Kolejny? Ilu ich jeszcze przyprowadzicie? – lekko zmęczony kat, popatrzył na skazańca. Nie oczekiwał odpowiedzi, wiedział doskonale, że popyt na jego usługi w tym roku jest wyjątkowy i że wyjątkowa jest też cała sytuacja.
Radcy miejscy wszak nie znoszą, gdy okrada się kasę miejską, a gdy robi to jeszcze syn czarownicy to tym bardziej. 

Oprawca z urzędu wstał , rozciągnął zesztywniałe mięśnie karku, a następnie splótł palce obu dłoni wyginając je jednocześnie do tyłu, efektem czego był trzask przypominający łamane kości. Zresztą ten dźwięk jeszcze nie jeden raz wypełni mury celi, lecz tym razem źródłem dźwięku będą kości Georga Splittstossera.  

Czytaj też

Chojnickie Czarownice – Legenda część I
Chojnickie Czarownice – Legenda część II

Tortury rozpoczęły się. W ruch poszły wszystkie „zabawki” jakimi dysponował ciemiężca. Kolejne kości pękały, a skryba miejski raz po raz maczał pióro w inkauście, notując wszystko co ma związek ze sprawą sprzed czterech lat, kiedy to młody Georg po raz pierwszy usłyszał od swojego ojca te słowa – Synu, jesteśmy biedni, w domu nie mamy żadnego jedzenia i głodujemy. Wiem jednak, że niedługo los nasz się odmieni, musisz mi jednak pomóc , bez Ciebie nie dam sobie rady. 

 

Początkowo młodzieniec nie wiedział kompletnie o czym mówi jego ojciec , jednak po kilku dniach Peter opisał mu plan obrabowania Ratusza. 

– Nie jest to głupi pomysł – pomyślał  -Zresztą jak nic nie zrobimy to pewnie i tak padniemy z głodu.

– Dobrze ojcze, pomogę Ci, co mam robić?

Po kilku dniach od tej rozmowy przystąpił razem z ojcem do realizacji niecnego planu. Jako, że był mniejszy i zwinniejszy od Petera, to do jego zadania należało wejść niepostrzeżenie do budynku po elewacji i otworzyć drzwi wejściowe, co też bezproblemowo udało mu się wykonać. W sumie poszło lepiej niż mu się wydawało. Po raz pierwszy w życiu widział tyle dóbr materialnych, a teraz to wszystko  było ich.

Po zrabowaniu wszystkiego co było do zrabowania, chcąc skierować podejrzenie na obce osoby, pozostawili na miejscu przestępstwa miecze.

– Zostaw je w miejscu widocznym Georg – powiedział Peter – Niech myślą, że to Ci nędzni Polacy się tu zakradli.

Skoro ojciec kazał, tak uczynił. Widać było, że Peter wiedział co robi . Jeszcze wiele dni po rabunku, w mieście szukali złodziei, lecz Ci rozpłynęli się niczym zjawy.  Podejrzenie, tak jak przewidział sprytny Peter,  padło na polskich rzezimieszków, którzy mieli niepostrzeżenie dostać się do miasta i złupić kasę miejską.

– Udało się – krzyknął Georg

– Naprawdę się udało. –  W rękach młodzieńca błyszczały monety, wiele monet. Popatrzył na swojego ojca z dumą, w końcu los się do nich uśmiechnął, nie będą już klepać biedy, co to to nie. Od dzisiaj będą wielkimi Panami. Jednak by to nastąpiło, należy ten gorący czas przeczekać, łup gdzieś schować.

Po  czole kata spływały wielkie krople potu. Wiele wysiłku kosztowało go zdobycie tych zeznań. Jednak po raz kolejny udało się, co prawda zeznający „lekko” ucierpiał, ale  przecież to oczywiste, że zeznają tylko i wyłącznie jak się połamie co nieco. Zadowolony skryba osuszywszy pergamin  udał się przed oblicze sędziego, a ten po zapoznaniu się z aktami sprawy zdecydował o dalszym losie Georga, synu czarownicy i złodzieja.

– Zuchwały rabunek kasy miejskiej, pomniejsze kradzieże trzody chlewnej sąsiadom, oraz fakt posiadania wiedzy na temat mrocznych praktyk stosowanych przez matkę jego.

– Uznaję go za winnego. Kara musi być surowa, tak by inni dwa razy pomyśleli, czy warto sięgać po cudze. Dlatego też zasądzam karę śmierci przez ścięcie. Truchło wrzucić do nieoznakowanego dołu i zasypać, a głowę nabić na pal i postawić obok gnijącej głowy jego ojca.

Wyrok wykonano jeszcze tego samego dnia.

Tak kończy się opowieść, którą 14 września rozpoczął zeznaniami Lorenz Lewe. W efekcie jego zeznań z życiem pożegnał się on sam, oraz cała rodzina Splittstosserów – Barbara, Peter i ich syn Georg. W  procesie z roku 1623 torturowani byli jeszcze „pomocnicy” czarownicy, jednak ich zeznania nie miały wielkiego wpływu na śledztwo, a ich wina okazała się na tyle nikła, że po spisaniu zeznań zasądzono „wyjątkowo” zsyłkę na banicję z dożywotnim zakazem wstępu na tereny należące do  miasta Chojnice, pod groźbą kary śmierci.

Mało w tym odcinku było o czarach, więc jako ciekawostkę dodam, że w roku 1661 kat z Chojnic, Hans Mölenbeck, słynący z wyjątkowej skuteczności,  został wezwany do pruskiego Friedlandu, gdzie miał torturami uzyskać zeznania od czarownicy zwanej Troiksche. Jednak po wejściu do celi oskarżonej i rozłożeniu narzędzi, które przywiózł ze sobą, kat padł martwy jak rażony gromem. Na obliczu oskarżonej pojawił się uśmiech, gdy ciało bezwładnie opadło na posadzkę. Oskarżona kilka tygodni później miała zeznać, że to jej demon pomocnik, uśmiercił poprzedniego kata.

 

Dajcie znać czy się podobało, to być może poszukam coś jeszcze w podobnym klimacie. Wszak czarownic w Polsce było na pęczki, a Inkwizycja w niektórych miejscowościach miała wyjątkowe używanie. Jeżeli znacie więc takie historie ze swojego „podwórka” to nie krępujcie się i piszcie śmiało. Z chęcią zapoznam się z tematem i jak opowieść będzie ciekawa, to na pewno zagości  na łamach Naszych Szlaków.