Podczas wizyty z dziećmi w Ośrodku Kultury Morskiej w Gdańsku na natknęliśmy się na legendę o młodym Janie z Kolna. Baśń dzieciom bardzo się podobała więc mamy nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu. Jan z Kolna był słynnym żeglarzem, który jak mówią legendy dopłynął do Ameryki kilka lat wcześniej niż pojawił się tam Kolumb. Nim jednak Jan został kapitanem przeżył wiele przygód, a my dziś opowiemy Wam jedną z nich.

Dawno, dawno temu, w czasach gdy potężne żaglowce wpływały do gdańskiego portu z zamiarem uzupełnienia zapasów oraz załogi, przybył do miasta młody chłopak o imieniu Jan. Jego największym marzeniem było zostać słynnym żeglarzem i pływać po morzach i oceanach. W tamtych czasach by spełnić swoje najskrytsze marzenia, należało po wejściu w mury miejskie udać się do fontanny z Neptunem i bez większych ceregieli pocałować Króla Mórz w cztery litery. Jan oczywiście nie omieszkał wypróbować tego sposobu, no bo przecież nie zaszkodzi.

Gdy już jego usta zbliżały się do okrągłego zakończenia pleców pomnika, Neptun odezwał się d Jana – Przestań, znam Twoje marzenia i pomogę Ci je spełnić. Udaj się do portu, tam znajdziesz zacumowany żaglowiec o nazwie „Ostatnia Nadzieja”. Wejdź na pokład i się ukryj. Nie bój się załogi, na tym statku mieszka duszek Klabaternik, on Ci pomoże, gdy zajdzie taka potrzeba.

Jak Neptun nakazał, tak młodzieniec wykonał. Niepostrzeżenie wszedł na statek, ukrył się w ładowni i wyczekiwał wypłynięcia w morze. Po jakimś czasie usłyszał wzmożony ruch na pokładzie statku. Marynarze zaczęli krzątać się w tą i z powrotem. Okrętem zabujało i już wiedział, że nie ma odwrotu. Jeszcze tego samego dnia, gdy już „Ostatnia Nadzieja” płynęła ku przeznaczeniu odkryto jego kryjówkę. Jako, że nie lubiono pasażerów na gapę, wszak to dodatkowa gęba do wykarmienia, postanowiono wyrzucić młokosa za burtę.

Wtedy to pojawił się Klabeternik, który poprosił Kapitana o darowanie chłopakowi. Kapitan wiedział, że jak dobry duszek o coś prosi to nie powinno mu się odmawiać i tak właśnie Jan z Kolna został pełnoprawnym członkiem załogi.  Klabeternik często obserwował majtka, czy ten dobrze wywiązuję się ze swoich obowiązków i już niedługo duszek i marynarz zaprzyjaźnili się.

Lata mijały, a z młodzieńca wyrósł prawdziwy wilk morski. Dzięki wieloletniej służbie na statkach, dorobił się niemałego majątku i w końcu miał tyle dukatów, by kupić własny statek. Co też niedługo uczynił. Nazwał go dumnie „Jan z Kolna” i teraz już jako Kapitan własnego losu wyruszył na podbój oceanów.

W owym czasie, gdy Jan razem ze swoim nieodłącznym przyjacielem Klabeternikiem pokonywali nieznane wody, rozpoczął się wyścig do nowego kontynentu, który podobno gdzieś czekał na swojego odkrywcę. Żądny przygód Kapitan nie omieszkał skorzystać z takiego wyzwania i wyruszył. Jego głównym przeciwnikiem, był nie kto inny ja Krzysztof Kolumb. Podróż była trudna, sztormy rwały żagle, żywność psuła się, a ludzie chorowali. Mimo to załoga dzielnego Kapitana nie poddawała się. Dniami i nocami reperowali to co natura zepsuła.

Duszek sam zakasał rękawy i pracował za dziesięciu, szył potargane żagle, łatał dziury w poszyciu i do tego wypatrywał zdradliwych mielizn. I tak po wielu miesiącach żeglowania wysiłek opłacił się. „Jan z Kolna” jako pierwszy przybył do nieznanego lądu, wygrywając wyścig.

Kiedy w świat poszła wiadomość o zwycięstwie Jana, radość w Gdańsku nie miała końca, że to właśnie żaglowiec z tego miasta jako pierwszy dotarł do wybrzeży Ameryki. Czy tak się wydarzyło naprawdę, co do tego pewności już niestety nie ma,  ale należy pamiętać, że w każdej opowieści jest ziarno prawdy.