Wśród dawnych słowiańskich bogów znajdowała się postać, która nie władała piorunami jak Perun i nie strzegła podziemnych skarbów jak Weles. Jej moc była spokojniejsza, lecz nie mniej potężna. Kryła się w wilgotnej ziemi, dojrzewającym zbożu, kroplach deszczu oraz niciach przesuwających się między palcami prządki. Nazywano ją Mokoszą.

Była boginią ziemi, płodności i życiodajnej wilgoci. Z czasem przypisano jej także opiekę nad kobietami, macierzyństwem, domem, tkactwem i ludzkim losem. Wyobrażano ją sobie jako tajemniczą Wielką Matkę, która daje życie, karmi ludzi plonami ziemi, ale potrafi również odebrać wszystko tym, którzy nie szanują przyrody. Chociaż o Mokoszy zachowało się niewiele pewnych informacji, była jedną z najważniejszych postaci słowiańskiej mitologii. Co więcej, stanowiła jedyne żeńskie bóstwo wymienione wśród bogów, którym książę Włodzimierz Wielki wystawił posągi w Kijowie.

Kim była Mokosz?

Bogowie Słowian.

Mokosz, nazywana również Mokoszą, była słowiańską boginią związaną przede wszystkim z ziemią, wodą i płodnością. Współczesne przedstawienia pokazują ją często jako dojrzałą kobietę o długich włosach, ubraną w szatę ozdobioną motywami roślin. W jednej dłoni trzyma kłosy zboża, w drugiej kądziel albo naczynie wypełnione wodą. Nie wiemy jednak, jak naprawdę przedstawiali ją dawni Słowianie. Nie zachował się żaden bezsporny posąg Mokoszy ani dokładny opis jej wyglądu. Większość znanych obecnie wyobrażeń powstała na podstawie późniejszego folkloru, badań językowych oraz porównań z innymi boginiami ziemi.

Pierwsze pewne wzmianki o Mokoszy pochodzą ze źródeł związanych z Rusią Kijowską. Najważniejszą z nich zawiera Powieść minionych lat. Według kroniki książę Włodzimierz polecił około 980 roku ustawić w Kijowie posągi Peruna, Chorsa, Dadźboga, Strzyboga, Simargła i Mokoszy. Była ona jedyną boginią w tym gronie. Sam ten fakt wskazuje, że zajmowała wyjątkową pozycję w wierzeniach wschodnich Słowian.

Nie oznacza to jednak, że znamy pełną historię Mokoszy. Nie przetrwał żaden dawny mit, w którym byłaby główną bohaterką. Jej dzisiejszy obraz przypomina tkaninę utworzoną z wielu drobnych nici. Jedne pochodzą z kronik, inne z języka, ludowych obrzędów i podań, a jeszcze inne są tylko ostrożnymi przypuszczeniami badaczy.

Co oznacza imię Mokosz?

Najczęściej przyjmuje się, że imię Mokoszy pochodzi od prasłowiańskiego rdzenia mok-, związanego ze słowami „mokry”, „wilgoć” i „moczyć”. Jej imię można więc rozumieć jako „Wilgotna”, „Mokra” albo „Ta, która włada wilgocią”. Takie znaczenie doskonale pasuje do bogini żyznej ziemi. Dla dawnych rolników wilgoć nie była jedynie wodą. Była warunkiem przetrwania. Bez deszczu ziarno nie kiełkowało, rzeki wysychały, zwierzęta słabły, a nad osadą pojawiało się widmo głodu.

Mokosz mogła więc uosabiać wilgotną, płodną ziemię – ciemną glebę, w której ginie ziarno, aby po pewnym czasie odrodzić się jako nowa roślina. Była siłą ukrytą pod powierzchnią świata. Niewidoczną, cichą i cierpliwą. Niektórzy badacze próbowali łączyć jej imię ze słowami oznaczającymi los. Taka interpretacja przyczyniła się do przedstawiania Mokoszy jako bogini przędącej nici ludzkiego przeznaczenia. Nie jest to jednak pogląd równie dobrze potwierdzony, jak związek jej imienia z wilgocią.

Mokosz jako Matka Ziemia

Jedną z najważniejszych cech Mokoszy był prawdopodobnie jej związek z ziemią. Nie chodziło przy tym jedynie o pole uprawne. Ziemia dla dawnych Słowian była żywą istotą. Rodziła rośliny, przyjmowała zmarłych i karmiła wszystkie stworzenia. Ludzie chodzili po jej ciele, budowali na nim domy i powierzali mu ziarna, od których zależało ich życie. Mokosz mogła być boskim uosobieniem tej ziemi.

W późniejszym folklorze wschodniosłowiańskim pojawia się postać Wilgotnej Matki Ziemi. Trudno udowodnić, że była ona bezpośrednią kontynuacją Mokoszy, jednak podobieństwo obu postaci jest wyraźne. Ziemia pozostawała święta, płodna i wilgotna, a człowiek powinien odnosić się do niej z szacunkiem.

Przed rozpoczęciem pracy rolnik mógł dotknąć gleby, uklęknąć albo wypowiedzieć krótką prośbę o dobry plon. W niektórych tradycjach ziemi nie wolno było bez potrzeby uderzać, przeklinać ani kaleczyć. Była przecież matką. Mogła żywić ludzi, lecz obrażona potrafiła zatrzymać swoje dary. Mokosz miała więc dwa oblicza. Jedno było łagodne i opiekuńcze. Drugie przypominało, że natura nie należy do człowieka i nie musi być mu posłuszna.

Bogini deszczu, rzek i życiodajnej wody

Związek imienia Mokoszy z wilgocią sprawił, że uznano ją także za opiekunkę wód, deszczu oraz źródeł. Nie była jednak boginią gwałtownego sztormu. Jej wodą był raczej spokojny deszcz wsiąkający w ziemię, rosa osiadająca na trawie i źródło wypływające spomiędzy korzeni starego drzewa. Woda należała do najbardziej tajemniczych żywiołów w świecie Słowian. Rzeka wyznaczała granicę, prowadziła do nieznanych krain i mogła być drogą do świata zmarłych. Źródła uznawano za miejsca czyste, lecz jednocześnie obdarzone niezwykłą mocą. Studnie bywały otworami prowadzącymi w głąb ziemi. Nie dziwi więc fakt, że słowiańska mitologia pełna była wodnych istot, nie zawsze przyjaznych człowiekowi.

Jeśli Mokosz łączyła w sobie ziemię i wodę, opiekowała się samym początkiem życia. Bez jej darów pole pozostawało martwe, studnia wysychała, a łono nie wydawało potomstwa. Dlatego proszono ją zapewne o deszcz, udane zbiory, zdrowie zwierząt i bezpieczeństwo rodziny. Możliwe, że składano jej w ofierze żywność, wełnę, przędzę albo fragmenty tkanin. Należy jednak pamiętać, że szczegółowy przebieg jej dawnych obrzędów nie zachował się w wiarygodnych źródłach.

Opiekunka kobiet i domowego ogniska

W późniejszych rekonstrukcjach Mokosz stała się przede wszystkim opiekunką kobiet. Miała czuwać nad ciężarnymi, pomagać podczas porodu, chronić dzieci i doglądać domu. Zwracały się do niej kobiety pragnące potomstwa, spokojnego małżeństwa albo pomyślności dla całej rodziny. Nie powinna być jednak postrzegana jako słaba bogini zamknięta w domowej izbie. W dawnym świecie praca wykonywana przez kobiety decydowała o przetrwaniu wspólnoty. To one przygotowywały zapasy, przędły wełnę, tkały ubrania, opiekowały się dziećmi i przekazywały im najstarsze opowieści.

Mokosz mogła stać przy kobiecie w chwili narodzin dziecka, ale także przy łożu umierającego. Znała początek i koniec życia. Wiedziała, kiedy nić zostanie rozpoczęta, a kiedy należy ją przeciąć. Była blisko człowieka, lecz nigdy nie stawała się całkowicie bezpieczna. Bogowie płodności zawsze posiadali bowiem również władzę nad nieurodzajem. Ta, która otwierała łono ziemi, mogła je także zamknąć.

Mokosz i przędzenie nici przeznaczenia

Jednym z najbardziej znanych atrybutów Mokoszy jest kądziel. Bogini miała opiekować się przędzeniem, tkactwem oraz obróbką wełny. W wyobraźni późniejszych pokoleń siedziała nocą przy palenisku i przesuwała przez palce długą nić. Nie była to zwyczajna nić. Miała symbolizować ludzkie życie. Każdy węzeł oznaczał ważne wydarzenie. Każde splątanie zapowiadało trudność, której nie można było łatwo uniknąć. Przerwana nić zwiastowała śmierć. Mokosz widziała cały wzór, podczas gdy człowiek znał tylko jego niewielki fragment.

Takie przedstawienie zbliża ją do greckich Mojr, rzymskich Parek oraz nordyckich Norn. Wszystkie te tajemnicze kobiece postacie przędły albo wyznaczały ludzkie przeznaczenie. Nie możemy jednak z całą pewnością powiedzieć, że przedchrześcijańscy Słowianie rzeczywiście uważali Mokosz za boginię losu. Jej związek z przędzeniem został odtworzony głównie na podstawie późniejszych wierzeń ludowych.

W północnorosyjskich opowieściach pojawiała się istota nazywana Mokoszą, Mokoszką lub Mokuchą. Miała wielką głowę, długie ręce i nocami przędła wełnę pozostawioną przez kobiety. Mogła pomagać dobrej gospodyni albo karać niedbałą. Badacze zastanawiali się, czy nie jest to zniekształcone wspomnienie dawnej bogini, która po chrystianizacji została sprowadzona do roli domowego ducha.

Mokosz, Perun i Weles

Mokosz bywa przedstawiana jako żona Peruna, najpotężniejszego słowiańskiego boga burzy. Według jednej z rekonstrukcji miała zostać porwana albo uwiedziona przez Welesa. Konflikt pomiędzy bogami doprowadził do wielkiej walki rozgrywającej się pomiędzy niebem i podziemiem. Perun uderzał piorunami, ścigając ukrywającego się Welesa. Gdy zwyciężał, z nieba spadał deszcz. Ziemia odzyskiwała wilgoć, a świat ponownie stawał się płodny.

To niezwykle sugestywna opowieść, łącząca burzę, wodę, ziemię oraz cykl wegetacji. Nie zachowała się jednak w żadnym dawnym słowiańskim tekście w takiej formie. Została zrekonstruowana przez badaczy na podstawie porównań językowych, folkloru i mitów innych ludów indoeuropejskich. Nie należy więc przedstawiać jej jako pewnej, autentycznej legendy znanej dawnym Słowianom.

Mokosz mogła zajmować miejsce pomiędzy Perunem i Welesem. Perun reprezentował niebo, prawo oraz wojowników. Weles należał do świata ziemi, bogactwa, magii i umarłych. Mokosz łączyła oba porządki. Przyjmowała deszcz z nieba, lecz jej siła rozwijała się w ciemnej głębi gleby.

Kult Mokoszy na Rusi Kijowskiej

Słowiańskie potwory.

Najważniejszym dowodem na istnienie kultu Mokoszy jest wspomniana obecność jej posągu w panteonie księcia Włodzimierza. Oznacza to, że około 980 roku należała do grupy bóstw wspieranych przez władzę książęcą. Jej pozycja jest wyjątkowa. Wśród sześciu wymienionych bóstw była jedyną kobietą. Mogła reprezentować płodność ziemi, opiekę nad rodziną albo żeńską część wspólnoty. Możliwe również, że jej kult był na tyle silny wśród ludności, iż książę nie mógł go pominąć.

Po przyjęciu chrześcijaństwa przez Włodzimierza w 988 roku dawne posągi zostały zniszczone. Kult starych bogów nie zniknął jednak w ciągu jednej nocy. Jeszcze przez długi czas autorzy kościelnych pouczeń wymieniali Mokosz wśród istot, którym ludzie nadal składali ofiary lub potajemnie oddawali cześć. Nowa religia zamknęła przed nią drzwi świątyń, ale nie potrafiła całkowicie usunąć jej z ludzkiej pamięci. Bogini mogła ukryć się w pieśniach, zakazach dotyczących przędzenia, obrzędach rolniczych i opowieściach szeptanych przy ogniu.

Wielu badaczy uważało, że po chrystianizacji część cech Mokoszy przejęła święta Paraskewa, nazywana również Piatnicą, czyli Piątkiem. W kulturze ludowej była ona opiekunką kobiet, małżeństwa, płodności, wody i prac związanych z przędzeniem. W piątki kobiety miały powstrzymywać się od niektórych zajęć, szczególnie od przędzenia i szycia. Złamanie zakazu mogło sprowadzić chorobę, nieszczęście albo karę ze strony świętej. Przypomina to sposób, w jaki dawniej mogła być czczona bogini pilnująca domowych prac.

Nowsze badania podchodzą jednak do takiego utożsamienia ostrożnie. Związki Paraskewy z piątkiem, wodą i kobiecymi zajęciami mogły wyrosnąć również z tradycji chrześcijańskiej, a nie z kultu Mokoszy. Możemy mówić o podobieństwie obu postaci, ale nie o całkowicie pewnym przejęciu roli pogańskiej bogini.

Atrybuty i symbole Mokoszy

Mokoszy przypisuje się dzisiaj kilka charakterystycznych atrybutów:

  • Ziemia – symbol macierzyństwa, płodności, śmierci i odrodzenia.
  • Woda oraz deszcz – źródła życia i wilgoci potrzebnej roślinom.
  • Kądziel i wrzeciono – znaki kobiecej pracy, cierpliwości i ludzkiego przeznaczenia.
  • Nić – obraz życia, które może zostać splątane, zerwane lub połączone z losem drugiego człowieka.
  • Kłosy zboża – symbol urodzaju, dostatku i opieki nad rolnikami.
  • Wełna i owce – nawiązanie do przędzenia oraz późniejszych wierzeń ludowych.
  • Studnia lub źródło – przejście do głębi ziemi i miejsce kontaktu z ukrytymi siłami natury.
  • Długie włosy – symbol kobiecości, dzikości oraz siły, której nie udało się całkowicie podporządkować.

W internecie można znaleźć również geometryczny „symbol Mokoszy”, przypominający romb lub postać kobiety z uniesionymi rękami. Takie wzory bywają inspirowane ludowym haftem, ale przypisanie im jednego, pewnego znaczenia pochodzącego z czasów pogańskich jest zazwyczaj współczesną interpretacją.

Mokosz na tle innych mitologii

Mokosz przypomina wiele bogiń znanych z innych europejskich wierzeń. Z grecką Demeter łączy ją opieka nad ziemią i plonami. Do rzymskiej Ceres zbliża ją rolniczy charakter, natomiast nordycka Frigg przypomina Mokosz jako patronka kobiet, domu i macierzyństwa. Jeżeli przyjmiemy, że Mokosz opiekowała się losem, możemy porównać ją także z greckimi Mojrami i nordyckimi Nornami. One również posługiwały się nicią jako obrazem przeznaczenia, którego nawet najpotężniejsi władcy nie mogli uniknąć.

Bliską postacią była również bałtyjska Žemyna – bogini ziemi i płodności. To porównanie wydaje się szczególnie interesujące ze względu na bliskość geograficzną i kulturową ludów słowiańskich oraz bałtyjskich. Mokosz nie była jednak prostą kopią żadnej z tych bogiń. Należała do świata mokrych pól, drewnianych chat, studni, lnu i długich zimowych wieczorów. Jej siła miała swojski, lecz niepokojący charakter.

Legenda o Mokoszy i zerwanej nici losu

Słowiańscy Bogowie, Mokosz bogini ziemi i płodności.

Legendę tę usłyszeliśmy podczas naszej wędrówki przez Ukrainę. W niewielkiej wsi pod Kijowem spotkaliśmy bajarza i lokalnego artystę, który snuł opowieści i stare legendy przez niemal całą noc. Właśnie tę historię zapamiętałem najlepiej.

Dawno temu, gdy pomiędzy ludzkimi osadami rozciągały się nieprzebyte puszcze, a nocne burze uważano za gniew bogów, nad brzegiem szerokiej rzeki leżała wieś zwana Mokradłem. Jej mieszkańcy żyli z tego, co rodziła ziemia. Uprawiali żyto, hodowali len i wypasali bydło na wilgotnych łąkach. Największą czcią otaczali Mokosz – słowiańską boginię ziemi, deszczu, płodności i kobiecej pracy. Wierzyli, że niewidzialnymi nićmi łączy ona ludzi z ziemią oraz splata ich przeznaczenie.

W środku wsi znajdowała się stara studnia. Ocieniała ją ogromna lipa, której korzenie sięgały podobno aż do Nawii, krainy umarłych. Przy studni kobiety składały Mokoszy kawałki płótna, wełnę, mak, miód i pierwsze kłosy zebrane podczas żniw. Nikt nie odważył się czerpać z niej wody po zachodzie słońca.

Starzy ludzie powtarzali, że nocą nad studnią można spotkać wysoką kobietę w ciemnozielonym płaszczu. Miała długie włosy pachnące mokrą ziemią, a w dłoniach trzymała wrzeciono. Kto ujrzał ją przy pracy, ten mógł zobaczyć własną nić życia. Nie zawsze jednak była to wiedza, którą człowiek chciał posiadać.

W Mokradle mieszkała młoda kobieta imieniem Miłka. Straciła matkę podczas ciężkiej zimy i od tamtego czasu samotnie opiekowała się młodszym bratem, Radomirem. Miłka słynęła z niezwykłego talentu do przędzenia. Spod jej palców wychodziły delikatne nici, a utkane przez nią płótna były lekkie jak mgła unosząca się nad rzeką. Ludzie mówili, że odziedziczyła dar Mokoszy. Każdej jesieni zanosiła bogini najpiękniejszy kawałek płótna. Kładła go przy studni, skrapiała wodą i mówiła:

Mokoszy, Matko Wilgotnej Ziemi, strzeż naszego domu. Nie pozwól, aby zabrakło w nim chleba ani nadziei. – Przez wiele lat bogini wysłuchiwała tej prośby. Ziemia rodziła obficie, studnie pozostawały pełne, a Radomir wyrósł na silnego młodzieńca. Pewnego roku wszystko się jednak zmieniło.

Wiosna nadeszła ciepła, lecz sucha. Ziemia stwardniała, zanim rolnicy zdążyli wrzucić w nią ziarno. Dni mijały, a na niebie nie pojawiała się ani jedna chmura. Rzeka stawała się coraz płytsza. Trawa żółkła. Z drzew opadały niedojrzałe owoce. Nawet stara studnia pod lipą zaczęła wysychać.

Mieszkańcy składali bogom kolejne ofiary. Wołali do Peruna, prosząc o burzę. Palili ogniska dla Swaroga i zostawiali Welesowi mleko na skraju lasu. Nikt jednak nie odpowiadał. Najgorzej znosił suszę Radomir. Każdego dnia chodził coraz dalej w poszukiwaniu wody dla bydła. Pewnego wieczoru wrócił rozpalony gorączką. Następnego ranka nie miał już siły podnieść się z posłania.

Wiejska znachorka obejrzała go i pokręciła głową.

Jego nić słabnie. — Powiedziała. — Jeśli do trzeciej nocy nie spadnie deszcz, chłopak odejdzie za korzenie starej lipy. – Miłka nie mogła się z tym pogodzić. Kiedy zapadła noc, zabrała glinianą misę i ruszyła do zakazanej studni.

Księżyc wisiał nisko nad ziemią. Wyschnięte pola wyglądały w jego blasku jak popękana skóra olbrzyma. Nie śpiewały żaby, nie szumiały trzciny. Cała okolica trwała w martwej ciszy. Miłka uklękła przy studni i opuściła misę. Z głębi dobiegł głuchy odgłos uderzenia o kamień. Na dnie nie było już wody. Wtedy za plecami dziewczyny rozległ się cichy stuk wrzeciona.

Pod starą lipą siedziała kobieta. Była wysoka, a jej twarz pozostawała jednocześnie młoda i bardzo stara. Ciemne włosy opadały aż na ziemię, gdzie mieszały się z korzeniami drzewa. Spod jej palców wypływały setki nici – czerwonych, złotych, białych i czarnych. Każda z nich drżała niczym żywa. Miłka zrozumiała, że stoi przed nią Mokosz.

Przyszłaś po wodę. — Odezwała się bogini. — Lecz nie wody pragniesz najbardziej.

Mój brat umiera. — Odpowiedziała Miłka. — Oddaję ci wszystkie płótna, jakie jeszcze utkam. Zabierz mój dar, moje lata, nawet moje szczęście. Pozwól mu żyć.

Mokosz uniosła jedną z nici. Była cienka, nierówna i z każdą chwilą traciła blask.

To nić Radomira. Zostało jej niewiele.

Obok niej biegła druga, mocna i jasna.

A to twoja nić.

Miłka wyciągnęła rękę.

Połącz je. Daj mu część mojego życia.

Raz splecionych losów nie można rozdzielić bez bólu. — Ostrzegła Mokosz. — Jeśli ocalę twojego brata, każde jego nieszczęście stanie się także twoim. Każda rana pozostawi ślad na was obojgu.

Zgadzam się.

Bogini spojrzała na nią uważnie.

Ludzie szybko wypowiadają wielkie słowa, gdy stoją nad przepaścią. Rzadko pamiętają o nich, kiedy znów świeci słońce. – Miłka jednak nie cofnęła dłoni.

Nim Mokosz zdążyła odpowiedzieć, spomiędzy drzew wyszedł najbogatszy gospodarz we wsi, Borzywoj. Ukrywał się w cieniu i słyszał całą rozmowę. Borzywoj również miał powód, by szukać bogini. W czasie suszy zakopał pod domem worki z ziarnem. Zamiast podzielić się nimi z głodującymi sąsiadami, zamierzał sprzedać je później za srebro, ziemię i bydło. Kiedy zobaczył nici ludzkiego losu, zapragnął czegoś jeszcze.

Skoro potrafisz przedłużyć życie chłopaka, możesz także przedłużyć moje. — Powiedział. — Dam ci złoto. Dam ci woły. Zbuduję największą świątynię, jaką widziały te ziemie.

Mokosz nawet na niego nie spojrzała.

Ziemi nie można przekupić tym, co wcześniej człowiek z niej wydarł.

Rozgniewany Borzywoj rzucił się ku wrzecionu. Chciał pochwycić własną nić i uczynić ją dłuższą. Gdy tylko jej dotknął, rozległ się trzask. Cienka nić Radomira pękła. W tej samej chwili ziemia zadrżała. Ze studni uniósł się zimny wiatr, a spod korzeni lipy dobiegły szepty zmarłych. Miłka krzyknęła, czując, że jej brat właśnie przestaje oddychać. Mokosz podniosła się. Jej włosy poruszały się jak chmury przed burzą, a twarz pociemniała.

Zerwałeś nić, której nie uprzędły twoje dłonie. — Powiedziała do Borzywoja. — Dlatego od tej chwili nic, co zatrzymasz wyłącznie dla siebie, nie przyniesie ci pożytku.

Bogacz uciekł, lecz klątwa ruszyła za nim. Ziarno ukryte pod jego domem zgniło w ciągu jednej nocy. Srebro pokryło się czarnym nalotem, a bydło zerwało ogrodzenie i zniknęło w puszczy. Im więcej Borzywoj próbował ocalić, tym więcej tracił. Miłka nie myślała jednak o karze dla chciwego gospodarza. Patrzyła tylko na dwa końce zerwanej nici.

Uratuj go. — Błagała. — Proszę, Matko Ziemi.

Życia nie można stworzyć z niczego. — Odpowiedziała Mokosz. — Mogę jednak związać to, co zostało zerwane. Potrzebuję nici, która nie powstała z lnu ani wełny. Musi zostać uprzędzona z prawdziwej ofiary.

Miłka rozpuściła długi warkocz.

Weź moje włosy.

Bogini odcięła jedno pasmo, lecz pokręciła głową.

Włosy odrosną.

Dziewczyna zdjęła z szyi jedyną pamiątkę po matce: mały woreczek zawierający garść ziemi z jej grobu.

W takim razie oddaję to. Ostatnią rzecz, która mi po niej została.

Mokosz przyjęła woreczek. Wysypała ziemię na dłoń, zwilżyła ją łzą Miłki i zaczęła obracać wrzeciono. Z ciemnej gleby wyrosła cienka, czerwono-złota nić. Bogini połączyła nią przerwane końce losu Radomira. Potem splotła jego nić z nicią siostry. W oddali rozległ się pierwszy grzmot. Nad wsią zebrały się czarne chmury. Spadła jedna kropla, potem druga. Po chwili deszcz lunął na pola, dachy i spragnione drzewa. Sucha ziemia przyjmowała wodę, wydając głęboki zapach, jakby budziła się po długim śnie. Studnia pod lipą ponownie zaczęła się wypełniać.

Wracaj do domu. — Powiedziała Mokosz. — Twój brat oddycha. Pamiętaj jednak, że żaden los nie należy tylko do jednego człowieka. Każdy uczynek jest nicią, która dotyka życia innych. – Kiedy Miłka spojrzała ponownie, bogini już zniknęła. Na kamieniu pozostało jedynie drewniane wrzeciono, mokre od deszczu.

Radomir odzyskał zdrowie. Na jego piersi pojawił się jednak cienki znak przypominający czerwoną nić. Taki sam nosiła odtąd Miłka. Rodzeństwo przeżyło wiele lat. Gdy Radomir odnosił ranę, Miłka czuła ból. Kiedy ona płakała, jego serce stawało się ciężkie. Dzielili jednak również radość, siłę i nadzieję.

Po śmierci Borzywoja jego pusty dom rozebrano. Z odzyskanego drewna mieszkańcy zbudowali spichlerz, w którym przechowywano wspólne zapasy na czas głodu. Na jego drzwiach Miłka wyryła znak Mokoszy – romb podzielony na cztery części, przypominający obsiane pole.

Od tamtych wydarzeń kobiety z Mokradła zostawiały przy studni dwie splecione nici. Jedna oznaczała życie człowieka, druga los całej wspólnoty. Mówiono również, że w wilgotne, jesienne noce Mokosz powraca pod starą lipę. Siedzi przy studni i przędzie nici narodzin, miłości, cierpienia oraz śmierci. Jeżeli ktoś podchodzi do niej z czystym sercem, słyszy jedynie łagodny stuk wrzeciona. Jeżeli jednak przychodzi wiedziony chciwością, z głębi studni dochodzi trzask zrywanej nici. Wtedy najlepiej odejść bez słowa i nie oglądać się za siebie.

Mokosz we współczesnej kulturze

Dzisiaj Mokosz powraca w książkach, grach, muzyce, rękodziele i sztuce inspirowanej słowiańską mitologią. Jest przedstawiana jako Wielka Matka, opiekunka natury, bogini kobiet albo tajemnicza prządka ludzkiego losu. Szczególne znaczenie ma dla współczesnych rodzimowierców słowiańskich. Czczą ją jako patronkę ziemi, płodności, rodziny, zbiorów oraz tradycyjnych kobiecych zajęć. Współczesne obrzędy nie zawsze odtwarzają jednak dawne praktyki. Często są próbą zbudowania nowej tradycji na podstawie nielicznych źródeł, folkloru i osobistych doświadczeń religijnych.

Imię Mokoszy noszą także zespoły muzyczne, marki kosmetyczne, gospodarstwa ekologiczne i pracownie rękodzielnicze. Nawet jedna z formacji górskich na Wenus została nazwana Mokosha Mons. Bogini, której posąg obalono ponad tysiąc lat temu, nadal więc pozostawia swój ślad.

Tajemnica Mokoszy

Mokosz jest jedną z najbardziej zagadkowych postaci słowiańskiej mitologii. Znamy jej imię, ale nie znamy jej głosu. Wiemy, że posiadała posąg w Kijowie, lecz nie potrafimy powiedzieć, jak wyglądał. Domyślamy się, że opiekowała się ziemią i wodą, ale jej dawne modlitwy przepadły. Może właśnie dlatego tak mocno działa na wyobraźnię.

Nie była boginią wielkich bitew. Jej królestwo znajdowało się bliżej człowieka. W kropli spadającej na wyschnięte pole. W ciemnej ziemi kryjącej ziarno. W ciepłej wełnie, z której powstawało ubranie. W dłoniach matki obejmującej nowo narodzone dziecko. Mokosz przypominała, że życie nie rodzi się w blasku pioruna, lecz w wilgoci, ciemności i ciszy. Pod powierzchnią ziemi, w miejscu, którego człowiek nie widzi, lecz od którego zależy wszystko.

A kiedy nocą wiatr poruszał gałęziami i z kąta izby dochodził cichy szelest pozostawionej przędzy, gospodyni mogła pomyśleć, że bogini nadal tam jest. Siedzi przy wygasającym ogniu, przesuwa nić między długimi palcami i cierpliwie tka los tych, którzy o niej zapomnieli.