Legenda o diabelskim skarbie zakopanym pomiędzy skałami gdzieś w okolicach Rezerwatu Skałki Piekło nieopodal Niekłania była jedną z ciekawych historii, które przywieźliśmy z wędrówki po województwie świętokrzyskim. Opowiedział nam ją zabawny bajarz przy ognisku i zrobił to tak dobrze, że dziś opowiem ją Tobie.
Legenda o diabelskim skarbie

W dawnych czasach, pośrodku ogromnego boru stała sobie mała wioska zwana przez mieszkańców — Klan. Żyjący tam ludzie w głównej mierze zajmowali się wydobywaniem rudy żelaza w pobliskiej kopalni. Mężczyźni harowali w pocie czoła od rana do zmierzchu, tłukąc kilofami twarde kamienie. Razem z nimi pracował od niedawna młody chłopak Janek, który, mimo że nie był jeszcze zaprawionym górnikiem, to starał się, jak tylko mógł, by nie przynieść wstydu swojej rodzinie.
Pewnego poranka, gdy razem z innymi, jak każdego ranka szedł do kopalni, poczuł, że ten dzień będzie inny od poprzednich i wydarzy się coś niesamowitego. W końcu dotarł do swojego miejsca pracy i przy blasku świecy rozpoczął pozyskiwanie rudy. Pracował bez przerwy, pot zalewał mu oczy, a jego ciało pokryło się grubą warstwą brudu. W pewnym momencie, po uderzeniu skały kilofem, coś błysnęło. Chłopak przerwał pracę i wiedziony intuicją chwycił za kaganek i oświetlił migoczące miejsce i nagle krzyknął na całe gardło.
– Ludzie!!! Ludzie!!! – Jego głos rozszedł się po całej kopalni. – Złoto!!! Złoto znalazłem!!!
Górnicy nie zwlekając ani chwili ruszyli w stronę szybu, w którym zobaczyli Janka klęczącego na stercie odłupanych kamieni, trzymającego coś w dłoni. Okazało się, że to ogromny samorodek czystego złota.
– Gdzie to znalazłeś? – Pytali, a ten im odpowiadał. – No tu właśnie! Tu na tej ścianie i pewnie więcej tego będzie, trzeba tylko kuć!!!
Dwa razy nie trzeba im było powtarzać. Rozdzielili zadania i przystąpili do pracy ze zdwojoną energią. Mijały godziny, skała pękała pod silnymi uderzeniami, odsłaniając kolejne warstwy kamieni, lecz złota ani śladu. Co gorsza, nie było także rudy żelaza i w końcu zmęczeni i zniecierpliwieni mężczyźni ze złością rzucili kilofy w kąt.
– Głupie żarty chłopie, strasznie głupie. Po co, żeś nas tu wołał, pewnie pomyliłeś ściany, albo nie chcesz przyznać się, gdzie naprawdę znalazłeś ten samorodek. Cały dzień zmarnowany psia jego mać na gonitwę za złotem, którego nie ma. – Krzyczeli umęczeni górnicy. – Głąbie jeden, cała dniówka przepadła!
Przygnębiony Janek, bojąc się wrócić do wioski, pozostał w szybie, a że zmęczony był całodzienną pracą, nim się spostrzegł, zasnął na kamieniach. Przyśnił mu się dziwny sen. Stał przed tą samą ścianą, którą tak zawzięcie kuli robotnicy przez cały dzień. Ściana nagle z łoskotem rozpadła się i jego oczom ukazała się wielka komnata skrywająca skrzynie i kufry wypełnione złotem.
Janek zbudził się w końcu i przetarł zmęczone oczy. Posiedział jeszcze chwilkę, wpatrując się w ścianę ze snu i po chwili, niczym opętany zaczął kuć skałę po raz kolejny. Pracował bez wytchnienia i nie trwało długo, jak żelazne ostrze kilofa z łoskotem uderzyło w coś metalowego. Okazało się, że za skalną ścianą ukryte były potężne metalowe drzwi, które po krótkiej szarpaninie rozchyliły się, wpuszczając niestrudzonego górnika do środka obszernej komnaty. Tam jego oczom ukazała się duża brama po drugiej stronie jaskini. Nie namyślając się długo, podbiegł do niej, chwycił za klamkę i pchnął drzwi.
Tego, co zobaczył, chłopak się nie spodziewał. Komnata, do której wszedł, ociekała złotem. Nawet ściany jaskini wykonane były ze złota, a pod ścianami piętrzyły się złote dukaty, rzucone w stosy gdzie mieszały się z drogocennymi kamieniami. Chłopak przez dłuższą chwilę stał z rozdziawioną gębą, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście i gdy już miał zamiar pakować po kieszeniach drogocenne monety, zauważył w najdalszej części jaskini pokraczne postaci.
Istoty ubrane były w czarne płaszcze, a ich twarze mieniły się purpurą, a oczy iskrzyły niczym rozdmuchiwane na wietrze szczapy palącego się drewna. W rękach dziwne stwory trzymały włócznie i zakrzywione trójzęby. Postacie, gdy tylko zauważyły intruza, z potępieńczym skowytem ruszyły w jego kierunku. Pędziły na złamanie karku, jedne po podłodze, inne zaś niczym pająki po ścianach i suficie, jakby za nic miały grawitację. Przerażony chłopak nie czekając, aż któraś z istot w końcu dopadnie go i rozszarpie, ruszył pędem w kierunku wyjścia z kopalni. Oczywiście nie omieszkał w tej szaleńczej ucieczce wzbogacić się co nieco i chwycił ze skarbca to, co akurat miał pod ręką – piękny srebrny miecz wysadzany drogimi kamieniami. Wypadł z mroków kopalni i dalej pędził na złamanie karku, nie zważając na gałęzie drzew, które smagały jego twarz niczym bicze i krzyczał ile sił w płucach, by ostrzec mieszkańców o grożącym im niebezpieczeństwie
– Ludzie!!! Uciekajcie!!! Diabły zaraz wpadną do wioski!!! Ratuj się kto może!!! Uciekajcie!!! – Mieszkańcy wioski słysząc krzyki, wyszli ze swoich domostw i popatrzyli na pędzącego Janka, mrucząc pod nosem.
– A ten, co znowu? Zgłupiał do reszty, czy jak? Rano mu się na żarty ze złotem zebrało, a teraz po nocach diabłami straszy? Trzeba mu porządnie skórę przetrzepać. – Mruknął jeden z górników.
Nagle ziemia zatrzęsła się, a czarne dotąd niebo rozświetliły tysiące piorunów. Za plecami uciekającego chłopaka ludzie zauważyli, potężne czerwone skały wypiętrzające się z ziemi, a spomiędzy nich wyskakujące straszne istoty. Wycie, jakie wtedy usłyszeli mieszkańcy wioski Klan, zmroziło im krew w żyłach. Tych, którzy nie zdążyli pobiec za Jankiem, dopadła sfora demonów w jednej chwili, zamieniając ich w krwawą papkę. Trwało to krócej niż mrugnięcie okiem, jak diabły zmiotły wioskę Klan z powierzchni ziemi bez większego wysiłku i ruszyły w pościg za resztką ocalałych, na których czele uciekał winowajca całego zdarzenia.
Wydawać się mogło, że dla nich nie ma już nadziei. Diabły były coraz bliżej, tak że ludzie czuli już ich gorący oddech na szyjach. Janek coraz bardziej zmęczony ucieczką także powoli tracił siły, a potem nagle potknął się i upadł. Wtedy to stała się rzecz dziwna, ostrze miecza, który Janek zabrał ze skarbca diabłów, wbiło się w ziemię, a z miejsca, gdzie utkwiło ostrze, wytrysnęła woda. Diabły zatrzymały się, popatrzyły złowrogo swoimi nienawistnymi oczami na ocalałych stłoczonych przy źródle i wyjąc niczym stado wygłodniałych wilków, pobiegły z powrotem w kierunku skał, z których niedawno wyszły na powierzchnię ziemi.
Dawni mieszkańcy wioski Klan, którym było dane przeżyć, założyli w miejscu, z którego wybiło źródło nową wioskę i nazwali ją Nieklan, która z biegiem lat zmieniona została na Niekłań, a skały, z których na powierzchnię wybiegła armia demonów, ochrzcili mianem Piekło, by ostrzec potomnych. Podobno skarbiec diabłów czeka gdzieś tam w czeluściach na swojego odkrywcę, ale czy znajdzie się ktoś tak odważny, by zejść pod ziemię?
Legendę tą oraz więcej informacji o Rezerwacie Skałki Piekło pod Niekłaniem znajdziesz w poprzednim naszym artykule.




