Legenda z Szydłowa o Kazimierzu Wielkim

Legenda o Kazimierzu Wielkim z Szydłowa

Kazimierza zwanego Wielkim to raczej zna każdy, kto choć odrobinę wsłuchał się w opowieści nauczycieli na historii. Tak, to właśnie ten król Polski który miał niebywałe zacięcie do budowlanki, który burzył wszystko co drewniane i w tym miejscu stawiał murowane.

Jeździł tak od miasta do miasta i jak tylko zobaczył coś drewnianego, to kręcił nosem (być może miał alergię na drewno niczym nasz minister środowiska) i natychmiast  kazał murować.
– Zwołać mi tu chłopów natychmiast i niech te szopki rozbierają na opał, a Pan panie murarzu niech leci kupować cegły i zaprawę, trzymaj drobne na wydatki – mówił.

Jeżeli jeszcze nie wiecie o kim mowa, sięgnijcie do portfeli i spójrzcie na banknot 50zł. Piękny prawda? To właśnie podobizna tego władcy, który zasłynął nie tylko z umiejętności Boba Budowniczego. Spokojnie w swoim CV mógłby umieścić także  zdolności dyplomatyczne, zdolności podboju i powiększania majątku, zarządzania i oczywiście najważniejsze – posiadał brodę, jakiej nie powstydziłby się żaden drwalopodobny hipster w rurkach. Jednak są jeszcze rzeczy, jak to z władcami bywa, o których historia i kronikarze woleli zapomnieć. Dzisiaj właśnie opowiem Wam jakim to psem na baby był Kazio i co ma z tym wspólnego Szydłów.

Zacząć w tym miejscu muszę od listy żon Kazimierza, a trzeba przyznać, że rozpoczął swoje podboje wyjątkowo wcześnie. Mały Kazik urodził się w roku 1310. Dumny ojciec Władysław Łokietek (historycy się do dzisiaj spierają czy przydomek ten był spowodowany wzrostem, czy wielkością przyrodzenia, ale to nie o nim dzisiaj mowa), spojrzał na swojego potomka z nieskrywaną dumą i rzekł do żony Jadwigi
– Widzisz jaki Wielki?- po czym uśmiechnął się szelmowsko pod nosem.

Kazik rósł pod czujnym okiem rodziców i już 5 lat później, w roku 1315 był na tyle wyrośnięty, że w końcu nadszedł czas, by młody książę poślubił jakąś piękną dziewoję. Wybranką została Czeszka Jutta młodsza od Kazika o niecały miesiąc. W tym związku mały królewicz poznał co to pierwszy foch, gdy Jutta obraziła się na Kazia jak ten zabrał jej drewnianego konika. Foch trwał do 1318 roku i wtedy rodzice Jutty zdecydowali, że jednak nie chcą mieć takiego gbura za zięcia. Dwa lata trwało zanim Kazimierz zaręczył się po raz kolejny, tym razem z Anną. Potem jeszcze była Aldona – córka wielkiego księcia litewskiego. Następnie wychędożona została srogo Klara Zach na dworze króla węgierskiego. Kolejną żoną została Adelajda Heska. Następnie w oko wpadła mu mieszczanka Krystyna Rokiczanka, którą rzucił po tym jak mu doniesiono, że jest łysa i ma świerzb (zaiste musiała być porządna impreza, że nie zauważył tego wcześniej), a  potem już Jan Długosz zgubił rachubę i wypisywał po prostu imiona z kalendarza jak leciało, prawdopodobieństwo że się pomyli i tak było znikome.

Jedno imię opisał jednak dość dokładnie. Estera, młoda piękna żydówka tak zawładnęła sercem Kazimierza, że ten po prostu stracił dla niej głowę (co prawda nie na długo ale stracił). Kobietka była tak cwaną bestyjką i tak sobie owinęła króla wokół palca, że ten by tylko jej się przypodobać zaczął szastać kasą na prawą i na lewo, bez opamiętania. Dzięki temu w Szydłowie zbudowano jedną z najbardziej okazałych jak na owe czasy synagog. Estera sama doglądała w imieniu swojego kochanka placu budowy, która w rękach fachowców, jakich dzisiaj się już nie spotyka rosła w zastraszającym tempie. Wtedy to  okazało się, że żydowski dom modlitewny będzie wyższy niż, ufundowany także przez króla, kościół parafialny. Jak tylko fakt ten wyszedł na jaw, odezwały się głosy oburzonych parafian, że tak być nie może i trzeba coś koniecznie z tym zrobić i wymyślono, że obniżą dach, który już był gotowy na synagodze, poprzez podcięcie krokwi. W ten sposób, gdy Esterka śniła o swoim wybranku,  krokwie złamały się pod swoim ciężarem tworząc dach wklęsły. Gdy rano dziewczyna zobaczyła co się stało, tak się za przeproszeniem wkur…zdenerwowała,  że przeklęła cały Szydłów – Szydłów straci raz na zawsze znaczenie i nigdy już nie osiągnie należnej miastu rangi!- krzyczała – Jeszcze popamiętacie!!

Początkowo ludzie pukali się w głowę co też głupie babsko wygaduje. Jak to Szydłów ma stracić na znaczeniu? Takie miasto? – zwariowała i tyle. Jednak klątwa zaczęła działać i trwa po dziś dzień. Szydłów z potężnego jak na owe czasy miasta, dzisiaj jest tylko małym, acz pięknym miasteczkiem o którym już niedługo napiszę nieco więcej.

KONIEC

16 thoughts on “Legenda o Kazimierzu Wielkim z Szydłowa”

  1. Szydłów to moje ukochane miasteczko i jednocześnie jedno z ładniejszych dzięki nostalgii i temu wszystkiemu co tam przeżyłam. Super legenda i czekam na więcej.
    Przy okazji wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla moich legendziarzy !

  2. Piszcie jeszcze, dobrze się czyta o miejscach gdzie się dorastało.
    A tą legendę to kiedyś ktoś mi chyba opowiadał ale to jak byłam dzieckiem czyli baaaaarczo dawno temu

    1. A wiesz, że miałem taki pomysł i nawet sporo chęci było. Jednak u mnie w domu przy dwójce diablic to ciężko wygospodarować godzinę ciszy, więc na razie pomysł został odłożony na półkę i pokrył się już grubą warstwą kurzu 😉

  3. Super, powinniście wyszukiwać więcej takich historii z naszej przeszłości. Bohaterowie stają się bardziej bliscy i ludzcy.
    Pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *