Wędrując przez Malezję, często braliśmy udział w przeróżnych świętach i religijnych spotkaniach. Są to kolorowe i bardzo wzniosłe wydarzenia, zwłaszcza w niewielkich wsiach z dala od nowoczesnych miast. Podczas imprez często pojawiają się muzycy uderzający w bębny o głębokim i lekko denerwującym brzmieniu. Są to bębny Kompang – czyli tradycyjne malezyjskie instrumenty, wykonany z drewna chlebowca obleczonego skórą kozła. Jednak ciekawsza od samego bębna jest opowieść o tym, w jaki sposób doszło do jego powstania.

Legenda o powstaniu bębna kompang

Dawno temu, w północno-zachodniej części Singapuru istniała mała wioseczka. Ludzie ją zamieszkujący nie byli bogaci, jednak nie można powiedzieć, by narzekali na głód i niedolę. Każdy z mieszkańców posiadał własne poletko, na którym uprawiał niezbędne do przeżycia warzywa, a przy domach było słychać przekrzykujące się zwierzęta. Prym oczywiście wiodły kozy, które zagłuszały swoim beczeniem inne stworzenia, jak kury i gęsi.

Pewnego, jak to zwykle w tych stronach bywa, słonecznego poranka, gdy koguty zakończyły swoją codzienną rywalizację o to, który zapieje najmocniej i najszybciej obudzi swojego gospodarza, ludzie powychodzili ze swoich chat i oczom nie mogli uwierzyć. Wielu z nich ze zdziwieniem spoglądało na reakcję swoich sąsiadów, jak by chcąc upewnić się, że widok, jaki im się ukazał, nie jest zwykłą halucynacją. Okazało się bowiem, że na drodze prowadzącej do wioski, w ciągu jednej nocy wyrosło potężne drzewo figowe, tak wielkie, że praktycznie zablokowało możliwość wyjazdu z wioski.

Burzliwa narada starszyzny trwała do późna jednak nie znaleziono racjonalnego wyjaśnienia tego tajemniczego zjawiska. Nie podjęto także decyzji, co należy z owym drzewem począć. Jedni twierdzili, że to dar o bogów i należy je pozostawić, inni zaś chcieli natychmiast drzewo ściąć, bo droga według nich była ważniejsza.

Ludzie kłócili się, wymachiwali ramionami i przekrzykiwali nawzajem, rzucając się sobie do oczu. Wtem, gdy słońce zaczęło zachodzić, stała się rzecz niesłychana. Drzewo zaczęło „śpiewać”. Kojąca melodia, jaka dochodziła spomiędzy rozłożystych gałęzi, niosła się wraz z delikatnym wiatrem, otulając zdziwionych mieszkańców, którzy całkowicie zdezorientowani zasypiali snem kamiennym, a kolejny poranek był inny niż dotychczas.

Mieszkańcy wychodzili ze swoich domostw oszołomieni, nie pamiętając nic z poprzedniego wieczora. Zresztą budzące ich każdego ranka koguty też jak by wydawały się cichsze, przerażone tym, co wydarzyło się w nocy, a musiały się dziać rzeczy straszne, gdyż pod wielkim drzewem mieszkańcy wsi zobaczyli stos ogryzionych kości najróżniejszych zwierząt. Coś najwyraźniej mieszkało w nieprzeniknionej gęstwinie konarów ogromnego drzewa i miało olbrzymi apetyt, skoro tyle zwierząt gospodarskich padło tej nocy łupem nieznanego stwora. Przerazili się ludzie, widząc zniszczenia pozostawione przez tajemniczego potwora.

– Musimy zniszczyć to drzewo i stworzenie je zamieszkujące! – Poczęli szeptać przestraszeni mieszkańcy wsi. Po chwili zaczęli powtarzać to głośniej i głośniej, niczym mantrę aż w końcu ze wzburzonego tłumu dobiegł głos, uciszając pozostałych.

– Natychmiast idźcie do domów i przynieście drewna tyle, ile zdołacie unieść. Spalimy to drzewo raz na zawsze. – Powiedział jeden z członków starszyzny i czym prędzej pokuśtykał do chaty po suche szczapy.

Gdy stos był gotowy, ludzie rozpalili pochodnie i już mieli je rzucić na przygotowane szczapy, które zapewne wybuchłyby jaskrawym płomieniem, pochłaniając drzewo i jej tajemniczego mieszkańca, lecz po raz kolejny rozbrzmiała usypiająca muzyka. Wieśniacy padali jak rażeni gromem, żaden nie mógł oprzeć się dźwiękom roznoszącym się po okolicy. Miarowe dudnienie, które uśpiło ich zeszłej nocy i tym razem odesłało wszystkich do krainy snów. Wszystkich, oprócz pozbawionego słuchu Aliego, który pierwszy raz nie smucił się z powodu swojej ułomności.

Głuchy wieśniak w końcu zobaczył tajemniczego stwora o ogromnym apetycie, który zamieszkał w konarach drzewa. Początkowo spomiędzy gęstwiny wychylił się lekko spłaszczony, o jaskrawo czerwonym zabarwieniu łeb, który ozdobiony był dwoma pomarańczowymi, niczym kolor nieba o zachodzie słońca oczami. Był to gigantyczny wąż o łusce tak błyszczącej, jak jeszcze Ali nigdy w życiu nie widział.

Widok tak wielkiego gada wręcz go sparaliżował, jednak ocknął się, gdy zobaczył, że wąż zaczyna połykać pierwszego mężczyznę. Wiedział, że musi działać natychmiast, bo inaczej z jego wioski nie pozostanie nikt żywy. Biegał, szarpiąc uśpionych, lecz nikt się nie obudził. Pobiegł więc do chaty, chwycił kubeł zimnej wody i powrócił, by ich ocucić sposobem znanym na całym świecie. Poskutkowało. Czym więcej chłopów odzyskiwało świadomość, tym większa ilość ludzi po chwili biegała z naczyniami wypełnionymi wodą.

Wąż, gdy skończył pochłaniać pierwszą ofiarę, zwrócił swój potężny łeb ku pozostałym, po czym wystrzelił z taką siłą ku biegającym mieszkańcom, że w jednym momencie powalił dziesięciu. Wieśniacy bronili się zaciekle, jednak w porównaniu z siłą potwora, długiego co najmniej na dwadzieścia metrów, ich wysiłki nie przynosiły rezultatów. Nie widząc innego wyjścia, część wieśniaków uciekła do pobliskiego lasu, pozostawiając cały swój dobytek wraz z inwentarzem na łaskę węża. Wtedy to Ali chwycił ostatnią pochodnię, która jeszcze lekko migotała delikatnym płomieniem i cisnął ją w stronę stosu, który po chwili wybuchł takim żarem, że momentalnie objął płomieniami całe drzewo.

Wąż kompletnie się nie spodziewał takiego obrotu sprawy. Wił się wydobywając z siebie przerażający dźwięk, gdy płomienie zaczęły palić jego oślizgłe ciało. Starał się uciec przed żywiołem, lecz wtedy przebudzeni mężczyźni dopadli ku niemu, tucząc i dźgając, czym popadnie, aż końcu wąż padł martwy. Wyczerpani walką wieśniacy na czele z Alim oskórowali potwora i wtedy jeden z nich naciągnął skórę na leżącą u jego stóp miskę. Gdy uderzył w nią, wydobył się tryumfalny głęboki dźwięk bębna. Był to na tyle miły dla ucha dźwięk, że ludzie z wioski zaczęli tańczyć w rytm uderzeń i świętowali w ten sposób zabicie potwora do samego rana. Tak właśnie powstał kompang.

Na naszym portalu w dziale legendy ze świata znajdziesz więcej niezwykłych legend i baśni z każdego kontynentu.