Pogrzebanie żywcem budziło lęk u ludzi od najdawniejszych czasów.

Żałobnicy płaczą, gdy Wasze doczesne szczątki, umieszczone w drewnianej skrzyni, niesione są na barkach postawnych mężczyzn  do  miejsca wiecznego spoczynku. Krople padającego deszczu po raz ostatni uderzają o lakierowane wieko i po mowie pożegnalnej trumna powolnie opuszczana jest w dwumetrową otchłań przygotowaną specjalnie dla Was. Jeszcze tylko  przysypanie ciężką, błotnistą ziemią i koniec.

A teraz wyobraź sobie, że ów koniec był dopiero początkiem Twoich cierpień. Co by było, gdybyś wcale nie umarł, a zmęczony i zajęty własnymi troskami lekarz, badając Twoje ciało, spartaczył w pośpiechu robotę.

Nagle ciałem drgnąłby jakiś impuls, który pobudziłby twoje serce do pracy. Niespodziewanie maszyna uznana za martwą ponownie zaczęła pracować. Płuca ze świstem nabierają powietrza, mózg pobudzony świeżą dawką tlenu rozkazuje innym organom zrobić to samo.

Śmierć pozorna błędne rozpoznanie zgonu

Zachłystujesz się zatęchłym, wilgotnym powietrzem nie rozumiejąc, co się dzieje. Łapczywie, chwytasz oddech i zachłystujesz się ciężkim powietrzem, który została uwięziona tutaj razem z tobą w ciasnej trumnie. Nerwowo rozglądacie się po pułapce, w której się znalazłeś, lecz widzisz jedyne nieprzeniknioną ciemność.

Chcesz krzyczeć, wzywać pomocy, ale odpowiada ci wyłącznie martwa cisza. Próbujesz szarpać się i naciskać z całych sił na otaczające cię z każdej strony ściany, panikujesz, krzyczysz i uderzasz we wszystko wokół pięściami, raniąc się do krwi. Potem drapiesz i gryziesz, a powietrze staje się coraz cięższe i z trudem łapiesz kolejny oddech. Zrywasz paznokcie, ale w ataku paniki nawet tego nie czujesz, aż w końcu brak tlenu odbiera ci świadomość i umierasz, tym razem ostatecznie.

Koszmar, który opisałem, nie jest tylko wytworem wyobraźnie, sytuacje takie zdarzały się już i przez wieki budziły paniczny strach. Opowiem Ci teraz historię pewnej młodej dziewczyny, którą spisał w pamiętnikach grabarz z miasta Bath w Anglii, leżącego w zachodniej Anglii nieopodal Bristolu.

Duch panny młodej w Bath

Był początek XX wieku, w Anglii, a historia, którą opowiem wydarzyła się w malowniczym mieście Bath w hrabstwie Somerset. Bath jest tak ładne, że to, co wydarzyło się na lokalnym cmentarzu, nijak do niego nie pasuje.

Światkiem całego zajścia był niejaki Harold Gulliver, lekko przygarbiony, łysiejący grabarz, którzy w młodości ukończył studia i pobierał nauki w wieku cenionych uniwersytetach, lecz liczne tragedie i nieprzyjazne losy rzuciły go na porośnięty wiekowymi drzewami wiktoriański cmentarz Smallcombe w Bath.

Praca jak praca powtarzał sobie i każdego dnia zjawiał się wśród grobów, by zarobić na życie. Uśmiechał się smutno, gdy o tym myślał, stojąc pomiędzy mogiłami.

– Życie to jedyna rzecz, jakiej tu brakuje. – Mawiał do siebie.

Harold wykonywał sumiennie swoją pracę, cmentarz był zadbany i dobrze prowadzony, a ceremonie pogrzebowe odbywały się bez zakłóceń, z czego nasz grabarz był bardzo dumny.

Przez lata pracy na cmentarzu Harold wiele już widział i nieraz trząsł się ze strachu. Najczęściej lęk budziła jego wyobraźnia i psikusy niedoskonałego ludzkiego mózgu, lecz bywały zdarzenia, które napawały go wyjątkowym przerażeniem i przez długie noce nie pozwalały zasnąć.

Pewnego razu tę część Anglii nawiedziły potworne ulewy. Woda z nieba lała się strumieniami, aż niewielka rzeka płynąca opodal wylała i jej nurt wdarł się pomiędzy groby. W zachodniej części cmentarza zaledwie w ciągu godziny woda wymyła sporą ilość ziemi, tworząca niemal nowe koryto rzeki. Uszkodzone mogiły zapadały się wprost do wody, co oznaczało, że Harold przez długi czas nie odpocznie. Szczególnie mocno ucierpiał jeden z nagrobków stojący na wzniesieniu, które rwąca woda niemal wyrównała.

Lało przez kilka kolejnych dni, lecz nagle deszcz ustał i zupełnie jakby nigdy nic zza chmur wyszło słońce. Ludzie wyszli z domów i wiedli swoje życie, ciesząc się ładną pogodą. Jak to w Anglii, nie myśl deszczu, gdy świeci słońce, mawiali. Jedynie Harolda nie cieszyła wizja naprawy dziesiątków grobów i sprzątania cmentarza.

Grabarz pracował przez wiele dni, męcząc się od rana do wieczora. Nie miał nawet czasu wpaść do swojego ulubionego pubu na kufel lokalnego piwa, warzonego po sąsiedzku. W końcu jednak któregoś wieczoru pojawił się z miną tak skwaszona, że wzbudził litość i zaciekawienie siedzących przy barze gości. Po krótkich namowach opowiedział im, co przeżyła, naprawiając szkody po nawałnicy.

Pogrzebanie żywcem. Grabarze na cmentarzu AI

Dzisiaj zauważyłem, że w zachodniej części cmentarza tam, gdzie woda uszkodziła ten grób na wzgórku, z ziemi wystawała przegniła trumna. Zawołałem chłopaków, którzy czasem mi pomagają, by ją wydostać i potem włożyć ponownie do naprawionego gromu. Przecież nie mogła tak leżeć odsłonięta.

Gdy w końcu udało nam się wydobyć trumnę na powierzchnię, wieko niespodziewanie zsunęło się na ziemię, ukazując zawartość skrzyni.  Tak mi zmroziło krew w żyłach, że dopiero krzyk młodego Johna wyrwał mnie z osłupienia.

Pan Gulliver poprosił zasłuchanego w opowieść barmana o szklaneczkę whisky, choć zazwyczaj pijak piwo. Zwilżył usta trunkiem, westchnął głęboko i otarł spocone czoło zmiętą chustką. W końcu zaczął kontynuować opowieść, ku radości wpatrzonych w niego bywalców pubu.

W trumnie leżała młoda kobieta ubrana w szaty weselne z delikatnej satyny, która zapewne w czasach swojej świetności była biała jak śnieg. Mimo że pewnie wiele lat upłynęło od jej pochówku, czas obszedł się z nią łaskawie, mumifikując ciało.

Znów wziął łyk palącej gardło whisky.

– Kobieto, mimo że złożona do grobu, nie trafiła tam martwa. Wciąż żyła, gdy ją zakopano. – Wyjąkał.

Twarz kobiety wciąż wyglądała na przerażoną do granic ludzkich możliwości. Musiała cierpieć nieopisane katusze, na co wskazywało jej nienaturalnie poskręcane ciało. Lekko odwrócone na prawy bok z uniesionymi kolanami, którymi zapewne próbowała wypchnąć wieko i wydostać się z pułapki. Jej palce pozbawione paznokci owinęły i skręciły się w kruczoczarnych włosach, tak jak by chciała je sobie wyrwać z bezsilności, gdy okazało się, że przegrała walkę o życie.

Żebym chociaż wiedział, kim ona była. – Powiedział Harold sam do siebie. – To zrobiłbym jej porządny nagrobek. Jednak po tablicy z nazwiskiem nie pozostał żaden ślad. – Skończył, a na jego policzku pojawiły się łzy.

Ostatecznie Harold pochował kobietę w bezimiennym grobie i historia pewnie by się tutaj zakończyła, gdyby nie fakt, że coraz więcej ludzi zaczęło widywać dziwną postać kobiety w bieli nieopodal miejsca, gdzie spoczywała żywcem pogrzebana dziewczyna. Harold nie dowierzał zbytnio bajdurzeniom, bo przecież tyle lat pracował pośród zmarłych i jeszcze żadnego ducha nie widział. Sądził, że ludzie zmyślają lub ulegają przewidzeniom wywołanym historią dziewczyny, którą opowiedział.

