Miejsca, które odwiedzamy i podziwiamy to przede wszystkim zapierające dech w piersiach, fantastyczne cuda przyrody lub niesamowite dzieła rąk ludzkich. Przemierzanie świata to wielka przygoda.

Jednak świat to także ludzie i ich odmienna kultura, zwyczaje i tradycje.

Dziś opowiemy o niezwykle barwnych i ciekawych tradycjach weselnych na Kaszubach. Jako, że Magda jest rodowitą Kaszubką, wielokrotnie mieliśmy okazję brać udział w tychże ceremoniach.

Kaszubi, w odróżnieniu od innych mniejszości narodowych w Polsce posiadają własny język, zarówno ten mówiony jak i pisany. Posiadają odmienny od polskiego alfabet oraz szkoły, w których się go uczy. Jest to chwalebne gdyż począwszy od zaborów, przez okupację aż do upadku komunizmu, najeźdźcy  starali się wyplenić wszelką odmienność.

Dzięki uporowi i wrodzonej przekorności kultura kaszubska przetrwała i odżywa z nową siłą.

Wesele na dawnych Kaszubach

Życie na Kaszubach nigdy nie było łatwe, dlatego wesele traktowano jako jedną z nielicznych okazji oderwania się od trudnego, codziennego życia. Oczywiście dla młodych był to okres wielkich zmian. Często budowano dom dla nowej rodziny, w co angażowała się cała społeczność.

Cała przygoda z małżeństwem zaczynała się oczywiści w monecie gdy dwoje ludzi spojrzało na siebie i zaiskrzyło. W tamtych czasach byli to ludzie wyłącznie odmiennych płci, gdyż o LGBT jeszcze nie słyszano.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś

Gdy więc dwoje młodych ludzi uznało, że fajnie było by zrobić coś razem, dziewczyna zabierała rodziców do domu chłopaka i zaczynały się swaty, zwane na Kaszubach rojbe, wreje czy omówiene. (Język kaszubski jest barwny i jest w nim wiele różnych nazw dla tych samych rzeczy). Podczas swatów oceniano gospodarstwo i omawiano posag.

Po swatach przychodził czas na zaręczyny, tu nazywane zarękowiwy. Późnym wieczorem chłopak z rodzicami zjawiał się u dziewczyny wraz z darami dla niej. Gdy przyjmowano ich serdecznie oznaczało to, że jest spora szansa na wyrwanie panny. Gdy domownicy jedynie łypali na chłopaka krzywym okiem, ten wiedział, że trzeba zmiatać i szukać dalej.

Zapraszanie na kaszubskie wesele

Załóżmy jednak, że poszło po dobremu i wszyscy byli zadowoleni. W takim wypadku dawano na zapowiedzi. Krótko przed weselem drużba (nazywany tu starostą weselnym) ruszał konno przez wieś zapraszając ludzi na uroczystość. Robił to często w sposób zabawny i dowcipny zwłaszcza, że w zwyczaju było napić się z zapraszanymi. Zatem gdy wieś była duża zapraszanie mogło trwać kilka dni.

Zapraszanie gości miało swój ustalony rytuał. Starosta weselny podjeżdżał pod dom konno i trąbił lub strzelał z pistoletu w niebo. Zdarzało się też, że wjeżdżał na koniu wprost do domu. Dzięki temu powstał w kaszubskich chatach zwyczaj nie zastawiania głównej izby meblami by, jak mawiano – nawet drużba mógł wjechać na koniu.

Drużba ubrany był zazwyczaj w ciemno niebieski surdut z czerwonym pasem. Nosił kapelusz z piórami i wysoki buty.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś

W niektórych częściach Kaszub po swatach, a przed weselem, dziewczyna z przyjaciółmi jeździła bryczką po wsi, odwiedzając zaproszonych wcześniej gości. Ci rewanżowali się podarunkami. Były to najczęściej kury, kaczki, owoce i warzywa, które wykorzystywano przy szykowaniu weselnych dań.

Dzień przed ślubem rozpoczynały się w domu panny młodej ograbine, w różnych miejscach zwane też wińczene. W ten dzień druhny szykowały wieniec weselny dla dziewczyny, a wieczorem zaczynała się zabawa, w której brała udział cała wieś.

Zwyczaj ten dotrwał do dziś i nazywany jest polterabend (głośna noc). Goście rzucają szklane przedmioty w drzwi domu panny młodej. Podobno czym więcej szkła tym małżeństwo będzie szczęśliwsze. Zjeżdżają więc znajomi zewsząd by potańczyć, najeść się i napić. Często przywożą z sobą całe tony szkła.

Widzieliśmy już rozbijane duże szyby okienne, wielkie gąsiory po winie a nawet kineskopy dawnych telewizorów. Zabawa przednia, choć nie dla państwa młodych. By przepowiednia o szczęściu się spełniła sami muszą posprzątać cały ten szklany bałagan, a szkło zakopać.

Po kaszubsku to chyba jakoś tak:

W polterabend ledze ze wse szmergają budle w butnowe dwierze brutczi.

Zabawa taka trwa do czasu aż ostatni z gości wyjdzie z podwórka, czyli często do białego rana. A tu przecież wesele za pasem! Pojawiają się muzykanci, którzy chodzą od domu do domu, waleniem w bębny oznajmiając nadchodzącą uroczystość.

W okolicy południa wszyscy ruszali do kościoła, a potem do karczmy gdzie już czekali na nich muzykanci i pito za szczęście państwa młodych. W niektórych częściach Kaszub państwo młodzi płacili za gości w innych każdy płacił za siebie zgodnie z przysłowiem:

Wesele roz, a bieda jaż do smierce

Gdy w karczmie brakowało muzyki i tańców lub atmosfera była nieciekawa mawiano:

To le beło tacze wesele, jakbe psa za ogon wekrącył

Wielka uczta zaczynała się przed wieczorem w domu rodziny panny młodej. W drodze z karczmy do domu dzieci i okoliczni mieszkańcy blokowali przejazd weselnej bryczki by w zabawny sposób wyłudzić słodycze czy drobne upominki. Również ten zwyczaj przetrwał do dziś. Okoliczni mieszkańcy tworzą bramy na drodze orszaku weselnego. By przez nie przejechać trzeba zapłacić. Najczęściej butelka wódki załatwia sprawę.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś. Brama weselna na Kaszubach.

Przed wejściem do domu młoda para zaglądała do chlewów, stodół i zagród. Miało to przynieść szczęście gospodarzom i dobrobyt młodym. Innym zwyczajem było równoczesne siadanie w weselnej izbie. Ten kto zajął miejsce jako drugi umierał jako pierwszy.

Tuż przed wielką biesiadą spotykały się rodziny pana młodego i panny młodej, by sporządzić zapisy. Były to dowcipne zdania opisujące oczekiwani rodziców względem młodych.

W zamian za przekazany młodym majątek, nazywany dożywotnicą, rodzice domagali się różnych przywilejów. W jednym z takich tekstów znaleźliśmy na przykład, że ojciec panny młodej domaga się na piśmie jednej kwarty piwa i butelki sznapsa każdego miesiąca, a matka pana młodego pomocy od synowej w przygotowaniu nadchodzących świąt.

Wielka weselna uczta na Kaszubach

Jedzenie, które podawano w czasie wesela rzadko pojawiało się na stołach u kaszubskich chłopów w dni codzienne. Uczty były wystawne, a dań bez liku. Najważniejszym daniem na weselnym stole była czarnina z wiśniami. Wesele, na którym nie było czarniny wyśmiewano całymi miesiącami.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś. Jedzenie na weselu kaszubskim.

Czarnina to zupa z krwi gęsi zaprawiana octem. Podawano ją z wiśniami, kluskami i gęsim mięsem. By zapewnić młodym bogactwo i dostatek goście rzucali w siebie ogryzionymi kośćmi. Osobiście nie tęsknię za tą tradycją, to znaczy za jedzeniem zupy z krwi, rzucanie się kośćmi jest super.

Przez całą ucztę państwo młodzi jedli z jednej miski.

Kaszubskie chałupy nie były zbyt obszerne więc często wesele odbywało się w kilku domach. W jednym jedzono w innym tańczono, a jeszcze gdzie indziej pito i rozmawiano.

Ktoś kiedyś opowiedział nam o jeszcze dawniejszych zwyczajach gdy wesele u bogatego Kaszuba trwało nawet 14 dni. Tydzień u rodziny panny młodej, a tydzień u pana młodego. Najkrócej bawiono się trzy dni i tak zostało do dziś.

Po uczcie zaczynała się zabawa, tańce i picie. Pojawiali się przebierańcy i rozpoczynał się taniec maszkar. Najczęstszymi postaciami tego dziwnego teatru była baba zwana kulejką lub maszci. Przynosiła zapowiedź dobrych zbiorów i urodzaju. Poza nią często zjawiał się weselny byk (bula) i koń (weselno koza). Orkiestra z pomocą maszkar organizowała zabawne konkursy i skecze,  w których brali udział goście weselni.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś

O północy zaczynał się brutczi tuńc, czyli taniec panny młodej z gośćmi. Ci by móc z nią zatańczyć rzucali do wystawionej misy monetę. Cel był taki, by rzucić monetę tak mocno aby misa pękła, co zwiastowało dobrobyt. Oczywiście czym moneta była większa tym łatwiej było stłuc misę.

Jim wice potłekłych talerzi, tim wice szczescego po slebie.

Podczas tego tańca układano zabawne wiersze związane z weselem i jego gośćmi.

Tu je cwiardi talar, żebe sa bieda nie dowiedza, dze wa mieszkota!

Następnie ściągano pannie młodej wieniec z głowy na znak, że nie jest już do wzięcia. Wieniec ten trafiał potem do innej dziewczyny, której miał zwiastować szybkie zamążpójście.

Potem już tylko bawiono się i pito często do białego rana.

Poprawiny weselne na Kaszubach

Dnia następnego gdy alkohol już się ulotnił, a goście wygrzebali się z prowizorycznych łóżek, zaczynały się poprawiny. Urządzano je dla gości weselnych oraz tych, którzy na wesele zaproszeni nie zostali. Takie poprawiny często przypominały drugie wesele.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś

W północnej części Kaszub urządzano tak zwaną babine. Była to uczta, w której brały udział wyłącznie mężatki. Podczas jedzenia i zabawy starsze panie dawały rady i pouczały młodą jak ma prowadzić dom i jak odpowiednio zająć się mężem, jeżeli wiecie co mam na myśli.

Wesele, wesele i po kaszubskim weselu

Dzień po poprawinach panna młoda opuszczała oficjalnie dom rodzinny i bryczką wypełnioną po brzegi wianem udawała się z rodzicami do domu pana młodego. We wianie dziewczyna otrzymywała od rodziny sprzęty domowe, pościel i często zwierzęta domowe i bydło. Gdy to chłopak opuszczał dom otrzymywał od ojca konia.

Z rozpoczęciem życia w nowym domu wiążą się ciekawe wierzenia.

Dla przykładu przed wejściem do domu pan młody powinien wyrzucić przez okno czarnego kota, który zwiastuje nieszczęśliwe życie.

Gdy dziewczyna wychodziła za wdowca powinna do domu wejść przez okno, by nie dołączyć zbyt szybko do poprzedniej żony.

Po pierwszej wspólnej nocy dziewczyna powinna wstać pierwsza i założyć spodnie męża.

Dziewczyna powinna zabrać z sobą węgielek z pieca w domu rodzinnym i rozpalić nim ogień w nowym domu.

Zaraz po wejściu do domu podawano mocną, gorzką kawę, a obecni głośno wykrzykiwali GORZKO GORZKO co było sygnałem, że państwo młodzi powinni osłodzić ją pierwszym pocałunkiem w nowym domu.

Ostatni wchodzący do izby zostawiał na jej progu podkowę, która miała chronić dom przed diabłem, który mógł próbować zbałamucić pannę młodą lub kusić ją do niewierności.

Jak wesele na Kaszubach wygląda dzisiaj

Dzisiejsze kaszubskie wesela nie przypominają już tych sprzed wieków. Co nie znaczy, że nie są ciekawe, wręcz przeciwnie. Mieliśmy przyjemność uczestniczyć w kilku tego typu wydarzeniach i każde z nich było dla nas wielkim przeżyciem.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś

Trudno jest nawet opisać z jak wielkim rozmachem przygotowuje się wesela na Kaszubach. Setki gości, doświadczona i utalentowana orkiestra, a także kuchnia, do której wzdychamy nawet całe lata później.

Jednak w dobie telewizyjnej mody, internetowych portali i dostępu do tradycji z całego świata, lokalna kultura zmieniła się i ujednoliciła. Wiele tradycji zanika, a o innych już się nie pamięta. Jednak wciąż, gdzieś tam w trakcie zabawy pojawiają się dawne zwyczaje i wierzenia.

Podobnie jak setki lat temu ludzie tłuką szkło na progu domu panny młodej podczas polterabend’u i  bawią się do białego rana. Na sali weselnej czekają na młodych chleb i sól symbolizujące przyszły dostatek.

W trakcie wesela odbywają się oczepiny i choć dawny wianek zastąpił nowoczesny, zwiewny welon to tak jak niegdyś, trafia on ostatecznie w ręce którejś z dziewcząt, zwiastując jej szybkie za mąż pójście.

Muzykanci tak jak to robili dawniej, urządzają mniej lub bardziej zabawne konkursy, w których wygrywa się drobne nagrody. Często jest to butelka wódki, której i tak na żadnym kaszubskim weselu nie brakuje. Trafia ona na stoły w dużych ilościach wraz z niekończącą się rzeką jedzenia.

Jak dawniej goście również bawią się na poprawinach, które często przypominają wesele.

Kaszubskie wesele - dawniej i dziś

Największą jednak ozdobą tych wydarzeni są panny młode. Ubrane w piękne, dobierane całymi miesiącami suknie ślubne, starannie wymalowane i szczęśliwe są ozdobą każdego wesela.

Kaszubskie dziewczyny są przepiękne i nie mówię tego, wyłącznie ze względu na Madzie.

***

Szukając informacji o dawnych zwyczajach na Kaszubach natknąłem się na ciekawą inicjatywę Pana Radosława Brzozowskiego.

Stworzył on niezwykły album zdjęć wykonanych techniką ambrotypii. Jest to jedna ze starszych form fotografii, w której powstawała jedna, niepowtarzalna fotografia.

Pan Radosław Brzeozowski bazując na tekstach Izydora Gulgowskiego, z roku 1911 “O nieznanym ludzie w Niemczech. Przyczynek do ludoznawstwa i krajoznwstwa Kaszub“, stworzył niezwykłą serie fotografii przedstawiając na nich zwyczaje i obrzędy kaszubskie.

Poniżej kilka fotografii z albumu:

Dla przypomnienia Izydor Gulgowski był twórcą pierwszego w Polsce skansenu we Wdzydzach Kiszewskich, o którym pisaliśmy już na łamach Naszych Szlaków


Przy wyszukiwaniu dawnych tradycji kaszubskich korzystałem z wielu witryn internetowych związanych z regionem.