Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset

Żywcem pochowana – opowieść grabarza z Bath w Somerset (18+)

Śmierć pozorna

Wyobraźcie sobie, że umieracie. Żałobnicy płaczą gdy Wasze doczesne szczątki, umieszczone w drewnianej skrzyni, niesione są na barkach postawnych mężczyzn  do  miejsca wiecznego spoczynku. Krople padającego deszczu po raz ostatni uderzają o lakierowane wieko i po mowie pożegnalnej trumna powolnie opuszczana jest w dwumetrową otchłań przygotowaną specjalnie dla Was. Jeszcze tylko  przysypanie ciężką, błotnistą ziemią i koniec – niezbyt przyjemna perspektywa, prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że jednak koniec był dopiero początkiem Waszych  cierpień. Zastanówcie się co by było gdyby Waszym ciałem drgnął jakiś impuls, który spowodowałby nagły dopływ adrenaliny poruszając na nowo Wasze serca. Zachłystujecie się zatęchłym wilgotnym powietrzem nie rozumiejąc co się stało, łapczywie łapiąc każdą cząstkę tlenu, która została uwięziona tutaj razem z Wami. Nerwowo rozglądacie się po pułapce w której się znaleźliście, lecz jedyne co widzicie to nieprzenikniona ciemność. Staracie się krzyczeć, wzywać pomocy i jedynie co odpowiada to martwa cisza. Próbujecie desperacko znaleźć odpowiednią pozycję do próby wyważenia wieka, lecz ciasnota grobowca skutecznie ogranicza Wasze ruchy powodując atak panicznej klaustrofobii. W akcie desperacji drapiecie sosnowe deski coraz mocnie i mocniej, aż wyrywacie sobie paznokcie pozostawiając krwawy zapis ostatnich sekund swojego istnienia. W końcu coraz większa ilość dwutlenku węgla odbiera Wam tchnienie i dusząc się odpływacie w niepamięć. Teraz wyobraźcie sobie, że takie sytuacje zdarzały się naprawdę o czym Wam dzisiaj opowiem.

Duch panny młodej

Cofamy się w czasie i lądujemy na początku XX wieku w Bath. To piękne angielskie miasteczko, położone 21 kilometrów na południowy-wschód od Bristolu słynące z pozostałości łaźni rzymskich, skrywa w sobie mroczną tajemnicę, której jednym ze świadków był niejaki Harold Gulliver – lekko przygarbiony, łysiejący grabarz od lat pracujący na starym wiktoriańskim cmentarzu Smallcombe. Praca jaką wykonywał nie należała do najbezpieczniejszych. Harold wielokrotnie był świadkiem niepokojących zdarzeń,  jednak to co niedługo miał zobaczyć wypaliło piętno na jego duszy na długie lata.

Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset
Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset

–  Nigdy nie wiesz, kiedy sam będziesz pochowany – codziennie mówił to zdanie  z uśmiechem na twarzy swoim przyjaciołom na przywitanie, przesiadującym w sąsiadującym z cmentarzem pubie, po czym przechylał kufel delektując się złocistym trunkiem i rozpoczynał relację z tego co go w danym dniu spotkało.

Tym razem jednak było inaczej. Harold wszedł do baru milcząc i usiadł przy swoim stoliku. Nie patrzył na twarze znajomych, tylko beznamiętnie wbił wzrok w  obdrapany stół, co nie uszło uwadze zgromadzonym. Wyraźnie było widać po obliczu starca, że wydarzyło się coś co nie powinno się zdarzyć i tak było faktycznie.

– To był straszny szok – powiedział Harold –  wiele lat już pracuję na tym cmentarzu, jednak pierwszy raz widziałem coś tak przerażającego. Wszystko przez tę cholerną pogodę – dodał złorzecząc

–  Leje jak z cebra od kilku dni i podmywa grobowce odsłaniając to, co powinno zostać zasłonięte. Dzisiaj zauważyłem, że w zachodniej części cmentarza woda wymyła sporą ilość ziemi ukazując starą, przegnitą trumnę. Nie była głęboko zakopana, dlatego też zawołałem chłopaków by mi pomogli ją wydostać. Przecież nie mogła tak leżeć odsłonięta i należało ją ponownie zakopać, jednak nie w tym miejscu, bo zrobiło się tu wielkie rozlewisko bardziej podobne do małego stawu niż do kałuży. Gdy w końcu udało nam się wydobyć trumnę na powierzchnię, wieko niespodziewanie zsunęło się na ziemię ukazując zawartość skrzyni.  Tak mi zmroziło krew w żyłach, że dopiero krzyk młodego Johna wyrwał mnie z osłupienia.

Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset
Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset

Pan Gulliver zwilżył usta trunkiem, westchnął głęboko i otarłszy spocone czoło zmiętą chustką z wyhaftowanym złocistymi literami monogramem, wskazującym na to, że to jego własność kontynuował opowieść

 – W trumnie leżała młoda kobieta ubrana w szaty weselne z delikatnej satyny, która zapewne w czasach swojej świetności była biała jak śnieg. Mimo że pewnie wiele lat upłynęło od jej pochówku, czas obszedł się z nią łaskawie mumifikując jej ciało, pozostawiając potomnym twarz kobiety przerażonej do granic możliwości, która skryta za pożółkłym welonem martwym wzorkiem wpatrywała się nam w twarze. Musiała cierpieć nieopisane katusze, na co wskazywało jej nienaturalnie poskręcane ciało, lekko odwrócone na prawy bok z uniesionymi kolanami, którymi zapewne próbowała wypchnąć wieko i wydostać się z pułapki. Jej palce pozbawione paznokci owinęły i skręciły się w jej kruczoczarnych włosach, tak jak by chciała je sobie wyrwać z bezsilności, gdy okazało się że przegrała walkę o życie. Żebym chociaż wiedział kim ona była – powiedział Harold sam do siebie – to zrobił bym jej porządny nagrobek. Jednak po tablicy z nazwiskiem nie pozostał żaden ślad – skończył, a na jego policzku pojawiła się samotna łza.

Kobietę pochowano w bezimiennym grobie w innym zakątku cmentarza i historia pewnie by się tutaj zakończyła, gdyby nie fakt, że coraz więcej przechodniów zaczęło widywać unoszącą się postać nad mogiłą w której spoczęła. Harold nie dowierzał zbytnio bajdurzeniom, bo przecież tyle lat pracował i jeszcze żadnego ducha nie widział, więc sądził że ludzie po prostu zmyślają. Jednak pewnej nocy, gdy właśnie usiadł w swoim zdezelowanym fotelu w zaciszu swojego domu, usłyszał łomotanie do drzwi. Klnąc pod nosem na konieczność przerwania zasłużonego odpoczynku podszedł do nich i otworzył je. Za nimi stał blady, jak świeżo pobielona wapnem ściana, dostojnie ubrany mężczyzna, który powiedział mu łamiącym się głosem, że o mało nie stracił życia, gdy jego koń ujrzawszy zjawę przeraził się  i poniósł go jak szalony prawie zrzucając go z grzbietu, co zapewne skończyło by się niechybnym złamaniem karku.

Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset
Żywcem pochowana – czyli opowieść grabarza z Bath w Somerset

Tego już było za wiele dla Harolda. Wziął latarnię zasilaną naftą i udał się we wskazanym kierunku. Gdy doszedł do miejsca gdzie pochowano pannę młodą nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Nad grobem faktycznie unosiła się półprzeźroczysta postać, przypominająca tą, którą niedawno miał okazję oglądać. Jego serce załomotało, a perlisty zimny pot spłynął mu po karku powodując gęsią skórkę, gdy kobieta odwróciła głowę w jego stronę i powiedziała słabym, ledwo słyszalnym głosem.

– Nie zasługiwałam na śmierć. Weź mnie ze sobą. Proszę weź mnie ze sobą

Słowa wypowiedziane przez nieruchome usta zjawy podziałały na grabarza, jak ostrogi wprawnych jeźdźców działają na ospałą szkapę. Biegł ile  miał sił w swoich starych nogach, nie zważając na pojawiające się znienacka przeszkody. Osoba, która oglądałaby ten pokaz sprintu z zewnątrz, nie domyśliła by się, że uciekający człowiek cierpi na reumatyzm spowodowany codzienną ciężką pracą, w nieprzyjaznych warunkach atmosferycznych . Zresztą sam Harold nie mógł uwierzyć jak szybko był w stanie znaleźć się w domu, gdzie przez długie godziny siedział skulony we własnym fotelu.

Po tym zdarzeniu już nigdy więcej nie zbliżał się nocą do grobu panny młodej, a nawet gdy dzień był w pełni to starał się je omijać z daleka. Strach jaki mu wtedy napędziła towarzyszył mu do końca jego dni.

Podobno duch pojawia się do dzisiaj, prosząc przypadkowe osoby o pomoc, lecz wszyscy którzy ją zobaczyli uciekali czym prędzej, pozostawiając zmorę daleko za sobą.

Ciekawostki

Śmierć pozorna (letarg) – najprawdopodobniej przyczyna pogrzebania panny młodej z opowieści. Zgodnie z definicją okres zaliczany do życia minimalnego, w którym funkcje życiowe układów krążenia i oddechowego są zredukowane w takim stopniu, że normalnymi metodami fizycznymi, nie możliwe jest stwierdzenie tętna i nie wysłuchuje się uderzeń serca

Urządzenie alarmowe – W 1895 roku rosyjski Hrabia Karnice-Karnicki, po tym jak sam był świadkiem makabrycznego pochówku – kiedy to podczas opuszczania trumny, młoda kobieta która była w niej umieszczona zaczęła przeraźliwie krzyczeć – wymyślił i opatentował urządzenie, którym można było zasygnalizować światu zewnętrznemu, że się obudziło w trumnie. Była to rurka poprowadzona z trumny do pojemnika za zewnątrz grobu. Pudełko otwierało się w razie najdelikatniejszego poruszenia się osoby pochowanej i wysuwała się z niego chorągiewka, a mały dzwoneczek rozbrzmiewał dzwoniąc na alarm.

 

 

9 thoughts on “Żywcem pochowana – opowieść grabarza z Bath w Somerset (18+)”

  1. Dlaczego piszecie legendy z dziwnych miejsc , kto wie gdzie jest jakies tam somreset czy inne bali. W Polsce mamy dużo legend moglibyście pisać do końca życia

    1. Legendy z Polski lubimy i jak najbardziej opisujemy. Pojawiają się zawsze pod moimi artykułami co dwa tygodnie. Ostatnio pod artykułem o Ostrowie Tumskim w Poznaniu była ciekawa opowieść o Królu Kruków.

  2. Nie wiem czy wiecie Panowie i Panie czytelnicy ale zwyczaj grzebania zmarłych w tydzień po śmierci ma swoje źródła właśnie w strachu przed pogrzebaniem żywcem.
    Lęk był tak wielki, że sprawę tą poruszono nawet podczas soboru nicejskiego w 431 roku, nakazując by zwłoki leżały odkryte do czasu aż zapach śmierci się pojawi.
    Pozdrawiam

  3. Jako dzieciak na wsi gdzie jeździłam na wakacje nasłuchałam się podobnych opowieści. Nie spałam całymi miesiącami!

  4. No prawdziwy koszmar dziś opowiedziałeś. Myślicie, że to prawda i że zdarzały się takie historie ? Aż mam dreszcze jak pomyśle, że można obudzić się w trumnie ! :/

    1. Tak, to prawda. Przypadków takich było sporo, szczególnie w czasach zamierzchłych gdy lekarze nie mieli dostępu do nowoczesnych sprzętów jakie dzisiaj są standardem. Dlatego tak jak pisałem w ciekawostkach pojawiały się patenty, które pozwalały osobie wybudzonej poinformować świat, że jednak żyje.
      Zresztą nawet teraz zdarza się że “zmarli” budzą się w kostnicach. W 2005 roku w Kula-Matu w Gabonie 52-letnia Agnes Mbenga ocknęła się w szufladzie chłodziarki, w której spędziła 18 godzin.

      1. To przerażające! Podziwiam Cię za zbieranie takich informacji, ale dzięki temu możemy czegoś się dowiedzieć i trochę postraszyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *