Wycieczka do Egiptu to marzenie wielu turystów i podróżników.
Podróże nie zawsze muszą być zaplanowane i wymarzone. Czasem po prostu wiesz, że musisz zmienić otoczenie i zamrozić czas. Poszukać siebie. Taki właśnie był mój pęd do wyjazdu do Egiptu. Dwa miesiące temu napisałam post na grupie Podróże dla singli — w poszukiwaniu osoby, która chce opuścić Polskę w czasie Bożego Narodzenia. Znalazłam, zaryzykowałam i poleciałyśmy, pierwszy raz widząc się na lotnisku. Ciemna i chłodna magia świąt kontra palmy, pustynia i błękit nieba. Paradoksalnie Egipt był/jest bliżej Jerozolimy niż Polska. Także sceneria bliższa biblijnym opowieściom niż iglaste choinki.
Egipt jest krajem muzułmańskim i sam w sobie nie obchodzi świąt narodzin Jezusa, ale czego się nie robi dla turysty! Cały kurort był ustrojony świecącymi reniferami a w lobby hotelowym stały pięknie ustrojone plastikowe choinki. Stała też bożonarodzeniowa szopka.
Egipt i kurort Szarm el-Szejk

Egipt kojarzył mi się z mocno zorganizowanymi wycieczkami, podczas których czas spędzasz na terenie hotelu, gdzie główną atrakcją są baseny i darmowe drinki. Jak się później okazało — wyłącznie w plastikowych kubeczkach. Zresztą od przyjazdu do Szarm el-Szejk wszystko kojarzyło mi się z plastikowym, sztucznym i doskonale wyreżyserowanym „wesołym miasteczkiem” pełnym hoteli, kurortów i blichtru miasta, które wydarto pustyni wyłącznie po to, by ludzie mogli spędzać tu swoje wymarzone i wygodne wakacje.
Uczucie to nie minęło po pierwszej wycieczce do samego miasteczka, gdzie główny meczet skończono budować zaledwie 40 lat temu (wg informacji przewodniczki, choć Wikipedia mówi o roku 2007). Brakowało mi tam posmaku wiarygodności minionych wieków i autentyczności egipskiej prowincji. Nadal czułam wszędobylską sztuczność turystycznego biznesu.
Wycieczka do Egiptu, w którym coraz mniej oryginalności

Jak każde miasteczko turystyczne tak i Szarm el-Szejk pełne było hałasu konkurującej ze sobą muzyki i atrakcji w restauracjach położonych jedna obok drugiej. Nie różniło się to dla mnie niczym od spacerów latem po Łebie czy Jastrzębiej Górze. W małym busiku, którym się poruszaliśmy, głośno grało radio z polską muzyką i wszyscy śpiewaliśmy Kizo czy inne utwory disco polo. Nie jestem więc przekonana, czy dedykowane polskie wycieczki po Egipcie są najlepszym rozwiązaniem dla kogoś, kto chce poznać autentyczny klimat Egiptu. Dużo bardziej lubiłam wyprawy busami, gdy kierowca puszczał lokalne utwory.
Zresztą nawet muzyka w restauracjach nie brzmiała zbyt oryginalnie, uniwersalne rytmy taneczne bardziej kojarzyły mi się z Kubą, niż wnosiły coś nowego. W jednej z restauracji gości zachęcał do zabawy wielki tańczący niedźwiedź rodem z Gubałówki. Współczuje, jeśli ten facet robi to samo w środku lata i w ramadanie (muzułmanie nie mogą wówczas pić wody aż do zachodu słońca).
Za to przed każdą restauracją stały lodówki z owocami morza — ośmiornicami, krabami i krewetkami. Kusiły nowe smaki! Przepyszny był sok z trzciny, którą sami mogliśmy wkładać do mielącej ją maszyny. Sok ten ma działanie pobudzające lepsze niż kawa, więc pomysł podania nam go około 21 skończył się nieprzespaną nocą. Zresztą kolejną istotną sprawą, która zabiera sen to maleńkie i bardzo ciche komary. Najlepszym sposobem na te stworzenia jest nieotwieranie okna do popołudnia oraz zamykanie go wieczorem. Dla mnie nauczka, a dla Was rada, by poszukać turystycznej moskitiery, która jest jedną z rzeczy must have w walizce! Oczywiście w Egipcie są apteki i tam można zakupić bardzo dobrej jakości środki na komary.
Wycieczka do Egiptu, podczas której trzeba oczywiście zobaczyć Kair i Gizę

Jedną z najważniejszych atrakcji w Egipcie są oczywiście piramidy, a więc czas na wyprawę do Gizy i Kairu. W większości biur widnieje informacja, że czas takiej wycieczki z Szarm el-Szejk to około 6 do 7 godzin. Niestety nikomu z kim rozmawiałam, nie udało się tego czasu osiągnąć. Najszybciej ludzie docierali tam w 8 godzin. My mieliśmy mniej szczęścia, gdyż wycieczka trwała 11 godzin w jedną stronę i tyle samo w powrotną. Wyruszyliśmy o północy, więc nie było nawet sensu kłaść się spać.
Wycieczki do piramid wyruszają tylko dwa razy w tygodniu, zrozumiałam dlaczego, gdy zobaczyłam, jak dużym przedsięwzięciem jest przygotowanie takiej wyprawy. Ciężko było się zorientować kto, jest kim i dlaczego jedzie z nami tylu Egipcjan, poza Panami w garniturach i z bronią mających nas ochraniać. Jednak Kair rekompensował niedogodności, choć głównie oglądaliśmy go z okien autokaru. Potężna metropolia w charakterystycznym kolorze piasku pustyni, bo taki kolor miało nad nim nawet niebo — mimo błękitu.
Jak w każdym kraju walczącym z ubóstwem na ulicach Kairu walają się domowe sprzęty, śmieci i resztki mebli. Niestety nie mieliśmy czasu na spacer po mieście i w zasadzie niewiele widziałam, ale stary Kair to masa wieżowców, a ten młodszy, pełen dziwnych domów o niedokończonych kondygnacjach na pustych płaskich dachach. Pytałam o to przewodnika, który odpowiedział, że dom staje się domem, gdy doprowadzi się do niego prąd, a budynki przygotowane są na przyszłą dobudowę piętra, gdy tylko rodzina się powiększy. Nie opowiem Wam za wiele o mieście, bo zbyt mało czasu dane było mi w nim spędzić.
Wycieczka po Kairze, muzeum z mumiami i egipskie zapachy




Odwiedziliśmy Muzeum Egipskie z mumiami, które akurat nie są moim ulubionym tematem. Polski przewodnik obdarzał nas żartami a każdą z Pań komplementem. Wycieczka raczej pędziła. Nie było zbyt wiele czasu na kontemplację zabytków z odległej przeszłości. Oczywiście zbiory budzą ogromny szacunek, a mój brak zainteresowania wynika z niechęci do mumii.
Cudownym wydarzeniem za to było pływanie statkiem po Nilu. Było lekko i orzeźwiająco, no i ta elektryzująca świadomość, że pływam po mistycznej rzece, którą tysiące lat temu pływała sama Kleopatra. W końcu przyszedł czas na wycieczkę do sklepu z egipskim olejkami i perfumami. Był tam sklepikarz mówiący po polsku i częstujący klientów kawą i herbatą. Piękne zapachy, a wąchany na próbę eukaliptus odkorkował mi zatoki do samego mózgu.
Giza i piramidy oraz słynny Sfinks

Kolejny przystanek to Giza i oczywiście Piramidy ze słynnym Sfinksem. I tu pod samymi piramidami znów skojarzenie z naszym swojskim Zakopanem. Obowiązkowa wycieczka na wielbłądzie lub bryczce, dla tych, co nie przepadają za kontaktem z dużymi zwierzętami. Widok na pustynię z grzbietu wielbłąda bezcenny. Oczywiście wszędzie wokół obowiązkowe naciąganie na dolary — wygrałam z naciągaczami, gdyż chcieli dziesięć dolarów, a zgodnie z zaleceniem przewodnika, dostali tylko dolara.
Oprowadzający nas po okolicy ludzie proponowali zdjęcia i chętnie je robią, co jest wliczone w cenę wycieczki. Mają cały repertuar opracowanych, sprawdzonych póz — jak to dotykasz piramidy palcami lub dźwigasz wielki kamień. I tu znów włączył się mój indywidualizm — nie chciałam tej atrakcji. Tu mała rada, jeśli nie lubisz tłumów, nie wybieraj terminu przypadającego w święta, wakacje czy ferie, nie chciałabym tu być w szczycie sezonu turystycznego.
W przerwie zabrano nas na obiad do restauracji ze szwedzkim stołem, a jedzenie było przepyszne. Kolejność mogę mylić, ale zmierzchało, gdy pojechaliśmy do wytwórni papirusa. Mały pokaz i zachęta do zakupu papirusowych pamiątek, a potem powrót do hotelu około 5 nad ranem. Nikt z nas nie rozumiał ponad godzinnych przerw, które urządzali sobie kierowcy na trasie. Związki zawodowe czy może płatność od godziny? Siłą rzeczy kolejny dzień to dzień w hotelu. Temperatura wody w basenach niewiele wyższa niż latem w polskim Bałtyku, więc przy odrobinie dobrej woli, dało się pływać. Zresztą temperatura w Egipcie bardziej przypomina polski czerwiec lub słaby lipiec. Wieczorami chodziłam w swetrze po hotelu, a spać dawało się bez szumiącej hałaśliwie klimatyzacji.
Wyprawa na wyspę Tiran i nurkowanie

Kolejny dzień to wyjazd na zachwalane przez wielu nurkowanie. Wybrałyśmy wycieczkę na wyspę Tiran. Dużo informacji zdobywałyśmy od nielicznych, ale bardzo życzliwych Polaków poznanych w kurorcie, którzy odradzali wyjazd na Białą Wyspę. Podczas jazdy do portu, to co przykuło moją uwagę to liczne betonowe płoty z wieżyczkami strażniczymi oraz znakami pokoju. Był w tym oczywiście paradoks. Egipt jest piękny, ale ilością płotów i ogrodzeń przebija wszystkie dotąd znane mi kraje. To nie byłoby miejsce dla mnie bez wolności wyboru, spacerów i nieskrępowanego zwiedzania.
Nurkowanie to fantastyczna przygoda, miłośnikom snorkelingu i raf koralowych nie trzeba tego tłumaczyć. Wszechobecny błękit nieba, turkus wody, baraszkujące wszędzie kolorowe rybki, ukwiały i stateczne płaszczki i wszystkie te tajemnice podmorskiego życia trudne są do opisania. By zrozumieć piękno głębin, sam musisz zejść pod wodę. Dla mnie skok w granatową głębię był niezwykle trudnym przeżyciem.
Zanim jednak poległam w walce z własnym strachem i nie zeszłam głębiej pod wodę, na ułamek chwili doznałam cudownego uczucia i zobaczyłam to. Rafa przypomina górskie szczyty zalane błękitem, nad którymi Ty unosisz się jak ptak. To cudowne bajkowe miejsce i by je zobaczyć, warto się przemóc i skoczyć. Podczas nurkowania na dnie czekał fotograf nurek, który za 30 dolarów odsprzedaje cudowne zdjęcia i filmy z nurkowania każdemu śmiałkowi, który zejdzie tak głęboko. Drugi fotograf w podobnych cenach oferował bajkowe sesje na pokładzie statku — nasza łódź, miała na imię Dallas 1. Było nieziemsko, było cudownie! Nurkowanie było dla mnie najpiękniejszym i jednocześnie najtrudniejszym przeżyciem.
Inne atrakcje w Szarm el-Szejk

Jednym z miejsc, które warto moim zdaniem zobaczyć w Szarm el-Szejk jest kawiarnia o nazwie Farsha. Położona na stromym zboczu z widokiem na Morze Czerwone oferuje naprawdę piękną panoramę. Poza tym poprzez swój tarasowy układ umożliwia wykonanie przez pracowników stopniowego rozpalania wieczorem lamp, co wygląda jak niezwykły spektakl. Całość świetlistego widowiska kończą gongi na ostatnim tarasie, leżącym na poziomie ulicy. Miejsce jest niestety bardzo popularne i nigdy nie udało mi się dostać na sam dół, aby podziwiać rozpalane światła z centrum kawiarni mimo posiadania biletu. Jest to bardzo magiczne, sprzyjające refleksji miejsce urządzone w tradycyjnym beduińskim stylu.




Chętnie wrócę do Egiptu, zobaczyć kolejne cudowne, „niezaliczone” jeszcze miejsca. Egipt jest piękny, bajkowy, choć dla mnie zbyt pustynny. Z czasem nawet hotel okazał się miejscem wygodnym, akceptowalnym jako baza do wypoczynku między wypadami. Co do języka to przyda się rosyjski. Angielski także był używany, ale zawsze wychodziło na to, że po godzinie produkowania się z mojej strony, tubylcy nic nie zrozumieli, ale dzielnie przytakiwali. Było także dużo gości z Ukrainy i tu niestety też angielski się nie sprawdzał.



