Wieś Lanckorona leży w województwie małopolskim i powiecie wadowickim.
Dziś czeka nas wyprawa do pięknej, małopolskiej wioski, która gdyby nie kilka zaburzających otoczenie betonowych elementów, wyglądałaby zupełnie jak zatrzymana w czasie. Lanckorona, bo to o niej mowa, przypomina jeden, wielki skansen i zdecydowanie warto ją odwiedzić.

Wszystko za sprawą zabytkowych chat, których jest tutaj bez liku, jak i świetnych lodów, nad którymi rozpłynę się co nieco pod koniec artykułu. Tak więc, jeżeli jesteście ciekawi atrakcji Lanckorony, to usiądźcie wygodnie i poczytajcie to, co dla Was przygotowaliśmy.
Zapraszam!
Krótka lekcja historii Lanckorony

Jest naszą szlakową tradycją, że zawsze piszemy co nieco z historii danego miejsca. Nie inaczej będzie tym razem. Lanckorona powstała za panowania Kazimierza III Wielkiego w okresie pomiędzy 1361-1366 rokiem.
Wtedy to nasz najwybitniejszy władca, który po raz kolejny gości na Naszych Szlakach, postanowił, by w tym pięknym miejscu położonym raptem 30 km od Wawelu, powstało małe miasteczko. Miało ono za zadanie gościć władcę i jego świtę podczas polowań organizowanych w tej okolicy. Król Polski sypnął groszem i już niedługo powstało miasteczko na prawie magdeburskim z wieloma przywilejami.

Mniej więcej w tym samym czasie Król Kazimierz postanowił wybudować tutaj twierdzę nie do zdobycia. Zadaniem jej była obrona przed księstwem Oświęcimskim, które w tamtym okresie było lennikiem czeskiego władcy Jana Luksemburskiego.
Początki budowy zamku w Lanckoronie

Nie wiadomo dokładnie, jak długo trwała budowa, ale można się spodziewać, że szła sprawniej niż budowanie w czasach dzisiejszych. W końcu nie było potrzeba tony projektów, pozwoleń, uzgodnień i odbiorów. To, co nakazał król, było święte i w zupełności wystarczało.
Co działo się dalej? Miasto prosperowało całkiem dobrze dzięki otrzymanym przywilejom, a zamek spełniał swoją funkcję. W sumie było na tyle dobrze, że było aż nudno. Jedyną rzeczą, którą mógłbym teraz opisać to przybliżenie kolejnych właścicieli Lanckorony i zamczyska, ale raczej Wam tego oszczędzę.
Ciekawie zaczęło się dziać w roku 1768, kiedy to szlachta polska, mająca dość jarzma narzuconego przez Moskwę, postanowiła się zbuntować i utworzyła konfederację barską. W tym samym roku zamek lanckoroński został zajęty przez wojska konfederatów, którzy momentalnie przystąpili do jego remontu i przebudowy.
Obrona Lanckorony przed armią rosyjską

Prace wykonane przez francuskich inżynierów zostały poddane próbie przez armię rosyjską 20 lutego 1771 roku. Wtedy to miała miejsce tak zwana „obrona Lanckorony”. Obrońcy, w liczbie 80 konfederatów, odparli atak wroga, który przystąpił do walki z siłami liczącymi 1800 żołnierzy wspomaganych armatami.
Straty Rosjan w stosunku do strat konfederatów były ogromne (szczegóły w ciekawostkach). Niestety było to jedne z niewielu zwycięstw, a klęska nadeszła w czasie majowej bitwy pod Lanckoroną, gdzie starły się w polu wojska konfederacji z rosyjskimi.
Dowódca wojsk rosyjskich Suworow, ten sam który jeszcze niedawno musiał salwować się ucieczką spod lanckorońskiego zamku, tym razem wziął odwet za wcześniejszą porażkę. Rozbił całkowicie wojska polskie, którym pozostało uciec z pola bitwy, ratując się przed niechybną śmiercią.
W późniejszych latach zamek, mimo że dalej był niezdobyty, powoli podupadał i w końcu został wysadzony w powietrze. W 1880 stała jeszcze południowa ściana, ale i ta niedługo została całkowicie rozebrana. Jeżeli chodzi o miasto Lanckoronę to jedną z istotniejszych dat, którą trzeba tutaj przywołać, jest rok 1869. Wtedy to wybuchł ogromny pożar, który strawił praktycznie całą zabudowę miejską. To, co mamy okazję teraz zobaczyć, to już efekt odbudowy.
Zwiedzanie Lanckorony i szlaki piesze wokół wsi

