Legenda Poznańska

Jako, że ostatnio poniosło nas do Poznania to zdecydowałem, że opiszę Wam dzisiaj jedną z poznańskich legend. Wybrałem najkrwawszą na jaką udało mi się natrafić, tak więc zapraszam.

Z dawien dawna, w czasach mrocznego średniowiecza miejsce miały zaślubiny. Suto zastawione stoły, beczki miodu i setki zwierząt opiekanych na wolnym ogniu czekały już na młodożeńców i ich gości. To Przemysł I i młodziutka Ludgarda mieli w tym dniu stanąć na ślubnym kobiercu, co też po niedługim czasie stało się faktem. W trakcie ceremonii odbył się także turniej rycerski, gdzie w szranki stanęli najlepsi rycerze, zaznajomieni ze sztuką bitewną jak nikt inny. Kopie trzaskały, iskry ze zwartych mieczy sypały się na piach i w wielu przypadkach kości pękały niczym suche gałązki. Wielu znakomitych jeźdźców zostało pokonanych i w końcu rozpoczęło się decydujące starcie. Naprzeciwko siebie stanęli Przemysł I i rycerz w czarnej zbroi, którego nikt jeszcze nie zdołał rozpoznać. Spod kopyt koni sypnął żwir. Po chwili uderzony prosto w napierśnik Przemysł został wyrwany z siodła i z impetem runął na ziemię. Zwycięzcą okazał się młody Dobiesław, rycerz z kompani Przemysła, który z rąk Ludgardy odebrał specjalnie na tę okazję wykonany przez najlepszych złotników, wieniec laurowy oraz ufundowany przez Przemysła I pięknie zdobiony miecz. Odbierając nagrodę rycerz złożył przysięgę, że zawsze będzie bronił czci pięknej Ludgardy. Na tym zaślubiny zakończyły się.
Lata mijały. Przemysł coraz mocniej pragnął potomka. Jednak wiele prób spełzło na niczym, aż po wielu miesiącach ludzie zaczęli szeptać – Jak nic ród zaginie. Temu winna jest na pewno Ludgarda. Plotki zaczęły obiegać księstwo. Sączyły się także do uszu Przemysła, który po woli zaczął tracić cierpliwość. Swoje dołożyła także matka Przemysła, która niczym jadowita żmija szeptała za plecami – Przemyśle, komu to wszystko zostawisz, jak potomka nie będzie. Musisz się jej pozbyć. Jej łono jest jak ten kwiat  jabłoni który przemarzł na mrozie. Jest piękny, ale owocu nie wyda.
Miłość zanikała powoli i  nadszedł czas kiedy Przemysł nie mógł już patrzeć na młodą żonę. W końcu nadeszła noc, gdy powiedział – Żono, ja muszę mieć dziedzica. Proszę Cię daj mi rozwód. Mój ród nie może zaginąć – Jednak Ludgarda pozostawała nieugięta, rozwodu dać nie chciała i nie chciała także udać się do klasztoru. Mrok spowił  serce Przemysła, a księżna rzekła – Mężu kochany, wszystko powinno zostać tak jak jest. Wszak ślubowaliśmy sobie wierność i bycie ze sobą, aż do grobowej deski – Te ostatnie słowa podsunęły pewną myśl Przemysłowi. Długo nie trzeba było czekać, gdy do łaźni, w której kąpieli zażywała Ludgarda, wpadło kilka sług Przemysła i udusiło księżną.

 

Niedługo po tym zdarzeniu odbył się uroczysty pogrzeb. Wielu szlachciców stawiło się na tej uroczystości, by pożegnać tragicznie zmarłą Ludgardę, wśród nich stojąc za ceglanym filarem stanął także Dobiesław, który lata temu podczas zaślubin przysiągł uroczyście bronić czci pięknej księżniczki. Jego mętny wzrok nie wróżył nic dobrego. Jako rycerz zawiódł – nie spełnił przysięgi. Jedyne co mógł teraz zrobić, to zaplanować zemstę. Okazja do krwawego rewanżu nadarzyła się w noc środy popielcowej, kiedy to Przemysł razem ze swoją kompanią balowali na zamku w Rogoźnie. Beczki wytaczano z piwnic zamkowych w zastraszającym tempie. Zaiste nikt nie był w stanie wytrzymać takiej ilości procentów i już chwilę po północy, wszyscy żołnierze leżeli zalani w trupa. Wtedy to Dobiesław przystąpił do działania, otworzył bramy zamku przez które do komnat zamkowych wdarli się czekający pod murami Brandenburczycy, którzy rozpoczęli krwawą rzeźnię. Dobiesław natomiast udał się do komnat Przemysła, który przebudziwszy się, spojrzał na swojego kata i szeroko otworzywszy oczy rzekł – Dobiesław? Co Ty …- nie zdążył jednak dokończyć zdania. Miecz wygrany w pamiętnym turnieju przebił Przemysłowi trzewia. Z rozprutego brzucha wylała się na posadzkę, śmierdząca alkoholem zawartość żołądka. Chwilę po tym targane konwulsjami ciało Przemysła zesztywniało.
Przez wiele lat duch Ludgardy i czarnego rycerza pojawiały się w okolicach zamku w Poznaniu. Nawiedzenia ustały w momencie zburzenia warowni, lecz po jej odbudowaniu coraz więcej ludzi zauważa, błąkające się w okolicy dziwne zjawy. Może Wam uda się na jakąś trafić, bo nam niestety żadna z nich się nie ukazała.
Jako ciekawostkę dodam, że  Przemysł doczekał się w końcu dziedzica. Udało mu się to z drugą małżonką Elżbietą. Jego syn Przemysł II  urodził się jako pogrobowiec, czyli  narodziny nastąpiły po śmierci ojca i odziedziczył po nim całe księstwo poznańskie. Wiele lat później Przemysł II w latach 1295-96 objął tron Polski.

 

7 thoughts on “Legenda Poznańska”

  1. Uspokajając wszystkich czekających na legendy informuję, że będą się one pojawiać tak jak zwykle w poniedziałki. Jedynie w przypadku wyjazdów, długich weekendów, czy czynników ode mnie nie zależnych (np. tsunami, trzęsienie ziemi, czy choroba), będą przesunięcia terminów, o których zostaniecie wcześniej poinformowani. 🙂

    Co do dzisiejszej opowieści, to mam nadzieję, że się spodobała.

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *