoturystyka ma korzenie w antyku. – Termin „enoturystyka” pochodzi od greckiego słowa oinos (lub oenos), które oznacza po prostu „wino„. Już w czasach starożytnych Greków i Rzymian, ludzie chętnie pielgrzymowali do słynnych regionów winiarskich, łącząc przyjemność z kulturą. Można to uznać za pierwszą, bardzo wczesną, a jakże mądrą, formę enoturystyki. Smakowanie i odkrywanie – to działało zawsze!
  • Nazwa przepaści Macocha nie jest przypadkowa – kryje się za nią prawdziwie tragiczna morawska legenda. Kiedyś w pobliskiej wiosce żyła zła macocha, która – pragnąc, by cały majątek męża przypadł ich wspólnemu synowi – postanowiła pozbyć się swojego pasierba. Podstępnie zwabiła chłopca na skraj przepaści i zepchnęła go w dół… Na szczęście, chłopiec cudem złapał się wystającej gałęzi i przeżył! Został uratowany przez drwali. Macocha, wracając do domu, zastała swojego własnego syna martwego. W akcie szaleńczej rozpaczy i chcąc uniknąć kary ze strony wściekłych wieśniaków, wróciła nad przepaść i sama skoczyła w mroczne głębiny. Od tego momentu miejsce to nosi imię… Macocha.
  • Podczas zwiedzania morawskich miasteczek na pewno natkniecie się na okazałe, barokowe kolumny stojące na rynkach. To Słupy Morowe (czes. Morový sloup). Nie są to zwykłe ozdoby! Wznoszono je masowo w XVII i XVIII wieku, głównie w krajach Monarchii Habsburskiej, jako wyraz głębokiej wdzięczności Bogu (lub Najświętszej Maryi Pannie) za… ustąpienie straszliwej zarazy dżumy! To potężny symbol ulgi, wiary i historycznego triumfu nad chorobą, który do dziś dodaje uroku centrom miast.
  • Wielka Twierdza Helfsztyn ma swojego legendarnego założyciela. Choć historycznie był nim prawdopodobnie śląski szlachcic Bedřich z Linavy, lokalne podania mówią o charyzmatycznym rycerzu-rozbójniku zwanym Helfriedem. To właśnie od niego miała pochodzić nazwa zamku Helfštýn (Helfenstein).
  • Morawy to kraina wina – to właśnie tu produkuje się ponad 90% czeskiego wina. Szczególnie słynne są okolice Mikulova, Znojma i Velkých Pavlovic.
  • Winnice ciągną się aż po horyzont – jesienią zbocza Moraw zamieniają się w złotozielone wzgórza pachnące winogronami i świeżo tłoczonym winem.
  • Morawskie piwniczki winne to osobny świat – małe, kolorowe domki z beczkami w środku, gdzie można próbować wina prosto od gospodarza.
  • Mikulov to morawski klejnot – miasteczko o niepowtarzalnym klimacie, z zamkiem na wzgórzu i urokliwym rynkiem pełnym kawiarenek.
  • Brno – stolica Moraw – drugie co do wielkości miasto Czech, pełne młodości, sztuki i świetnych restauracji.
  • Zamek Špilberk w Brnie był kiedyś jednym z najstraszniejszych więzień Europy – dziś można po nim spacerować i podziwiać panoramę miasta.
  • Morawy to nie tylko wino, ale i piwo – w małych browarach powstają piwa, których nie znajdziecie nigdzie indziej w Czechach.
  • Morawskie krasowe jaskinie to cud natury – zwłaszcza jaskinia Macocha, w której dno ginie w ciemnej przepaści o głębokości ponad 130 metrów!
  • Podziemne rzeki i jeziora – w niektórych jaskiniach można popłynąć łódką po podziemnych wodach, co robi niesamowite wrażenie.
  • Lednice i Valtice – dwa przepiękne zamki wpisane na listę UNESCO, połączone alejami i parkami tworzącymi jeden z najpiękniejszych kompleksów krajobrazowych w Europie.
  • Morawskie pola słoneczników i lawendy – latem wyglądają jak z południa Francji. To raj dla fotografów.
  • Region Moraw Południowych bywa nazywany „czeską Toskanią” – i to nie bez powodu. Łagodne pagórki i wioski ukryte wśród winorośli naprawdę przypominają Włochy.
  • Tradycje ludowe są tu wciąż żywe – w wielu wsiach wciąż organizuje się kolorowe dożynki, pochody i festyny w tradycyjnych strojach.
  • Morawskie stroje ludowe są niezwykle barwne – haftowane koszule, spódnice i kapelusze to prawdziwe dzieła sztuki.
  • Muzyka ludowa na Morawach ma wyjątkowy rytm – dudy, skrzypce i cymbały słychać na niemal każdym lokalnym święcie.
  • Na Morawach mówi się innym dialektem – brzmienie morawskiego czeskiego jest łagodniejsze i melodyjniejsze niż w Pradze.
  • Kuchnia morawska to uczta dla zmysłów – knedliki z sosem, smażony ser, gulasz i oczywiście kieliszek młodego wina to obowiązkowy zestaw.
  • Morawskie Boże Narodzenie ma swoje unikatowe tradycje – np. wróżenie z jabłek i rzucanie buta przez ramię przez niezamężne dziewczyny.
  • Ludzie z Moraw uchodzą za wyjątkowo gościnnych – nie ma wizyty, podczas której nie zaproponują kieliszka wina i czegoś pysznego do zjedzenia.
  • To miejsce, gdzie czas płynie wolniej – spacerując po winnicach, miasteczkach i zamkach, naprawdę można poczuć spokój i sielskość życia.
  • Czeskie Morawy to tylko jedna z licznych podróży, o których piszę. Po więcej artykułów z przygodami na szlakach całego świata zapraszam do mojego działu na portalu www.naszeszlaki.pl.