Każdy człowiek z podróży przywozi własne spostrzeżenia. Nie ma takiej samej podróży dla wszystkich, każda jest inna, a spis porad i miejsc koniecznych do odwiedzenia zawsze brzmi abstrakcyjnie. Możesz czytać, badać i analizować, ale na koniec jedyne co pozostanie zrobić, to ruszyć w nieznane. Wszystko się zmienia w chwili rozpoczęcia nowego doświadczania i oswajania miejsca, które w końcu staję się Twoim kolejnym domem. Dla mnie na zawsze pozostanie nim La Havana. Nie opowiem Ci o niej niczego, co możesz wyczytać w przewodnikach i opisach wycieczek. Kuba nie jest tylko krajem cygar, starych aut, ludzi roztańczonych salsą i beztrosko uśmiechniętych. Kuba jest tym, co sam w niej zobaczysz. Odkryj jej tajemnice!

Dla Ciebie będzie ona czymś innym niż była dla mnie. Nie widzę sensu w opisywaniu wszystkich zabytków i miejsc, które odwiedziłam, ważniejsze dla mnie jest to, by opowiedzieć, dlaczego warto ją poczuć. Kuba ma swoją jedyną w rodzaju magię albo ją znienawidzisz, albo pokochasz na zawsze! Ja pokochałam Kubę, choć nie stało się to tak od razu. Dużo mnie nauczyła i często szokowała, zanim zrozumiałam, że jest moim miejscem.

Moja wyprawa na Kubę i pierwszy kontakt z upałem oraz wilgocią Karaibów

Kuba wyspa na Karaibach

Pierwszą rzeczą, która dziwi Polaków odwiedzających Kubę, jest język. Nie ma czegoś takiego jak języka kubański, nie pytaj ich o to, bo językiem krajów latynoskich jest hiszpański. Języki narodowe w Europie to coś oczywistego, ale nie jest standardem na innych kontynentach.

Hawanę po raz pierwszy poznałam w sierpniu. Sierpień jest ważny, ponieważ to czas, gdy na Kubie jest bardzo gorąco. Moje pierwsze wrażenie po wysiadce z samolotu to przenikliwe, lepkie i wilgotne gorąco. Oblepiło ono każdą część mojej skóry i nie puściło przez dwa tygodnie. W pierwszym odruchu chciałam uciec, ale to się nie udało. Hawana była moim pierwszym ciepłym egzotycznym wyjazdem po latach wycieczek po znanej i jednostajnej, choć pięknej Europie. Chciałam doznać innego świata niż ten, który dotąd znałam.

Długo analizowałam zjawisko wilgotnego ciepła panującego wówczas na Kubie. Można je porównać do warunków małej kuchni w bloku z lat 70. na 4 piętrze w samym środku upalnego lata. Gdy dodasz do tego gotowanie kilkudaniowego obiadu dla całej rodziny, piekąc jednocześnie ciasto w piekarniku, a w wielkim kotle zagotujesz weki z kompotem i to wszystko w tym samym czasie, to będzie właśnie tak gorąco i wilgotno jak na Kubie w sierpniu. Dla wzmocnienia efektu możesz dodać stylonowy fartuszek.

Kubańczycy za to śmiali się z naszych czerwonych od upału twarzy oraz wiszących, zdyszanych języków. Jedno jest pewne, na Kubie kosmetyki do makijażu pozostają zbyteczne przez większą część dnia, bo i tak cały makijaż spływa z twarzy w kilka minut po jego wykonaniu. Włosów też nie trzeba za bardzo układać, wiszą wilgotne i kręcą się według własnego uznania. Jedynym, dużym plusem wilgotności jest to, że po intensywnym opalaniu nie schodzi skóra, cały czas nawadnia ją wilgoć z powietrza. Jednak nie ma się co martwić, cała zejdzie zaraz po powrocie do Europy. Tu koniecznie muszę napisać – słońce jest na tyle silne i ostre, że należy zachować wszelką ostrożność podczas opalania.

Kuba kraina palącego słońca

Będąc na Kubie, po raz pierwszy doznałam olśnienia słońcem, które odbija się nawet od powierzchni ulic. Tutaj też po raz pierwszy usłyszałam o okularach przeciwsłonecznych o zwiększonej mocy. Rzeczywiście ilość słońca podczas spaceru w ciągu dnia wprost oślepia. Ciężko zatem winić Kubańczyków, za całodzienne sjesty i niezrozumiały dla Polaków powolny sposób działania. Nie umiałam sobie nawet wyobrazić wykonywania ciężkiej fizycznej pracy i obowiązków domowych. Nie potrafiłam rozumieć, jak można wytrzymać taki upał w innym miejscu niż wannie napełnionej zimą wodą. O tym marzyłam! Każde wyjście poza zasięg klimatyzatora wiązało się z poczuciem „wejścia do sauny”, które jest uparte, wszędobylskie i niedające się pozbyć. Ciepło dosłownie doskwiera!

Zrozumiałam też sens popularnych tu bujanych foteli, w których możesz „przebujać” cały dzień, aż nadejdzie nieco chłodniejszy wieczór. W sypialni nocą głośno szumiała stara klimatyzacja, o ile nie szumiały podwieszone pod sufitem w każdym pomieszczeniu wiatraki. Zdałam sobie sprawę, że na Kubie to właśnie te wiatraki kołyszą niemowlęta do snu i że pewnie ich dźwięk, jak wszystkie dobre wspomnienia małego dziecka, pozostają w umysłach Kubańczyków do ostatnich dni jako oznaka błogiego bezpieczeństwa. A ponieważ ja nie lubię szumu wiatraków i cenię sobie ciszę, przegadałam z nimi nie jedną z nieprzespanych nocy. Na Kubie jednak są one niezbędne i muszą obracać się bez końca, by choć trochę było chłodniej, ale o nocnej ciszy zapomnij!

Kuba ogromny kulturowy kocioł i niezwykła mieszanka narodów

Mieszkaliśmy na piątym pietrze wynajmowanej Casa Particulare. Z okien budynku można było oglądać dachy sąsiednich domów lub fasady rozpadających się budynków. Z tego naprzeciwko naszego okna została tylko elewacje, a w jego wnętrzu rosły drzewa, widok przecudny, choć spacery pod balkonami takich ruin, pobudzało wyobraźnie i wróżyło nagłą śmierć. Na dachach sąsiednich domów stały niebieskie zbiorniki na wodę oraz kurniki, z których nocą, gdy i tak nie możesz spać, piały niemiłosiernie koguty od zmierzchu do białego rana. Zresztą nie tylko koguty budziły się do życia po zmierzchu, całe ulice zaczynały żyć na nowo, korzystając z nocnego chłodu.

Przed domami, na wąskich uliczkach bawiły się dzieci tuż obok matek z niemowlętami, a mężczyźni grali w domino, bo domino to gra narodowa Kubańczyków. To także było dla mnie nowe, maleńkie dzieci rozbawione w najlepsze na ulicy późną nocą. Dla kontrastu tuż obok stały gliniane, rytualne misy i pozostawione w ofierze głowy owiec.

Kuba to zlepek wielu narodowości, a tym samym ludzi w różnych kolorach skóry. Po rdzennych mieszkańcach tej karaibskiej wyspy, żyjących tu przed przybyciem Kolumba raczej na próżno szukać śladów. W większości wymarli z powodu ekspansji przybyszów lub zabiły ich przywiezione na statkach zupełnie tu nieznane choroby. Późniejsze wykorzystywanie Kuby jako plantacji przyczyniło się do napływu ludności z Afryki. Liczni są także Chińczycy, tak Hawana ma swoją chińską dzielnicę.

Nie opowiem jednak o całej historii Kuby, bo cechował ją burzliwy los. Jednak to, co musisz wiedzieć, to to, że spotkasz w niej różne wyznania i mieszankę kultur. Co ciekawe do dziś dnia prężnie działają tu także Masoni. W centrum znajdziesz bibliotekę Masońską, w której przez wiele lat pracowała Polka – Pani Stasia, mieszkająca na Malecon.

Hawana gwarne miasto pełne muzyki i starych samochodów

W Hawanie nie ma ciszy, nie ma jej w sercu miasta. Głośny gwar, głośna ukochana przez Kubańczyków muzyka bardziej reggae, niż salsa, a do tego te wszystkie piękne stare samochody, pozbawione niestety tłumików! Oprócz hałasu, towarzyszy temu dość wyraźny zapach spalin. Wąskie uliczki pachną odsmażanym olejem, starymi kamienicami i oczywiście spalinami. Jednak wszystko to jest do zniesienia, bo ulice są piękne, jest kolorowo no i jesteś na wakacjach. To nie Twoje codzienne życie. Piszę Ci o tym, bo wąskie uliczki poza wyremontowanym centrum, lub szerokie arterie reprezentacyjnych ulic mają swoje niewidoczne na zdjęciach i wymagające akceptacji niedoskonałości.

Kuba jest i będzie żywym, zmieniającym się dynamicznie organizmem, więc to, co ty sam w niej zobaczysz, będzie czymś zupełnie innym, niż to, co ja widziałam. Dzięki wizycie na tej karaibskiej wyspie odmieniło się moje myślenie o życiu na wielu płaszczyznach. Najbardziej było mi wstyd, że podchodziłam do niej przez swój własny i ograniczony sposób myślenia, lecz ta wizyta wszystko zweryfikowała!

Życie na Kubie

Kuba wyspa na Karaibach i stragan z owocami i warzywami

Nocą na balkonie, w rozgrzanym od upalnego dnia powietrzu doznałam olśnienia i zrozumiałam, czym Polska była dla obcokrajowców w czasach komuny, gdy na sklepowych pułkach stał tylko ocet i musztarda. To przerażające, że w wielkim mieście, bez kontaktu z tubylcami możesz nie przetrwać i nie mieć co jeść. Nie da się kupić rzeczy tak oczywistych, jak ziemniaki czy mięso. Oczywiście mięso było na straganach, tylko czy wiszący na haku i ociekający krwią ochłap okejony przez muchy w starej blaszanej budzie nie jest widokiem, po którym rozważasz przejście na wegetarianizm? A czy w „warzywniaku” poczujesz się lepiej, patrząc na rdzawe bulwy, z których nie masz pojęcia co ugotować? (Spokojnie, w Hawanie jest nawet Polski sklep, ale nie o to doświadczenie chodziło).

Na szczęście jest tam coś, co jest cudowne, wielkie i najsmaczniejsze na całym świecie — piękne i dorodne awokado. Możesz kupić cebule, czosnek i czasem limonki. Dostaniesz swojskie białe bułki i słodkie, krótkie banany. Kupisz też fruta bombę – czyli naszą papaję. Jednak na Kubie nie wymawiaj tego słowa, bo jest ono raczej dowodem sprośnego wyuzdania. Nie mów też „pacha”, mając na myśli część swego ciała. Zupełnie co innego usłyszy kubański mężczyzna. Nie używaj polskiego słowa „ciocia”, bo każdego Kubańczyka zaskoczy, że tak śmiało reklamujesz dość ważną część kobiecego ciała.

Cokolwiek by nie powiedzieć, po jedzenie trzeba wstać wcześnie i wyruszyć na poranną wędrówkę, żeby kupić ryż — w czarnym od starości sklepiku. W innym równie zabytkowym miejscu fasolę. Wodę, olej, który dla Kubańczyków jest cenny. Za to rum dostaniesz wszędzie i o każdej porze. Nie chciałam żyć zamknięta w hotelu, chciałam żyć jak inni mieszkańcy Hawany – więc wybierałam sklepy i jedzenie takie jak oni.

Uczyłam się Kuby wśród jej mieszkańców. Piłam maleńką słodką kawę na stoiskach ulicznych, jadłam hamburgera z plastikowej miski, raczyłam, się spleśniałym serem i spróbowałam smażonych świńskich uszu. Te ostatnie nie przypadły mi do gustu – ale na Kubie świnia, ich mięso i dużo oleju to „must have”. Polubiłam pyszne smażone zielone banany, grillowane kurczaki i bardzo słodkie ciasteczka oraz piwo „Bucanero”.

Trochę trudno mówić tradycyjnej kubańskiej kuchni, ale czołowym daniem jest „stara szmata”, czyli „ropa vieja”. To rodzaj długo gotowanego gulaszu z wołowiny, podawanego z ryżem i czarną fasolą. Trudno zdobyć wołowiną, więc zastępowały ją kurczaki. Te ostatnie można kupić bardzo mocno mrożone. Miałam okazję targać je w plecaku, a lód pomimo upału na nich nawet nie drgnął, ot zagadka. I o moja wielka naiwności, ugotowałam kiedyś wszystkie ziemniaki na jeden obiad, nie wiedząc, że ziemniak dla przeciętnego Kubańczyka to już towar ekstra i dodaje się go do sałatki. Nic nie rozumiałam, byłam „biała”, byłam blondynką i zaliczyłam kilka takich zderzeń z rzeczywistością, nim cokolwiek zaczęłam rozumieć.

Kuba i bezpieczeństwo turystów

Pewnego razu oberwałam pyskówkę od starej Kubanki w autobusie poza centrum, bo Kubańczycy turystów lubią, ale swoje powiedzieć potrafią. No i najbardziej ich lubią tam, gdzie ich miejsce, czyli w centrum, na zwiedzaniu czy plażach. Na Kubie możesz czuć się bardzo bezpiecznie, ponieważ turysta to chodzący biznes i nadzieja dla ubogiego kraju. Oczywiście, jeśli zostawisz na ławce torbę z wystającym portfelem, lub nie umiesz liczyć i się targować, nie ma złudzeń, zostaniesz ograbiony, jednak do napaści na turystów nie dochodzi. Kubańczycy to bardzo karny naród. Nie musisz się obawiać, ale też nie polecam pchać się na siłę w każde miejsce dniem i nocą.

Na plaży mieliśmy eskortę, kilku panów stało w cieniu, ale pilnowali nas, żeby nic się nie stało. Czas jest czymś zupełnie innym dla krajów zalanych słońcem. Uzbrój się w cierpliwość i zmień swoje podejście do punktualności. Po co sobie psuć wakacje, odpuść na starcie i płyń. Oczywiście, wszędzie tam, gdzie trzeba pracować lub załatwiać sprawy, Kubańczycy robią to bardzo dzielnie.

Kobiety chcąc nadążyć za modą, w skrajnym upale, gdy Ty masz chęć zdjąć z siebie skórę, żeby było chłodniej, wędrują ulicami w jeansowych spodniach albo grubych wzorzystych rajstopach. Czego się nie robi, by dobrze wyglądać! Kubańczycy są narodem, który bardzo dba o swój wygląd i czystość. Kąpią się kilka razy w ciągu dnia, co przy takim upale jest zrozumiałe. Wodę w prysznicu cały czas podgrzewa słońce w niebieskich tankach ustawionych na dachach domów. Woda ta nie nadaje się do picia, a nawet do mycia zębów, gdyż stoi ona w tych zbiornikach całe dnie. Przestrzeganie higieny jedzenia i picia dla turystów jest obowiązkowe, jeżeli nie chcesz spędzić wakacji w łóżku.

Kuba to wyspa miłości

Polecam Kubę każdej kobiecie z wszelkimi możliwymi kompleksami. Raz, że z białą skórą i blond włosami będziesz tam przedmiotem zazdrości także dla Kubanek. Dwa, kubańska mentalność jest zupełnie różna od chłodnego, powściągliwego podejścia mężczyzny do kobiety w naszym kraju. Wola miłości i seksu jest tam o wiele swobodniejsza, a mężczyzna nie jest nachalny a jedynie gotowy do spełniania męskiego obowiązku, jakim jest danie przyjemności sobie, ale także chętnej kobiecie i to on decyduje przyjąć lub odrzucić zaloty. To, co może razić, to taniec godowy, który trwa i toczy się cały czas, na każdej ulicy. Obcy mężczyźni cmokają do Ciebie lub wołają „linda”, „mamasita”, wysyłają buziaki i zaczepiają. Wszystko, co musisz zrobić to podziękować, bo oni nie robią nic złego, robią to, co jest częścią ich kultury, uwielbiają Cię za to, że jesteś kobietą. Nie mają nic złego na myśli, to zwykła oferta i nie ma znaczenia czy jesteś gruba, stara, czy masz duży, czy mały tyłek.

Każdy Kubańczyk zdziwi się, gdy kobieta jest sama dłużej niż rok. Jeśli jest sama, to musi być z nią coś nie tak, ponieważ „oferty” są zawsze i wszędzie. Nie denerwuj się, gdy na dyskotece nagle obcy mężczyzna zacznie tańczyć z tyłu za Tobą. Tam właśnie miejsce „od tyłu” za tancerką jest całkowicie normalne i nie niesie podtekstów. Nie zdziw się także milionem serduszek, kwiatków i cudownych wyznań, jeśli udostępnisz któremuś swojego WhatsApp’a czy messenger’a (przy okazji Internet na Kubie do tanich nie należy!). Kuba to kraina miłości. Czy trwałej? To już na inną opowieść.

Rodzina dla Kubańczyków jest bardzo ważna

Jedną z rzeczy, która pozostaje ważna dla Kubańczyków, to dzieci. Niezależnie od tego, w wyniku jakich związków przyszły na świat, są one najważniejszym skarbem i mężczyźni nawet po zakończeniu przygody opiekują się nimi. Zresztą rodzina pozostaje najważniejsza i relacje rodzinne między pokoleniowe przypominają mi jedynie czasy głębokiej biednej komuny w Polsce. Odwiedzanie się częste i dbanie o siebie to na Kubie norma. Wielką tragedią dla mieszkańca Kuby, jest pozostanie samemu na świecie, bez rodziny.

Oczywiście ma to swoje podłoże ekonomiczne. Zdobywanie pożywienia oraz artykułów pierwszej potrzeby takich jak papier toaletowy, mydło czy pasta do zębów, to proces złożony. Możliwości dużej grupy ludzi zwiększają szansę wszystkich członków rodziny na pozyskanie wszelkich niezbędnych środków. Stawiam tezę, że bieda i trudności ekonomiczne wpływają odwrotnie proporcjonalnie w stosunku do wzrostu więzi rodziny. Dla nas Europejczyków może być szokiem to, że w gronie rodziny omawiają między sobą dosłownie wszystko, łącznie z przygodami w łóżku. Co ciekawe, Kuba jest dość pruderyjna, bardzo nie ładnie jest, gdy kobieta rozchyla nogi podczas siedzenia, a do tego powinna nosić dłuższe majtki. Nadal kontrasty pomiędzy otwartością a zwyczajami pozostają dla mnie zagadką!

Na Kubie nigdy nie usłyszałam, żeby członkowie rodziny źle się odnosili do siebie nawzajem. W sytuacjach kryzysowych widziałam zaciśnięte zęby, ale nigdy nie widziałam ani nie słyszałam, żeby brat o bracie mówił źle, czy syn o matce lub kuzyn o ciotce. I tu ogromna lekcja dla nas Polaków, jak często jesteśmy zwaśnieni i latami nie rozmawiamy z rodzinami, trzymając twardo swoje żale.

