Jest takie powiedzenie włoskie, że „Próżność jest córką diabła”,  jednak w przypadku Cenatii, narcystycznej córki spokojnej rodziny Avogardii, jej próżność posiadała pewnie stado diabelskich ojców.

Dawno temu w nieznanym domu, w nieznanej dzielnicy Bergamo, żyła sobie spokojnie Elisabetta Avogardi, żona dostojnego kupca, którego wszyscy znali i szanowali w okolicy. Mimo, że małżeństwo dysponowało nie małym majątkiem, zachowywali się nad wyraz spokojnie i nie dawali odczuć innym ludziom, że posiadają więcej niż oni. Długo nie trwało jak szanowna małżonka okazała się brzemienna. Pan Avogardi strasznie ucieszył się z tego powodu  i nie mogąc się doczekać dziecka, przystąpił do przygotowywania pokoju dla nowego członka rodziny.

Nadszedł czas rozwiązania. Poród nie należał do lekkich, lecz w końcu po raz pierwszy płuca małej istoty wypełniły się powietrzem i odtąd ciche mury domu, wypełnione zostały donośnym płaczem zdrowego dziecka.  Kupcowi urodziła się córeczka. Ten jak to na ojca przystało, zaczął obsypywać ją najróżniejszymi zabawkami, drogimi ubrankami, a że jak już wspomniałem był wyjątkowo majętnym człowiekiem, to i grosza na zachcianki młodej księżniczki nie szczędził. Przestrzegała go jego żona – nie rozpieszczaj jej zbytnio, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Jednak nie słuchał Avogardii i dalej robił swoje.

Dziecko w końcu przeistoczyło się w młodą kobietę, a lata życia w luksusie ukształtowały jej charakter. Kiedy chodziła po mieście zachwycała przechodniów biżuterią i sukniami. Była na tyle piękną kobietą, że często z jej powodu dochodziło do wypadków, gdy po olśnieniu jej widokiem przechodnie zapominali o bożym świecie. Oczywiście Cenatia, bo tak jej dano na imię, za nic miała ludzi którym wiodło się nieco gorzej od niej i dawała temu wyraz gdy tylko miała taką okazję.

Pewnego wieczoru, przystąpiła do swoich rutynowych czynności, do których należało czesanie włosów, nakładania maseczek i innych płynów importowanych z dalekich krajów w celu poprawienia jej i tak nie małej urody. Nic nie wskazywało, że ten wieczór będzie się różnił od pozostałych jednak gdy spojrzała w lustro – zamarła. Oprócz jej pięknego odbicia w lustrze znajdowały się tam także wizerunki czterech zdeformowanych demonów. Pierwszy zdawał się trzymać lustro w podobny sposób tak jak ona to czyniła, kolejny ze złośliwym uśmieszkiem lizał lico papieża Klemensa IX, który zmarł zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Trzeci czesał jej włosy, a czwarty oplatał jej szyję niczym drogocenny naszyjnik. Widok ten zmroził krew w żyłach narcystycznej Cenatii, skóra jej pobladła i nabrała koloru płatków kwiatów jabłoni, które wiosną zawsze obserwowała w swoim ogrodzie. Lusterko trzymane dotąd w dłoni wysunęło się delikatnie z jej dłoni i spadło na kamienną posadzkę, gdzie z hukiem rozpadło się na setki malutkich kawałeczków.

Demony jednak nie znikły, dalej wpatrywały się w nią wykorzystując do tego cząstki rozbitego lustra. Długo nie trwało jak z jej gardła dobył się przerażający krzyk i trzaskając za sobą drzwiami pobiegła czym prędzej do ojca z prośbą by opuścić ten przeklęty dom. Ojciec wysłuchał opowieści swojej kochanej córki i spełnił jej prośbę. Gdy tylko pozałatwiał sprawy w mieście,  zamieszkali  obok kościoła Rosate. Wizja demonów dręczyła jeszcze przez jakiś czas młodą kobietę, jednak powoli zanikała w miarę jak Cenatia zmieniała swoje podejście do życia. Gdy w końcu nie przedkładała życia w luksusie ponad bycie dobrym, demony opuściły jej towarzystwo. Jednak gdy tylko  dawna jej osobowość dawała o sobie znać, wtedy i demony powracały do jej luster.