Muszę przyznać, że to była miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie od pierwszego nocnego spaceru po Edynburgu. Wtedy odkryłam piękno jego gotyckich kamiennych budowli i ciekawych pomników. Obawiałam się, że wyspiarska pogoda da mi się poznać od najgorszej strony: będzie wietrznie, zimno i deszczowo. Nic podobnego. Edynburg zwiedzałam w słońcu w lutym.

Może dlatego, że na moją podróż wybrałam jeden z mniej urodziwych miesięcy, to udało mi się upolować bilety lotnicze w dobrej cenie. Lot miałam z Krakowa, a z lotniska w Edynburgu do samego centrum dotarłam dedykowanym autobusem, który kursuje co godzinę przez całą dobę, a bilety można kupić przez internet.

Edynburg i jego niezwykłe atrakcje

Mój pierwszy spacer po Edynburgu odbyłam zaraz po przyjeździe, czyli wieczorem. Za dnia miasto okazało się jeszcze piękniejsze, zwłaszcza kolorowe witryny sklepów i lokali gastronomicznych. Chowanie telefonu nie miało sensu, ponieważ robiłam zdjęcia ciągle. Szczególnie urzekły mnie kamienice w centrum oraz długa Royal Mile łącząca dwie królewskie siedziby: Zamek i Pałac Holyrood.

Edynburg, co robić i co zobaczyć oraz ile to kosztuje

Powered by GetYourGuide

Zamek w Edynburgu

Zamek w Edynburgu.

Skoro już o zamku mowa to postanowiliśmy nie tylko wspiąć się na wzgórze, na którym się znajduje, ale również zwiedzić go od środka. I był to błąd. Zamek najlepiej prezentuje się z zewnątrz, na dziedziniec wstęp jest darmowy, natomiast komnaty wypadają blado, a wejście do nich kosztuje krocie.

The Scotch Whisky Experience

Polecam odpuścić sobie drogi bilet do zamku i przeznaczyć środki na wstęp do The Scotch Whisky Experience. To jak sama nazwa mówi doświadczenie szkockiej whisky. I słowo doświadczenie najlepiej oddaje to, co na nas czeka w tym przybytku. W trakcie zwiedzania poznajemy historię bursztynowego trunku, dowiadujemy się podstaw na temat produkcji whiskey (co to są słody, co znaczy, że „łycha” jest blendowana, co oznacza liczba na etykiecie i wiele innych ciekawostek, które zapewne nie raz Was intrygowały), a to wszystko siedząc w wagoniku w kształcie beczki, który obwozi nas po „muzeum” (ciekawymi eksponatami są też niebotycznie drogie butelki whiskey szczelnie zamknięte w gablotach). Na koniec to, co tygryski lubią najbardziej, czyli oczywiście degustacja połączona z wykładem na temat różnorodności szkockich whisky i regionów, z których trunki pochodzą. Mnie najbardziej przypadła do gustu ta torfowa z wyspy Islay.

Muzea Edynburga

Muzeum w Edynburgu.

Edynburg to prawdziwa gratka, dla tych, którzy lubią odwiedzać muzea jedno po drugim. Placówki nie tylko mają wiele do zaoferowania, ale również są darmowe. Nam udało się odwiedzić:

  • Muzeum Narodowe Szkocji — to jedno z lepszych muzeów, w jakich byłam. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: od historii przez technologie, naukę i szeroko pojętą sztukę. Jest nawet coś dla takiej cmentarniary jak ja — karawan z przełomu XVIII i XIX wieku;
  • Scottish National Gallery — fani dzieł wielkich artystów będą zachwyceni, podziwiając obrazy Vincenta van Gogha, Diego Velazqueza, Claude Moneta;
  • Szkocka Galeria Portretów — wiszą tu portrety sławnych i zasłużonych Szkotów i Szkotek. Od Marii Stuart przez Winstona Churchilla, po Tildę Swinton.

Edynburg i Harry Potter

Zwiedzanie Warner Bros Studio w Londynie. Gabinet profesora Dumbledora

Edynburg jest pełen kraciastych pamiątek, nawiązań do Nessie i Harry’ego Pottera. Dlaczego do młodego czarodzieja? Ponieważ to w kawiarni The Elephant House J.K. Rowling pisała swoją pierwszą książkę. Jako wielka Potteromaniaczka musiałam tam pójść na angielską herbatkę o 17. I ogromnie się zawiodłam. W środku jest oczywiście tłoczno, a wystrój nijak nie nawiązuje do sagi. Na ścianie widnieje jedynie małe zdjęcie pisarki informujące, że to tutaj tworzyła magię. Popijając nawet dobrą herbatę, bolałam nad niewykorzystanym potencjałem tego miejsca.

Gastroturystyka w Edynburgu

Prócz tradycyjnej herbaty poszliśmy też do tradycyjnego pubu na piwo i fish and chips oraz haggis. Flagowej brytyjskiej ryby z frytkami nikomu nie trzeba przedstawiać. Inaczej może być z haggis. Jest to specjał szkockiej kuchni, przyrządzany z owczych podrobów, wymieszanych z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami, zaszytych i duszonych w owczym żołądku. Haggis jest zwykle podawany z ziemniakami. Było przepyszne. Dobrze doprawione i mega sycące. Wiem, że dla niektórych to danie jest nie do przełknięcia, ale mi podroby niestraszne.

Odpoczynek doczesny i wieczny w Edynburgu, czyli mówiąc po ludzku hotel i cmentarz

Nasze hotel znajdował się w ścisłym centrum Edynburga i wszędzie można dotrzeć na piechotę. Hotel ma mega wygodne łóżko i przepyszne tradycyjne szkockie śniadanie (takie english breakfast wzbogacone o black pudding, któremu najbliżej do naszej kaszanki), miły personel i spoko wystrój.

Edynburg i Cmentarz Greyfriars Kirkyard

Jeden z cmentarzy w Edynburgu.

Jestem wielką fanką afrtergrobingu i uwielbiam zwiedzać cmentarze. Edynburg rozpieszczał mnie pod tym względem, bo tam trafimy na całe mnóstwo przepięknych nekropoli. Greyfriars Kirkyard nie dość, że jest powalająco piękny, to jeszcze związanych jest z nim wiele legend. Najbardziej prawdziwa wydaje się ta, że J.K. Rowling szukała tam inspiracji na temat imion dla postaci z Harry’ego Pottera.

Historie nieco odbiegające od realizmu mówią, że cmentarz, jest nawiedzony. Straszy tam niejaki Mackenzie, który niegdyś lubił torturować swoich aktualnych cmentarnych sąsiadów, zanim wydał wyrok, w którego winku zasypiali snem wiecznym. W 1691 Mackenzie sam dołączył do stałych mieszkańców Greyfriars Kirkyard. I nawet spał sobie spokojnie, aż do czasu, gdy w 1999 jakiś bezdomny postanowił urządzić sobie noclegownie na trumnie prawnika. Trumna jak mocna by nie była, po 308 latach miała prawo załamać się pod ciężarem gościa. Bezdomny zaliczył bliskie spotkanie, z tym, co zostało z Mackenziego i uciekł, krzycząc jak opętany. Ten incydent miał uwolnić ducha krnąbrnego sędziego. Duch straszy i sprawia, że odwiedzający cmentarz źle się czują, doznają fizycznych obrażeń i mdleją. Jak duch ludziom tak ludzie duchowi. Ponoć w 2004 dwóch nastolatków ukradło czaszkę Mackenziego i grało nią w piłkę.

Gdy byłam na Greyfriars oczywiście, nic mnie nie wystraszyło i w spokoju zachwycałam się przepięknymi nagrobkami. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie zwłaszcza te wbudowane w ściany sąsiadujących z nekropolią domów. Podsumowując, jeśli tak jak ja lubicie cmentarną turystykę, to Edynburg będzie dla Was rajem, a Greyfriars Kirkyard dopiszcie do listy „must see„.

Wpadłam po uszy, jeśli chodzi o zauroczenie tym miastem. Klimat Edynburga jest niepowtarzalny i nigdzie indziej nie czuć tak bardzo magicznej atmosfery, jak w stolicy Szkocji. Nie dziwi mnie, że to aktualnie popularny kierunek wszystkich wycieczek określanych jako „wiedźmowe”, bo Edynburg ma w sobie sporo gotyckiego, czarodziejskiego, mrocznego i tajemniczego klimatu. Może dlatego tak dobrze się tam czułam i tak bardzo chcę tam wrócić.

Edynburg fakty, informacje i ciekawostki

  • W Edynburgu znajdziemy nietuzinkowy polski akcent – Pomnik Misia Wojtka. Na Princes Street Gardens, niedaleko Scottish National Gallery, znajduje się pomnik z brązu przedstawiający niedźwiedzia Wojtka, syryjskiego niedźwiedzia brunatnego, który „służył” w polskiej armii podczas II wojny światowej. Wojtek jako mały niedźwiadek został znaleziony i oswojony przez żołnierzy z 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Ponoć potem pomagał swoim opiekunom, nosząc skrzynie z amunicją w bitwie pod Monte Cassino. Po wojnie wraz z jednostką trafił do Szkocji.
  • Na cmentarzu Greyfriars Kirkyard znajduje się grób wiernego psa rasy Skye Terrier, Bobby’ego, który podobno czuwał przy grobie swojego pana przez 14 lat aż do swojej śmierci w 1872 roku. Jego historia stała się legendą, a dziś odwiedzający grób Bobby’ego zostawiają na jego pomniku patyczki.
  • Edynburg jest kolebką nie tylko Harry’ego Pottera, ale również Frankensteina. Mary Shelley zainspirowała się scenerią i atmosferą Edynburga, w tym studiami nad anatomią i opowieściami o wskrzeszaniu z martwych, pisząc swoją słynną powieść „Frankenstein
  • W Edynburgu zachwyciło mnie też podejście do nieużytkowanych kościołów. Tam te przepiękne budowle nie niszczeją i nie popadają w ruinę, tylko dostają drugie życie i nadal służą ludziom. Trafiłam do kilku. W jednym z nich znajdowało się biuro, w drugim pub a w trzecim prawdziwie magiczny sklep.