Targowisko w Marrakeszu jest główną atrakcją miasta.

Wejście na plac targowy Dżami al-Fana, leżący w najstarszej części miasta Marrakesz w Maroku zwanej medyną, może być dla wielu sporym szokiem.

Z raczej spokojnych, nowoczesnych części miasta wchodzimy w hałaśliwy i rozkrzyczany tłum dziwnych i kolorowych ludzi. Jedni biegają, skaczą inni tańczą, wykrzykują niezrozumiałe zdania, przekrzykując się wzajemnie. Pomiędzy nimi przemykają ludzi z małpami na łańcuchach albo żywymi wężami w dłoniach.

Po prawej grają instrumenty rodem z głębokiej Afryki, po lewej gość w turbanie usiłuje bezskutecznie, za sprawą rozstrojonego fletu, zmusić do ruchu śpiącą kobrę.
Na wprost przed nami garstka aktorów, przypominająca raczej bandę obdartych wieśniaków, stara się opowiedzieć jakąś historię, krzycząc przy tym i wymachując trzymanymi w rękach kijami.

Tuż za obszarpańcami udającymi aktorów stary arab z nosem jak tomahawk „leczy” zęby, komuś siedzącemu na drewnianym zydlu.
O znieczuleniu chyba nikt tu nie słyszał bo widzę, że klient zaciska dłonie na siedzisku taboretu z taką siłą, że ze starego drewna kapie woda.
Staruch z nochalem pastwi się nad biedakiem za pomocą jakiejś przedziwnej wiertarki napędzanej starą, zardzewiałą sprężyną – Wiem jedno, ten widok i dźwięk tępego wiertła, będzie mnie prześladował bardzo długo.

Kawałek dalej rozstawił się pustynny Van Gogh ze swoimi obrazami. Nie wyglądają najgorzej, ale dlaczego mieszkaniec suchej pustyni namalował londyński autobus ? Nie wiem.

Mijamy faceta próbującego zakląć czyjeś pieniądze. Gość wkręca ludziom, że dzięki kontaktowi z bliżej nieokreślonym mistykiem i czarodziejem zyskał moc pomnażania pieniędzy.
Moc ta polega na tym, że bierze od ciebie 100 dirhemów, krzyczy na nie, pluje, przeklina i bije kijem. Po wszystkim oddaje Ci 50 z obietnicą, że pieniądze się rozmnożą.
Aż przystanąłem widząc jak wielu było chętnych, by pozwolić mu po ubliżać ich portfelom i inteligencji.

***

Po zapadnięciu ciemności plac oświetlają jedynie mizerne żarówki z okolicznych straganów i restauracji.
Z każdą chwilą tłum gęstnieje, a gwar rośnie. Na granicy światła przemykają coraz dziwniejsze postaci, jakby nasz świat przenikał się z innym, pełnym piaskowych potworów, dżinów i innych stworów z panteonu arabskich legend.

Niespodziewanie podchodzi do nas młoda Afrykanka, proponując przyciszonym głosem usługi seksualne. Nie mamy pewności, czy jej propozycja skierowana była do mnie czy do Magdy. Do teraz trwa między nami zagorzała dyskusja na ten temat.

Co kilka minut podbiegają inne dziewczyny chcące malować Magdę, podejrzanie wyglądającą henną. Ciekawe ile kobiet przywiozło do Europy ślady na skórze trzymające się znacznie dłużej niż sama farba. Pamiętajcie, że jeżeli nie chcecie by kobiety upaćkały was tym czymś, musimy okazać im to stanowczo i dobitnie, w innym wypadku panie odczytają wasze wahanie jako zgodę i zabiorą się do pracy.

***

Gwar narasta, tłum gęstnieje, do typowych dźwięków dochodzą nowe, nieokreślone hałasy. Wycofujemy się do jednej z restauracji by ochłonąć i napić się kawy. Większość kawiarni na placu Dżami al-Fana posiada balkony lub tarasy gdzie można usiąść i z góry popatrzeć na szaleństwo w dole.
Oczywiście by się tam dostać trzeba wcześniej zamówić coś do picia, najczęściej kawę albo tą słodką do nieprzyzwoitości herbatę zwaną tu Berber Whisky.

Marokańska Berber Whisky

Dziwna nazwa jak na szklankę herbaty co nie.

Wyobraźcie sobie cały naród facetów strudzonych życiem i siedzących w knajpach, tuż przed zachodem słońca, opowiadających sobie o tym jak życie na pustyni jest  trudne.

My Europejczycy w takim momencie stawiamy na stole piwo i/lub wódkę… oni herbatę. To wyjaśnia niemal fizyczny smutek malujący się na ich zmordowanych twarzach. Z tej całej żałości herbatę nazwali Whisky… – chwila ciszy dla pokonanych !

afryka-maroko-marrakesz-medyna-dżami-al-fana-barber-whysky

Jak przygotować Berber Whisky? Nic trudnego, wystarczy zaparzyć zieloną herbatę, dodać trochę liści mięty i wszystko zasypać cukrem.
Coś takiego pije się tu od rana do wieczora, zawsze po trzy szklaneczki przy jednym podejściu.

W starych berberyjskich księgach przy opisie herbaty można przeczytać:

… Pierwsza szklanka jest gorzka jak życie.
Druga jest tak silna, jak miłość,
Trzecia z nich jest tak słodka jak śmierć…

Dobre co nie ? Niestety brzmi lepiej niż smakuje, dla mnie zbyt słodkie i lepiące.

Herbatę Berber Whisky zaparza się w specjalnych, metalowych dzbankach. Potem napełnia się szklaneczkę lejąc płyn z dużej wysokości. Wygląda to ciekawie, a brzmi jak sikanie.
Gdy więc siedząc w restauracji usłyszycie taki dźwięk, to spokojnie nie jest to to z czym się kojarzy.

***

Widok na plac Dżami al-Fana z wysokości restauracyjnego balkonu jest bardzo ciekawy. Można zauważyć, że w całym tym rozgardiaszu jest cel i metoda. Facet z małpą nie wchodzi w drogę temu z wężem, a muzycy rozstawili się tak by obstawić każde wolne miejsce na placu no i nie zagłuszać siebie na wzajem.

W centralnym miejscu stoją wozy z owocami. Znajdziecie tam całe tony suszonych warzyw, przypraw i owoców. Te ostatnie są też w wersji surowej i w miarę świeżej.

Za stoiskami z owocami można usiąść na drewnianej ławie i coś zjeść. Pomimo, że pracownicy każdej z garkuchni wykrzykują pochwały na temat swojego menu – typu: tylko u nas najdelikatniejsza cielęcinka i najświeższa rybka! To tak naprawdę wszyscy oferują dokładnie to samo, a trafienie na świeże jedzenie jest jak rzut kośćmi.

afryka-maroko-marrakesz-medyna-dżami-al-fana-widok na plac

Ostatnio pod artykułem opisującym tradycyjny tażin jakiś twardziel napisał, że przy takiej potrawie nie używa się noża i widelca tylko je się rękoma i czyści michę chlebem.

W miejscu takim jak to gdzie mydło i ciepła woda są przekazywane wśród mieszkańców w formie podań, a higienę uważa się za zwykły mit lub padlinożerne zwierzę z innej części Afryki, pakowanie rąk do miski z jedzeniem jest jak wkładanie ramion przez siatkę do klatki z tygrysem. Może i uda się go dotknąć, a nawet pogłaskać ale na podcieranie w przyszłości trzeba mieć z góry przygotowany plan B.

***

Schodzimy w końcu z zatłoczonego coraz bardziej balkonu i ruszamy na spacer po ciasnych i lekko mrocznych uliczkach otaczających plac Dżami al-Fana.

Wąskie uliczki Medyny w Marrakeszu

W zatłoczonych i wąskich uliczkach medyny znajdziecie wszytko, dosłownie wszystko. Niewielkie sklepiki oferują gliniane naczynia, srebrne naczynia i normalne, zwykłe naczynia.

Poza tym znajdziecie tu farby, przyprawy, korzenie, perfumy i elektronikę. Wszystko – według sprzedawców – oryginalne!! Np. iPhone w afrykańskiej cenie za 8 dolarów, wszystkie w  pudełkach i zafoliowane. Oczywiście można obejrzeć inny, już wyjęty z opakowania, który wygląda naprawdę dobrze.

Sprzedawcy popełniają tylko jeden błąd, mianowicie wymieniają cenę tak śmiesznie niską, że każdy kto choć przez chwilę pomyśli odejdzie nie tracąc czasu.

Jeżeli szukacie prezentu lub pamiątki z Marrakeszu, dobrym pomysłem są wyroby skórzane. Torby i buty z naturalnej skóry wyglądają świetnie. Po powrocie można zabłysnąć na salonach.

