Owocowy świat – Tajlandia

Targ owocowy w Tajlandii

Tajlandia to kraj, w którym można by żyć jedząc wyłącznie owoce i to właśnie one będą czymś, za czym tęsknić będziemy najbardziej.W odróżnieniu od innych krajów regionu jak Kambodża czy Malezja w Tajlandii owoce znajdziemy na każdym kroku i nie dość że są powszechne to jeszcze tanie. W zasadzie każdy dzień zaczynaliśmy właśnie od nich.

Jak zaczynamy dzień

Co na śniadanie ? Uwielbiam zaczynać dzień na słodko i gdy Magda zajadała się jajkami, kurczakiem czy rybą ja wybierałem tajlandzkie naleśniki z owocami lub sticky rice (rodzaj kleistego ryżu) z mango albo bardzo dojrzałą papają. Potrawę tą podaje się polaną zagęszczonym słodkim mlekiem kokosowym, taki zestaw daje energię na wiele godzin.
Tajscy kucharze dodają owoce również do potraw obiadowych z kurczakiem lub owocami morza.
Na deser lodowy shake, dla mnie, mój ulubiony ananasowy a dla Magdy bananowy.
Popołudnie to własnoręcznie rozkrojony ananas, papaja lub gdy jest wyjątkowo upalnie, schłodzony arbuz.
Przez cały dzień owocowe przekąski z drobnych, wyglądających jak orzechy owoców longan czy zarośniętych i krwisto czerwonych rambutanów.
Upewnijcie się tylko, że owoce, które leżą na straganach są świeże a będziecie mieli pewność, że będą zdrowe, diabelnie słodkie i smaczne.
Jeżeli będziecie mieli trochę szczęścia to traficie na drzewa owocowe rosnące dziko, można wtedy sprawdzić jak dany owoc smakuje zaraz po zerwaniu z gałęzi. Nie dalej jak wczoraj, zupełnie przypadkiem, znaleźliśmy drzewo z wielkimi owocami pomelo. Zerwaliśmy jeden i teraz dochodzi w zacienionym miejscu pod stolikiem.

Nasze ulubione owoce rodem z Tajlandii

Poniżej opiszemy najbardziej przez nas lubiane owoce dostępne w Tajlandii, które trzeba bezwarunkowo spróbować.


Durian

Nasze największe rozczarowanie. Spodziewaliśmy się słodkiego, nieco waniliowego smaku w budyniowej konsystencji. Okazało się, że owszem konsystencja jest budyniowa i całkiem przyjemna ale smak … gdy będziecie mieli okazję sami się przekonajcie, podobno każdy odbiera go nieco inaczej. No i ten ciężki, trudny do wywabienia zapach. Durian zupełnie do nas nie przemówił, co dziwne jest to jeden z droższych owoców dostępnych w Tajlandii. Jedliśmy go jedynie na surowo, być może smażony lub pieczony jest smaczniejszy ale nie mieliśmy ochoty tego sprawdzać.

 

 

Dragon Fruit lub Pitaja

Smoczy owoc, ma kształt podobny do gruszki lecz pokryty jest łuskowatą skórką. Miąższ jest czerwony i słodki z czarnymi, drobnymi pestkami. Poza skórką w całości jadalny. Najsmaczniejszy jest gdy staje się nieco miękki w dotyku. Zaczyna wtedy też słodko i intensywnie pachnieć. Pitaja jest owocem kaktusa, który kwitnie tylko nocą, dlatego też roślinę tą nazywa się królową nocy. Istnieje jego odmiana o żółtej skórce, której miąższ jest biały z czarnymi.

 

 

Pomelo

Wszyscy znamy ten owoc od czasu gdy zaczął docierać do Europy z Chin. Przypomina grejpfruta, tyle że jest kilka razy większy, w smaku słodki z dużą ilością witaminy C. W Azji ma szerokie zastosowanie w medycynie naturalnej. Wywar z liści działa uspokajająco a kwiaty zwalczają zapalenia i infekcje. Dziwne dla nas było to, że w Bangkoku sprzedaje się owoc pomelo z torebeczką soli.  Przyznać muszę, że solony smakuje faktycznie całkiem dobrze.

