Rogale Świętomarcińskie są bardzo smaczne i mają bardzo długą tradycję, a ich historia jest niezwykle ciekawa.
Polska może pochwalić się kulinariami tak niesamowitymi, że inne narody patrzą na nas z zachwytem i z lekką nutą zazdrości. Wszak Toruń ma swoje pierniki, o czym pisaliśmy niedawno. Pałuki mają swoje niesamowite flaczki, Kaszuby mają kiszki i ruchanki, a górale niesamowite oscypki. Nie należy pomijać także tradycyjnych nalewek i destylatów jak, chociażby tych z Łącka, gruszkówki czy śliwowicy.
Rogale Świętomarcińskie — Legendy i fakty historyczne
Wymieniać można by pewnie jeszcze długo, ale czas zacząć opowiadać o tradycyjnym przysmaku prosto z wielkopolski i nie będą to ani gzik z pyrami, ani kluchy na pyrach (które swoją drogą uwielbiam), ale będzie o poznańskim Rogalu Świętomarcińskim. Jednak zanim przejdę do przepisu i rozpływania się nad jego smakiem, to nie byłbym sobą, gdybym nie napisał skąd w ogóle pomysł na takie cudo. Trzeba przyznać, że połapać się w tych wszystkich legendach i opowieściach, które związane są z Rogalami Świętomarcińskimi, jest nie lada sztuką. Przeglądając zapiski o tytułowym rogalu, musiałem cofnąć się aż do czasów zamierzchłych, gdyż okazało się, że rogale wykonywali już nasi prasłowiańscy przodkowie, którzy w dni święte składali ofiary swoim bóstwom.
Rogale Świętomarcińskie — początki

Bogowie słowiańscy zasmakowali szczególnie w ofiarach złożonych z rogacizny, tak więc nie dziwi fakt, że to woły szły, rycząc żałośnie, w pierwszym szeregu na stoły ofiarne. Jednak wół to już nie byle co i wyhodowanie konkretnego osobnika zajmowało sporo czasu, wysiłku i nakładów, dlatego mniej zamożni nie mogli sobie pozwolić na taką rozrzutność. Cóż więc począć? – zapewne pomyślał jakiś chłopek i po chwili wpadł na genialny pomysł, by zrobić substytutu wołu z ciasta. Ukręcił więc plastyczną papkę ze zbóż i uformował ją w kształt przypominający rogi byka. Pomysł, jak się okazało, był strzałem w dziesiątkę.
Z czasem jedne bóstwa przeminęły, a ich miejsce zajęły następne. Tak jak w przypadku wielu dawnych tradycji, tak i ta związana z rogalami przetrwała zmianę wiary i została zaadaptowana przez przedstawicieli nowego kościoła, którzy jednak pomieszali swoim zwyczajem troszeczkę w pierwotnym znaczeniu rogala. Od teraz nie był już substytutem rogatej ofiary, a zamienił się w odzwierciedlenie podkowy konia św. Marcina, którą według legend ten miał zgubić, ale kim był wspomniany święty i gdzie jego koń zgubił podkowę o tym już za moment.
Kim był św. Marcin patron poznańskich rogali

Marcin, jeszcze nie święty, był legionistą rzymskim, który już jako piętnastolatek wstąpił w szeregi rzymskiej armii i spędził w niej aż 25 lat czynnej służby. W roku 338 n.e. razem ze swoim garnizonem został przeniesiony do Galii w pobliże miasta Amiens i to właśnie tam podobno odmieniło się jego życie. Pewnego mroźnego dnia Marcin, żołnierz pełną gębą, którego imię nadane mu przez ojca symbolizowało boga wojny Marsa, spotkał na swojej drodze obdartego żebraka, który poprosił go o pomoc.
Nie zastanawiając się, oddał potrzebującemu połowę swojego wyposażenia i nie oczekując podziękowań, wyruszył w dalszą drogę. W nocy, gdy leżał na swojej żołnierskiej pryczy, przyśnił mu się sen, w którym to zobaczył Jezusa, który mówił swoim apostołom — Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział. Po tym zdarzeniu Marcin nawrócił się na wiarę chrześcijańską i przyjął chrzest w roku 339 (przynajmniej według jednej z teorii). Poczuł wtedy, że musi opuścić armię, bo jego nowa wiara zakazywała zabijania wrogów, jednak nie było to takie proste, wszak kontrakt zobowiązywał.
Udało mu się opuścić szeregi wojska dopiero w roku 356 roku, kiedy to jego garnizon miał zaatakować plemiona germańskie. W armii rzymskiej panował zwyczaj dawania podwójnego żołdu legionistom w przeddzień bitwy w celu podniesienia morale oddziałów i właśnie wtedy Marcin poprosił swojego dowódcę, by ten zamiast żołdu zwrócił mu wolność. Dowódca wściekł się na bezczelnego żołnierza, który chciał zdezerterować z pola walki i nakazał wtrącić go do karceru. Marcin wybłagał go jednak, by dał mu pójść na bitwę, gdzie jego orężem będzie jedynie krzyż.
Ten w końcu zgodził się na taki układ, sądząc, że żołnierz nie przetrwa bitewnej zawieruchy. Dla Marcina dzień następny okazał się zbawienny, bo Germanie miast ubić kilku legionistów po prostu podkulili ogony i poprosili grzecznie o pokój. Marcin odzyskał wolność. Zamieszkał jednak w samotności kontemplować dzieło boże, został osadzony na tronie biskupim, na którym zasiadał przez kolejne 25 lat. No dobra zapytacie, ale kurczę gdzie ta podkowa, od której wszystko się zaczęło? Na to pytanie odpowie poniższa legenda.
Rogale Świętomarcińskie i legenda o ich pochodzeniu

Dawno, dawno temu mieszkał w Poznaniu piekarz Walenty. Gorliwy to był katolik i zawsze ochoczo uczęszczał na msze do pobliskiego kościółka pod wezwaniem św. Marcina. Tam słuchając kazań proboszcza, wpatrywał się w witraż przedstawiający świętego, który dzieli się swoją szatą z potrzebującym żebrakiem. Ach, jak pragnął Walenty pójść w ślady świętego, to wiedział tylko on. Nocami zastanawiał się, w jaki sposób pomóc potrzebującym, ale nic niestety nie przychodziło mu do głowy.
Zbliżał się coroczny odpust, a pomysłu na pomoc biednym piekarz jak nie miał, tak nie miał. W przeddzień zbliżającego się jarmarku poszedł zasmucony spać i wtedy zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Zza okien piekarni doszedł jego uszu miarowy stukot kopyt. Zarzucił Walenty kapotę co by nie przemarznąć i wyjrzał na zewnątrz.
Widok jeźdźca w błyszczącej zbroi podążającego na siwym rumaku spowodował u piekarza wzmożone bicie serca. Przecierał oczy ze zdumienia, gdy św. Marcin przejeżdżał spokojnie, delikatnie bujając się w siodle, tuż obok jego domostwa. Nagle usłyszał głos jeźdźca. – Pomagaj ludziom w sposób odpowiedni do swoich uzdolnień. – Po czym postać świętego znikła, nie pozostawiając po sobie śladu.
Wczesnym rankiem Walenty obudził się, nie do końca wierząc w nocne spotkanie. Jednak to, co uważał za sen, okazało się prawdą. W śniegu przed swoim domostwem, szukając śladów świętego, znalazł podkowę. Podniósł ją, obrócił kilkukrotnie w dłoniach, przyglądając się jej podejrzliwie i wtedy go olśniło. Popędził do kuchni i zaczął przyrządzać ciasto, które po wykonaniu uformował w formę podkowy. Napiekł rogali, ile tylko zdołał i pobiegł w te pędy na odpust, gdzie wszystko, co wykonał, rozdał potrzebującym. Tak właśnie narodziła się tradycja rogali świętomarcińskich, które dzisiaj są niepodważalnym symbolem Poznania.
Przepis na Rogale Świętomarcińskie prosty i tani w przygotowaniu

Co prawda najlepszym sposobem skosztowania dobrych i co najważniejsze prawdziwych rogali świętomarcińskich, jest udanie się do Poznania, gdzie certyfikowane piekarnie mają przywilej wyrobu tego przysmaku, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką możliwość, więc podaję sprawdzony przepis do samodzielnego wykonania.
Rogale Świętomarcińskie — Składniki potrzebne do przygotowania rogali
Ciasto na rogale świętomartyńskie.
- 1 kg mąki pszennej
- 1/2 kostki masła
- 6 jaj
- 50 g drożdży
- 2 łyżki cukru
- 1 szklanka mleka
Masa na rogale.
- 1,5 szklanki cukru pudru
- 100 g białego maku
- 200 g migdałów i orzechów włoskich
- Śmietana
Dekoracja
- Lukier z cukru pudru i cytryny
- Grubo siekane orzechy włoskie
Rogale Świętomarcińskie — Przygotowanie ciasta i wypiek
- Drożdże rozpuść w niewielkiej ilości mleka.
- Jaja utrzyj w półmisku z dwoma łyżkami cukru i połącz je ze stopionym wcześniej masłem.
- W czasie gdy całość będziesz ubijał, dodawaj porcjami przesianą mąkę pszenną, pozostałe mleko i przygotowaną zawiesinę drożdży.
- Ciasto wyrabiaj do momentu, aż zaczną pokazywać się pęcherzyki. Gdy to zauważysz odstaw je w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
- W czasie gdy ciasto rośnie, spokojnie zabierz się za masę wypełniającą.
- Migdały, orzechy i mak zaparz, zmiel i utrzyj z cukrem i śmietaną aż do uzyskania gęstej masy.
- Wyrośnięte ciasto rozwałkuj i pokrój w kwadraty tej samej wielkości, a następnie rozłóż je przed sobą, weź porządną łyżkę i nałóż makowo-orzechowy farsz.
- Następnie chwyć ciasto za jeden z rogów i uformuj rogaliki.
- Tak przygotowany smakołyk wstawi do gorącego piekarnika i piecz w temp. 220-250 stopni do uzyskania złotego koloru.
NASZE SZLAKI ŻYCZĄ SMACZNEGO!!



