Tradycji musi stać się zadość, więc z okazji tegorocznego Halloween kolejna, straszna legenda na Naszych Szlakach. Tym razem nasz wybór padł na opowieść indiańską opowiadaną przez starszyznę północnoamerykańskiego ludu Seneka.

O tym dlaczego Indianie palą swoich zmarłych


Dawno, dawno temu, gdy świat był jeszcze zupełnie innym miejscem niż znamy go dzisiaj, Irokezi z plemienia Seneka zamieszkiwali rozległe polany pośród gęstych lasów w miejscu gdzie dzisiaj znajduje się Nowy Jork. Ich długie domy (long house) były skupione w wioskach otoczonych mocnymi, ostro zakończonymi palisadami, które miały na celu ochronę społeczności przed zewnętrznymi zagrożeniami. 

Wojowniczy Irokezi nie tyle bali się napaści innych plemion, co przerażała ich mroczna strona lasu. Wierzyli, że w ciemnych zakamarkach wiekowej puszczy czają się demony, czarownicy i stworzenia tak przerażające, że samo ich spojrzenie mroziło krew w żyłach.

Ich rytm życia był prosty,  wyznaczany całkowicie przez otaczającą ich naturę. Latem słońce uśmiechało się do pól kukurydzy, fasoli i dyni ,a kobiety i mężczyźni z wielką pieczołowitością doglądali plonów. Podlewali rośliny  wodą przynoszoną z okolicznych strumieni, usuwali chwasty i prowadzili nierówną walkę ze szkodnikami.

Wiedzieli doskonale, że to co uda im się zebrać w późniejszym okresie zapewni im przetrwanie zimą, gdy wszystkie okoliczne tereny przykryje gruba warstwa białego puchu.

Koniec lata, czas przygotować się do zimy


Gdy zbliżała się jesień, a liście na drzewach zaczynały tracić zielone barwy, siadali przy ogniskach i zaczynali słuchać opowieści starszych plemienia. Ci opowiadali między innymi historię myśliwych, którzy ścigali wielkiego, niebiańskiego niedźwiedzia.

Gdy w końcu udało im się go upolować, jego krew spływająca na ziemię zabarwiała liście drzew na czerwono. Właśnie w ten sposób tłumaczyli sobie wiele zmian zachodzących w przyrodzie

Indianie amerykańscy przy ognisku we wsi.
Amerykańscy Indianie podczas przy ognisku słuchali opowieści starszych wioski.

Irokezi uwielbiali takie opowieści, gdzie człowiek zmaga się z dziką naturą. W końcu polowania należały do ich codzienności. Co prawda, chodzenie do lasu było niebezpieczne, bo leśne ostępy zamieszkiwało wiele potężnych zwierząt i demonów, ale wizja soczystej, aromatycznej pieczeni skwierczącej nad ogniskiem, była odpowiednim motywatorem do heroicznych czynów.

Pewnego razu chęć zapełnienia brzucha kalorycznym mięsiwem, skłoniła mężczyznę i kobietę opiekującą się małą córeczką, do wyprawy na polowanie. Przygotowania do wyjścia poza teren wioski trwały kilka dni. W tym czasie kobieta przygotowała i zabezpieczyła odpowiednie zapasy dla nich i dla dziecka, a mężczyzna oporządził broń, by ta nie zawiodła gdy przyjdzie jej użyć.

Wyprawa w nieznane


Ubłagali też bogów o pomyślne łowy i spakowawszy zgromadzony dobytek wyruszyli ku przeznaczeniu. Ich celem było znane wszystkim bogate łowisko, gdzie nie trudno było wytropić dorodną zwierzynę, obok którego od lat mieszkał przyjazny, pomocny staruszek.

Po długiej i wyczerpującej wędrówce, mężczyzna i kobieta niosąca dziecko w małym zawiniątku, dotarli w nocy do małej chatki stojącej na malutkiej polanie. Zaniepokoiła ich otaczająca cisza i brak jakichkolwiek oznak bytności ludzkiej. Myśliwy nakazał gestem żonie pozostać w miejscu, a sam podszedł do próchniejących drzwi i pchnął je delikatnie do środka.

Blade światło księżyca oświetliło delikatnie wnętrze. Było puste. Mężczyzna zacisnął w dłoni rogową rękojeść noża i wszedł do pomieszczenia. Dla kobiety tulącej swoją córeczkę każda upływająca sekunda trwała wieczność. W końcu łowca wyszedł i dał jej znać by weszła za nim.

Troszkę trwało nim jej oczy się przyzwyczaiły do przyćmionego światła, a gdy to nastąpiło zauważyła skrzynię w jednym z rogów pomieszczenia. Było już jasne co się wydarzyło. Starzec zmarł przygotowawszy wcześniej, zgodnie z panującym zwyczajem, pudło z kory do którego wczołgał się w oczekiwaniu na śmierć. Zasuszone ciało, podobne teraz bardziej do szkieletu obleczonego brunatną skórą, leżało tu już od dawna.