 

 

Sugar apple

Jabłko cukrowe, owoc wygląda jak wielka truskawka z grubą zieloną lub szarą skórą, czyli niezbyt apetycznie. Pozory jednak mylą, wewnątrz znajduje się słodki, trochę budyniowy i bardzo sycący miąższ. Owoc bardzo nam smakował, trzeba pamiętać tylko, jak poinstruował nas sprzedawca, że należy go jeść gdy będzie nieco przejrzały, gdy skórka zacznie zmieniać barwę i łatwo da się otworzyć. Z miąższu przyrządza się naprawdę dobre, naturalnie słodkie lody.

 

 

Rambutan

Owoce wielkości śliwki w jaskrawo czerwonej skórce, pełnej miękkich kolców. To właśnie tym kolcom zawdzięczą swoją nazwę. W języku malezyjskim rambutan oznacza – owłosiony. Pod dość grubą skórką kryje się miękki, soczysty i słodki miąższ z dużą pestką. To jeden z naszych ulubionych owoców, na który po raz pierwszy natrafiliśmy po przylocie do Azji.

 

 

Papaja

Owoc niemal doskonały. Już Krzysztof Kolumb nazywał go owocem aniołów. Jest zdrowy i syty a także pyszny w smaku – zwłaszcza gdy jemy dojrzały, żółty i lekko miękki w dotyku. Najbardziej lubimy go na surowo, zwyczajnie obrany ze skóry i pozbawiony ziarnistego środka. Świetna przekąska zamiast czekolady czy innych słodyczy. Będąc w Tajlandii jedliśmy go niemal codziennie.

 

 

Mango

Bardzo lubimy ten owoc. Często rano dodajemy do go płatków owsianych albo naleśników. Żółta odmiana owocu jest słodsza od swojego zielonego kuzyna lecz nam smakują oba rodzaje. Ten żółty jest bardziej soczysty za to zielony można wygodnie kroić w kostkę i dodawać do sałatek. Gdyby nie papaja byłby to nasz ulubiony przysmak.

 

 

 


I to tyle z naszego koszyka ulubionych tropikalnych owoców. Nie wymieniłem bananów gdyż są tak powszechne, że trudno traktować je jak coś tropikalnego i nietypowego. Oczywiście bardzo lubimy banany, w Tajlandii mieliśmy możliwość jeść je prosto z drzewa i powiem wam te, ze sklepowych półek w Europie nie umywają się.
Gdy zawitacie do Azji zacznijcie próbować wszystkiego co znajdziecie na straganach. Nie tylko owoce świeże i pachnące ale też ich wersje suszone czy kandyzowane. Smaki jeżeli nawet was nie zachwycą to na pewno zadziwią.
Jeżeli uważacie, że nasza lista jest zbyt uboga i macie własne propozycje bardzo prosimy o informację o Waszych smakowo-owocowych odkryciach.

A teraz kilka przykładowych cen owoców na straganach i marketach z dala od plaż i centrów turystycznych na wyspie Koh Chang:

Papaja  – 30 bath
Mango żółte  – 40 bath
Mango zielone  – 15 bath
Banany (kiść około 7-8 sztuk) – 15 do 50 bath zależnie od wielkości owoców
Dragon Fruit – 40 do 50 bath za kilogram
Rambutan – 50 bath za kilogram
Pomelo obrany – 40 do 50 bath 

*(1 zł to około 10 bath)

 

4 thoughts on “Owocowy świat – Tajlandia

  1. Ja myślę że mieszkańcy Azji dlatego są tacy zdrowi i długowieczni bo jedzą owoce i warzywa przede wszystkim.
    Dobra dieta i łagodny klimat to wielki dar od boga jaki dostali mieszkańcy strefy równikowej.
    Macie wielkie szczęście żę starczyło wam środków i odwagi by odwiedzić te odległe kraje.

  2. Ale narobiliście mi smaku, najgorsze że u nas w sklepiku w biurowcu nie ma owoców , tylko kwaśne jabłka 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *