Jeżeli miasto może mieć smak, to Lwów ma smak kawy! – to zdanie, tak często powtarzane w publikacjach, jak nic oddaje prawdziwy charakter Lwowa i jego nieskrywane uczucie do tego naparu o smolistej barwie. Jednak czy wiecie jak ta miłość się zaczęła?

Skąd przywędrowała kawa do Lwowa?  Kto był inicjatorem i dlaczego akurat to miasto jest nazywane ukraińską stolicą kawy?  Być może ktoś z Was zna odpowiedzi na wszystkie pytania, ale dla tych którzy odpowiedzieli negatywnie na któreś z nich to zapraszam do wehikułu czasu. Cofniemy się do 13 września 1683 roku, czyli dzień po tym jak opadł bitewny kurz na wiedeńskich polach.

Jerzy Franciszek Kulczycki, Polak co nauczył pić kawę Europejczyków

Dzień po wielkim zwycięstwie nad armią turecką  Jan III Sobieski odbierał zasłużone laury w Wiedniu, a tymczasem pola bitwy zasłane ciałami uprzątano z wielką pieczołowitością. Po pierwsze bano się epidemii, która mogła w niedługim czasie dokonać tego czego nie dokonali Turcy, a po drugie trzeba było pozbierać porzucony w popłochu dobytek.

Pośród zebranych precjozów,  kosztowności i broni, znalazło się też 500 worków z czarnymi nasionami, które nie bardzo było wiadomo do czego zastosować. Wielu zastanawiało się co począć z takim łupem, bo ani tego zasiać, ani pogryźć i już chciano się go po prostu pozbyć, myśląc że to pasza dla wielbłądów, aż do akcji  wkroczył Jerzy Franciszek Kulczycki, dawny jeniec turecki, który w czasach niewoli wielce zasmakował w aromatycznym naparze o barwie bezksiężycowego nieba.

Zobacz inne tematy ze Lwowa

Opera Lwowska
Mniej znane atrakcje Lwowa
Gaj Szewczenki – Skansen
Cmentarz Łyczakowski
Restauracje we Lwowie

***

Człowiek ten po zwycięstwie Sobieskiego został okrzyknięty bohaterem przez mieszkańców miasta za czyn, który odwrócił losy oblężenia. To właśnie on, stosując tureckie przebranie,  przeszedł z Wiednia przez obóz wroga i dotarł do wojsk Karola V Leopolda i zorientowawszy się w sytuacji na froncie powrócił do miasta gdzie przekazał obrońcom informacje o zbliżającej się odsieczy. Wieści te dodały otuchy mieszkańcom i odwiodły włodarzy Wiednia od poddania miasta.

Król Jan III Sobieski chcąc uhonorować po bitwie bohatera pozwolił mu zabrać z obozu wroga dowolną rzecz. Ze zdziwieniem obserwowano Kulczyckiego, który bez zastanowienia skierował swój wzrok na porzucone worki i poprosił by zawieziono je do miasta.

– Oszalał, czy jak? – zastanawiali się tragarze –tyle dobroci, tyle złota i drogich kamieni, a ten paszę dla wielbłądów wybiera, a wielbłąda żadnego nie posiada. Zaiste dziwne.

Restauracja Fabryka Kawy we Lwowie na Ukrainie. Michał Baranowski.

Jednak Kulczycki dokładnie wiedział co to jest za skarb. Oprócz kawy z pola bitwy otrzymał od rady miejskiej 100 dukatów i dom, którego mieszkanie od razu zamienił na pierwszą kawiarnię we Lwowie.

Długo nie trzeba było czekać na pierwszych klientów, skuszonych unoszącym się w ciasnej uliczce aromatem. Wieść o cudownym napoju, który pobudza lepiej niż okowita rozeszła się lotem błyskawicy po Wiedniu i już po kilku miesiącach Kulczycki otworzył kolejną kawiarnię i potem następną.

Od tego momentu kawa zaczęła szturmem podbijać Europę. Dotarła także do Lwowa, skąd Kulczycki pochodził i zagościła tam na dobre. Dzisiaj we Lwowie ciągle pamiętają o tym nietuzinkowym człowieku. Postawiono nawet mu pomnik, ale najważniejsze jest to, że lwowianie nadal potrafią parzyć jedną z najlepszych kaw na świecie. Chodźmy więc się po delektować.

Najlepsze lwowskie kawiarnie

Fabryka Kawy we Lwowie

Tutaj nie sposób nie trafić. Poważnie. Nawet nie potrzebne jest opisywanie tego miejsca, czy mapa jak dotrzeć, bo nawet gdybyście nie przeczytali tego czy innych artykułów to i tak w końcu zawitalibyście do tego przybytku. Powód jest prozaiczny  – Fabryka Kawy jest na rynku, zawsze stoi przy niej pełno ludzi i do tego wręcz zabójczo pachnie kawą z daleka.

My także dotarliśmy tutaj po unoszącym się aromacie, który aż drażnił nozdrza i kusił bardziej, niż wąż Ewę w raju. Po wejściu do środka jest jeszcze „gorzej”. Zapach świeżo palonej kawy pobudza każde zmysły z siłą huraganu i wodzi na pokuszenie, czyli do pierwszego wolnego stolika, a o to w godzinach szczytu wyjątkowo trudno.

Jednak nie poddawajcie się, gdy nie znajdziecie miejsca powróćcie tutaj później bo naprawdę warto. Tym bardziej, że tak jak już pisałem w innych artykułach lwowianie są wyjątkowo kreatywni jeżeli chodzi o przyciągnięcie klienta. Tutaj zdecydowano się udostępnić podziemia kamienicy i zrobić z nich swego rodzaju atrakcje, za którą – uwaga – nie trzeba płacić.

Przed wejściem Pan Górnik rozdaje wysłużone górnicze kaski, co ma pewne uzasadnienie, bo piwnice zatopione są w ciemnościach i łatwo o rozbicie głowy. Oczywiście na dole można sobie usiąść do stolika i mrocznym otoczeniu zamówić co nieco z karty. Jednak my podreptaliśmy dalej, by po wyjściu z podziemi usiąść przy stoliku na zadaszonym dziedzińcu. To właśnie tam siedziało nam się najwygodniej.

Co można ciekawego zamówić?

Oj! Wybór jest naprawdę spory i co nie powinno dziwić, to najwięcej jest kawy. Jest kawa z imbirem i miętą, kawa z miodem i czosnkiem czy też kawa z likierem kokosowym. Sami zresztą też mieliśmy problem na co się zdecydować i każdy zamówił coś innego do spróbowania. Zwycięzcą okazała się kawa z rumem, która była wręcz genialna. Obowiązkowo zaś do kawy ciacho (polecamy pyszny serniczek zalany sosem malinowym) lub tiramisu, które znika w ekspresowym tempie gdy tylko się pojawi na stole.

Ceny w Fabryce Kawy

Stosunek ceny do jakości jest na bardzo dobrym poziomie, bo za stosunkowo niską cenę dostajemy usługę nie z tej ziemi. Na przykład kawa z rumem to koszt około 10 zł i jest to jedna z najdroższych pozycji. Pozostałe kawy z karty zaczynały się już od 5 zł za filiżankę. Tak więc jak widzicie, tylko iść i delektować się kawą w fajnym otoczeniu.

Lwowska Manufaktura Czekolady (Lviv’s Chocolate Factory)

Tym razem miejsce, jak sama nazwa wskazuje, poświęcone w całości czekoladzie. To tutaj można podpatrzeć proces produkcyjny czekoladowych tablic i pralinek, oraz można wypić sobie kawkę zajadając się najróżniejszymi smakołykami wykonanymi oczywiście z czekolady. Cały manufaktura znajduje się, jak to zazwyczaj we Lwowie z restauracjami bywa, w całej kamienicy.

Na każdym piętrze są miejsca gdzie można usiąść i są witryny sklepowe, kuszące swoją zawartością. Ja, co prawda, za słodyczami nie przepadam, ale zapach unoszący się wewnątrz manufaktury spowodował, że także zapragnąłem usiąść tam i ponieść się chwili. Powiem Wam szczerze, że wcale się nie dziwię, że sieć manufaktur czekolady zaczyna zdobywać powoli nowe miasta, bo jest po prostu pysznie.

Zresztą co tu dużo mówić. Nasze dzieciaki po prostu oniemiały na widok tych wszystkich łakoci.

Jeżeli chodzi o ceny to przyznaję się szczerze – nie pamiętam. Chyba dopadł nas szał czekoladowy, który spowodował amnezję.

Kawiarnia Apteka Mikolascha

Ostatnim miejscem, do odwiedzin którego zachęcam, jest stara Apteka Mikolascha „Pod Złotą Gwiazdą”. Warto tutaj przyjść nie tylko dlatego, że podają kawę i ciacha takie, że głowa mała, o czym dowiecie się za moment, ale też dlatego, że miejsce to jest ciekawe ze względu historycznego. To właśnie tutaj w roku 1853 Ignacy Łukasiewicz razem z Janem Zehem wykonali po raz pierwszy destylację ropy naftowej i skonstruowali pierwszą lampę naftową, zaczynając nową erę w dziejach świata.

Jednak pozostawmy w tyle naszych świetnych wynalazców i skoncentrujmy się na tym, co też dzisiaj czeka na nas w aptece. Kawiarnia jak kawiarnia, można by śmiało powiedzieć. Jednak różni się od innym swoim wystrojem, pasującym bardziej do czasów, gdy jeszcze Lwów leżał w granicach Austro-Węgier. Przypomina o tym dobitnie portret Franciszka Józefa, który wisi tuż przy wejściu i wyposażenie nawiązujące do epoki. Jednak najważniejsze, co od razu rzuca się w oczy, to kolorowe smakołyki od których nie można wręcz oderwać wzroku.

I znowu w tym miejscu nasze dzieciaki, które wyspecjalizowały się w słodyczach, zarządziły co ma być kupione. Wybór padł na ciasteczka makaroniki, które okazały się najlepszymi ciastkami jakie mieliśmy okazję jeść we Lwowie. Zasmakowały nawet mi, o co wyjątkowo trudno. Co prawda cena była dość wysoka jak za jedno ciastko, ale każdy grosz był wart tego smaku.

Zdecydowanie polecam to miejsce łasuchom!

Ciekawostki z kawą związane

  • Nazwa „KAWA” pochodzi od słowa arabskiego „gahwah” lub tureckiego „kahweh”, co oznacza „usuwający zmęczenie” lub „siła podnosząca
  • Jan Franciszek Kulczycki, przedarł się przez wrogi obóz turecki w myśl zasady „najciemniej pod latarnią”. Przebrał się w strój turecki i śpiewając tureckie pieśni szedł wesoło pozdrawiając napotkanych żołnierzy. Jednym z darów jakie otrzymał za swoje zasługi było zwolnienie z podatków na okres 20 lat.
  • Tak popularna na świecie kawa z mlekiem, to także „wynalazek” Kulczyckiego, który postanowił zmieszać te dwa płyny, co jak się okazało strzałem w dziesiątkę.
  • Na świecie stoi kilka pomników poświęconych Kulczyckiemu. Znaleźć je można między innymi w Japonii w muzeum kawy w Port Island, we Wiedniu czy we Lwowie.
  • Pierwszy ekspres do kawy wynaleziono we Włoszech w roku 1906.
  • Najdroższa kawa świata, to kawa wydobywana z odchodów łaskuna. Nazywa się Kopi Luwak.
  • Według legend pierwszym, który zwrócił uwagę na tę niepozorną roślinę był etiopski pasterz. Zwrócił on uwagę na to, że stado które pilnował po zjedzeniu nasion rośliny nie zasypia w nocy, tak jak miało w zwyczaju. Następnie sam spróbował nasion i poczuwszy przypływającą energię pobiegł natychmiast do pobliskiego klasztoru. Mnisi wysłuchali opowieści i po wielu eksperymentach opracowali napój, który pomagał im wykonywać posługę w nocy.