Lanckorona to kolejne miejsce na naszej zeszłorocznej, urlopowej mapie po zamku w Ogrodzieńcu i Bobolicach, które przywitało nas upalną pogodą. Do dziś czuję ten żar, który buchnął nam w twarz zaraz po wyjściu z samochodu na lanckorońskim parkingu.
Możecie mi wierzyć lub nie, ale była tak gorąco, że nawet zastanawialiśmy się, czy jest sens katować się czekającym nas spacerem. No ale skoro wstaliśmy wcześnie rano by zobaczyć zabytki Lanckorony, to nie wypadało teraz wymiękać. Każdy został wyposażony w butelkę wody i podreptaliśmy szlakiem, powolnym krokiem ku największym atrakcjom tej małopolskiej wioseczki.
Lanckorona i piękny rynek

Na pierwszy ogień (to określenie w związku z panującym wtedy upałem pasuje tutaj jak ulał) poszedł rynek w Lanckoronie. Wcześniej tylko słyszałem w opowieściach o niesamowitej architekturze, która ponoć zachowała się niezmieniona od wielu wieków. Być może dlatego lekko się zawiodłem, gdy okazało się, że większość rynku wypełniona jest pojazdami (nie wiem jak Wy, ale nie znoszę parkingów w centrach zabytkowych miejscowości), a stare domostwa, które naprawdę robią niesamowite wrażenie, kontrastują z odrapanymi, betonowymi klockami rodem z późnego PRL.
Nie mogłem się nadziwić, że obok muzeum etnograficznego umiejscowionego w pięknej starej chałupie, stoi szary maszkaron oblepiony bilbordami.
– No cóż, pierwsze koty za płoty. – Pomyślałem i po zakupieniu dość tanich biletów, zagłębiliśmy się w chłód wiekowego domostwa.
Lanckorona i muzeum etnograficzne

W muzeum w Lanckoronie, a raczej Izbie Muzealnej im. prof. A. Krajewskiego oprócz tego, że można zobaczyć sprzęty codziennego użytku dawnych mieszkańców, to także można kupić co nieco. To drugie w szczególności przypadło do gustu dzieciakom, które oszalały na punkcie ręcznie wykonanych maskotek. Po krótkich pertraktacjach dobiliśmy targu z naszymi pociechami i uszczupleni o kilka złotych, czym prędzej opuściliśmy chatę, by nie zostać „obrabowanym” przez nasze dziewczynki do końca.
Dzieci zadowolone biegły z nowymi pluszowymi przyjaciółmi przed nami, a my spacerowaliśmy bez pośpiechu za nimi, chłonąc otaczające nas widoki. Dało nam to możliwość bliższego poznania tej małopolskiej, zastygłej w czasie wioseczki. Po bliższym przyjrzeniu się zabudowie lanckorońskiego rynku pierwsze wrażenie rozmyło się i zaczęliśmy zachwycać się drewnianymi chatami. Gdy przymknie się oko na niedociągnięcia, o których pisałem wcześniej, naprawdę można tutaj poczuć historię na własnej skórze.
Szczególnie miło jest w cieniu domostw po prawej stronie rynku, które oblepione kolorowymi kwiatami wyglądają jak z wyciągnięte z obrazka. Co ciekawe im dalej od rynku wędrowaliśmy, tym więcej znajdowaliśmy zabytkowych domów. Faktycznie ta część Lanckorony jest przepiękna.
Lanckorona i ruiny zamku

