W zasadzie ten artykuł powinien pojawić się jako jeden z pierwszych na Naszych Szlakach, bo skoro lubimy zwiedzać Polskę, to dobrze by było poznać gdzie w ogóle ten nasz piękny kraj miał swój początek. Właśnie z  tą myślą wybraliśmy się z dzieciakami do Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. 

O Gnieźnie poczytasz też tu:

Gniezno – pierwsza stolica Polski


W sumie nie ma się czemu dziwić, że właśnie muzeum o takiej tematyce znajduje się akurat w tym mieście – dla mniej zorientowanych, to właśnie Gniezno było pierwszą stolicą Polski 😉 –  ale myślę, że to już wiedzą raczej wszyscy.

Ruszamy do muzeum Początku Państwa Polskiego

Po wyjściu z samochodu oczom naszym ukazał się potężny budynek powstały w roku 1973,  zgodnie z zasadami wtedy obowiązującymi. Dlatego nie spodziewajcie się wyszukanego stylu czy perełki architektonicznej. Ot, stoi sobie taki klocek wczesno gierkowski i tyle, no ale przecież opakowanie nie  jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, co znajduje się w środku i forma podania nam informacji  o początkach naszego kraju, a to już jest o wiele ciekawsze. Chociaż nie powiem jest jeden minus, a nawet i dwa – ale o tym za moment.

Gniezno-muzeum-początków-państwa-polskiego-co-zobaczyć-wielkopolska-zwiedzanie-atrakcje-turystyczne-skarby-berło

W Muzeum Początków Państwa Polskiego jest wiele cennych eksponatów z naszej najdalszej histrorii

Dobra to wchodzimy do tego muzeum, na sam początek informacja – wstęp w niedziele jest darmowy i warto odwiedzać ten przybytek właśnie w ten dzień.  Zaopatrzeni w darmowe bilety zostaliśmy od razu „przejęci” przez obsługę, która dołączyła nas do wycieczki zorganizowanej i wyruszyliśmy do piwnic. Tam zebrani w dość wąskim holu, dowiedzieliśmy się od Pani przewodnik, że przed nami trzy sale, w których będziemy mieli możliwość zobaczenia eksponatów i co najważniejsze obejrzenia filmów  w technologii 3D, które przedstawią pierwszych Piastów, jak i to czym ta placówka się zajmuje.

Co zobaczycie w Muzeum Państwa Polskiego

Filmy są zrobione profesjonalnie i w przeciwieństwie do dziewczyn, które już po chwili trzeba było uciszać, obejrzałem je z dość dużym zainteresowaniem.  Po seansie, który trwa 7 minut zapaliły się światła i nadszedł czas obejrzenia zebranych eksponatów, a jest ich całkiem sporo – zgodnie informacją podaną na stronie muzeum jest ich ponad 500. I tu pojawił się pierwszy zgrzyt. Zaskoczyła nie tylko mnie informacja, że światło będzie zapalone przez – uwaga – 8 minut. Tak, dobrze czytacie, dostajemy aż 8 minut na zobaczenie wszystkich rzeczy, tak pięknie umiejscowionych w podświetlanych gablotach. Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt, że grupa z którą weszliśmy liczyła bez mała ponad 30 osób, o ile nie więcej i każdy chciał sobie pooglądać – no to naprawdę szał.

W Sali trzeciej to nawet nie zdążyłem dojść do połowy, bo już Małgosia marudziła, a tu pstryk, koniec i tyle. Całe szczęście, że byłem na tyle zapobiegliwy, że w miarę możliwości wszystko obfotografowałem, więc  eksponaty mogłem sobie obejrzeć w domu i dopiero tutaj zauważyłem, że sporo z tego co było pokazane zwiedzającym, to po prostu kopie.

Gniezno-muzeum-początków-państwa-polskiego-co-zobaczyć-wielkopolska-zwiedzanie-atrakcje-turystyczne-ceramika-garncarstwo

Są tu bogate zbiory dawnych dzieł garncarskich i starej ceramiki

Tak lekko zawiedzeni, spojrzeliśmy na siebie pytającym wzrokiem

– Ale, że co? To już wszystko? Na całe szczęście za moment zostaliśmy pokierowani na piętro, gdzie organizowane są wystawy czasowe.  To zdecydowanie uratowało sytuację. Okazało się, że akurat w dniu naszych odwiedzin była wystawa poświęcona zabawkom naszego dzieciństwa. Byście widzieli oczy dzieciaków, gdy znudzone pierwszymi wystawami zobaczyły gabloty pełne kolorowych zabawek. Ewa nie nadążyła ich gonić, bo były dosłownie wszędzie. Pluszaki, samochody, lalki i tak każde stoisko po pięć razy, normalnie huragan. Niestety taka wystawa ma też swoje wady i to potężne.

Wystawa zabawek i postaci z dawnych bajek

Po zobaczeniu w muzealnych gablotach „moich” zabawek z dzieciństwa, uświadomiłem sobie, że ja  już  chyba stary jestem.  Maryśka zresztą co chwilę utwierdzała mnie w tym przekonaniu wołając

– Tata zobacz, takie żołnierzyki mamy w domu jeszcze. O zobacz tata, gra piłkarzyki co masz ją w szafie, o i taki samochód też masz. Normalnie starość, smutek i żal. Niedługo to chyba trafię do gabloty obok, jako kolejny eksponat.

Ale wracając do rzeczy radośniejszych, to z miłą Panią animatorką pograliśmy jeszcze w gry planszowe i wyruszyliśmy do wyjścia. I tu nastąpiła chwila zastanowienia –  Ale jak to do wyjścia,  gdzie wystawy stałe? Przecież to niemożliwe żeby w tak wielkim muzeum były tylko trzy sale  po 8 minut i wystawa czasowa. No i faktycznie, jest jeszcze wystawa stała, gdzie można już w spokoju obejrzeć co nieco. Nie jest może tego zbyt wiele, ale ostatecznie zostawiło na nas dobre wrażenie.

Gniezno-muzeum-początków-państwa-polskiego-co-zobaczyć-wielkopolska-zwiedzanie-atrakcje-turystyczne-dzieci-zabawki-zajęcia

Muzeum oferuje sporom ilość zajęć dla najmłodszych

Podsumowując. Nie jest źle, tym bardziej, że w niedzielę nie musimy wydawać majątku, żeby spędzić mile czas z rodzinką. Jednak to ograniczenie czasowe przy oglądaniu wystaw multimedialnych jest czymś, z czym jeszcze nie miałem nigdzie do czynienia i zostawia po sobie jakiś taki niesmak.  Mimo tych wad, polecam wam ten przybytek i  jak macie wolną chwilkę, a chcecie dowiedzieć się co nieco o początkach państwa polskiego to śmiało  odwiedzajcie to muzeum.

Legenda o zbóju z Gniezna

W sumie najbardziej znaną, która w tym przypadku była by najbardziej na miejscu jest legenda o Lechu, Czechu i Rusie,  ale tą, to znają nawet przedszkolaki, więc dzisiaj opowiemy o zbóju, co łupił wędrowców podążających do Gniezna.  

Działo się to za panowania Władysława Łokietka. Zbój Maciej bo tak mu było na imię siał postrach na szlakach od dawna. Chłop to był sprytny i nieuchwytny, a zarazem okrutny. Nikt nie uchodził z życiem, nikt też nie potrafił wskazać,  gdzie bandzior ma swoją kryjówkę. Jedynie było wiadomo, że znajduje się ona w okolicach Modliszewa niedaleko Gniezna.

Pewnego razu do stolicy polski wędrowali z  południa kupcy z dalekich krain. Ich śniada cera oraz dźwięczny język jakim się posługiwali,  wskazywał na podróżników z bogatej Italii. Niestety, jak to w życiu bywa gdy już myśleli, że bezpiecznie pokonali tysiące kilometrów, tuż przed celem ich podróży zostali napadnięci. Maciej z niebywałą wprawą roztrzaskał im czaszki, jednak w tym amoku nie zauważył, że kilku z nich uciekło przed jego maczugą i zniknęli w gęstwinie. 

Przerażeni, wycieńczeni kupcy w końcu dotarli do Gniezna, gdzie natychmiast przedstawili  sytuację sędziemu. Ten, aż poczerwieniał ze złości, bo już od dawna sprawa zbója Macieja nie dawała mu spać po nocach. Wtedy to jeden z przyjezdnych zapytany, cóż tam wieźli na sprzedaż, odpowiedział

– Panie, wieźliśmy wyborne wino, co pod słońcem w naszym pięknym kraju dojrzewa. Słysząc to sędzia zarządził, by natychmiast, bez chwili zwłoki wyruszyć i poszukać zbója, bo tym razem jest szansa go pojmać. Przewidywania urzędnika się sprawdziły i już niedługo oddział zbrojnych zauważył leżącego zbója pod drzewem, niedaleko leśniczówki Koreczno.  Pijany do nieprzytomności nawet nie zauważył zbliżającego się niebezpieczeństwa. Jeszcze w tym samym dniu zwołano sąd i zapadł wyrok śmierci, który skrupulatnie wykonał miejscowy kat.

Tak oto kończy się historia potężnego bandyty, który był nieuchwytny do czasu, gdy zachciało mu się zakosztować drogiego trunku. Tak więc zapamiętajcie –  morał z tej historii jest krótki i podany na tacy: Nigdy, ale to nigdy – nie żłop wina w pracy 😉

PS: A jak to z tym włoskim winem jest naprawdę, czy faktycznie ma taką moc, że potrafi zwalić z nóg nawet zbója ? To pewnie już Piotr opowie w następnym artykule.