Zapewne wiecie, że nie lubimy opisywać obiektów sakralnych, bo niestety charakteryzują się one jedną wspólną cechą, czyli są praktycznie wszędzie takie same. 

Jednak jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach to zdarzają się wyjątki, które tak nas zachwycą, że po prostu musimy napisać choć kilka zdań, bo gdybyśmy tego nie uczynili to sumienie gryzło by nas nocami nie dając spać.

Tak właśnie było w przypadku gigantycznej mediolańskiej katedry Duomo, która zachwyciła nas swoją monumentalnością i niesamowicie wyglądającymi rzeźbami z nadzwyczaj realistycznym posągiem obdartego ze skóry Bartłomieja na czele.

Tak też jest w przypadku dzisiejszego zabytku, który zobaczyliśmy podczas naszej wyprawy do Rumunii. Jednak to nie wielkość czy też nawet bogactwo wykonania wzbudziło nasze zainteresowanie, bo tego po prostu tutaj nie ma.

Co nas zachwyciło to oryginalna architektura, bo musimy przyznać, że taki kościół warowny wraz z otaczającymi go budynkami, to widzieliśmy pierwszy raz w życiu. Ale do rzeczy.

Historia zabytku, czyli jak to Krzyżacy wykiwać ludność okoliczną chcieli

Każdy Polak zna Krzyżaków, no może nie osobiście, ale z pieśni, baśni i legend na pewno. Dużą zasługę w przedstawieniu ich nam bliżej miał nie kto inny jak Henryk Sienkiewicz, który opisał ich w powieści „Krzyżacy” oraz filmowiec Ford, który ową powieść zekranizował.

Kościół warowny w Prejmer zabytek w Rumunii Michał Baranowski

Zresztą nie tylko księgi i późniejsze ekranizacje spowodowały, że  Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, bo taka przecież jest pełna nazwa. To wieki wspólnych waśni i przepychanek, zakończonych jednym z największych zwycięstw jakie odniosła polska chorągiew pod Grunwaldem spowodowały, że nawet najbardziej oporny umysł wie co to byli za rycerze.

Jednak czy wiecie, gdzie braciszkowie urzędowali przed tym jak zostali zaproszeni przez Konrada Mazowieckiego do naszego kraju? Tak! Zgadza się. Próbowali osiedlić się gdzieś indziej, między innymi na terenach dzisiejszej Rumunii.

Zasada ich postępowania była prosta. Podjeżdżali  braciszkowie na białych rumakach do kaszteli i zaczynali mydlić oczy władcom, przed którymi stawali odziani w skromne łachmany, snując wizje życia w dobrobycie i wiecznym pokoju ku chwale Boga jedynego.

Władca taki mimo, że zazwyczaj podejrzliwy, dawał omotać się opowiastkom zakonników i przekazywał im we władanie ziemię, którą Ci mieli uprawiać i szerzyć na niej swoje nauki. Krzyżacy po „zakotwiczeniu” zaczynali pod pozorem budowy swojego malutkiego zakątka na ziemi rozrastać się jak pasożyt, by po jakimś czasie wchłonąć swojego żywiciela.

W myśl tej zasady pewnego razu przybyli na zaproszenie króla Andrzeja II Węgierskiego pod którego panowaniem znajdowała się mała wioseczka Prejmer. Coś tam pobajdurzyli, coś tam naobiecywali i w końcu uzyskali zgodę na przeprowadzkę z jednym zastrzeżeniem.

Król rzekł:

– Spoko (oczywiście w języku zbliżonym do rumuńskiego), możecie się osiedlić, ale pozwalamy Wam tylko wybudować mały kościół. Żadnych tam-kuźwa warowni, czy zamków! Zrozumiano? – Krzyżacy ciągle kłaniając się władcy odrzekli

– Ja, ja.  Gut, gut! – i czym prędzej zabrali się do roboty.

W końcu w roku 1218 pobudowali kościółek, ot taki malutki i skromny, bez zbędnych zdobień, rzeźb czy blichtru. Potem, za zgodą oczywiście od władcy, wybudowali domy dla braciszków, jednak zrobili je w tak cwany sposób, że kwaterami ogrodzili cały teren na którym znajdował się kościół. Mury zewnętrzne pokoi o grubości około 2 metrów miały w założeniu chronić zakon przed barbarzyńcami, którzy ostrzyli zęby na bogobojnych braciszków.

Zresztą nie tylko księgi i późniejsze ekranizacje spowodowały, że  Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, bo taka przecież jest pełna nazwa jest nam bliski. To wieki wspólnych waśni i przepychanek, zakończonych jednym z największych zwycięstw jakie odniosła polska chorągiew pod Grunwaldem spowodowały, że nawet najbardziej oporny umysł wie co to byli za rycerze.

Gdy w końcu ukończyli kwatery i władca ziem nie wyraził sprzeciwu co do budowli, wykonali jeszcze bramę wjazdową i zamknęli ją kratą, która miała utrudnić dostęp na teren zakonu, otaczając go dodatkowo fosą.

Pewnego razu Król Andrzej przybył odwiedzić skromną posiadłość swoich nowych poddanych. Gdy zamiast malutkiego kościoła i kilku budyneczków dla zakonników ujrzał warowną, murowaną posiadłość wkurzył się niemiłosiernie i w te pędy przegnał Krzyżaków, czując w kościach, że jak tego nie uczyni teraz to już niedługo może się to na nim sromotnie zemścić.

Braciszkowie z czarnymi krzyżami na plecach odjeżdżając pogrozili jeszcze pięściami i rzucili za siebie niecenzuralne słowa pod adresem niedawnego przyjaciela, jednak po chwili zmarkotnieli, bo znowu czekała ich tułaczka w nieznane.

Ich historia pewnie dobiegła by  wtedy końca, ale na  jednym z postojów gdy  smutni patrzyli na osmalone szczapy w ognisku, nie wiedząc co czynić ze sobą dalej przybył do nich posłaniec z terenów dzisiejszej Polski i wręczył im zaproszenie do jakże pięknego kraju nad Wisłą, do którego dotarli w roku 1226 i zostali w nim na troszeczkę dłużej. Jak to dalej się potoczyło to już wiemy.

Zaś co do kościoła warownego w Prejmer, to skoro już powstał, to żal było go niszczyć i przekazano go Cystersom, którzy jeszcze bardziej go rozbudowali.

Zwiedzanie kościoła warownego w Prejmer

Wysiadając na parkingu w Prejmer już z daleka widać mury obronne, których nie powstydził by się żaden zamek.  Jeszcze bardziej militarne przeznaczenie obiektu widać po przejściu przez bramę wjazdową na teren dziedzińca, bo dostępu do centralnego punktu warowni, tam gdzie postawiono kościół, broni długi tunel zamykany kratą. No cóż, kupujemy bilety i wchodzimy.

W zasadzie nie spodziewajcie się tutaj fajerwerków, w postaci zabytków w gablotach, bo ich tu po prostu nie ma. Jest za to kompleks wpisany na światową listę UNESCO i robi takie wrażenie, że od razu chce się włazić na każde schody prowadzące do cel braciszków, co też od razu uczyniliśmy.

Właziliśmy wszędzie gdzie się dało (bo można), efektem czego zobaczyliśmy praktycznie każdy zakątek który został udostępniony zwiedzającym. Począwszy od pomieszczeń dawnej szkoły gminnej, w której uczono dzieci z okolicznych wiosek. Po pokoje zajęte przez rzemieślników, którzy w tym miejscu odnaleźli swoje miejsce na ziemi.

Jednak najbardziej ciekawy według mnie, był spacer korytarzem obronnym biegnącym po zadaszonym szczycie murów. Dopiero tam widać najlepiej, o co dokładnie chodziło krzyżakom gdy budowali kościół w Prejmer. Nie o nawracanie wiernych na jedną właściwą ścieżkę, tylko chcieli po prostu zbudować warownię, która oparła by się atakom niezadowolonej gawiedzi.

Zdecydowanie polecam Wam to miejsce bo naprawdę warto je zobaczyć. Żałuję jedynie jednej rzeczy, że nie posiadamy drona, bo mimo wszystko najpiękniejszy widok ukazujący cały kościół warowny musi być z powietrza. No cóż, może kiedyś.

Ciekawostki z kościołem warownym w Prejmer związane.

  • Jak bardzo trudno było zdobyć ten kościół warowny  niech świadczy fakt, że w ciągu całego swojego istnienia sztuka ta udała się tylko jeden raz. Zdobywcą w 1611 roku okazał się książę Siedmiogrodu Gabriel Batory . Wcześniejsze 50 prób na przestrzeni wieków spełzło na niczym.
  • Nie dziwi jednak fakt, że tak wiele prób było nieudanych. Wysokość murów w najwyższym punkcie wznosi się na 12 metrów, co w połączeniu z 4 metrową grubością murów i licznymi otworami strzelniczymi, wieżami, mostem zwodzonym, bramami wjazdowymi, a także fosą stanowiło trudny orzech do zgryzienia dla potencjalnych najeźdźców.
  • W 1999 roku kompleks kościoła warownego w Prejmer wraz z 6 podobnymi obiektami został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
  • W obwarowaniach znajduje się 270 pomieszczeń, które służyły mieszkańcom za schronienie w razie zbliżającego się niebezpieczeństwa.
  • W czasach świetności na terenie obiektu znajdował się młyn wodny napędzany wodą z fosy i piekarnia.
  • Kościoły warowne na tyle sprawdziły się na tych niebezpiecznych terenach, że stały się praktycznie normą i każda większa wioska zaczęła budować umocnienia, skupiając je wokół kościołów.

Informacje praktyczne

Adres:

Kościół warowny w Prejmer
Strada Mare 2
Prejmer 507165 Rumunia

Godziny otwarcia:

Od 1 maja do 31 października
Dni powszednie: od 09.00 do 17.00
Sobota: 09.00 do 15.00
Niedziela: zamknięte
Od 1 listopada do 30 kwietnia
Dni powszednie: od 09.00 do 15.00
Niedziela: zamknięte

Cennik:

10 lei – bilet normalny
5 lei – bilet ulgowy

***