Rezerwat Czartowe Pole na Roztoczu położony jest w województwie lubelskim, częściowo w gminie Józefów i gminie Susiec. Leży w obrębie Parku Krajobrazowego Puszczy Solskiej.

Rezerwat Czartowe Pole to jedno z tych miejsc na Roztoczu, które na długo pozostaje w pamięci. My o tym miejscu nie możemy zapomnieć z dwóch powodów. Po pierwsze ten malutki rezerwat chroniący dolinę rzeki Sopot jest po prostu piękny, niesamowicie malowniczy  i o tym opowiem za momencik! A po drugie nie dają nam o nim zapomnieć chmary wkurzających komarów, które cięły jak jakiś diabelski pomiot! Już na samą myśl o spacerze rezerwatem Czartowe Pole zaczynam się czochrać, gdzie popadnie!

Rezerwat Czartowe Pole jak dojechać i gdzie zaparkować?

Czarcie Polce na Roztoczu nad rzeką Sopot.

Ile to już razy pisałem, że w przypadku dojazdu do opisywanych przez nas atrakcji warto korzystać z nawigacji, tego już nie zliczę. Tak jest i w tym przypadku! Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę „Czartowe Pole parking” i już jesteśmy prowadzeni jak po sznurku.

Na miejsce dojedziemy ze Zwierzyńca, kierując się na Józefów. Parking znajduje się  przy trasie Józefów – Susiec. Co ważne jest całkiem spory, więc nie ma problemu ze znalezieniem miejsca. Więc w tym przypadku nie trzeba jakoś zrywać się z samego rana, by tu dojechać. Tym bardziej że czas przejścia całego szlaku nie jest długi, dzięki czemu rotacja na parkingu jest dość częsta. Parking oczywiście jest darmowy!

Rezerwat Czartowe Pole krótki opis trasy

Jak wspomniałem przed momentem, szlak prowadzący przez rezerwat nie jest długi! Ba! Można nawet powiedzieć, że jest bardzo krótki. Bo co to jest niby za odległość około 2.5 kilometra? Przecież nawet nie zdążysz się zmęczyć. Mimo to trasa jest naprawdę wyjątkowej urody i zdecydowanie warto nią przejść naprawdę spacerowym tempem. No, chyba że nie masz odstraszaczy komarów, to trasę z chęcią pokonasz w biegu.

Najbardziej spektakularne jest pierwsze 1400 metrów szlaku. Poprowadzono go tuż przy rzece Sopot. Rzeczka na tym odcinku przybiera postać górskiego potoku, rozlewającego się na kilka koryt po całej dolince. Po przejściu tego odcinka można się cofnąć i pokonać tę trasę jeszcze raz lub wejść do lasu górującego nad doliną. My przez komary wybraliśmy las, było zdecydowanie mniej krwisto.

Spacer po rezerwacie Czartowe Pole

Rezerwat Czartowe Pole to jedna z perełek Roztocza! Spacer wytyczonymi szlakami należy do wyjątkowych przeżyć i, mimo że nie jest długi, to naprawdę zapada w pamięci! Wszystko za sprawą rzeki Sopot, która przez tysiąclecia mozolnej pracy wyrzeźbiła prawdziwy cud natury. Na krótkim odcinku, który został oddany do dyspozycji zwiedzających, znajdują się rozwidlenia, wodospady, kaskady i wszechogarniający szum prawie górskiego potoku. W czasie całego spaceru czuć dzikość tego miejsca! Widać, że tutaj natura w dalszym ciągu rządzi się swoimi prawami! Rzeka meandruje, szarpie delikatnie brzegi i nanosi łachy piasku, tworząc malownicze wysepki.

Twórcy tego szlaku postarali się, by jak najmniej ingerować w dzieło natury. Przez większość czasu wędruje się więc drewnianymi kładkami, których wysłużone deski skrzypią delikatnie pod nogami. Część z tych bardziej zmurszałych łamie się z biegiem czasu, a drewno we władanie przejmują mikroorganizmy, rozkładając je powolutku. I właśnie to skrzypienie, zmurszałe deski i gdzieniegdzie pęknięte poręcze sprawiają, że wszystko tutaj pasuje do siebie wręcz idealnie! Nie inaczej jest z ruinami dawnej papierni, która wtopiła się w krajobraz, czyniąc go jeszcze bardziej malowniczym. Omszałe kamienne mury otoczone gęstwiną zieleni idealnie współgrają z tym miejscem i  sprawiły, że czułem się tutaj, jak bym przeniósł się do świata magii i miecza. Sapkowski lepiej by tego miejsca nie wymyślił i tylko driad Brokilonu brak.

I naprawdę nie byłoby się, do czego przyczepić, gdyby nie te chmary krwiopijnych komarów, które tną szaleńczo wszystkich odwiedzających. Tak jak by faktycznie czarty, od których to miejsce ma swoją nazwę, nie chciały, by plątali się tu obcy. Dlatego pierwszą rzeczą, o której musisz pamiętać przed przyjazdem do Czartowego Pola, to aby wylać na siebie wiadro repelentów. Inaczej po kilku minutach stracisz tyle krwi, że wystarczyłoby na spisanie porządnego cyrografu. Po przejściu doliną masz dwie możliwości powrotu. Możesz cofnąć się i jeszcze raz dać pochłonąć się magii Rezerwatu Czartowe Pole lub wejść do lasu górującego nad doliną. My przez te wredne komarzyce, z żalem na sercu, wybraliśmy drogę lasem.

Komar pijący krew

Garść informacji praktycznych i kilka ciekawostek

Czarcie Polce na Roztoczu nad rzeką Sopot. Ewa Baranowska, Michał Baranowski.
  • Rezerwat Czartowe Pole powstał w roku 1958.
  • Zajmuje powierzchnię 63,71 ha, z czego ochronie ścisłej podlega 26,66 ha (666 – przypadek? Nie sądzę).
  • Na trasie ścieżki znajdują się też miejsca związane z walką o niepodległość Polski. Jest tu obelisk upamiętniający pobyt żołnierzy ze Szkoły Podchorążych Sanitarnych w 1931 r. oraz pamiątkowy kamień z 1936 r. ustawiony w miejscu, gdzie harcerze rozbijali swoje obozy.
  • Papiernia, której ruiny upiększają rezerwat, powstała w pierwszej połowie XVIII wieku na zlecenie Ordynacji Zamoyskiej. Należała ona do największych tego typu obiektów w Królestwie Polskim. Produkowano w niej 9 rodzajów papieru. Dość często na skutek powodzi dochodziło do awarii maszyn. Jednak to nie woda, a ogień doprowadziły do upadku papierni. Po pożarze, który wybuchł w roku 1883, papiernia została zamknięta.
  • Nazwa rezerwatu pochodzi od legendy, która opisuje czarcie harce na tutejszej polanie.
  • Adres do Józefowa: 23-460 Józefów.
Mapa do atrakcji

Legenda o Czartowym Polu nad Sopotem

Legendę o okolicznych czarach usłyszeliśmy gdzieś pod Zamościem. Trafiła ona do nas wraz z ostrzeżeniem, by wystrzegać się Czartowego Pola po zmierzchu.

Tańczące w lesie diabły

W głębokiej puszczy przy brodzie na rzece Sopot stała karczma, którą zarządzał stary i cwany karczmarz. Obok prowadziła droga ze wsi Zamch do miasteczka Józefów. Karczma tętniła życiem za sprawą okolicznych chłopów, którzy w każdą niedzielę wieczorem zajeżdżali tu przed poniedziałkowym targiem. Biesiadnicy nie żałowali sobie napitków i jadła, obiecując uregulować rachunki, gdy wracać będą z zarobionym groszem. Niektórym tak dobrze się biesiadowało, że wracając z targu, zarobione pieniądze ledwo starczały na opłacenie długu.

Pijaństwo chłopów w końcu tak rozeźliło czekające na nich w chałupach baby, że te spotkawszy się, zaczęły złorzeczyć i przeklinać hulaków, co do domów bez grosza wracali. Do dziś nie wiadomo, czy to złe życzenia rozeźlonych bab, czy inne zrządzenie losu sprawiło, że pewnej niedzielnej nocy potężna burza rozszalała się nad karczmą. Wicher wiał, jak by w piekle zrobił się przeciąg, a pioruny waliły wokół knajpy, tak jak by ta stała się celem szalonych artylerzystów. Umęczona ziemia w końcu poddała się i otworzyła, a karczma, wraz z bawiącymi się w niej opojami, zniknęła w ciemnej i głębokiej jamie, prowadzącej aż do piekła.

Od tej pory miejsce to nazywano przeklętym i nikt z miejscowych nie zapuszczał się tu bez większej potrzeby. Z czasem jednak historia stała się legendą, dawny szlak zarósł nowym lasem i tylko zło w powietrzu czuć było jak dawniej. Po latach całych, od tamtych wydarzeń, ni z tego, ni z owego na ścieżce, która niegdyś byłą szerokim traktem, pojawił się muzykant, przemierzający kraj ze swoimi skrzypkami i głową pełną barwnych opowieści. Pech chciał, że trafił tu w czasie gdy słońce już zaszło i mrok spowił okoliczny, gęsty las. W pewnym momencie wędrowiec dostrzegł płonące między drzewami ognisko, a wokół niego tańczące postaci. Jak się szybko przekonał, były to diabły, radujące się jakimś niecnym czynem, którego dokonały tego dnia. Gdy dostrzegły barda, przywołały go i kazały grać w zamian za nagrodę. Chcąc nie chcąc młodzieniec uderzył w struny skrzypiec i zaczął śpiewać jedną historię za drugą. Biesy słuchały i podrygując do dźwięków instrumentu, a czas płynął szybko i nim się obejrzeli, skończyła się noc.

Gdy w lesie pojawiła się poranna mgła, czarty zaczęły rozpływać się i znikać. Jeden z ostatnich, jaki został na polanie, chwycił garść węgli z ogniska i cisnął nimi w muzykanta, a potem również zniknął. Jakże zdziwił się młodzieniec, gdy zamiast gorących węgli zasypały go złote monety. Jak każdy dobry bard, tak i nasz bohater, po tej niezwykłej nocy napisał poemat opisujący przygodę. Śpiewał go potem w niejednej wsi przy płonącym ognisku. Opowieść o czarcim złocie skusiła niejednego, lecz wszyscy, którzy udali się w miejsce, gdzie niegdyś karczmę pochłonęło piekło, nigdy nie wracali. Zła sława okolicy jeszcze się pogorszyła, a obszar w dolinie rzeki Sopot od wsi Karczmisko aż do Hamerni zaczęto nazywać Czartowym Polem. Do dziś okoliczni mieszkańcy wystrzegają się tego miejsca jak ognia.