Po raz kolejny witam wszystkich na Blogu Nasze Szlaki.

Nazywam się Łukasz i tak jak rok temu zdawałem relację z Paryża, tak teraz zdam wam relację z naszej (mojej i Anety) podróży poślubnej na Wyspy Kanaryjskie. Podróż to wyjątkowa, ponieważ wygrana w konkursie, czyli darmowa, a to dobra cena.

Dlaczego Wyspy Kanaryjskie i Teneryfa

Wyspy Kanaryjskie i wyspa Teneryfa. Zachód słońca, Aneta Kamińska

Wybraliśmy Kanary, ponieważ, jesteśmy trochę odkrywcami. Leżenie tydzień na jednej plaży nie byłoby dla nas prawdziwym odpoczynkiem. Chcieliśmy pojechać również w miejsce bezpieczne, a zarazem pięknie usytuowane ze świetnym hotelem. W końcu podróż poślubna musi zostać w pamięci, dlatego hotel Barcelo Santiago był strzałem w 10!

Na termin wyjazdu wybraliśmy koniec maja, toteż liczyliśmy się z tym, że maksymalna temperatura będzie się wahać w przedziale od 21 do 24 stopni. Jeśli ktoś uwielbia upały, musi wiedzieć, że naprawdę ciepło jest tam przeważnie w lipcu i sierpniu, jednak niesie to za sobą inny problem, ogromną liczbę turystów.

Podróż samolotem z Polski trwa ok. 5 godzin. Pierwsze 2 dni spędziliśmy w miejscowości Puerto Santiago. Jest to małe miasteczko tuż obok cudnych klifów Los Gigantes. Ten widok codziennie mogliśmy podziwiać z naszego hotelu.

Wynajem Samochodu na Teneryfie

Kreta, ulica na Krecie z zabytkowym kościołem i starym samochodem.

Samochód zarezerwowaliśmy, będąc jeszcze w Polsce w firmie Car Rental. Na miejscu zapłaciliśmy (gotówką) niecałe 70 euro i od bardzo miłego Pana dostaliśmy na 3 dni kluczki do naszego małego samochodu – Seata Mii. Wynajmując samochód na Teneryfie, trzeba pamiętać o kilku ważnych czynnikach; w sezonie bardzo trudno tam o wolne miejsca parkingowe a drogi (poza autostradą) są bardzo wymagające (wąskie, ciasne z dużą ilością zakrętów i często bardzo strome). Dobrego kierowcę na pewno ucieszy cena paliwa, która wynosi ok. 1 euro.

Zachodnia część wyspy Teneryfa

Wyspa Teneryfa w Hiszpanii. Budynek Audytorium w Santa Cruz de Teneryfa.

Jadąc w kierunku stolicy Teneryfy (na północno wschodni skrawek wyspy) zatrzymaliśmy się na chwilę w Candelarii gdzie znajduje się przepięknie usytuowana Bazylika Matki Bożej. Warto tu zajrzeć, by zobaczyć przepiękną katedrę, grotę i plażę. Candelaria jest najważniejszym ośrodkiem kultu Maryjnego na całych Wyspach Kanaryjskich. Nam podobało się niezwykle kolorystyczne otoczenie bazyliki.

Następnie ruszyliśmy do starej stolicy La Laguny. Miasto założone w 1496 roku, jego najstarsza część położona na wysokości ok. 650 m n.p.m. sprawia, że jest tu zawsze nieco chłodniej niż nad brzegiem oceanu i zarazem dosyć często mogą wystąpić opady. Mimo wszystko bardzo polecamy, by je zobaczyć. Ciekawa architektura sprawia, że można nieco przenieść się w czasie.

La laguna jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Plaza del Adelantado, czyli plac znajdujący się w centrum starego miasta z pięknym ratuszem, Katedra La Laguna i Nuestra Senora de la Concepción to tylko niektóre z zabytków, które sprawiają, że w tym miejscu można poczuć kanaryjski klimat. Zwłaszcza gdy spaceruje się po starym mieście z przepięknymi fasadami budynków w różnych kolorach i krzyżującymi się z nimi bocznymi chodnikami.

Z La laguny udaliśmy się do obecnej stolicy teneryfy Santa Cruz de Teneryfę. Tam zatrzymaliśmy się chwilkę przy ciekawej budowli, którą jest Audytorium przypominającego mi trochę operę w Sydney. Obok budowli znajduje się taras widokowy na wybrzeże i dużą liczbę ogromnych kamieni. Co ciekawe na wielu z nich namalowane są sławne postacie.

Następnym przystankiem była plaża Las Teresitas. Mimo że nie jest to naturalna plaża (pasek został przywieziony z Afryki) bardzo nam się tam spodobało. Najpierw wyjechaliśmy na pobliskie wzniesienie z przepięknym widokiem na plaże i ocean.

Następnie spędziliśmy kilka godzin, opalając się i kopiąc w oceanie. Na plaży dostępny jest duży parking, prysznice i przebieralnie. W drodze powrotnej z Las Teresitas zjechaliśmy z autostrady w okolice lotniska na plażę Playa de la Tejita z widokiem na charakterystyczną czerwoną górę. To mało oblegane miejsce może dlatego, że ciągle tam wieje. Spotkaliśmy kilka osób opalających się nago. Nie koniecznie z tego ostatniego powodu, naprawdę warto się tam wybrać, chociażby po to, by wspiąć się na słynne czerwone wzniesienie.

Wulkan El Teide na Teneryfie

Wulkan El Teide na Teneryfie

Wulkan pierwszy raz zobaczyliśmy z samolotu. 3 718 m n.p.m. robią wrażenie. Z braku czasu wybraliśmy się jedynie do Parku Narodowego Teide i pod sam wulkan. Warto wybrać się tam samochodem, droga jest bardzo dobra i dosyć szeroka, więc duża liczba zakrętów (serpentyn) nie sprawia wielkich problemów.

Krajobraz księżycowy, który powstał w wyniku wybuchu wulkanu to coś całkowicie dla mnie odmiennego. Zastygłe strumienie lawy, przeróżne kształty, powstałych w ten sposób głazów, kominy wulkaniczne, wszystko zgrane pięknym kolorem. Można poczuć się jak na marsie.

Żałujemy trochę, że nie mogliśmy stanąć na szycie, jednak czasu było mało, a nie byliśmy też przygotowani do temperatury. Pod wulkanem było ok. 10 stopni i bardzo mocno wiało.

Wschodnia część Teneryfy

Wyspa Teneryfa i widok na wioskę rybacką

Kolejny dzień z samochodem to wycieczka po wschodniej części Teneryfy. Na początku urokliwa wioska Masca z  pięknym wąwozem i charakterystycznym skalnym wzniesieniem podobnym do Machu Picchu. Idealne miejsce dla miłośników pieszych wędrówek. Dojechać tam samochodem nie jest jednak tak prosto. Do wioski prowadzą kręte serpentyny, w dodatku droga jest bardzo wąska i stroma.

Po drodze jest kilka punktów widokowych, a widoki nieziemskie. Nie chcieliśmy wracać tą samą drogą, więc postanowiliśmy, że pojedziemy dalej na północ w kierunku miasteczka Garachico. To tam w 1706 roku wybuch wulkan Trevejo. Erupcja zniszczyła cześć miasta. Pozostałości po warstwie lawy spływającej w tym czasie do morza widoczne są do dzisiaj.

Z Garachico udaliśmy się do miasteczka Icod de los Vinos, gdzie znajduje się najstarsza na świecie dracena smocza (ma ponad 800 lat). Cudowne drzewo, które wywarło na nas ogromne wrażenie. Wstęp do Parque del Drago kosztuje 5 euro za osobę dorosłą.

Z Icod de los Vinos pojechaliśmy na południe do znanego turystycznego trójmiasta (Los Christianos, Las,  Playa de Las Americas, Costa Adeje). Ponieważ nie przepadamy za dużą ilością ludzi i sklepów postanowiliśmy, że spędzimy czas wolny na dwóch plażach. Kamienista Playa de las Americas, z której podziwialiśmy wyczyny surferów i czarno piaskowa Playa de Torviscas, na której przednią zabawę miały dzieci. Wspólnie stwierdziliśmy, że warto odkrywać plaże na Teneryfie, ponieważ są bardzo różnorodne, czyste i niepowtarzalne.

Siam Park i Loro Park na Teneryfie

Plaża i kurort na Teneryfie

Są to jedne z kilku największych atrakcji Tenerfy. Reklamy tych dwóch miejsc są dosłownie wszędzie. My jednak drogą selekcji z nich zrezygnowaliśmy (nie można mieć wszystkiego — wygrała La Gomera). Opinie na temat tych dwóch parków atrakcji są bardzo dobre, więc jeśli ktoś się waha czy na Teneryfę warto się wybrać, perspektywa wizyty w Siam i Loro Parku, może być kluczowa.

La Gomera popularna Wyspa Kanaryjska

Aloes z Teneryfy

Oaza spokoju, mała wyspa zamieszkała przez niecałe 20 tys. ludzi z setkami kilometrów górskich szlaków, uwielbiana przez mieszkańców całego archipelagu i także przez znane osoby jak pani Angela Merkel.

La Gomera oferuje bardzo wiele, jeśli chodzi o dziką przyrodę, różnorodność krajobrazu, bogatą historię i naturalne bogactwo – miód palmowy.

Nie jest jednak łatwo się na nią dostać, nie ma tam dużego lotniska, najpopularniejszym środkiem lokomocji są promy. My popłynęliśmy ze wspomnianej wcześnie miejscowości Los Cristianos. Ponieważ nie mieliśmy zbyt dużo czasu na zwiedzenie wyspy, skorzystaliśmy z wycieczki organizowanej przez biuro Itaka, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć najważniejsze atrakcje wyspy w ciągu jednego dnia. I o ile zawsze unikam tego typu wycieczek (wolę sam być odkrywcą-przewodnikiem) ta była naprawdę dobrym rozwiązaniem. Prom z Tenryfy na La Gomerę płynął niecałą godzinę. Tam też popłyną z nami autokar, który zabrał nas w przepiękną trasę w głąb wyspy.

Zobaczyliśmy kilka ciekawych miejsc jak plantacja aloesu, na której mogliśmy wetrzeć go bezpośrednio z rośliny w skórę. Urokliwe miasteczko Agulo z widokiem na Teneryfę i restaurację, w której poznaliśmy bliżej język gwizdany. Bo Guanczowie (przodkowie La gomerczyków) posługiwali się właśnie językiem gwizdanym, warto to zobaczyć i usłyszeć.

Głównym celem naszej podróży był jednak park narodowy w centrum Garajonay zajmujący 10% La Gomery. Garajonay to w 90% las wawrzynowy wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Obecnie lasy wawrzynowe dostępne są jedynie w kilku (3-4) miejscach na naszej planecie. Panuje tu bardzo wilgotny klimat, dlatego, że La Gomera to taka wyspa na wysokości chmur (oczywiście mowa tu o środkowej części wyspy na wysokości od 650 m – 1487 m n.p.m.)

Olbrzymie, kilkusetletnie drzewa porośnięte mchem i lekka mgła sprawiają, że możemy poczuć się jak w filmie „Avatar” czy „Park Jurajski” gdzie kolory są jakby nowe. Jest to miejsce unikalne, warto wziąć tu głęboki oddech, bo powietrze jest krystalicznie czyste. Z parku udaliśmy się do stolicy La Gomery – historycznego San Sebastian po drodze podziwiając jeszcze raz przecudowny El Teide wystający ponad Teneryfę i chmury.

Las Garajonay na Karaibach. Wyspa La Gamora - Hiszpania

San Sebastian to miejsce wyjątkowe, to stąd Krzysztof Kolumb zaczynał swoje odkrywcze podróże. Z samym Kolumbem i tym miejscem jest związanych kilka legend. Dodam, że w mieście znajduje się muzeum Kolumba. Nieopodal muzeum znajduje się Kościół Nuestra Señora de la Asunción (Wniebowzięcia) wybudowany pod koniec XV wieku, z przepięknym obrazem ataku angielskich piratów na La Gomerę i wieloma innymi cennymi zabytkami.

Naprzeciw głównej plaży znajduje się Torre del Conde (wieża hrabiego) to jeden z pierwszych budynków wzniesionych na La Gomerze. XV wieczna wieża nadaje temu miejscu bardziej doniosły, historyczny charakter. Warto pospacerować po starym miasteczku, gdzie ludzie są bardzo sympatyczni i architektura jest nieco inna niż na Teneryfie.

Wspólnie z żoną postanowiliśmy, że na La Gomerę jeszcze kiedyś wrócimy.

Pozdrawiamy wszystkich czytelników bloga nasze szlaki.
Do następnego razu!

Łukasz & Aneta