Mężczyzna i kobieta byli zmarznięci i głodni, a dziecko kwiliło w zawiniątku domagając się także posiłku. Postanowili więc, mimo trupiego towarzystwa, rozpalić ognisko w chatce, zjeść i odpocząć do rana. Gdy nasycili brzuchy pożywną kolacją rozłożyli skóry po obu stronach paleniska i zasnęli.

Wędrowni Indianie amerykańscy.

Nie był to jednak sen spokojny.  Kobieta śniła o duchach, czarownikach i demonach. W końcu przerażona koszmarami zbudziła się. Pot spływał po jej twarzy, a przyspieszone bicie jej serca wypełniło całe pomieszczenie. 

Początek koszmaru


Wówczas jej uszu dobiegł dziwny dźwięk, taki jak by stado myszy chrupało z całą zawziętością zeschłą kolbę kukurydzy. Rozejrzała się po pokoju. Migoczące światło, z przygasającego ognia w palenisku, tańczyło po prymitywnych meblach płatając rozumowi figle.

I wtedy to zobaczyła. Nad jej śpiącym mężem kucał zdeformowany szkielet starca. Dźwięk, który wzięła za ucztujące stado myszy, pochodził z kruszonych kości myśliwego. Jego ciało wstrząsane konwulsjami było rozszarpywane silnymi szczękami potwora.

Przerażona kobieta wpatrywała się w mrożącą krew w żyłach scenę w milczeniu. Czas stanął dla niej w miejscu i trwała by tak sparaliżowana strachem czekając na swoją kolej, gdyby do jej uszu nie doszedł cichutki płacz jej córeczki. Impuls wywołany chęcią ratowania swojego dziecka zmusił ją do działania. Udając, że rozmawia ze swoim mężem powiedziała.

Nasza córka jest spragniona. Zabiorę ją do strumienia i tam ją napoję. – Po czym owinęła dziewczynkę w koc i szybko wyszła za drzwi.

Uciekała przez las, tuląc plączące zawiniątko do piersi. Nie zważała na gałęzie smagające ją po twarzy, pozostawiające krwawe bruzdy. Po prostu chciała uciec z przeklętego miejsca jak najdalej. Wycie jakie usłyszała niedługo po swej ucieczce i nienaturalny głos wołający

Kobieta mnie oszukała! – Dodał jej jeszcze skrzydeł.

Biegła czując oddech potwora na plecach. Słyszała trzaski pękających drzew i przerażający tupot martwych, zasuszonych nóg. Zrozumiała, że mimo jej wysiłków nie zdoła uciec i wkrótce podzieli marny los swojego męża. W ostatnim akcie desperacji zdjęła koc z dziecka i owinęła złamany konar drzewa, licząc na to, że zmyli to prześladowcę.

Sprytne oszustwo


Udało się. Ohydny potwór dopadł swoją „ofiarę” i z całą wściekłością zaczął rozszarpywać materiał, chcąc dostać się do ciepłego mięsa. Jego żądza krwi była ogromna.  Gdy zorientował się, że został oszukany, po raz kolejny zawył i wycharczał na całe gardło:

Kobieta mnie oszukała!

Po wielu godzinach nieustającego biegu, wyczerpana Indianka powróciła do wioski. Po wysłuchaniu jej przerażającej historii wódz plemienia powiedział, że ludzie mylili się co do pomocnego starca z leśnej chaty.

Musiał być złym czarodziejem i umierając, stał się potworem. – Po czym zwołał radę starszych, która zdecydowała, że najodważniejsi wojownicy z plemienia, wrócą do przeklętej chaty i zakończą żywot demona.

W wiosce zabrzmiały bębny, a twarze Irokezów mających zmierzyć się z siłą nieczystą pokryły wojenne barwy.

Amerykańscy Indianie ruszający na wojnę.

Pod osłoną nocy oddział zbliżył się do malutkiej chatki stojącej na niedużej polance. Tak jak wcześniej myśliwego i jego żonę, tak i tych przybyszy przywitała nienaturalna cisza. Weszli do domku i wtedy ich zobaczyli.

Czas posprzątać


Martwe, rozszarpane ciało myśliwego leżało przy wygasłym palenisku, a obleczony zaschniętą skórą szkielet starca spoczywał spokojnie w swojej skrzyni. Mężczyźni błyskawicznie zamknęli pudło wcześniej przygotowanym wiekiem i związali je mocno  skórzanymi linami.

Następnie ułożyli suche szczapy drewna, tworząc prymitywny stos pogrzebowy i go podpalili.

Płomienie wystrzeliły niemal natychmiast oświetlając twarze zgromadzonych na polanie. Z wnętrza malutkiej chatki dochodziło wycie potwora, którego sucha skóra szybko zwęgliła się zamieniając w szary pył.

Konstrukcja chaty trzeszczała i w końcu podgryzane płomieniami drewno dało za wygraną. Całość runęła z łoskotem wzbijając w nocne niego snop wesoło tańczących iskier. 

Nastała cisza.


Od tego zdarzenia lud Seneka zmienił swoje rytuały pogrzebowe. Teraz wszyscy zmarli, byli spalani na rytualnym stosie. Tak by ich dusza wraz z unoszącym się dymem, mogła powędrować do Krainy Wiecznych Łowów.


Inne baśnie i legendy ze świata