W Chiang Mai gdzie spędziliśmy kilka dni podczas naszej podróży po Tajlandii znaleźliśmy bardzo ciekawe muzeum, które równie dobrze mogło by mieścić się w Warszawie, Berlinie czy innym Londynie. Stworzono je jednak w Chiang Mai i dało nam wiele radości a było by jeszcze zabawniej gdyby były z nami jakieś dzieciaki bo to z myślą o nich powstało to miejsce.

Art In Paradise w Chiang Mai

Art in Paradise, Chiang Mai 3D Art Museum usytuowane jest w dawnym centrum handlowym o czym świadczą na przykład, pokryte dywanami i nieczynne ruchome schody, dzięki temu jednak miejsca jest mnóstwo i zostało ono bardzo dobrze wykorzystane.

Przy odrobinie inwencji możemy stać się, choćby na chwilę, mistrzem Leonardo da Vinci i nieco poprawić brwi słynnej Mona Lisie.

Na dwóch piętrach zgromadzono motywy z popularnych bajek i filmów. Przy wszystkich inscenizacjach są opisy i zdjęcia z wyjaśnieniem jak daną scenę wykorzystać by efekt na naszych fotografiach był jak najlepszy. Na podłodze są specjalne i dobrze oznaczone miejsca, z których powinniśmy robić zdjęcia. Oczywiście nie jesteśmy niczym ograniczeni i możemy realizować własne pomysły.

Czy można odmówić kieliszka wina gdy sam Bóg polewa ?… nie sądze.

Najfajniejszą jednak rzeczą w Art in Paradise jest specjalna aplikacja, którą możemy ściągnąć przez darmowe wifi dostępne w budynku. Pozwala ona na nagrywanie filmów z udziałem bohaterów, których spotkamy podczas wędrówki przez sale tego dziwnego muzeum. Gdy uruchomimy aplikację i zaczniemy obserwować otaczający nas świat przez ekran naszego telefonu on nagle budzi się do życia i możemy na przykład uciekać przed dinozaurem lub groźnym rekinem próbującym odgryźć nam co nieco. Możemy przemykać ukradkiem przez ruiny dawnych świątyń a zwierzęta wokół nas poruszają się i reagują na naszą obecność. Jest fajna inscenizacja, w której możemy przypiąć sobie skrzydła, białe lub czarne. Magda nie mogła się zdecydować, które woli te anielskie czy mroczne i demoniczne. Spotkaliśmy tam Aladyna z latającym dywanem, wesołego bałwanka Olafa z filmu „Kraina lodu” a nawet kapitana Nemo przemierzającego podmorski świat w swoim Nautilusie. Wszystko to możemy oglądać i nagrywać a nawet od razu wysyłać do znajomych czy umieszczać na portalach społecznościowych.

Nic nie sprawia takiej frajdy jak lot zaczarowanym dywanem po salach muzeum.

Wnętrze budynku jest przestronne i klimatyzowane, najważniejsze jednak nie ma tu tłoku.
Cena biletu to 400 batów za osobę, czyli około 45 złotych. To całkiem sporo jak na Tajlandzkie warunki i tłumaczy dlaczego wewnątrz trudno natknąć się na lokalnych mieszkańców. Uważam jednak że Art in Paradise wart jest swojej ceny. Widzieliśmy tam w niebo wzięte dzieciaki ale także ludzi dużo starszych od nas, którzy bawili się świetnie. Gdy jeszcze kiedyś będziemy w Chiang Mai odwiedzimy to muzeum ponownie czego i Wam życzymy.