Stare kamienice w Kłodzku z rozpoznawalnym zegarem na rogu domu, odnowione domy,
Europa,  Gdzie byliśmy,  Polska

Kłodzko i jego największe atrakcje

Tym razem poniosło nas do miasta hen, hen daleko na południu Polski. W zasadzie nie planowaliśmy z Ewą wcześniej tego wyjazdu. Jednak tak się zdarzyło, że spontaniczność tym razem zwyciężyła i zamiast lepić pierogi i mordować karpia przygotowując tym samym świąteczne potrawy, stwierdziliśmy że wyekspediujemy szczuny do dziadków (bez których ani rusz), spakujemy furę i pojedziemy gdzieś daleko.  Choć by tylko po to by naładować akumulatory przed kolejnymi ciężkimi, szarymi, zimowymi dniami.

Wybór padł na pewne sanatorium w Polanicy Zdroju (wszak już jesteśmy w tym wieku, że powoli musimy poważnie myśleć o tego typu przybytkach 😉 ) i stamtąd szukaliśmy miejsc, które nas zaskoczą i zadowolą nasze wyszukane gusta turystyczne.

Jednym z miast które odwiedziliśmy  była Praga, o której już mieliście okazję poczytać, a drugim jak pewnie już zdążyliście się zorientować się po tytule było Kłodzko.

Jednak zacznijmy od początku

Kłodzko leży w dość ciekawym geograficznie miejscu Polski, nazywanym Kotliną Kłodzką. Kotlina ta jest otoczona przez góry Bardzkie, Góry Stołowe, Wzgórza Włodzickie, Wzgórza Ścinawskie, Góry Bystrzyckie, Góry Złote i Masyw Śnieżnika. Już z racji tak niesamowitego położenia, które gwarantuje niezapomniane widoki, nawet gdy ogląda się je tylko z siedzenia samochodu. Tereny te są odwiedzane licznie przez turystów z całego świata, a bynajmniej z całej Polski.

Jednak to nie walory przyrodnicze zagnały nas w ten zakątek. Przyciągnęły nas tu atrakcje samego Kłodzka i to właśnie o tych najważniejszych dzisiaj Wam opowiem. O tym co też zobaczyliśmy, dlaczego Twierdza Kłodzko rzuciła mnie na kolana (dosłownie i w przenośni). O szczurach w podziemiach Kłodzka, które przeraziły moją żonkę, tak że aż zapiszczała donośnie jak młoda dzierlatka, a także o tym czy w Kłodzku można się zgubić i czy w ogóle warto telepać się na koniec Polski by zobaczyć to miasto, dowiecie się już za moment.

Zaczynajmy!

TWIERDZA KŁODZKO

Mróz zacinał tego dnia niemiłosiernie, a wiatr potęgował jeszcze bardziej uczucie zimna.

Być może dlatego pani siedząca w kasie ze zdziwieniem spojrzała, że ktoś w ogóle stanął przed jej okienkiem kasowym i zapytał o możliwość zwiedzania Twierdzy Kłodzko.

Jednak widząc nasze uśmiechnięte, choć zmarznięte buzie, pokręciła tylko z niedowierzaniem głową i po sprzedaniu nam biletów, wskazała miejsce w kącie sali  i rzekła

– Państwo poczekają na przewodnika. Zaraz przyjdzie –  Tak wiec nim zjawi się przewodnik i poprowadzi nas ku przygodzie, mamy chwilkę by dowiedzieć się czegoś na temat historii tego miejsca, a jest ona dość ciekawa.

Twierdza Kłodzko, atrakcje, blog, podróżniczy,
Pierwsze skojarzenie – wybieram bramę numer 3

Pierwsza wzmianka o budowli obronnej, która znajdowała się na wzgórzu górującym nad Kłodzkiem pojawiła się już w roku 981 w kronikach czeskiego kronikarza Kosmasa.

Trochę historii miasta Kłodzka

Był to najprawdopodobniej drewniany gród, który w roku 1114 został spalony przez czeskiego księcia Sobiesława. Walory strategiczne tego miejsca zmusiły jednak Sobiesława do przemyślenia swojego czynu i w roku 1129 odbudował on warownię osadzając na niej swojego człowieka – Gronzatę.

Kolejne lata przynosiły za sobą kolejne rozbudowy. Gród poszerzano, umacniano, budowano nowe studnie i nowe domy, aż w końcu w latach 1557-1560 rozbudowano twierdzę o zamek średni i niższy, robiąc z niego trudny orzech do zgryzienia dla potencjalnych śmiałków. Takich co to siłą by chcieli nim zawładnąć.

Jednak jak się okazało kilkadziesiąt lat później umocnienia okazały się niewystarczające i w roku 1622 po bitwie na Białej Górze, gdzie wojska w większości złożone z Niemców przetrzepały solidnie skórę czeskim żołdakom. Twierdza przeszła pod panowanie cesarskie. Niemcy widząc potencjał w zabudowaniach twierdzy przystąpili do prac tak zwanych remontowo – budowlanych.

Poniszczyli co było już przestarzałe i dobudowali to, co było do pobudowania nowego. Jednak największe prace zostały rozpoczęte w roku 1743, kiedy to do warowni, opanowanej przez Prusaków, przybył na polecenie Fryderyka II, francuski architekt, fortyfikator generał Gerhard Cornelius de Wallrave.

Stanął on wtedy nad planami obecnej twierdzy, popatrzył na nią zniesmaczony z daleka i zapewne rzekł do swojego ordynansa, pochłaniając kolejnego ślimaka

– Non, Non. Nie podoba mi się. Merde! – Po czym nakazał zburzyć resztki starego zamczyska, a na jego ruinach wznieść taką twierdzę, że „ohhoho-klękajcie narody” i to co zbudował właśnie mamy okazję dzisiaj zwiedzać.

Całe szczęście dla Was, że w końcu zjawiła się miła Pani przewodnik i zabrała nas i jeszcze jedną zziębniętą parkę na godzinną przeprawą umocnieniami Twierdzy, bo pewnie już ziewacie zanudzeni. Przecież ile można czytać o jakichś tam generałach, cesarzach i innych dystyngowanych jegomościach. Prawda? I macie rację – nie za dużo. Tak więc co to miejsce oferuje nam dzisiaj?

Twierdza Kłodzko, blog podróżniczy, zwiedzanie, atrakcje,
Jak sobie pomyślę, że jestem szeregowym żołnierzem i przede mną stoi zadanie zdobycia Twierdzy, to chyba bym sobie nogę sam odstrzelił.

Po pierwsze widok z twierdzy na położone u jej stóp Kłodzko – PETARDA.

Zgodnie z tym co powiedziała nam przewodniczka mieliśmy wyjątkowe szczęście, że o tej porze roku mieliśmy taką widoczność. Zresztą macie okazję zobaczyć na zdjęciach, które zrobiłem, ze faktycznie widok zapiera dech w piersi. Oprócz tego, mamy możliwość zobaczenia umocnień z bliska i wysłuchaniu opowieści o tym jak to dawniej się w tym miejscu żyło.

Mamy jeszcze okazję przyjrzeć się  kilku fajnym ekspozycjom pokazującym życie żołnierzy, którzy musieli pełnić w tym miejscu służbę, a wszystko to podane naprawdę w niesamowicie profesjonalny sposób. Naprawdę, bez kitu – życzę sobie i Wam by oprowadzali nas tak profesjonalni przewodnicy, jakich mieliśmy okazję spotkać w Kłodzku.

Ale dobra dość słodzenia, co jeszcze można zobaczyć?- zapytacie. Bo przecież kilka armat, jeden prawie rudy czołg i kilka kukiełek żołnierzy to chyba nie wszystko?. Co to, to nie. Drugim etapem wycieczki są podziemia – tak zwane tunele kontrminerskie.

Tunele kontrminerskie

Od razu wyjaśnię dlaczego taka nazwa. Kiedyś jak powstawała jakaś warownia i podchodził pod nią wróg który chciał ją zdobyć, to zaczynał on od budowania tuneli. Gdy w końcu podkopał się pod taką twierdzę, wystarczyło podłożyć kilka ładunków wybuchowych, odpalić lonty, schować się w okopie, zakryć uszy i podziwiać dzieło zniszczenia.

Jednak budowniczowie umocnień też nie byli w ciemię bici i wiedzieli, że takie tunele mogą powstawać, więc stwierdzili zapewne przy czymś mocniejszym

– A może wybudujmy swoje tunele, które będziemy w razie oblężenia sami częściowo wysadzać razem z tunelami wroga? – Pomysł okazał się skuteczny i właśnie te tunele, które udostępnione są zwiedzającym tutaj, to właśnie są tunele kontrminerskie.  

Kłodzko, podziemia, blog, podróżniczy, papiery, stół, muzeum, atrakcje,
Biuro troszkę słabe: bez okien, zawilgocone i od czasu do czasu szczur po nogach przeleci, ale bynajmniej petentów mało

Długość trasy jaką mamy oddaną do dyspozycji jest wystarczająca by naprawdę wczuć się w ten klaustrofobiczny klimat i wynosi coś około jednego kilometra. Jednak nie ma co się obawiać że nie dacie sobie z nią rady, bo dają sobie z nią radę nawet dzieciaki.

Z nami wchodziła grupa zuchów, dla których mroczne wilgotne pomieszczenia okazały się nie lada atrakcją i ciągle zadając pytania, bez strachu w oczach przechodzili kolejne coraz bardziej zmniejszające się korytarze.  Sami też szliśmy zadowoleni, aż  tu nagle zostaliśmy wprowadzeni do tunelu, który miał tylko  90 centymetrów wysokości i chcąc nie chcąc, musiałem paść na kolana i przepełznąć z zawieszonym na szyi, coraz bardziej ciążącym aparatem.

Jednak było warto i mimo utytłanych kolan zarówno ja, Ewa jak i pozostali uczestniczy przeprawy wyszli uśmiechnięci od ucha do ucha na dziedziniec twierdzy, skąd podążyli dalej, każdy  w innym kierunku, a my wystartowaliśmy w poszukiwaniu podziemi, tym razem średniowiecznych znajdujących się pod miastem.

PODZIEMNA TRASA TURYSTYCZNA

Wspominałem na początku czy można się zgubić w Kłodzku? Można! Zawsze mnie zadziwia brak jakichkolwiek znaków prowadzących do atrakcji turystycznych. Naprawdę sytuacja taka, że człowiek kręci się rozkładając co chwile bezradnie ręce zdarza się w Polsce nadzwyczaj często i nie inaczej jest w przypadku Kłodzka.

Znaleźć jakikolwiek znak, który wskaże nam drogę, to po prostu jest wyczyn. Pewnie, są nawigacje w telefonach, no ale przecież nie będziemy łazić po małym mieście prowadzeni przez Hołowczyca czy innego pilota – prawda? Wiec łaziliśmy wypatrując jakiegoś znaku  i w końcu trafiliśmy po kilkunastu minutach błądzenia do budynku pod Twierdzą, z której przed chwilą zeszliśmy, z wielkim napisem na ścianie Podziemna Trasa Turystyczna i (tutaj dramatyczna pauza) dowiedzieliśmy się

– Nie, to nie tutaj. Tu jest WYJŚCIE! Wejście jest tam na dole, za kolegiatą – Więc podreptaliśmy we wskazanym kierunku za kolegiatę (której nie ma szans zwiedzać nawet jak bardzo się chce , bo jak się dowiedzieliśmy, zmienił się kościelny i nie wpuszcza, na zasadzie- NIE, BO NIE!) i po dotarciu do niej stanęliśmy po raz kolejny wryci, bo zamiast wejścia natrafiliśmy na ogrodzenie. Dopiero kilka niecenzuralnych słów później dotarliśmy w końcu na miejsce.

Pamiętacie może jak opisywałem podziemia w Opatowie? Tak? No to dobrze, bo bynajmniej nie muszę po raz kolejny opisywać przeznaczenia tych tuneli, bo służyły do tego samego, czyli przechowywania towarów i służenia za schronienie w razie niebezpieczeństwa i mogę od razu przejść do tego co najlepsze czyli zwiedzania.

Kłodzko, podziemia, ewa, baranowska, blog, podróżniczy,
Tu jeszcze przed spotkaniem ze szczurami 🙂

Po początkowym zniechęceniu, spowodowanym błądzeniem, podziemia okazały się jednak na tyle fajne, że po pierwszej minucie negatywne emocje opadły i powróciła ciekawość. Tunele w przeciwieństwie do tych z twierdzy zwiedzamy sami i nie ma z tym najmniejszego problemu, bo są wyposażone w systemy audio i video, które opowiadają nam o ich przeznaczeniu, a ekspozycje ukazujące codzienne życie mieszkańców dopełniają je w całości.

Oczywiście znacie moją mroczną naturę i mi najbardziej przypasowały opisy autentycznych procesów jakie miały miejsce w Kłodzku, wraz z karami jakie wymierzane były winowajcom. I tak łaziłem i czytałem, o odrąbanych kończynach, nadziewaniu na pal i paleniu na stosie, aż tu nagle z zadumy wyrwał mnie pisk Ewy, która wczepiwszy mi się w ramię palcem wskazała kierunek, a tam na podłodze wielgachny szczur z kolegami.

Byście widzieli jej wzrok gdy spojrzała na mnie z wyrzutem, jak parsknąłem śmiechem, bo okazało się że to tylko dość cwana projekcja.  Od tego momentu już szliśmy romantycznie razem za rękę, bo lepiej przecież nie ryzykować, że jakiś włochaty holograficzny potwór z długim łysym ogonem, po raz kolejny przebiegnie nam drogę i w końcu doszliśmy wyjścia, do którego trafiliśmy na samym początku.

MOST ŚWIĘTEGO JANA

Każdy zachwyca się Pragą i mostem Karola, a tu niespodzianka! Nie jesteśmy gorsi i też mamy czym się pochwalić w temacie mostów. Co prawda to nie te gabaryty, bo ten z Kłodzka jest kilkukrotnie mniejszy,  ale i tak to inżynierskie cudeńko robi niemałe wrażenie.

Powstał on najprawdopodobniej w roku 1281 bo taka data jest wyryta pod figurą Chrystusa na krzyżu, jednak nie jest to pewne, bo nie zgadza się ona z drugim źródłem, czyli kroniką Promnitza, który podał datę 1286. Jednak przecież nie będziemy kłócili się o 5 lat tylko porozmawiamy o jego walorach estetycznych.

Ten kamienny most przebiegający nad rzeką Młynówką jest ozdobiony posągami ufundowanymi na przestrzeni wieków, przez bogatych mieszkańców Kłodzka i jednym słowem jest po prostu śliczny. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że jest to punkt obowiązkowy każdej wycieczki zapędzającej się w te tereny.

Kłodzko, most, świętego, jana, atrakcje, blog, podróżniczy,co, zobaczyć,
Jak by ktoś się zastanawiał gdzie rzeka po mostem, to jest za barierką 🙂

Jako ciekawostkę dodam, że posiada od drugą, nieoficjalną nazwę – „most na jajach”, a wzięła się ona stąd, że podczas budowy  okoliczni chłopi musieli dostarczać jaja, z których uzyskiwano białko służące do umacniania zaprawy. Jak widać taki system okazał się skuteczny, bo most stoi i ma się dobrze.

PODSUMOWUJĄC

Pewne niedociągnięcia są, jak chociażby brak oznakowań, zamknięta kolegiata, czy peerelowska zabudowa obok gotyckiego mostu, jednak zdaję sobie sprawę, że nie od razu Rzym zbudowano i pewnie potrzeba troszkę czasu by miasto jeszcze bardziej wypiękniało. Jednak mimo to warto jechać do Kłodzka, bo ma ono to coś, co przykuwa uwagę -fajną historię i rewelacyjne zabytki. Jak jeszcze spełnią się marzenia pani przewodnik i zostaną rozpoczęte prace na Twierdzy udostępniające podziemne zbiorniki wodne w taki sposób by można po nich popływać, a podobno są gigantyczne, to uwierzcie mi, Kłodzko z roku na rok będzie coraz mocniej oblegane przez turystów.

Tak więc jak przypadkiem będziecie gdzieś w Górach Stołowych, zjedzcie z utartego szlaku i pędźcie do Kłodzka. Nasze Szlaki zdecydowanie polecają to miasto jak ciekawą alternatywę spędzenia całego dnia.

LEGENDA (raczej nie dla dzieci)

Dawno, dawno temu. Gdy jeszcze na wzgórzu zamkowym wznosił się niepozorny drewniany dwór, a puszcza otaczała okolicę, dając schronienie niezliczonej ilości zwierzyny.  Na tronie wykonanym przez najlepszych lokalnych rzemieślników umieszczonym w centralnym punkcie grodu,  zasiadła piękna niewiasta o imieniu Waleska. Jej niewątpliwa uroda jednak nie była jej jedyną zaletą. Mężna to była kobieta i silna ponad miarę, którą podobno zawdzięczała zwisającym do pasa magicznym włosom.

Naoczni świadkowie twierdzili, bijąc się w piersi i zaklinając na pogańskie bóstwa, że zdolna była do rzeczy niemożliwych, jakich nikt inny nie potrafił by uczynić. Wielu z nich na własne oczy widziało jak podczas hucznych przyjęć na dworze zabawiała  zebranych gości pokazem gięcia i  łamania podków gołymi rękoma.  Jak by tego było mało  strzały wypuszczone z jej żelaznego łuku leciały na wiele mil, zawsze dosięgając celu, nawet tego najmniejszego.

Przez wiele lat władczyni sprawiedliwie rządziła swoimi ziemiami, które dzięki jej protektoratowi rosły w siłę i bogactwo. Niestety, w parze z jej urodą i niesamowitą siłą, szła niepohamowana rządza władzy i bogactwa, która coraz częściej dochodziła do głosu. Stanowiło to mieszankę toksyczną, która po niedługim czasie doszczętnie zatruła duszę Waleski. Władczyni ciągle pragnąc więcej i więcej, zwróciła swe śliczne zielone oczy, które skradły serce niejednego młodego kawalera, w stronę zakazanych praktyk.

Ostrzegali ją doradcy, że nic dobrego nie wyniknie z przywoływania  demonów, diabłów i upadłych bóstw, jednak Waleska czując swoją powiększającą się moc, nie zrezygnowała. Wręcz przeciwnie, usunęła sprawnie „fałszywych” doradców  i w końcu nadeszła noc kiedy zaprzedała duszę diabłu.

Mrok otulił krainę czarnym płaszczem śmierci. Tam gdzie jeszcze do niedawna tańcowano do białego rana ciesząc się z życia, dziś rozstawiano rzędy szubienic na których poruszane podmuchami chłodnego wiatru, tańczyły bezwładnie rozkładające się ciała przeciwników krwawych rządów Waleski. Już nie było słychać radosnego śpiewu praczek piorących bieliznę w szemrzących strumieniach, zamilkł także śmiech dzieci, dla których skończyło się beztroskie dzieciństwo, a zaczęła się praca ku chwale  Pani na Zamku.

– Co począć? – szeptali chłopi nerwowo rozglądając się, czy przypadkiem nie podsłuchują ich rozmów siepacze Waleski – Naszą piękną Panią opętał demon. Jak nic nie zrobimy to nasze truchła niedługo użyźnią ziemię, która jeszcze niedawno karmiła nas jak matka.

Kłodzko, podziemie, zwiedzanie, atrakcje, turystyczne, blog, podróżniczy,
Piotr zmusza mnie do podpisywania zdjęć, ale do tego akurat mi zabrakło weny.

Nie widząc innej możliwości, uradzili pewnego deszczowego dnia w zaciszu karczemnej piwnicy, że grupa najsilniejszych i potrafiących obchodzić się z bronią chwatów zakradnie się w bezksiężycową noc pod mury zamku, a następnie przejdzie do komnat władczyni, gdzie wymierzą jej sprawiedliwość. Z wejściem na zamek, jak stwierdzili nie będzie problemu, bo sługi Pani na zamku, także cierpią katusze niemiłosierne i z chęcią zrzucą jarzmo tyranii. I faktycznie, służba a nawet część wojów królowej, bez wahania zgodziła się pomóc spiskowcom.

Waleska nawet nie zdążyła otworzyć ust ze zdziwienia, gdy na kamienną posadzkę opadły odcięte jednym sprawnym ruchem jej magiczne włosy. Nie zdołała pochwycić też sprawcy bo natychmiast pochwyciło ją  tuzin silnych rąk, a ktoś z zebranego tłumu podciął jej nogi, zmuszając niegdyś niezwyciężoną władczynię, do klęknięcia przed oprawcami.  Młody kowal Maciej, który od najmłodszych lat kuł rozgrzane żelazne sztaby żelaza, uderzył ją potężną spracowaną pięścią mierząc dokładnie w lewą skroń. Królowa upadła.

Ból głowy, jaki towarzyszył Walesce, gdy powolnie odzyskiwała przytomność nie należał do najłagodniejszych. Jednak gorsza od bólu okazała się świadomość, że chłopi z zemsty zamurowali ją w  murze zamkowych. Na nic zdały się groźby i błagania. Na nic zdało się też przywoływanie demonów, które jeszcze niedawno tak skwapliwie wykonywały polecenia Waleski. Nikt nie przybył i nikt też nie pożałował.  Jedynie na krzyki umierającej z głodu odpowiedziała kostucha, która cierpliwie, do samego końca przyglądała się z nieskrywaną satysfakcją konającej władczyni.

Czytelniku! Jeżeli spodobał Ci się tekst i legenda, lub spodobały Ci się  zdjęcia. Proszę udostępnij dalej swoim znajomym, niech też mają okazję oderwać się choć na chwilę od spraw życia codziennego i poczytają coś ciekawego 😉

Dziękujemy – NASZE SZLAKI


 

 

Michał Baranowski

Autor artykułów i fotografii na blogu podróżniczym Nasze Szlaki. Podróżnik na pół etatu. Najlepiej czuje się w mrocznych, wilgotnych podziemiach starych zamczysk, gdzie dokopuje się do mrocznych tajemnic i legend.

13 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *