O syrenach z Langkawi usłyszeliśmy w Taman na wyspie Langkawi. Jest to ciekawy park wypełniony postaciami z malezyjskich legend. Jedną z nich dziś opowiem, gdyż była barwnie opowiedziana i bardzo mi się spodobała.
O syrenach z Langkawi

Dawno, dawno temu w jaskini znajdującej się w północnej części wyspy Langkawi swoje legowisko urządziły sobie trzy kobiece demony. Zaiste straszne to były stworzenia. Ci nieliczni, którzy mieli sposobność zobaczyć je i przeżyć, opowiadali z wielkim przerażeniem w głosie o przerażającym wyglądzie potworów, przy których nawet najdzielniejszy wojownik drży jak osika. Straszne ślepia, który błyszczą w zapadłych oczodołach, bez przerwy poruszają się, szukając nieostrożnych ofiar. Wychudzone, nienaturalnie powykręcane ciała, ogromne szpony na wszystkich kończynach, ostre jak brzytwa kły i bardzo długie czarne włosy opadające na ohydną niczym gnijącą twarz dopełniały reszty.
Jak by tego było mało, istoty te posiadły zdolność latania, tak że bez problemu mogły atakować ludzi błąkających się po klifach lub pełniących służbę na statkach, a co najgorsze potrafiły zmienić swoje ciało tak, by niczego niepodejrzewającym marynarzom pojawiać pod postacią pięknej kobiety, kusząc ich krągłymi kształtami i pięknym głosem niosącym się wśród wzburzonych fal.
Nie wiadomo skąd się wzięły. Według niektórych istniały od zarania dziejów nim jeszcze ludzi pojawili się na Langkawi. Inni opowiadali, że przybyły z dalekich krajów, by szerzyć terror wśród mieszkańców wyspy. Jeszcze inni wierzyli, że te straszne demony o zniekształconych kobiecych kształtach były wcześniej pięknymi kobietami, które umierały, rodząc dzieci pochodzące z gwałtu. Tubylcy nazywali je Langsuir, lecz my znamy je pod inną nazwą – syreny.
Mimo powszechnej wiedzy o ich miejscu żerowania syreny nie narzekały na brak pożywienia. Ba, nawet nie musiały się zbytnio starać, by je zdobyć, bo ileż to razy samotny wędrowiec pobłądził podczas burzy i nieświadom czyhającego niebezpieczeństwa podpływał do ich jaskini. Tam mamiony anielskim głosem, o ile miał szczęście, rozbijał łódź o skały i toną od razu. Gdy jednak szczęścia mu zabrakło, ostatnim co zobaczył, były krwiożercze potwory rozszarpujące mu ciało na strzępy. Jedynie można było się domyślać po stertach, bielejących w słońcu nadgryzionych kości i popękanych czaszek, że nieszczęśników było naprawdę wielu.
Pewnego razu w morze wypłynął, tak jak czynił to codziennie od wielu lat, stary rybak. Zapakował na małą łódź sieci skrupulatnie naprawiane przez żonę i po pożegnaniu się z rodziną, po czym wyruszył na połów. Mimo swojej ułomności, jaką niewątpliwie był bardzo słaby wzrok i jeszcze gorszy słuch, które z biegiem lat coraz bardziej zanikały, był mistrzem w swoim fachu i nic nie stało na przeszkodzie, by mimo bardzo podeszłego wieku, dalej zaopatrywać swoich bliskich w niezliczoną ilość błyszczących kolorowych ryb.
Tym razem jednak miało być inaczej. Morze zaskoczyło starca i, mimo że był wielce doświadczonym żeglarzem, nie zauważył zbliżającej się burzy. Fale z potężną siłą uderzały w burtę łódeczki, próbując rozbić ją w proch, jednak ta trzeszcząc, odpierała każdy kolejny atak. Wiatr wył jak opętany, wciskając w oczy rybaka krople słonej wody, lecz ten, tak jak jego opierająca się żywiołowi łódź, nie poddawał się i mimo zwiotczałych mięśni, dawał odpór siłom natury.
Nagle burza ustała. Umęczony starzec padł na dno swojej łupiny, dziękując bogom za ocalenie. Gdy w końcu doszedł do siebie, sprawdził stan krypy, która o dziwo nie wymagała większych napraw. – No to kolejna przygoda za nami przyjacielu, czas zając się tym po co tu przybyliśmy. – Szepnął w stronę burty, po czym chwycił sieci i zarzucił je w morze.
– Siostry, spójrzcie na morze, czy to nie czasami łódeczka z naszym obiadem na pokładzie? – Ochrypły głos odbił się od postrzępionych skał jaskini, docierając do uszu dwóch drzemiących langsuir, które na dźwięk słowa „obiad” otworzyły szeroko ślepia i oblizując się, dopadły wylotu jaskini.
Syreny rozradowały się, gdyż wiele już dni nie jadły. Nie zwlekając, by przypadkiem posiłek nie odpłynął, wyszły przed jaskinię i stanęły na klifie. Tam przybrały postać pięknych niewiast i rozpoczęły kuszenie. Piękny śpiew płynął po falach w stronę starego rybaka, niczym długa cienka lina, która miała zaprowadzić go wprost w objęcia strasznego przeznaczenia. Stała się jednak rzecz niebywała. Starzec nie reagował na słodkie obietnice i dalej wykonywał swoją pracę, zarzucał sieć i wybierał ryby, których było w tych wodach jak nigdzie indziej.
– Jest ich tyle, tak jakby nikt wcześniej tutaj nie łowił. Niesamowite! – Mówił do siebie rybak, ocierając pot z czoła, gdy po raz kolejny wyciągał z mozołem sieć pełną dużych ryb. Okazało się, że to znienawidzona ułomności po raz pierwszy zadziałały na jego korzyść. Po prostu nie widział pięknych niewiast spoglądających na niego z jaskini i nie słyszał ich śpiewu.
Syreny spojrzały na siebie zdziwione, przecież nikt nigdy nie był w stanie oprzeć się ich anielskiej powłoce i demonicznemu głosowi. Po chwili milczenia podjęły koleją próbę, która i tym razem spełzła na niczym. Zresztą każda kolejna próba zwabienia posiłku także kończyła się fiaskiem, aż w końcu stary rybak, spojrzawszy na połów, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie widział, stwierdził, że już mu wystarczy, bo jeszcze chwila i malutka łódeczka zatopi się pod ciężarem ryb.
Całe zajście zaskoczyło syreny. – Straciłyśmy swój urok! – Lamentowały jedna przez drugą. – Co z nami będzie, jak dowiedzą się ludzie z wyspy?! – Z przerażeniem w głosie zapytała, wydawałoby się, najmłodsza z nich. – Ludzie tu przyjdą, by nas zniszczyć! Krewni ofiar nie przepuszczą takiej okazji i zemszczą się, tego możemy być pewne! Siostry, musimy uciekać, póki jeszcze możemy! Teraz!
I nim echo zdążyło ucichnąć, syreny wzbiły się w powietrze i czym prędzej odleciały z wyspy, która jeszcze przed chwilą była ich domem. Terror ustał raz na zawsze. Ludzie z Langkawi nigdy nie dowiedzieli się, kto ich uratował. Zresztą sam bohater, głuchy i krótkowzroczny rybak, który uwolnił wyspę od trzech okrutnych demonów, nie był świadomy swojego bohaterskiego czynu i dalej, o ile sił mu starczało, wypływał w morze na swojej malutkiej, trzeszczącej łódeczce, która była jedynym świadkiem porażki demonicznych sióstr.
Na naszym portalu w dziale legendy ze świata znajdziesz więcej niezwykłych legend i baśni z każdego kontynentu.



