Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dzisiejszym artykule, opisując nasz trzydniowy pobyt w tym niezwykłym, chorwackim mieście. Opowiem Ci o tym, jak siedzieliśmy czas, co cieszyło nas najbardziej, a co drażniło.
Dubrownik — Przylot i pierwsze wrażenia



Na lotnisku w Dubrowniku wylądowaliśmy wieczorem, około godziny 21:00. Był początek maja 2025 roku, więc temperatura była idealna – ciepło, ale bez przesady, świeże powietrze z nutką soli w tle. Już wtedy dało się poczuć, że w tej podróży będzie coś wyjątkowego. Z lotniska ruszyliśmy autobusem firmy Platanus w kierunku Starego Miasta. Bilet u kierowcy kosztował 10 euro za osobę w jedną stronę, ale kupując online, udało nam się zdobyć bilety za 30 euro w dwie strony dla dwóch osób – warto więc to wcześniej ogarnąć.
Po około 45 minutach jazdy krętymi, ale malowniczymi drogami, wysiedliśmy tuż przy murach Starego Miasta (Stari Grad). Nocne światła, kamienne mury i dźwięki z okolicznych restauracji zrobiły swoje – zakochaliśmy się w Dubrowniku od pierwszego wejrzenia. Udaliśmy się pieszo głównym deptakiem Stradun w stronę naszej stancji. Po drodze – lody, ludzie, muzyka, i to uczucie, że jesteś w miejscu, które żyje historią.
Widoki, historia i smaki Dubrownika

Rano ruszyliśmy na jeden z obowiązkowych punktów każdej wycieczki – kolejkę linową Dubrovnik Cable Car, która zabrała nas na szczyt wzgórza Srd. Widok z góry? Absolutnie zachwycający. Panorama całego miasta, Adriatyk w tle, czerwone dachy starego miasta – nic dodać, nic ująć. Na górze polecam kawę (a nawet coś więcej) w restauracji Panorama Restaurant & Bar – miejsce z takim widokiem aż prosi się o chwilę odpoczynku. Kawa smakuje tu lepiej niż zwykle, a poranne godziny to idealny moment, żeby znaleźć wolny stolik bez rezerwacji. Jeśli planujecie tu kolację – rezerwacja obowiązkowa. Zaraz obok restauracji znajduje się stara twierdza Fort Imperial, zbudowana w 1812 roku. Dziś mieści się tam muzeum poświęcone wojnie o niepodległość Chorwacji z lat 1991–1995 i dramatycznym wydarzeniom, które rozegrały się w Dubrowniku. To mocne, poruszające miejsce – daje zupełnie inny kontekst temu, co dziś wygląda tak bajkowo.
Po zjeździe kolejką na dół przyszedł czas na coś dla ciała – obiad w bardzo polecanym miejscu: Restauracja Barba. To jedno z tych street foodowych miejsc, które łączą lokalną tradycję z nowoczesnym podejściem. Jeśli jesteście fanami owoców morza, to must-visit. Polecam ich burgera z ośmiornicy w czarnej bułce z atramentem kałamarnicy – brzmi dziwnie? Smakuje znakomicie. A do tego moje pierwsze w życiu ostrygi – i ku mojemu zaskoczeniu, naprawdę mi smakowały.
Dubrownik — rejs i wyspa Lokrum

Trzeciego dnia udaliśmy się do starego portu, skąd wypływają łodzie turystyczne – wybraliśmy jedną z przeszklonym dnem, która pozwala podziwiać morskie życie wzdłuż nabrzeża Dubrownika. Chwilę później obraliśmy kurs na wyspę Lokrum – oddaloną zaledwie 10 minut rejsu od miasta, a zupełnie inną w klimacie. Lokrum to miejsce bez stałych mieszkańców, pełne natury i ciekawych atrakcji. Można tam zobaczyć ruiny klasztoru benedyktynów, ogród botaniczny, spacerować po dzikich ścieżkach i spotkać… pawie, które zupełnie nie boją się ludzi. Jest też słone jezioro zwane „Martwym Morzem”, idealne na spokojną kąpiel. Jeśli ktoś jest fanem „Gry o Tron”, znajdzie tam również „Żelazny Tron” – idealny do zdjęcia!
Po powrocie do miasta zajrzeliśmy jeszcze do jednej z najstarszych europejskich aptek – działającej nieprzerwanie od 1317 roku, znajdującej się w klasztorze Braci Franciszkanów. W środku znajduje się małe muzeum farmaceutyczne, a na dziedzińcu – cudowny, spokojny ogród. Idealne miejsce na oddech i chwilę refleksji.
Ceny w Dubrowniku – pięknie, ale drogo



W Dubrowniku płaci się w euro, co może być wygodne, ale niestety – trzeba liczyć się z dość wysokimi cenami. W porównaniu do innych krajów byłego bloku jugosłowiańskiego (jak Czarnogóra czy Bośnia i Hercegowina), Dubrownik wypada, zdecydowanie drożej. Przykładowo, samo wejście na mury okalające Stare Miasto kosztuje aż 40 euro za osobę – w naszym przypadku zrezygnowaliśmy z tej atrakcji, uznając, że to po prostu za dużo.
Zamiast tego odkryliśmy kilka mniej znanych, ale równie wyjątkowych miejsc – jak ukryte boisko do koszykówki/piłki nożnej schowane tuż przy murach, z którego roztacza się widok na Adriatyk, czy bar na skarpie, (Buza Bar), z którego oglądaliśmy jeden z najpiękniejszych zachodów słońca w naszym życiu. Czasem to właśnie te nieplanowane momenty okazują się najcenniejsze.
Dubrownik – czy to Perła Adriatyku?

Na koniec odpowiedź na wcześniej zadane pytanie, czy Dubrownik to Perła Adriatyku? Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć: tak. Dubrownik ma w sobie coś wyjątkowego – połączenie piękna, historii i klimatu, którego nie da się opisać, trzeba go po prostu poczuć. Dwa dni to tylko przedsmak, ale wystarczający, by wiedzieć, że wrócę tu jeszcze kiedyś.
Dubrownik fakty, informacje i ciekawostki



- Dubrownik był kiedyś niezależną republiką. — Od XIV do XIX wieku Dubrownik był stolicą Republiki Raguzy, potężnego i niezależnego państwa-miasta, które rywalizowało z Wenecją o handel na Adriatyku. Miał własne statki, flotę, konsulat, a nawet walutę.
- Mury miejskie – symbol miasta. – Otaczające stare miasto mury mają prawie 2 km długości i w niektórych miejscach dochodzą do 25 metrów wysokości. Nigdy nie zostały zdobyte – ani przez wojsko, ani przez piratów.
- Dubrownik jako Królewska Przystań. — Miasto posłużyło za plan zdjęciowy dla „Gry o Tron” — Dubrownik „grał” Królewską Przystań (King’s Landing). Fani serialu bez trudu rozpoznają ulice, mury i porty znane z ekranów.
- Stary port był jednym z najważniejszych na Adriatyku. — W średniowieczu Dubrownik posiadał jedną z największych flot handlowych. Ich statki – zwane „karakami” – docierały aż do Indii i Afryki.
- Ragusa znaczy „gołębica”. – Dawna nazwa miasta – Ragusa – pochodzi od greckiego „Laus” i łacińskiego „Rausa”, oznaczającego… gołębicę. To symbol pokoju, który pasuje do pokojowej polityki dawnej republiki.
- Oblężenie z 1991 roku. — Podczas wojny domowej w Jugosławii Dubrownik był oblężony i bombardowany przez armię jugosłowiańską. Mimo wszystko mieszkańcy obronili miasto, a dzisiaj praktycznie nie widać śladów zniszczeń.
- Stare Miasto to UNESCO od 1979 roku. – Historyczne centrum Dubrownika zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – za doskonałe zachowanie średniowiecznej architektury oraz rolę w historii regionu.
- Dubrownik zakazał niewolnictwa jako jeden z pierwszych. – Już w 1416 roku Raguza zakazała handlu niewolnikami – był to jeden z pierwszych dokumentów tego typu w Europie.
- Fort Lovrijenac – „Gibraltar Dubrownika”. – Zbudowany na skalistym klifie fort Lovrijenac miał bronić miasta przed Wenecjanami. Na jego wejściu widnieje łacińska inskrypcja: Nie sprzedaje się wolności za złoto całego świata.
- Średnio 260 słonecznych dni w roku. – Dubrownik to jedno z najbardziej słonecznych miejsc w Europie – z ponad 2 600 godzinami słońca rocznie! Idealne miejsce na wakacje o każdej porze roku.
- Letni Festiwal Dubrownicki. – Od 1950 roku w mieście odbywa się słynny Dubrovnik Summer Festival – połączenie teatru, muzyki klasycznej, tańca i opery w niezwykłych, historycznych sceneriach.
- Apteka działająca od ponad 700 lat. – W klasztorze franciszkanów znajduje się jedna z najstarszych aptek w Europie – działa nieprzerwanie od 1317 roku i nadal sprzedaje naturalne kosmetyki na bazie dawnych receptur.
- Wejście na górę Srđ – widok nie do opisania. – Z góry Srđ rozciąga się najpiękniejszy widok na Dubrownik, wyspy Elafickie i Morze Adriatyckie. Można tam dojść pieszo lub wjechać kolejką linową – szczególnie polecany zachód słońca!
- W Dubrowniku nie wolno… suszyć prania. – Dawniej mieszkańcy wieszali pranie między kamienicami, dziś w niektórych częściach starego miasta jest to zakazane, by nie psuć widoku dla turystów. Lokalsi często na to narzekają.
- Dubrownik inspirował pisarzy i poetów. – Miasto odwiedzały takie postacie jak George Bernard Shaw, który powiedział: Ci, którzy szukają raju na ziemi, powinni przyjechać do Dubrownika.



