Ośrodek Kultury Morskiej w Gdańsku

Ktoś gdzieś, kiedyś zadał pytanie na łamach Naszych Szlaków  – Czy znacie może jakieś fajne miejsca na jednodniową wycieczkę? Dzisiejszy artykuł opowie właśnie o takim miejscu. Już samo miasto, gdzie ta atrakcja się znajduje,  jest samo w sobie perełką, w której nie sposób się nudzić, a szczególnie gdy pierwsze promienie wiosennego słońca zachęcają do długich spacerów. 

To właśnie w Gdańsku, o którym na pewno napiszę jeszcze nie jeden obszerny materiał, znajduje się miejsce, do którego poniosło nas w pewną piękną, kwietniową sobotę. Tak więc przygotujcie się, bo właśnie zabieram was do Ośrodka Kultury Morskiej w Gdańsku i gwarantuję, że nie będzie nudy.

Pomysłów na spędzenie tego dnia mieliśmy kilka. Początkowo chcieliśmy odwiedzić nowo powstałe Muzeum II Wojny Światowej, jednak po przemyśleniu stwierdziliśmy, że nie będziemy katować dzieciaków ponad 3 godzinnym marszem pomiędzy eksponatami czysto wojennymi (tę przyjemność zostawimy dla siebie) i wybraliśmy opcję nauki przez zabawę, którą gwarantuje opisywana placówka.

Sam Ośrodek  powstał zupełnie niedawno, bo w roku 2012 tuż przy jednym z symboli Miasta Gdańsk, słynnym na cały świat Żurawiu, zarząd Narodowego Muzeum Morskiego postanowił wybudować nową placówkę muzealną, która w bardzo nowoczesny i przyjazny sposób miała pokazywać szeroko pojętą tematykę morską. Czy im to się udało? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy przyjrzeć się z bliska poszczególnym piętrom i temu, co możemy na nich odnaleźć. I tak zaczynając od piętra 3, które przeznaczone zostało na wystawy czasowe , przechodzimy na piętro 2, które wydaje się być główną atrakcją Muzeum, czyli niesamowita sala interaktywna i w końcu piętro pierwsze, czyli wystawę stałą zatytułowaną „Łodzie ludów świata” z naprawdę bogatą kolekcją łodzi. No dobra wystarczy tych suchych faktów, czas przyjrzeć się z bliska o co w ogóle ten szum.

Tak więc zaopatrzeni w bilety (Każde piętro to osobny bilet, co według mnie jest bardzo dobrym pomysłem, bo nie zmusza się nas w ten sposób do płacenia za wystawy, których akurat nie mamy ochoty, lub nie mamy czasu oglądać) wyruszyliśmy. Jako, że wejście na wystawę interaktywną rozpoczyna się zawsze o pełnej godzinie, to rozpoczęliśmy zwiedzanie od najwyższego piętra, czyli wystawy czasowej. Dzieciaki oczywiście wyruszyły z impetem huraganu i już po chwili musieliśmy rozdzielić się z Ewą, by dość ciekawa wystawa czasowa, mówiąca o Pasji Budowania Statków, przetrwała w jednej całości. Biorąc powyższe pod uwagę i fakt że nie mieliśmy możliwości skupienia się, to nie jestem w stanie zbyt wiele powiedzieć na temat tego piętra, oprócz tego, że wszystko co tam było pokazane jest na naprawdę wysokim poziomie i podejrzewam, że gdybym miał troszeczkę więcej czasu to na pewno by mi się spodobało. A tak cóż, na szczęście nadeszła wyczekiwana przez nas pełna godzina i drzwi sali interaktywnej stanęły przed nami otworem.

Z informacji, które udało mi się odszukać w przepastnych zasobach Internetu, wyczytałem że twórcom najbardziej zależało na przyciągnięciu dzieci, oraz że „dzieci nie będą chciały stamtąd wyjść”.  Po raz pierwszy zgadzam się z tym co wyczytałem w 100%, poważnie nasze dzieciaki oszalały. Po raz kolejny musieliśmy rozdzielić się na dwie grupy, bo nie szło nad nimi zapanować, jednak teraz mieliśmy tą świadomość, że w końcu jesteśmy w miejscu, w którym nie musimy się martwić o to, że ktoś z obsługi delikatnie nas wyprosi, bo nasze małe diabły coś dotkną, czego dotykać nie powinny. Tam można dotykać wszystko, wręcz trzeba wszystkiego dotykać, by w pełni móc z tego miejsca skorzystać. Czego tutaj nie ma. Batyskaf, w którym możemy zanurzyć się wirtualnie na wycieczkę po wrakach. Ogromny basen ze zdalnie sterowanymi statkami, dzięki któremu możemy sprawdzić swoje umiejętności żeglarskie. Znudziło się  sterowanie jachtami? To przebierz się za pirata i opanuj piracki statek, lub ubierz kapitańską czapkę i popłyń na ratunek rozbitkowi – nie ma problemu.  To i wiele, naprawdę wiele innych ekspozycji na tyle spodobały się naszym dzieciakom, że po raz pierwszy faktycznie musieliśmy je wyciągać  siłą z pomieszczenia, tak jak zapewniano w broszurach informacyjnych.

Tak więc po godzinie zabawy, wymęczone dziewczyny już spokojnie prowadzone za rączkę, pozwoliły nam obejrzeć wystawę znajdującą się na pierwszym piętrze, gdzie mieliśmy możliwość obejrzenia kolekcji łodzi zebranych z najróżniejszych zakątków świata.  Tutaj już panuje całkowity zakaz dotykania eksponatów, co wcale mnie nie dziwi, dlatego też naszym wzorem  dobrze jest wymęczyć dzieciaki (o ile z dzieciakami podróżujecie), by już nie miały siły wariować i przez przypadek czego nie zbroiły.

Po zakończeniu spaceru po Ośrodku Kultury Morskiej stwierdziliśmy, że skoro już byliśmy w muzeum o tematyce morskiej, to żal by było chociaż przez chwilkę nie poczuć falowania pod stopami i nasze kroki od razu skierowaliśmy na prom „Motława” , gdzie po zapłaceniu zatrważającej kwoty 1,50zł za dwie osoby dorosłe (dzieciaki jak zwykle na krzywy ryjek – free), przepłynęliśmy na drugą stronę rzeki i stamtąd kontynuowaliśmy spacer po jakże pięknym o tej porze roku Gdańsku, ale o tym już w kolejnych artykułach.

Już tak na samo zakończenie małe podsumowanie. Zdecydowanie polecam Wam to miejsce. Widać, że robili je ludzie z pasją i na pewno nie zawiedziecie się. Szczególnie polecam je osobom podróżującym z dziećmi, bo to właśnie dla nich to miejsce jest zrobione. A jeżeli takowych jeszcze nie posiadacie, lub dzieciaki już wyrosły, to także nie krępujcie się i przybywajcie, dorosły także znajdzie dla siebie tutaj wiele ciekawych rzeczy.

Biorąc pod uwagę miejsce które dzisiaj opisałem, to chyba najbardziej pasującą legendą będzie opowieść o Janie z Kolna.

Dawno, dawno temu, w czasach gdy potężne żaglowce wpływały do gdańskiego portu z zamiarem uzupełnienia zapasów oraz załogi, przybył do miasta młody chłopak o imieniu Jan. Jego największym marzeniem było zostać sławnym żeglarzem i pływać po morzach i oceanach. W tamtych czasach by spełnić swoje najskrytsze marzenia, należało po wejściu w mury miejskie udać się do fontanny z Neptunem i bez większych ceregieli pocałować Króla Mórz w cztery litery. Jan oczywiście nie omieszkał wypróbować tego sposobu, no bo przecież nie zaszkodzi. Gdy już jego usta zbliżały się do krągłego zakończenia pleców pomnika, Neptun odezwał się Jana – Przestań, znam Twoje marzenia i pomogę Ci je spełnić. Udaj się do portu, tam znajdziesz zacumowany żaglowiec o nazwie „Ostatnia Nadzieja”. Wejdź na pokład i się ukryj. Nie bój się załogi, na tym statku mieszka duszek Klabaternik, on Ci pomoże, gdy zajdzie taka potrzeba.