My mieliśmy chrapkę na perski dywan, których wybór jest tu przeogromny. Magda znalazła nawet jeden, pleciony ręcznie i piękny, a do tego z certyfikatem autentyczności. Przekonałem ją jednak by poczekała, nie ma się co śpieszyć, przecież możemy trafić na taki, no wiecie … latający.

Uliczki pachną bardzo przyjemnie i wyglądają na zadbane. W mijanych drzwiach niewielkich restauracji uśmiechają się do nas kelnerzy, niektórzy nawet kuszą cichym szeptem – Mamy prawdziwe piwo !! Super.

Czym głębiej w mroczny świat starej medyny tym mniej turystów i robi się ciekawiej. Zaproszenia na drinka są coraz częstsze. Z czasem nawet ktoś proponuje haszysz albo kif.

Trzeba by mieć nerwy ze stali i niezachwiane pokłady zaufania do ludzi, by spalić się z chłopakami w Maroko. Na pewno było by o czym opowiadać.

***

Bardzo podobały nam się sklepy z przyprawami. Zastanawialiście się kiedyś jak oni usypują te sterczące idealnie w górę, kolorowe stożki z mielonymi przyprawami? Zawsze nas to pytanie nurtowało no i jest rozwiązanie. Te stożki to konstrukcja z papieru pomalowana na żywe barwy zbliżone do tych jakie mają przyprawy. Widzieliśmy też taką konstrukcję posypaną cienką warstwą przypraw. Rozwiązanie proste i wygląda ładnie.

Kiedyś, dawno temu grałem we wczesną wersję gry „Prince of Persja”. Główny bohater biegał po ulicach arabskiego miasta uciekając przed ścigającymi go ciemnymi charakterami. Ulice starej medyny w Marrakeszu wyglądają identycznie jak te z gry.

***

Medyna nazywana jest czerwonym miastem ze względu na kolor murów. Ktoś opowiedział nam, że to przez krew, która przez wieki lała się ulicami miasta.

Można tu spacerować całymi godzinami, smakując lokalne słodycze na bazie miodu, przypraw, owoców i orzechów. Można napić się herbaty i posłuchać jak rozmawiają między sobą mieszkańcy tego dziwnego miejsca. Jedyną rzeczą, która psuje atmosferę to dziesiątki skuterów przemykające pomiędzy kramami i grupami turystów. Spaliny drapią w gardło a kierowcy nie zwalniają nawet na zatłoczonych uliczkach.

Mimo to uważam, że medyna w Marrakeszu jest bardzo ciekawym miejsce, którego nie sposób pominąć podczas wizyty w Maroko.
Kolorowe uliczki i zakamarki, egzotyczne jedzenie i piękne ogrody a także ukryte riady i krzyki muezinów w pobliskich minaretach to niezwykła atmosfera, którą trudno znaleźć gdzie indziej.

***

Plac Dżami al-Fana to miejsce pełne dziwów. Na początku XX wieku cały ten teren wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Mowa w nim nie tylko o zabytkowej części starego miasta ale też o atmosferze panującej na placu handlowym.

Wizytę w Maroko polecamy rozpocząć od Marrakeszu i Dżami al-Fana.

Ciekawostki związane z Dżami al-Fana

  • Plac handlowy Dżami al-Fana nazywany jest zgromadzeniem umarłych. Nazwa pochodzi z czasów gdy na placu handlowano niewolnikami. Podobno jeszcze na początku XX wielu można było tu kupić młodą dziewczynę albo chłopca.
  • Plac Dżami al-Fana zdobył popularność w Europie w latach 60 poprzedniego wieku. Ruch hipisowski rozreklamował Marrakesz jako miejsce gdzie za nieduże pieniądze można używać miękkich narkotyków.
  • W roku 2001 przestrzeń handlowa placu Dżami al-Fana została uznana Arcydziełem Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości, a następnie wpisana na Listę Niematerialnego dziedzictwa UNESCO.
  • W roku 2011 na placu Dżami al-Fana doszło do zamachu terrorystycznego. Gość przebrany za turystę wypchał gitarę materiałami wybuchowymi i wysadził ją w jednej z restauracji. Związany z Al-Kaidą zamachowiec został skazany na śmierć. Wyrok wykonano niezwłocznie.
  • Na placu Dżami al-Fana należy uważać co i kiedy się fotografuje. Po placu kręci się wielu sprytnych naciągaczy, którzy będą twierdzić, że uchwyciłeś ich na fotografii i należy im się za to zapłata. Często 5, a nawet 10 euro ich nie satysfakcjonuje.