Jednak pewnej nocy, gdy siedział w fotelu we własnym domu, usłyszał łomotanie do drzwi. Klnąc pod nosem na nieproszonego gościa, podszedł do drzwi i je otworzył. Stał tam blady, jak świeżo pobielona wapnem ściana, dostojnie ubrany mężczyzna, który powiedział mu łamiącym się głosem, że o mało nie stracił życia, gdy jego koń, ujrzawszy zjawę przy cmentarzu, przeraził się i prawie zrzucił go z grzbietu. Gdyby nie łut szczęścia, jeździec sam trafiłby na cmentarz ze złamanym karkiem.

Grabarz na cmentarzu księżyc noc groby

Tego już było za wiele dla Harolda. Wziął latarnię zasilaną naftą i pobiegł na cmentarz. Gdy doszedł do miejsca, gdzie pochowano pannę młodą, nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Nad grobem unosiła się półprzeźroczysta postać, przypominająca tą, którą niedawno miał okazję oglądać. Jego serce załomotało, a perlisty zimny pot spłynął po karku, powodując gęsią skórkę. Nagle kobieta odwróciła głowę w jego stronę i powiedziała słabym, ledwo słyszalnym głosem.

Nie zasługiwałam na śmierć. Weź mnie ze sobą.

Słowa wypowiedziane przez nieruchome usta zjawy podziałały na grabarza, jak ostrogi wprawnych jeźdźców działają na ospałą szkapę. Biegł ile tylko miał sił w starych nogach, nie zważając na pojawiające się znienacka przeszkody. Osoba, która oglądałaby ten wyczyn, byłaby pod wrażeniem zwinności starca. Zresztą sam Harold nie mógł uwierzyć w to, jak szybko znalazł się w domu.

Po tym zdarzeniu już nigdy więcej nie zbliżał się nocą do grobu panny młodej, a nawet gdy dzień był w pełni, to starał się je omijać z daleka. Strach, jaki mu wtedy czół, towarzyszył mu do końca jego dni. Podobno duch pojawia się tam do dzisiaj, prosząc przypadkowe osoby o pomoc, lecz wszyscy, którzy go zobaczyli, uciekali czym prędzej, pozostawiając smutną zmorę daleko za sobą.

Ciekawostki, fakty i informacje o śmierci pozornej

  • Śmierć pozorna (letarg) to najprawdopodobniej przyczyna pogrzebania panny młodej z opowieści. Zgodnie z definicją jest to okres zaliczany do życia minimalnego, w którym funkcje życiowe układów krążenia i oddechowego są zredukowane w takim stopniu, że normalnymi metodami, niemożliwe jest stwierdzenie tętna i nie słychać uderzeń serca.
  • Urządzenie alarmowe mające pomóc pogrzebanym żywcem w roku 1895 skonstruował rosyjski Hrabia Karnicki, po tym, jak sam był świadkiem makabrycznego pochówku, kiedy to podczas opuszczania trumny, młoda kobieta zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Opatentował on urządzenie, którym można było zasygnalizować światu zewnętrznemu, że wciąż jest się żywym, leżąc pod ziemią. Była to rurka poprowadzona z trumny do pojemnika na zewnątrz grobu. Pudełko otwierało się i wysuwała się z niego chorągiewka, gdy ciało leżące w trumnie poruszyło się choćby minimalnie. Dodatkowo przy skrzynce sygnalizacyjnej zamontowany był dzwoneczek alarmowy uruchamiany w ten sam sposób.
  • Śmierć pozorna przytrafia się nie tylko ludziom, ale też zwierzętom.
  • Śmierć pozorna nazywana jest letargiem. W tym stanie ciało nie reaguje na bodźce. Dawniej mogło się zdarzyć, że lekarz pomylił letarg ze śmiercią, dziś jednak jest to niemożliwe ze względu na dokładniejsze badania zwłok.
  • Stan śmierci pozornej, mogą wywołać niektóre choroby. Są nimi na przykład śpiączka afrykańska lub niektóre choroby mózgu.
  • W naszym dziale z legendami znajdziesz więcej mrożących krew w żyłach opowieści.