Laos wszystko, co trzeba wiedzieć przed podróżą oraz co mnie zachwyciło w tym państwie.

Przy okazji zwiedzania Wietnamu postanowiliśmy na kilka dni wybrać się do sąsiedniego Laosu. Jak się przygotować przed wyjazdem do tego mało znanego państwa? Właściwie większość rzeczy, które trzeba wiedzieć, pokrywa się z tymi, o których pisałam przy okazji organizacji podróży po Wietnamie. Jest jednak kilka spraw dodatkowych.

Laos przygotowania do wyjazdu

Samolot na niebie podczas zachodu słońca AI

Do Laosu potrzebujemy wizy i oczywiście paszportu ważnego co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu. Wniosek o wizę składamy przez internet na bardzo dobrze działającej stronie. Dokument powinniśmy otrzymać mailowo po kilku dniach. Tutaj też będziemy potrzebować zdjęcia paszportowego, a koszt takiej wizy to 40 dolarów.

Laos to kraj buddyjski, a religia pełni tam bardzo ważną rolę. Noszenie np. na koszulkach wizerunków Buddy jest uważane za obrazę uczyć religijnych Laotańczyków. Nie można zakupić również żadnej pamiątki religijnej, jest to w tym kraju zakazane. Za złamanie przepisów grożą grzywny.

Podczas wojny w Wietnamie Amerykanie zrzucili na Laos więcej bomb niż na Wietnam. Szacuje się, że co 8 minut na Laos spadał pocisk. Niektóre z nich nie wybuchały i nadal są nierozbrojone, co stanowi spore zagrożenie, dlatego tak ważne jest, aby nie schodzić z wytyczonych szlaków.

Laos niezbędne szczepienia oraz finanse

Japonia koszty i ceny. Japońskie pieniądze przechodzą z ręki do ręki

Listę szczepień niezbędnych przed wyjazdem do Laosu znajdziecie na stronie internetowej przeznaczonej dla podróżników. Dodatkowo należy przyjąć leki antymalaryczne, jeśli wybieramy się do Laosu na tydzień lub dłużej.

Co do waluty to w Laosie posługujemy się kipem laotańskim (LAK). Zgodnie z lokalnym zwyczajem należy się targować, pomimo że ceny są bardzo niskie. Laos to jeden z najtańszych krajów Azji południowo-wschodniej. Nie ma problemu z dostępem do pieniędzy na koncie bankowym, gdyż w głównych miastach jest wiele bankomatów, gdzie spokojnie wypłacimy nasze pieniądze. Serio jest ich ogromna ilość. W Luang Prabang w zasięgu wzroku zazwyczaj mieliśmy przynajmniej trzy bankomaty, co bardzo ułatwiało nam życie.

Trzeba jednak pamiętać, że przy wypłatach jest doliczana prowizja, a jej wysokość zależy od banku. Opłata taka to około 9 złotych plus jeszcze prowizja naszego banku, którego kartę używamy. Sklepy i sklepiki są wszędzie i raczej płacimy tam gotówką. Czasem można płacić kartą, ale do tego doliczana jest często płatność w wysokości 3% prowizji.

Laos i problemy, które mogą Ci się przytrafić

Słonie nad rzeką przy zachodzie słońca AI

Laos miał ogromny problem z kłusownictwem i zabijaniem słoni dla kości słoniowej. Kupowanie i próba wywiezienia wyrobów z kości słoniowej jest w Laosie przestępstwem, na które władze kraju nie przymykają oczu. W skrajnych przypadkach można nawet trafić do więzienia, a z tego, co wiem, jest to ostatnie miejsce na ziemi, w jakim ktokolwiek chciałby się znaleźć.

Co innego narkotyki, takie jak marihuana czy opium, tutaj władze są bardziej skore do przymykania oczu. Jest wiele kawiarni i pubów, gdzie do kawy można zamówić takie właśnie używki. Radzę być jednak ostrożnym, gdyż nigdy nie wiemy, co zostanie nam podane.

Nie powinniście mieć za to problemów z podłączeniem się do sieci elektrycznej. Gniazda elektryczne w Laosie są przeważnie tego samego typu co w Polsce, dlatego też polskie wtyczki dadzą sobie radę, lecz na wszelki wypadek dobrze mieć ze sobą przejściówkę typu A, która może przydać się zwłaszcza na dalekiej prowincji.

Transport w Laosie

Transport w Azji tuk tuck AI

Największym laotańskim wyzwaniem jest transport. Drogi w tym kraju są w fatalnym stanie. Pokonanie nawet niewielkich dystansów autobusem lub samochodem zajmuje wiele godzin. W transporcie miejskim i podmiejskim najlepiej sprawdzą się tuck- tuckowe ciężarówki. Można je złapać jak taksówkę w mieście lub pod lotniskiem albo dworcem.

Cenę oczywiście trzeba negocjować. Nie zdziwcie się, gdy kierowca oprócz Was zabierze też innych turystów, aby wszystkie miejsca podczas kursu były zajęte i aby mu się opłacało. W niektórych miastach popularne są też wypożyczalnie rowerów i oczywiście skuterów. Nie ma niestety usług przewozowych typu Uber albo Grab.

Co do poruszania się pomiędzy miastami polecam pociąg. Od niedawna Laos dysponuje wysokiej klasy pociągiem z klimatyzowanymi wagonami i toaletami oraz profesjonalną obsługą. Pociąg jedzie przez wszystkie większe miasta w kraju, a połączeń jest zazwyczaj kilka dziennie. Bilety kupimy na dworcu, przez internet lub można taką usługę zlecić w hotelu.

Jeśli tak jak my zdecydujecie się na zakup przez internet, to wiedzcie, że to co, otrzymacie na maila to jeszcze nie bilet. To rezerwacja, z którą wraz z paszportem należy udać się do kasy na dworcu i tam zostanie nam wydany bilet właściwy. Dobrze pamiętać o tym i przybyć na dworzec odpowiednio wcześnie, tym bardziej że dworce znajdują się na obrzeżach miast i są bardzo oblegane.

Laotański pociąg jest specyficzny. Pierwszy raz widziałam, aby przed podróżą pociągiem odbywała się kontrola bezpieczeństwa i to bardzo rygorystyczna. W żadnym bagażu nie można mieć choćby najmniejszego noża (zostaliśmy pozbawieni scyzoryka i obcinaczek do paznokci) oraz kosmetyków z aerozolem. Musiałam oddać mój lakier do włosów, dezodorant i piankę do włosów. Niby nic, ale w Laosie nie ma drogerii kosmetycznych, by kupić takie rzeczy, więc dla nas kobiet może to być spory cios. Weźcie to pod uwagę, pakując walizki. My nie mieliśmy o tym pojęcia, a w internecie nie znalazłam żadnych tego typu informacji, gdyż kolej w Laosie dział od niedawna.

Moje wrażenia z podróży po Laosie

Gdy już wiecie, jak się zorganizować przed podróżą do Laosu, to teraz przyszedł czas na moje wrażenia z tego państwa. Poniżej wymienię odwiedzone przez nas miasta i opiszę krótko to, co w nich robiliśmy i co udało nam się zobaczyć. Opowiem też o jedzeniu w Laosie i innych ciekawostkach.

Miasto Luang Prabang w Laosie

Miasto Luang Prabang w Laosie. Rzeka i restauracja nad wodą.

Pierwszym miastem, jakie odwiedziliśmy, było Luang Prabang. Jest to drugie co do wielkości miasto w Laosie i dawna jego stolica. Po takim opisie spodziewaliśmy się wielkiej metropolii. Tymczasem Luang Prabang wygląda jak wioska w środku dżungli z mnóstwem niewielkich domków w stylu kolonialnym.

Krótko mówiąc, Luang Prabang wygląda przepięknie. Urody miastu dodają buddyjskie świątynie, których jest tam naprawdę dużo i które swoimi złoceniami oraz feerią barw odznaczają się na tle zieleni roślin. Absolutnie najwspanialszą atrakcją Luang Prabang jest Mekong, rzeka przepływająca przez cały Laos. Gorąco polecam rejsy po Mekongu przy zachodzie słońca, było to najlepsze i najpiękniejsze przeżycie podczas całego naszego wyjazdu.

Rejs po Mekongu trwa dwie godziny i płynie się piękną drewnianą łodzią, na której oprócz miejsc do siedzenia znajdziemy też leżaki, bar oraz toaletę. Obsługa zadba, aby niczego nam nie brakowało, a wszystko to w bajecznie niskiej cenie (oczywiście trzeba się targować). Nasz rejs był bardzo romantyczny, ponieważ ja i mój partner byliśmy jego jedynymi uczestnikami, co zdecydowanie dodawało magii. Podziwialiśmy promienie słońca odbijające się w wodzie Mekongu, zieleń dżungli otaczającej rzekę i nieliczne zabudowania pojawiające się na brzegu.

Stolica Laosu Wientian

Kable na ulicy stolicy Laosu Wientian

Wientian to stolica Laosu. Po zapierającym dech w piersiach Luang Prabang poprzeczkę mieliśmy postawioną bardzo wysoko i niestety Wientian nie zdołało jej przeskoczyć. Miasto jest raczej z gatunku tych betonowych, mało atrakcyjnych wizualnie i gdyby nie wszechobecne buddyjskie świątynie i kolorowe fontanny to powiedziałabym, że raczej brzydkie.

To właśnie w Wientian zobaczyłam największą „kablozę”, jaką do tej pory widziałam. W Azji mają specyficzny sposób prowadzenia i zwijania kabli elektrycznych, jest ich dużo, są bardzo splątane i biegną wszędzie bez ładu i składu. Kable w Wientian jednak zostawiły całą konkurencję daleko za sobą, gdyż takiego chaosu to jeszcze nie widziałam.

Po krótkim spacerze po mieście zdecydowaliśmy się na wyprawę ku lokalnemu bazarowi. Zakupy w Azji południowo-wschodniej to mój ulubiony sport. Trzeba się targować i można wyszukać prawdziwe perełki, których w Europie nie znajdziemy i na pewno nie za tak absurdalnie niską cenę.

Dotyczy to właściwie wszystkiego: pięknych i kolorowych ubrań w klimacie etno i boho, biżuterii, dodatków, dekoracji do wnętrz, alkoholi i słodyczy. Podczas naszego pierwszego wyjazdu do Azji popełniłam kardynalny błąd i pojechałam z pełnym plecakiem. Pakując się do Wietnamu i Laosu, byłam już mądrzejsza i plecak był w połowie pusty, aby przy powrocie mógł pomieścić wszystkie piękne rzeczy, jakie kupiłam na miejscu.

Laos i gastroturystyka

Śniadanie w Laosie

Nie ma podróży bez gastroturystyki, dlatego też chętnie ruszyliśmy na odkrywanie smaków Laosu. Zaskoczyło nas jak bardzo popularna i smaczna jest w tym buddyjskim państwie kiełbasa, a właściwie różne rodzaje kiełbas. Buddyści nie jedzą mięsa, więc spodziewaliśmy się raczej wegetariańskich propozycji.

W restauracji Khop Chai Deu w Wientian spróbowaliśmy również lokalnych grzybów oraz stuletnich jaj. To azjatycki przysmak, który zdecydowanie lepiej smakuje, niż wygląda. Jedliśmy go również w Tajlandii i już tam skradł nasze podniebienia. Jajka oczywiście nie mają 100 lat, tylko najwyżej kilka tygodni i są przyrządzone w taki sposób, aby się nie psuły. Nieodłącznym towarzyszem każdego posiłku było lekkie i smaczne piwo Beerlao. Laos był pierwszym krajem Azji południowo-wschodniej, w którym spotkaliśmy się, z tym że producent piwa oferuje również inne style poza pilsem. Mnie oczywiście do gustu przypadła IPA.

W Luang Prabang jedliśmy w restauracji Taste Of Ceylon z widokiem na Mekong. Nazwa jest nieco myląca, bo w karcie mieli głównie specjały kuchni laotańskiej takie jak warzywne sałatki z jajkiem, pierożki nadziewane warzywami oraz mięso z ryżem i jajkiem. Laotańskie śniadania w naszych hotelach niczym nie różniły się od tych europejskich z jednym wyjątkiem, a była nim zupa z nudesami zwana Khao Piak Sen, którą jada się tam na śniadanie.

Na zakończenie naszej podróży po Laosie

Spacer po bezdrożach w Azji AI

Tak oto dobiegła końca na podróż po Wietnamie i Laosie. Spędziliśmy prawie trzy tygodnie na przełomie października i listopada podróżując z plecakami po tych dwóch krajach. Bywały przygody, bywało wspaniale, ale również ciężko. Tym razem to Laos skradł moje serce i bardzo marzę, aby tam wrócić. Było to zdecydowanie najpiękniejsze miejsce, jakie w życiu widziałam.

Laso fakty, informacje i ciekawostki

  • Laos to państwo leżące na Półwyspie Indochińskim w Azji Południowo-wschodniej.
  • Stolicą kraju jest Wientian.
  • Laos graniczy z Mjanmą, Chinami, Wietnamem, Kambodżą oraz Tajlandią, dlatego też jest idealnym miejscem na wypady do wszystkich tych krajów.
  • Warto pamiętać, że w Laosie panuje klimat monsunowy, a więc od maja do października trwa tam pora gwałtownych deszczy tropikalnych. Za to przez resztę roku świeci słońce i panuje prawdziwa susza.
  • 80 procent ludności Laosu pracuje w rolnictwie.
  • Laos zamieszkuje obecnie niespełna 7 milionow ludzi.
  • Kolej, którą dziś możemy się poruszać po Laosie, jest naprawdę bardzo świeża. Jej budowę ukończono w czerwcu 2023, czyli kilka miesięcy przed naszym przyjazdem. Czy wcześniej po Laosie kursowały pociągi? Tak, ale na bardzo krótkich odcinkach, ponieważ infrastruktura kolejowa tego państwa została zniszczona podczas ataku USA na Wietnam.
  • Laos jest kolejnym komunistycznym krajem Azji południowo-wschodniej, dlatego byliśmy zaskoczeni tak ogromnym przywiązaniem Laotańczyków do religii. Mnichów i świątynie buddyjskie można tam spotkać dosłownie na każdym kroku.
  • Nawet największe miasta Laosu bardziej przypominają wioski niż metropolie. W ich „centrach” nie znajdziemy też dworca kolejowego ani lotniska. Tego typu przybytki są oddalone od miast o kilkadziesiąt kilometrów i znajdują się niemal w środku dżungli. Warto o tym pamiętać planując dojazdy, zwłaszcza że stan dróg w Laosie jest fatalny. Ciekawostką jest też fakt, że dworce kolejowe wyglądały o wiele lepiej i nowocześniej niż lotniska.
  • W Luang Prabang można być świadkiem wyjątkowego rytuału. Codziennie o wschodzie słońca ponad 200 bosych mnichów buddyjskich wędruje ulicami miasta, zbierając ofiary żywnościowe składane przez mieszkańców oraz turystów. Wszystko odbywa się w zupełnej ciszy, a chcąc wziąć udział w rytuale, należy przestrzegać określonych zasad. Na miejscu trzeba kupić specjalną „paczkę żywnościową” i ustawić się na trasie przemarszu. Jedzenie musi zostać przekazane w milczeniu i przy zachowaniu dystansu. Można robić zdjęcia, ale z daleka i bez flesza. Należy pamiętać, by nie przeszkadzać i nie tarasować trasy przejścia.
  • Po więcej moich przygód zapraszam do poprzednich artykułów.
  • O Laosie pisała już Katarzyna Poznakow w jednym z artykułów.