Walentynki, a więc legenda musi być o miłości. Jak to z miłością bywa, często jest nieszczęśliwa. Tak też niestety, zdążyło się w naszej historii, która miała miejsce dawno temu w mieście Chełmno. Na poniższą historię trafiliśmy, szukając odpowiedzi, dlaczego Chełmno uważane jest za polskie miasto miłości.

Chełmno legenda o nieszczęśliwie zakochanych

Walentynki para zakochanych obejmuje się z miłością AI

W dawnych czasach w mury hanzeatyckiego miasta Chełmna zjeżdżały niezliczone karawany kupieckie z dalekich krain. Wiozły one pachnące orientem zza morza przyprawy i pachnidła. Sprzedawano tu również wyroby z metali szlachetnych, sukna barwione w najrozmaitsze kolory, kuszące swoimi odcieniami bogate mieszczanki, które przechadzały się dostojnie, lecz z podnieceniem wokół rozstawionych kramów.

To właśnie z taką karawaną przybył kiedyś do miasta młody Anglik, który poszukiwał swego miejsca na ziemi. Chciał rozpocząć nowe życie, z dala od dawnych kłopotów i trosk. Choć był szlachetnego rodu, nie stronił od pracy fizycznej, dlatego też szybko znalazł zatrudnienie u lokalnych rzemieślników. Chłopak był pracowity, wesoły i przyjacielski. Dzięki temu nawet mimo bariery językowej, mieszkańcy Chełmna poznali się na chłopaku i ochoczo zatrudniali go do wykonywania coraz to poważniejszych prac. Traf chciał, że właśnie podczas wykonywania jednej z umów, zleconych przez bogatego kupca, oczom jego ukazała się młoda córka zleceniodawcy. Piękna to była kobieta. Jej jedwabna biała skóra błyszczała w delikatnych promieniach słońca niczym świeżo zakwitły kwiat róży.

Na smukłe ramiona opadały długie kruczoczarne włosy, spod których można było zauważyć zawadiacko błyszczące ciemne oczy, w których chłopak zatonął niczym w głębokiej miejskiej studni. Jako że też nie miał się czego wstydzić, bo twarz miał nad wyraz przyjemną dla otoczenia, uwagę na niego zwróciła także owa niewiasta, a jej drobne serduszko wypełniło się po brzegi miłością do nieznajomego. Trochę trwało, nim młodzi zdobyli się na pierwszą wymianę pocałunków, jednak gdy to nastąpiło, wiedzieli, że życie bez siebie nie ma najmniejszego sensu. Każdy możliwy czas spędzali ze sobą, przechadzając się w cieniu chełmińskich obwarowań, unikając wzroku nieprzychylnych im ludzi. Wszak nie wypadało, by córka bogatego kupca podkochiwała się w człowieku z niższej warstwy społecznej. Tak więc  jedynie ogrody miejskie stały się niemym świadkiem ich nocnych schadzek, gdzie  w bladym świetle księżyca kochankowie wpadali sobie w ramiona, wyznając sobie miłość do grobowej deski. Pewnej nocy chłopak rzekł do swojej wybranki, chwytając ją mocno za ramiona.

– Dłużej tak nie mogę. Pragnę Cię z dnia na dzień coraz mocniej, kochana. Już nie wystarczają mi nasze potajemne schadzki. Proszę, ucieknijmy z Chełmna. Nie ważne gdzie, ważne, że razem. – Dziewczyna spojrzała w oczy chłopaka czekające niecierpliwie na odpowiedź. Uśmiechnęła się i pogładziła delikatną dłonią jego szorstki policzek, po czym wpiła się soczystymi wargami w jego usta. Trwali tak złączeni kilka minut, po czym rzekła. – Zróbmy to, nawet jutro.

Plan był prosty. Pod Dworem Artusa, czyli inaczej mówiąc pod domem kupieckim, który służył za miejsce spotkań biznesowych,  wybudowano w zamierzchłych czasach tunel, prowadzący za mury miejskie. Wiedzieli o nim nieliczni, jednak rezolutna dziewczyna nie raz słyszała rozmowy ojca, który o nim opowiadał i dokładnie wiedziała, w którym miejscu znajduje się do niego wejście. To właśnie nim zakochani postanowili zbiec ku wspólnej przyszłości. Gdy zapadła ciemna noc spotkali się na rynku i starając się nie hałasować zbytnio, udali się do tunelu. Na ich nieszczęście dwie przemykające w mroku postaci zwróciły uwagę strażnika miejskiego, który rozpoznawszy w jednej z nich córkę bogatego mieszczanina. Nie omieszkał go natychmiast o tym fakcie poinformować, budząc go ze snu. Krew zagotowała się w bogaczu, gdy usłyszał wieści, od zziajanego strażnika. Potężny blat dębowego biurka trzeszczał uderzany co rusz pięściami, gdy ten odprawiał siepaczy.

– Dorwać ich! – Krzyczał do swoich ochroniarzy. – Ją przyprowadzić do mnie, a z nim róbcie, co uważacie za słuszne. Byle nie uszli za daleko!!

Ciemny, zatęchły tunel wypełnił się tupotem potężnych buciorów ekipy pościgowej, który wydawał się zbliżać do uciekinierów w zastraszającym tempie. Kochankowie starali się przyspieszyć kroku, jednak nieprzywykła do tak morderczego wysiłku dziewczyna, co raz upadała na kamienną posadzkę, kalecząc delikatne ciało. Marzenie o wspólnym życiu zostało w jednym momencie zdmuchnięte z taką łatwością, niczym można zdmuchnąć delikatny płomień świecy oświetlający ich drogę.  Nadzieja przepadła. Dziewczyna spojrzała w oczy swojego ukochanego. Chciała zobaczyć je po raz ostatni, bo wiedziała, że to, co za moment uczyni, zamknie jej oczy na wieki.

– Nie chcę bez Ciebie żyć! – Wyszeptała czule i chwyciła oburącz sztylet przytwierdzony do pasa chłopaka, po czym wbiła go sobie w serce. Nim bezwładne ciało niewiasty osunęło się po ścianie tunelu, ten uczynił to samo, pozbawiając się życia, które i tak straciło na znaczeniu, po śmierci jego ukochanej.

Pochowano ich we wspólnej mogile tam, gdzie ich znaleziono, bo przecież samobójcy nie mogą być pochowani w uświęconej ziemi, a korytarz zamurowano. Wiele lat później, próbowano wielokrotnie otworzyć tunel, w którym kochankowie dokończyli żywota, jednak Ci śmiałkowie, którzy się na to odważyli,  na skutek dziwnych zjawisk tracili w mig cały zapał i uciekali z niego w popłochu. Mówi  się, że to młodzi kochankowie strzegą miejsca swojego pochówku, razem – tak jak zawsze o tym marzyli.