Wyprawa na Kubę zimą

Mój drugi pobyt na Kubie był w styczniu. Temperatura tam zbliżona jest wówczas do naszego czerwca lub lipca, czyli bardzo przyjemne lato. Jeśli nie lubisz upałów, wybierz się na Kubę w nasze zimowe miesiące, wówczas wszystkie dni zaczynają się od rześkiego poranka. Początek dnia na Kubie zaczynał się dla mnie tak samo, jak ten z wakacji u babci, latem nad morzem. Jedyna różnica po rozchyleniu metalowych okiennic, zza okna bez szyb zamiast starej gruszy zobaczyłam palmy oraz drzewo awokado. Nadzieja, delikatne ciepło i nadejście dnia na błękitnym niebie zawsze jest takie samo!

Siedząc w cieniu na balkonie i patrząc na drzewa, błękit nieba i słońce, jedyną rzeczą, która mnie smuciła oraz budziła niepokój, była myśl, że z Kuby nie da się wrócić na piechotę do domu. Ta myśl nie dała mi spokoju i wryła się głęboko. Zawsze, gdy gdzieś podróżuję, patrze na mapę czy jest taka możliwość. Myśl może zabawna, ale daje mi poczucie bezpieczeństwa. A teraz gdy o tym piszę, czuję zapach, temperaturę powietrza oraz spokój miejsca, w którym wtedy byłam. Pamiętam każdy detal obrazu, na który patrzyłam. Silne emocje, wrażliwe przemyślenia konserwują nasze wspomnienia. Bez tego odczuwania obrazy przeminą w niepamięci niezauważone. Dziś myślę, że wyspiarzem trzeba się urodzić, a ja na zawsze, jak do filmu wrócę do tego balkonu, zalanego ciepłem i spokojem, choć również niepokojem mojego serca.

Byłam wtedy pytana, dlaczego jestem taka smutna i zamyślona, lecz czy zawsze trzeba się śmiać, gdy właśnie uczysz się, myślisz i poznajesz? Mogłabym o Kubie pisać dużo więcej, choć byłam tam zaledwie kilka tygodni. Działo się wiele, wiele się nauczyłam i wiele zabrałam dla siebie. Pokorę, miłości do życia, do łatwości posiadania, do tego, czym jest rodzina i co tak naprawdę jest warte w życiu. Gdy pokazałam zdjęcie mojej szafy, ludzie z Kuby mówili – „masz ubrań do końca życia!”. To spostrzeżenie było tak trafne, że przestawiło moje konsumpcyjne myślenie, było proste i prawdziwe. Jedź na Kubę, jest szansa, że już nigdy nie będziesz taki sam, ale jedź ją przeżyć, a nie zobaczyć. W Polsce Kuba otworzyła mi wiele drzwi nie do otwarcia, pozwoliła poznać wielu ludzi, do których bym nie dotarła.

Kuba i kilka praktycznych porad

  • Kuba jest wpisana na listę krajów terrorystycznych, więc za każdym razem, gdy będziesz chcieć lecieć z wyspy np. do Stanów, sprawdź przepisy dotyczące wizy i wymogów kontroli.
  • Na Kubę zabierz podręczną apteczkę, niezbędnych dla Ciebie leków. Dotarcie do placówek medycznych dla turystów, może Ci zabrać bardzo dużo czasu.
  • W tropikach wiele banalnych infekcji rozwijało się u mnie bardzo szybko.
  • Pij dużo wody, nie lekceważ tego, bo 10 godzin lotu z opuchniętymi nogami sprawia ogromny kłopot.
  • Po więcej przygód odsyłam do mojego miejsca na portalu Nasze Szlaki.