Podziemia w Opatowie w województwie świętokrzyskim-co zobaczyć-atrakcja-turystyczna-tajemnica-legendy

Opatów i jego tajemnicze podziemia

Hej. Po raz kolejny wracamy do województwa świętokrzyskiego, które zachwyca swoimi zabytkami, pięknie utrzymanymi  miastami i niesamowitymi legendami o straszliwych diabłach, których także nie zabraknie w naszej tradycyjnej legendzie.

Dzisiejszym  celem naszej wyprawy jest Opatów, mała miejscowość położona na Wyżynie Sandomierskiej, która przyciąga jak magnes niezliczoną ilość turystów. Dlaczego tak jest, o tym dowiecie się już za momencik. Jeszcze nim wyjechaliśmy na wyprawę, wiedzieliśmy że niech się wali i pali, ale do Opatowa trzeba koniecznie wjechać.

Dlaczego warto odwiedzić Opatów

Powodów było kilka. Po pierwsze  i chyba najważniejsze, to chęć zwiedzenia słynnych podziemi opatowskich, które schowane głęboko pod rynkiem czekają na swoich odkrywców. Po drugie słodycze – dzieciaki nie dały by nam spokoju gdybyśmy nie pojechali na Krówki Opatowskie, które podobno są najlepsze we wszechświecie ;). No i po trzecie legendy, których akurat w Opatowie nie brakuje. Są białe damy przemierzające wspomniane wcześniej podziemia.

 

Są czarownice które latają na miotłach po opatowskim niebie i też są diabły, które czyhają na tych mniej ostrożnych, nieprowadzących się zbyt porządnie. Jak widzicie wybór tego miejsca jako cel podróży ma solidne uzasadnienie. Tak więc przygotujcie się! Zaparzcie sobie kawkę, herbatę, bądź nalejcie coś mocniejszego w szklanice i ruszamy ku spotkaniu historii.

Krówki z Opatowa. Słynne słodycze ulubione przez dzieci. Oryginalne receptury. Kolorowe opakowania.
Krówki opatowskie – słodki przysmak produkowany od roku 1980 według oryginalnych receptur. Co ciekawe jest to jedyna krówka w Polsce która ma swoje święto . Pierwsze Święto Krówki Opatowskiej współfinansowane ze środków szwajcarskich w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej odbyło się w 2013 r.

Opatów należy do najstarszych miast Polski.  Pierwsze osadnictwo datowane są na przełom X i XI wieku kiedy to powstał pierwszy gród o nazwie Żmigród.  Natomiast pierwsza wzmianka o Opatowie pochodzi z dokumentu wystawionego przez Kazimierza Sprawiedliwego w roku 1189.

Dzięki temu, że przez Opatów przechodziły ważne szlaki handlowe rozwijało się ono na tyle prężnie, że po niedługim czasie zasłynęło ze swojego bogactwa. Jako ciekawostkę w tym miejscu należy dodać, że miasto to zasłynęło nie tylko potężną ilością bogatych kupców, którzy dzięki swoim umiejętnościom handlowym pomnażali swoje majątki. Robili to w zastraszającym tempie i z powodu braku miejsca na swoje towary zaczęli wgryzać się w ziemię. Niczym krasnoludy wgryzły się w skały Morii wykopując coraz nowsze komnaty.

Templariusze w Opatowie

Do Opatowa przybyli także, na zaproszenie Henryka Sandomierskiego,  templariusze ze wszystkimi swoimi tajemnicami. Co prawda ich pobyt w tych terenach opisuje jedynie Jan Długosz w swoich kronikach i dlatego nie jest to sprawdzona informacja, ale nic też nie wskazuje na to by była ona fałszywa. Podobno pozostałością po zakonie rycerzy spod znaku czerwonego krzyża jest najcenniejszy zabytek Opatowa – Kolegiata Św. Marcina, której widoczne z daleka okazałe wieże, witają przybywających turystów.

Opatów - Kolegiata Opatowska. Atrakcja turystyczna i ciekawe miejsce.
Kolegiata opatowska, zachowana w pierwotnym obrębie murów, uległa w ciągu swego istnienia kilku przebudowom. Pierwsza, znaczniejsza przebudowa obiektu miała miejsce w drugiej ćwierci XIII w., którą prawdopodobnie przeprowadził warsztat cysterskich budowniczych czynnych przy wznoszeniu zabudowań opactwa w Wąchocku.

 

Jak już wspomniałem wcześniej Opatów bogacił się, a informacja o tym szła w świat razem z wędrującymi kupcami. Dlatego też coraz częściej w stronę Opatowa zwracały się oczy rządnych bogactw łupieżców wszelkiej maści i tak w roku 1502 pod murami miasta stanęła horda tatarska.

Tatarscy najeźdźcy w Opatowie

W niedługim czasie Tatarzy całkowicie zrównali miasto z ziemią paląc, grabiąc i mordując. Na tyle wprawieni w swoim fachu byli najeźdźcy, że doprowadzili do wyludnienia okolicy na długi okres czasu. Z tymi tragicznymi zdarzeniami wiąże się pewna legenda. Mówi ona o młodej żonie kupca, która skryła się przed wyposzczonymi tatarami szukających branek w piwnicach swojego domu. Tam udało się jej przetrwać makabryczną zawieruchę.

Jednak gdy opuściła swoją kryjówkę i zobaczyła męża, swoich przyjaciół i służących bestialsko zamordowanych, postanowiła wrócić do podziemi i tam dokończyć swojego żywota. Dzisiaj podobno krąży w ciemnościach pod postacią Białej Damy (ile to już ich opisywałem ? Od czasu do czasu pokazuje się turystom.  Dlatego też ochoczo podreptaliśmy do kasy biletowej i po niedługim czasie, szliśmy coraz głębiej i głębiej prowadzeni przez bardzo miłą i kompetentną Panią przewodniczkę.

Same podziemia, które były naszym głównym celem wycieczki, są pozostałością tak jak pisałem wcześniej po piwnicach kupieckich.

Opatowskie podziemia

Jako że Opatów leżał na skrzyżowaniu wielu szlaków handlowych prowadzącymi między innymi z Frankfurtu, Brna, Koszyc, Wilna i Gdańska, to naturalnym było że miasto przyciągnęło wielu kupców, którzy osiedli tutaj na stałe. Handlowano wszystkim co miało jakąkolwiek wartość m.in. sprzedawano przyprawy i korzenie. Herbatę, kawę, tytoń, orzechy, wina, piwa i miody. Miasto miało także przywilej składu na sól i śledzie. Nie obce były także futra, dewocjonalia i biżuteria.

Tak więc był popyt i była podaż. Jednak jedyne czego brakowało to składów, gdzie można było bezpiecznie przechowywać towary. Miasto przecież nie jest z gumy i nagle murów miejskich nie rozciągnie. Dlatego też sprytni kupcy już w XIII wieku postanowili wydrążyć sobie pod własnymi domami piwnice. Czym więcej drążono, tym więcej towarów sprowadzano. Czym więcej sprowadzano, tym mniej było miejsca więc drążyli dalej i głębiej, aż w końcu powstało miasto pod miastem. Przez wiele wieków służyło ono mieszkańcom Opatowa za magazyny i schronienie gdy wróg zbliżał się do bram.

Podziemia w Opatowie. Atrakcja turystyczna, ciekawe miejsce do zobaczenia.
Dzieciakom się podobało, może troszeczkę mniej Gosi, która po kilku pomieszczeniach zaczęła marudzić, ale Marysia jak zwykle pochłaniała wiedzę z pełnym zainteresowaniem.

Gdy znaczenie Opatowa jako ośrodka handlowego spadło, opustoszałe poziomy piwnic odeszły w niepamięć.  Przypomnieli sobie  o nich podczas II wojny światowej żołnierze AK, którzy w przepastnych piwnicach urządzili strzelnicę. W tym mrocznym okresie schronienie znalazło tutaj także wielu mieszkańców Opatowa pochodzenia żydowskiego. Gdy wojenna zawierucha opadła, po raz kolejny cieć korytarzy okazała się zbędna, co gorsza pojawił się problem osiadania budynków, które zapadały się pod swoim ciężarem. Całe szczęście, że pojawili się zapaleńcy, dla których to miejsce nie było tylko dziurą w ziemi którą należy zasypać i już w roku 1971 podjęto kompleksową akcję ratunkowo-zabezpieczającą.

Ratowanie podziemi

Ogromny wkład w ratowanie miasta oraz zabezpieczenie zabytkowych piwnic mieli profesor Strzelecki i Zalewski i opracowana przez niech polska metoda naukowa „Z-S” (od ich nazwisk)  górniczego zabezpieczania obiektów zabytkowych,  a także górnicy z Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w Bytomiu. To właśnie dzięki nim dzisiaj możemy bezpiecznie podążać wytyczona trasą podziemną, ciągnącą się przez 3 kondygnacje do głębokości 14 metrów i długości 500 metrów.

Tak więc zwiedzaliśmy, posłuchaliśmy przewodniczki, Białej Damy nie zobaczyliśmy – niestety. Dzieciaki powoli zaczęły marudzić, szczególnie Gosia, którą Ewa niestety musiała targać na ramionach przez wszystkie korytarze. Nadszedł więc czas zakończenia wyprawy. Jednak nim to nastąpiło pozostało jeszcze zakupić Krówki Opatowskie, które podobno mają taki smak, jak żadne inne. Udaliśmy się więc do pobliskiej informacji turystycznej, gdzie już z daleka kolorowe pudełeczka kusiły przechodniów.

Czy są tak pyszne jak opowiadają tego nie powiem, bo ze słodyczy to najlepiej lubię golonkę, ale dzieciaki powiedziały, a raczej próbowały coś powiedzieć poprzez zaklejoną buzię, że są nieziemskie. Tak bynajmniej mi się wydaje, że to – mhmmsmm..mlask…mhmmm – właśnie to oznaczało.

Podsumowując

Opatów jest rewelacyjny. Zabytki są niesamowite, a trasa podziemna mimo, że lekko mnie zawiodła, bo w zasadzie były tylko puste ściany(oczekiwałem jakiś wystaw) i jedynie świetna przewodnik ratowała sytuację, też jest warta zobaczenia. Więc  jak tylko będziecie na tych terenach, to nie zasuwajcie od razu do Sandomierza, o którym już niedługo napiszę, tylko przystańcie na parkingu pod murami i powędrujcie naszym szlakiem – Polecam.

LEGENDA

Zastanawiałem się jaką legendę Wam dzisiaj napisać, aż tu nagle podczas poszukiwania zarysu opowieści natrafiłem na stronę http://swietokrzyskie.regiopedia.pl gdzie moim oczom ukazał się tekst legendy o czarcim kamieniu. Jest tak fajnie napisana przez Pana Wojciecha, że postanowiłem jej nie pisać tym razem własnymi słowami i wrzucam ją w całości. Nie ingeruję w tekst, bo uwierzcie mi naprawdę nie trzeba – Zapraszam do lektury.

Przy ognisku na samym skraju Łysej Góry siedziały opatowskie czarownice. Było ich cztery: Liguta, Wekselda, Gandwana i Chwiałka. Wszystkie rude, zielonookie, zezowate i rozkrzyczane ponad miarę. Radziły coś wymachując rękami i potrząsając rozczochranymi włosami. Dookoła paliło się wiele ognisk, przy których siedziały przybyłe na sabat czarownice wraz z ich czarcimi kamratami, ale one czekały na swojego kompana – diabła Gunbolta.

Przybył wreszcie wyłaniając się z głębi ziemi, która przed chwilą otwarła swoje czeluście. Gunbolt był to potężny diabeł ubrany w długi surdut zdobny w złocone guziki. Diabeł miał muskularne cielsko, długą kozią twarz zdobną zakrzywionymi rogami, krowi ogon wystający spod surduta sprytnie włożył za cholewę prawego buta. Kłaniali mu się wszyscy dookoła z wielką czołobitnością. Czarownice dopadły go uśmiechając się, poprowadziły do ogniska, gdzie czekało go umoszczone siedzisko i piekły się całe stosy żab.

Diabeł kiedy już podżarł zdrowo, sapnął i potoczył wokoło wyłupiastymi ślepiami.

– No co tam u was słychać – zagadnął po chwili.

Czarownice jedna przed drugą zaczęły opowiadać, a skarżyć się na ciężkie czasy. Ale najważniejsze zostawiły na koniec. Otóż najbardziej dla nich nienawistna była kolegiata opatowska, a zwłaszcza jej strzeliste wieże. Niejeden raz lecąc na miotłach w noce bezksiężycowe, rozbijały się o jej potężne kopuły, tłukąc się nieznośnie, a Liszka przy okazji wybiła sobie także dwa ostatnie zęby. Poczęły tedy kumotra prosić: zmiećże tę przeklętą kolegiatę raz na zawsze.
Diabeł zadumał się srodze. Sprawa była nieprosta. Trzeba by było porwać głaz duży a ciężki z Gór Świętokrzyskich, do Opatowa dolecieć i na kolegiatę spuścić.

Nie bardzo mu się to uśmiechało, skrzywił się wiec tęgo. Ale wiedźmy jak to baby, nuż diabła przekonywać. I póty go nudziły, aż się diablisko zgodziło. Porwał tedy Gunbolt ciężki głaz górski, rozwinął nietoperzowe skrzydła i począł lecieć w stronę Opatowa. Zrazu leciało mu się dobrze wysoko i lekko. Ale im dalej, tym bardziej głaz mu ciążył i począł mu się wyślizgiwać. Diabeł oddychał coraz ciężej i leciał coraz niżej. Na dodatek wiedział, iż musi do Opatowa dolecieć przed świtem, bo potem moc czartowska nie działa. A noce czerwcowe są przecież krótkie. Poderwał się więc ostatkiem sił do góry i wtedy zobaczył strzeliste wieże opatowskiej kolegiaty. Ucieszył się niezmiernie – już był blisko. Ale na dole w pod opatowskiej wsi na dach kurnika wytoczył się kogut.

Zawsze sprawdzał, czy już świta i czy nie trzeba budzić ze snu rozmamłanych i bałaganiarskich kur. Spojrzał więc w lewo, spojrzał w prawo, dostrzegł pierwsze promyki świtu i rozgłośnie zapiał. W diabła jakby grom uderzył, wypuścił co prędzej głaz z rąk i uciekł w czeluście piekielne, a głaz z głośnym pluskiem spadł na pod opatowskie łąki między kościołem i klasztorem o. Bernardynów a Kolegiatą. I leży tam do dziś, a miejscowi zowią go diabelskim lub czarcim kamieniem.


INFORMACJE i CENNIK:

Kolegiata p.w. Św. Marcina w Opatowie

Cena biletów: Normalny 2 zł, Ulgowy 1 zł

Podziemna Trasa Turystyczna

Bilet Ulgowy 8 zł; Normalny 12 zł

Oficjalna strona podziemi Opatowa


 

18 thoughts on “Opatów i jego tajemnicze podziemia”

  1. Chociaż jestem rodowitą opatowianką legendy o Czarcim kamieniu nie znałam a jest świetna! Także postać Białej Damy nie była mi bliżej znana,wiedziałam tylko tyle że “jest”.Super artykuł i fenomenalne zdjęcia.

      1. Bez przemocy i krwi to bajki dla dzieci moje panie, rzeczywistość jest bardziej brutalna. Jeżeli opowiadanie ma mieć cokolwiek wspólnego z faktami musi opowiadać o tym jak było naprawdę, a było mrocznie, krwawo i niesprawiedliwie dokładnie tak jak pisze Michał 🙂

    1. Warto. Fajne małe miasteczko o bogatej historii. Jak ktoś lubi zabytki sakralne to koniecznie musi odwiedzić kolegiatę. Poza tym całkiem zgrabny ryneczek, no i pozostałości murów miejskich z bramą warszawską na czele też sprawiają całkiem pozytywne wrażenie.

    1. Pamiętam lata całe temu dziadek opowiadał że z bratem buszowali po tych podziemiach, wiecie jak nie było jeszcze kontroli i można było wchodzić wszędzie. Co wytrwalszy mógł nawet jakieś fanty znaleźć. Gdzieś tam chyba nawet w starym domu jeszcze stały skrzynki drewniane wyciągnięte z podziemi.

        1. Chyba każdy, u którego stwierdzono gen przygody, ma takie marzenie. Opuszczone strychy na które nikt nie zaglądał od 2 wojny światowej. Zapuszczone piwnice. Stodoły, gdzie pod stertą siana ukrywają się skarby motoryzacji. Ehh…rozmarzyłem się.

    1. No właśnie wszędzie gdzie się nie spojrzy na zdjęcia z podziemi opatowskich to ekspozycje są. Nie wiem czy akurat mieliśmy pecha i nie było jakiejś akcji z wymianą eksponatów. Jednak mimo że było pusto, to naprawdę Pani przewodnik tak potrafiła opowiadać o historii tego miejsca, że nie było to jakimś większym problemem.

    1. Też zauważyłem że Michał taki raczej samotny na tych fotografiach. Za to ta druga ekipa to bardziej skupia się na żeńskiej części zespołu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *