Dom z Chimerami  – atrakcja Kijowa o utrudnionym dostępie.

Dzisiaj zabieram Was na krótki spacer do miejsca, które zdecydowanie powinno być ogromną atrakcją ukraińskiej stolicy, a przez bliskość pałacu prezydenckiego niestety jest ograniczony dostęp.

W zasadzie sami byśmy do tego domu nie dotarli, gdyby nie przypadek, który sprawił że mieliśmy okazję przyjrzeć się budynkowi z każdej strony, a jak by tego jeszcze było mało dowiedzieliśmy się nawet kilku ciekawostek związanych zarówno z tym architektonicznym dziwadłem jak i z tragicznymi wydarzeniami z kijowskiego majdanu, ale po kolei.

Historia domu z Chimerami w Kijowie na Ukrainie, dzieło życia polskiego architekta

Żył sobie niegdyś niejaki Pan Horodecki, szlachcic polski urodzony na Podolu, którego wielką pasją było projektowanie budynków i łowiectwo. W swoich pracach jednak nigdy nie łączył obydwu pasji, więc albo projektował i budował, albo polował w egzotycznych krajach na jeszcze bardziej egzotyczne zwierzaki – do czasu.

Nastał rok 1901 kiedy to Horodecki postanowił w końcu połączyć obie pasje i po zaprojektowaniu budynku o niepowtarzalnej fasadzie przystąpił do realizacji najdziwniejszego domu w Kijowie, który miał stać się, zgodnie z tym co założył inwestor,  kurą znoszącą złote jaja. W końcu kto by nie chciał wynajmować luksusowych apartamentów za horrendalną opłatą w domu o którym będą wszyscy mówić.

Kijów na Ukrainie - Dom z chimerami

Być może przewidywania Horodeckiego by się sprawdziły, nie przewidział tylko jednego – kryzysu finansowego, który niedługo po rozpoczęciu budowy ogarnął całe Imperium Rosyjskie niwecząc plany architekta. Ten nie poddał się jednak i ciągle wierząc w swój projekt kontynuował prace, aż w końcu w roku 1903 ukończył prace.

Niestety dla niego wyłożone 15 tyś. rubli na budowę stało się balastem, którego nie zdołał udźwignąć co w połączeniu z jego zagranicznymi polowaniami spowodowało, że w roku 1912 Horodecki zbankrutował. Lecz zanim pozbył się dzieła swojego życia podobno nałożył na nie klątwę, że każdy kolejny właściciel także pójdzie z torbami.

Co ciekawe jak na razie klątwa działa znakomicie, bo wszyscy po kolei kończyli z zerowymi stanami konta, a to przez Rewolucję Październikową, a to po nacjonalizacji w końcu upadł komunizm i partyjne wierchuszki także podkuliły ogony, zostawiając po sobie klinikę która została zlikwidowana dopiero w roku 2002. na oficjalne polecenie ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy.

Dzisiaj „Dom z Chimerami” po wielu przeprowadzonych renowacjach jest oficjalnym budynkiem rządowym, który wykorzystywany jest do podejmowania zagranicznych gości prezydenta Ukrainy.

Nasze zwiedzanie Domu z Chimerami w Kijowie, czyli „Ja za nich poręczę!

Na kilka godzin przed wyjazdem z Kijowa krzątaliśmy się w okolicach Majdanu bez określonego celu. Chcieliśmy wchłonąć jeszcze choć przez moment cząstkę Kijowa i zabrać ją ze sobą na pamiątkę do domu. W końcu po przedreptaniu kilku ładnych kilometrów stanęliśmy przed drogowskazem, na którym jedna ze strzałek wskazywała „Dom Z Chimerami”.

Nie zastanawiając się długo ostatnimi resztkami sił zaczęliśmy wspinać się dość stromą ulicą do atrakcji, o której wiedzieliśmy, że gdzieś jest, ale kompletnie nie mieliśmy pojęcia co zastaniemy na miejscu.  Po kilku minutach marszu stanęliśmy jak wryci przed mapą turystyczną i próbując rozszyfrować napisy, drapaliśmy się po głowach zastanawiając się

– Gdzie teraz?

Nagle zza naszych pleców padło pytanie.

– що ви шукаєте? (szto wy szukajete?). 

Starsza Pani patrzyła na nas pytająco oczekując odpowiedzi. Gdy tylko usłyszała, że domu z Chimerami uśmiechnęła się szeroko i chwytając Ewę pod ramię, rzekła.

– Dobrze, ja za Was poręczę – i ruszyła przed siebie,  wprost do małej budki,  stojącej przy wielkiej bramie, ciągnąc za sobą zdezorientowane dziewczyny.

Ewa Baranowska z przewodniczką - Kijów na Ukrainie

Zresztą ja także zacząłem zastanawiać się czy dobrze zrozumiałem wypowiedziane słowa o „poręczeniu za Nas” –  bo przyznam że brzmiało to co najmniej niepokojąco. Przed kim będzie za nas ręczyć? Co, jak, po co? Pytania zaczęły kłębić się w głowie, gdzie my w ogóle idziemy?

Nie trwało  jednak długo i wszystko stało się jasne. Weszliśmy do malutkiego pomieszczenia, gdzie dwóch uzbrojonych po zęby żołnierzy ukraińskich patrzyło na nasze towarzystwo z tak samo zdziwioną miną,  jaka malowała się na naszych twarzach i wtedy się zaczęło.

Od razu się przyznaję – nie znam języka rosyjskiego, ani ukraińskiego dlatego też połowa tego co tam zostało powiedziane, to już kwestia bardziej domysłów, ale ogół rozmowy był jasny. Pani zaczęła tłumaczyć zdziwionym wartownikom, że jesteśmy niegroźnymi turystami z Polski i z wielką chęcią przyjrzelibyśmy się rzeźbom na fasadzie domu z Chimerami.

Co chwila wskazywała to na Ewę i Marysię, mówiąc że takie ładne buzie nie mogą być przyczyną kłopotów. Żołnierze po kilku minutach zaczęli mięknąć i w końcu zwrócili się do Nas, stojących jak uczniowie za Panią wychowawczynią.

– Z Polski? Turyści? Paszporty macie? No to dajcie!

Uwierzcie nam, tu nastąpiło kolejne przypadkowe zrządzenie losu, bo o dziwo tak jak nigdy nie zabieramy ze sobą paszportów i zostawiamy je w bezpiecznych miejscach, to tym razem mieliśmy je ze sobą.

Żołnierze chwycili dokumenty w dłoń, przyjrzeli się dokładnie naszym facjatom, przy mojej pozostając na chwilę dłużej (przeklinam fotografa bo wyszedłem na zdjęciu jak przestępca i nie raz już stawałem się obiektem zainteresowania a to celników, a to pograniczników) i po chwili brama na plac przed pałacem prezydenckim została za naszymi plecami.

Nasza przypadkowa przewodniczka uśmiechnęła się szeroko i stwierdziła, że dobrze że nas wpuścili po dobroci, bo by musiała jeszcze narobić hałasu, cokolwiek miało by to oznaczać. Okazało się, że babcia była wieloletnią pracownicą pałacu prezydenckiego znającą ten budynek jak własną kieszeń, że lubi Polaków i nawet miała szczęście być żoną jednego.  Jednak nie o tym teraz będę opowiadać, tylko o wrażeniach wizualnych dotyczących domu.

Wrażenia z oglądania Domu z Chimerami

Dom z Chimerami jest to jeden z  dziwniejszych domów jaki widziałem, a widzieliśmy już całkiem sporo. Jednak ta elewacja wykonana o dziwo z betonu, co jak na czasy w których dom powstawał było rzeczą wręcz rewolucyjną, zachwyca.

Precyzja wykonania rzeźb, których głównymi bohaterami są egzotyczne zwierzęta jest fantastyczna. Te słonie, czy ropuchy wyglądają tak, jak by za chwilę miały zejść po ścianie i pobiec do pobliskiego ogrodu. Ogólnie kontrast tej atrakcji z położonym naprzeciwko monumentalnym pałacem prezydenckim jest jakiś dziwny, ale nie w złym tego słowa znaczeniu.

Niby tutaj nic nie pasuje, a jednak całość komponuje się ze sobą wręcz idealnie. Po prostu fajne miejsce i szkoda, że zostało adaptowane na budynek rządowy. Co prawda można go chyba zwiedzać, jednak z tego co wyczytałem tylko w 1 dzień tygodnia, po uprzednim zakupieniu na drugim końcu miasta biletów i jak by tego jeszcze było mało, to zwiedzanie jest od 10.00 do 14.00

Chcesz mieć szczęście, pogłaszcz krokodyla

Po porobieniu zdjęć i wysłuchaniu opowieści o zasadach panujących przy pałacu prezydenckim, już mieliśmy ruszyć ku wyjściu, lecz nasza babuleńka zapytała.

– Może chcecie mieć szczęście? Bo jest tu krokodyl, którego według tradycji łeb trzeba pogłaskać  i już spłynie na was przyjazna fortuna.

Odpowiedź mogła być tylko jedna

– No pewnie że tak, w końcu szczęścia nigdy za dużo!

Jednak na przeszkodzie stanęła brama, bo okazało się, że ów krokodyl jest na podwórku domu z Chimerami. Długo nie czekaliśmy na kolejny fart, bo w tym momencie jak spod ziemi pojawił się urzędnik, który akurat musiał coś załatwić w budynku i po chwili tłumaczenia (oczywiście prym wiodła Przewodniczka) podwórko stanęło przed nami otworem.

krokodyl co przynosi szczęście - Lwów na Ukrainie

Marysia pierwsza zauważyła plączącego się pod nogami gada i od razu przystąpiła do głaskania, licząc że pomoże jej troszkę w szkole (co nie powiem czasami by się przydało). My też skorzystaliśmy, bo coś czuliśmy pod skórą, że w tym dniu pokłady naszego szczęścia zostały dość mocno nadszarpnięte, bo przecież takie sytuacje nie zdarzają się codziennie.

Po tej przygodzie wyruszyliśmy w dalszą drogę, a nasza miła dobrodziejka rozpoczęła opowieść o najtragiczniejszych wydarzeniach ostatnich lat, czyli masakrze na kijowskim Majdanie. Jednak o tym opowiemy już w następnym artykule.

Informacje praktyczne:

Adres: Bankova St, 10, Kyiv, Ukraina, 02000

Godziny otwarcia:

Zabytek otwarty jest jedynie w sobotę od godziny 10:00 do 14:00

Ciekawostki

– Dom z Chimerami wykonany jest w stylu Art Nouveau (secesja) -styl w sztuce europejskiej ostatniego dziesięciolecia XIX wieku i pierwszego XX wieku, zaliczany w ramy modernizmu

– Chcesz mieć szczęście dzięki czochraniu krokodyla, to najpierw musisz mieć szczęście by się do niego dostać 😉

Władysław Horodecki – po przejęciu przez bolszewików władzy w roku 1920 wyjechał do Teheranu, gdzie na zlecenie spółek amerykańskich zajmował się budową infrastruktury kolejowej. Zmarł w roku 1930 i pochowano go na polskim cmentarzu w Teheranie (Dulab). Nagrobek zdobi skromy napis – „Profesor Architektury

– Od 1996 roku jedna z ulic Kijowa nosi jego imię.

– Oprócz opisanego „Domu z Chimerami” Horodecki był twórcą wielu innych budynków. Między innymi zaprojektował: Wieżę ciśnień w Piotrkowie Trybunalskim, Kościół św. Mikołaja w Kijowie, Budynek Narodowego Muzeum Sztuki Ukrainy, Kasyno w Otwocku, a także Pałac Szacha w Teheranie i dworzec kolejowy w tym samym mieście i wiele innych.

– Z domem z Chimerami związanych jest kilka tragicznych legend. Jedna z nich mówi o tym, że Horodecki zbudował willę na skutek samobójczej śmierci jego córki, która odebrała sobie życie topiąc się w Dnieprze.