Po przejściu rynku wzdłuż i wszerz podjęliśmy szaloną decyzję (pamiętajcie, że żar z nieba lał się strumieniami) i postanowiliśmy zobaczyć zamek w Lanckoronie, a raczej to, co z niego pozostało.
Tylko jak tam dotrzeć? Żadnych znaków, żadnych drogowskazów dla zagubionych turystów i żadnych wskazówek (no może jedna czy dwie), ale czemu się dziwić, to przecież takie typowe dla wielu zabytkowych miejsc w Polsce, że skoro ktoś przyjeżdża zwiedzać, to zapewne wie, gdzie się kierować I oznakowanie jest zbędne. Całe szczęście, że jesteśmy doświadczonymi podróżnikami i wiemy, gdzie zazwyczaj budowano.
W końcu odnaleźliśmy drogę, która najprawdopodobniej prowadziła do ruin (dalej znaków nie było) i zaczęliśmy powolny spacer. Całe szczęście trasa prowadziła wśród leśnych ostępów, dających odrobinę wytchnienia od panującego upału. W końcu, po kilkunastu minutach stanęliśmy przed płotem z ocynkowanej siatki, za którym stały pozostałości zamku w Lanckoronie.
Nie chcielibyście zobaczyć min naszych dzieciaków, które karmione opowieściami o potężnej twierdzy zobaczyły kupkę gruzu. Zawód na ich twarzach prawie rozerwał mi prawie serce! Nie ma się więc czemu dziwić, że zniechęcone usiadły w cieniu i czekały, aż skończę penetrować nieliczne gruzowiska w najbliższej okolicy.

Ja niezrażony zastanym widokiem, niczym wytrwały eksplorator, przelazłem przez ogromną dziurę w płocie na tyłach zamku, by przyjrzeć się zabytkowi z bliska. Jednak w wewnątrz wyglądało to jeszcze gorzej niż na zewnątrz. Jedna wielka hałda gruzu obrośnięta chwastami. Nie było tutaj niczego, co mogłoby przyciągnąć wzrok. Nie pozostało nic innego tylko ruszyć w drogę powrotną.
Dziewczyny tylko czekały na sygnał, by w końcu opuścić zamkowe wzgórze. Jak tylko mnie zobaczyły, momentalnie powstały z miejsc gotowe do wymarszu. By skrócić sobie drogę do urokliwego rynku, wybraliśmy żółty szlak. Jak początkowo się wydawało, miała to być łatwa droga prowadząca w dół zbocza. To był nasz kolejny błąd.
Niezadbana trasa momentalnie zamieniła się w gęstwinę nie do przebycia. Jak by tego jeszcze było mało, komary poczuwszy świeżą krew i zaatakowały ze zdwojoną siłą. Pod koniec czuliśmy się tak, jak byśmy przeprawiali się przez dżunglę na wyspie Mindoro. Przyszło nam nawet na myśl, że chyba musieliśmy zboczyć ze szlaku. Jednak gdy już udało nam wyjść się na asfalt, okazało się, że jednak szliśmy zgodnie z wyznaczoną trasą. Jednym słowem tragedia.
Wokół Lanckorony i ruin zamku krąży wiele legend i lokalnych baśni. Jedną z nich opowiedzieliśmy w naszym dziale z legendami. Jest to opowieść o zbójach z Lanckorony, którzy stali się zagrożeniem dla mieszkającego w pobliżu diabła.
Restauracje w Lanckoronie, czyli Cafe Arka i pyszne lody

Zmęczeni, obdrapani, pożarci przez komary i bez wody, która skończyła się jeszcze na wzgórzu zamkowym, pragnęliśmy tylko jednego, chcieliśmy usiąść w chłodnym zaciszu i wypić coś zimnego. Przyszedł więc czas na znalezienie restauracji. Po krótkim poszukiwaniu stanęliśmy u wrót Cafe Arka.
Nie zastanawiając się zbytnio, weszliśmy do środka i jak się za chwilę miało okazać, był to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że jest to miejsce z klimatem, który uwielbiam w takich miejscach. To serwują tutaj genialne lody. Normalnie niebo w gębie! Poważnie! Będziecie w Lanckoronie i zapragniecie fajnej restauracji, to od razu zasuwajcie do Cafe Arki. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie. Zresztą było widać po ilości zadowolonych klientów, że nie tylko nam przypadła do gustu ta restauracja.
Ze wsią Lanckorona związana jest jedna z naszych legend, którą znajdziecie w dziale Mity i Legendy ze Świata.
Co nam się podobało, a co wymagałoby poprawy

Co jest fajne w Lanckoronie? Zdecydowanie najfajniejsza jest zabytkowa zabudowa rynku, która w dzisiejszych czasach jest czymś zupełnie wyjątkowym. Można znaleźć tutaj sporo pięknych zakątków i zrobić naprawdę sporo ciekawych zdjęć. Poza tym są ciekawe krajobrazy, bo trzeba zaznaczyć, że Lanckorona położona jest w bardzo pięknym miejscu.
Wzgórze, na którym się znajduje, pozwala spojrzeć wręcz poza horyzont. No i oczywiście wspomniane lody, szczególnie słony karmel, które nas po prostu zachwyciły! Co do minusów, to sporym jest parking na rynku, który psuję troszeczkę historyczne otoczenie. Kilka betonowym domów, które pasują jak pięść do oka. Niedostateczna ilość oznaczeń dla zagubionych turystów i strasznie zaniedbane wzgórze zamkowe z dochodzącymi do niego trasami.
Podsumowując, jest nieźle, ale przy odrobinie chęci mogłoby być dużo lepiej. Mam nadzieję, że wszelkie niedociągnięcia z czasem będą usuwane, bo Lanckoronę naprawdę warto zwiedzać i promować.
Lanckorona informacje, fakty i ciekawostki
- Przywilej lokacyjny Lanckorony zawierał szereg przywilejów. Wyszczególnić tu można m.in. cotygodniowe targi czwartkowe, prawo handlu w Krakowie i innych miastach królewskich, prawo wolnego wyrębu drzew w granicach miasta, prawo przewozu piwa dla mieszczan i prawo składu.
- Nazwa Lanckorona – wywodzi się z języka niemieckiego „Landskrone”, co tłumaczy się jako „korona kraju”.
- Zbójcy na zamku — W roku 1576 zamek w Lanckoronie został opanowany przez Albrechta Łaskiego, który obsadził go załogą składającą się z Niemców i Wołochów. Ci niemal natychmiast zajęli się zbójnictwem okolicznych terenów. Dopiero Stefan Batory postanowił ukrócić rządy zbójeckie i wysłał armię wyposażoną w działa pod dowództwem Stanisława z Górki. Wielodniowe oblężenie okraszone ostrzeliwaniem z dział (aż mury wyglądały jak ser szwajcarski) skłoniło obrońców do poddania warowni. Stefan Batory początkowo chciał zdobyte zamczysko zrównać z ziemią, lecz za namową doradców postanowił odnowić warownię.
- Obrona Lanckorony w 1771– konfederaci barscy zwycięstwo nad przeważającymi siłami rosyjskimi zawdzięczali oficerom francuskim (de la Serre, Duclos i Desprez), którzy poprowadzili część obrońców do zaskakującego kontrataku. 65 obrońców uderzyło na Rosjan od czoła, a 15 konfederatów wydostało się z zamku bocznym wyjściem i zaatakowało wrogów ze skrzydła. Jak wielkie było zaskoczenie Rosjan, niech świadczy fakt, że ci stracili około 500 żołnierzy, a konfederaci tylko 11.
- Wielki pożar z 1869 roku — powstał na skutek celowego podpalenia stodoły tutejszego plebana. Podpalenie było aktem zemsty za mianowanie proboszczem parafii lanckorońskiej, przyjezdnego księdza Zdrzelskiego. Spłonęło 79 budynków wokół lanckorońskiego rynku.
- Mądry Polak po szkodzie – wraz z odbudową domów postanowiono powołać do życia Ochotniczą Straż Pożarną. Odbyło się to w roku 1887.
- Utrata praw miejskich – Lanckorona utraciła prawa miejskie w roku 1934.
Lanckorona informacje praktyczne
- Parkingi – z parkingami w Lanckoronie nie ma żadnego problemu. My przyjechaliśmy tutaj w sezonie letnim i bez problemu znaleźliśmy wolne miejsce.
- Anioł w miasteczku – to impreza cykliczna organizowana rok do roku, w czasie której, do miasta zjeżdżają się Anioły z całego świata. W roku 2019 odnotowano 560 anielskich przybyszy.
Muzeum w Lanckoronie informacje praktyczne
Bilety w dzisiejszych czasach potrafią zmieniać cenę z dnia na dzień, dlatego też po aktualny cennik zapraszam na oficjalną stronę zamku.
Godziny otwarcia muzeum w Lanckoronie
- poniedziałek – czwartek nieczynne (na telefon w godz: 10 do 14),
- piątek – niedziela 10.00 – 16.00.