Jak Neptun nakazał, tak młodzieniec wykonał. Niepostrzeżenie wszedł na statek, ukrył się w ładowni i wyczekiwał wypłynięcia w morze. Po jakimś czasie usłyszał wzmożony ruch na pokładzie statku. Marynarze zaczęli krzątać się w tą i z powrotem. Okrętem zabujało i już wiedział, że nie ma odwrotu. Jeszcze tego samego dnia, gdy już „Ostatnia Nadzieja” płynęła ku przeznaczeniu odkryto jego kryjówkę. Jako, że nie lubiono pasażerów na gapę, wszak to dodatkowa gęba do wykarmienia, postanowiono wyrzucić młokosa za burtę. Wtedy to pojawił się Klabeternik, który poprosił Kapitana o darowanie chłopakowi. Kapitan wiedział, że jak dobry duszek o coś prosi to nie powinno mu się odmawiać i tak właśnie Jan z Kolna został pełnoprawnym członkiem załogi.  Klabeternik często obserwował majtka, czy ten dobrze wywiązuję się ze swoich obowiązków i już niedługo duszek i marynarz zaprzyjaźnili się.

Lata mijały, a z młodzieńca wyrósł prawdziwy wilk morski. Dzięki wieloletniej służbie na statkach, dorobił się niemałego majątku i w końcu miał tyle dukatów, by kupić własny statek. Co też niedługo uczynił. Nazwał go dumnie „Jan z Kolna” i teraz już jako Kapitan własnego losu wyruszył na podbój oceanów.

W owym czasie, gdy Jan razem ze swoim nieodłącznym przyjacielem Klabeternikiem pokonywali nieznane wody, rozpoczął się wyścig do nowego kontynentu, który podobno gdzieś czekał na swojego odkrywcę. Żądny przygód Kapitan nie omieszkał skorzystać z takiego wyzwania i wyruszył. Jego głównym przeciwnikiem, był nie kto inny ja Krzysztof Kolumb. Podróż była trudna, sztormy rwały żagle, żywność psuła się, a ludzie chorowali. Mimo to załoga dzielnego Kapitana nie poddawała się. Dniami i nocami reperowali to co natura zepsuła. Duszek sam zakasał rękawy i pracował za dziesięciu, szył potargane żagle, łatał dziury w poszyciu i do tego wypatrywał zdradliwych mielizn. I tak po wielu miesiącach żeglowania wysiłek opłacił się. „Jan z Kolna” jako pierwszy przybił do nieznanego lądu, wygrywając wyścig.

Kiedy w świat poszła wiadomość o zwycięstwie Jana, radość w Gdańsku nie miała końca, że to właśnie żaglowiec z tego miasta jako pierwszy dotarł do wybrzeży Ameryki. Czy tak się wydarzyło naprawdę, co do tego pewności już niestety nie ma,  ale należy pamiętać, że w każdej opowieści jest ziarnko prawdy.

Galeria fotografii

Wystawa “Łodzie ludów świata”
Normalny – 6 zł
Ulgowy – 4 zł

Środa – wstęp wolny na wystawę

Sala interaktywna “Ludzie-Statki-Porty”
Normalny – 8 zł
Ulgowy – 5 zł
Bilet rodzinny (maksymalnie 2 osoby dorosłe + do 3 dzieci) – 20 zł

Bilet na salę interaktywną sprzedawany jest na określoną godzinę. Zwiedzanie trwa 60 minut, rozpoczyna się o pełnej godzinie (10:00, 11:00…). Maksymalna ilość: 55 osób/godzinę.

Wystawa “Statki. Nasza Pasja”
Rezerwacja biletów online lub bezpośrednio w kasie Ośrodka Kultury Morskiej. Zwiedzanie trwa 60 minut, rozpoczyna się o pełnej godzinie (10:00, 11:00…). Maksymalna ilość: 30 osób/godzinę.

Prom “Motława”
W jedną stronę – 1,50 zł
W obie strony – 3 zł

Dzieci do lat 7 – darmocha

10 thoughts on “Ośrodek Kultury Morskiej w Gdańsku”

  1. Były by jaja gdyby Janek odwiedził Amerykę przed Kolumbem. Trzeba by poszukać gdzieś na na kamieniu “tu byłem Jan” 🙂

  2. Nawet nie wiedziałem o tym miejscu, co jest bardzo dziwne 🙂 Szkoda tylko że tak bardzo pod dzieci przygotowane, może zmienię pogląd gdy już sam będę miał dzieci :/

  3. Prześliczne i takie kochane macie te dzieciaczki, zazdroszczę. Moi chłopcy to 5 minut nie usiedzą by się nie pobić o byle co. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *