Ayutthaya w Tajlandii słynie ze starożytnych świątyń a zwłaszcza jednej z nich, w której posąg Buddy został „magicznie” zatopiony w korzeniu drzewa.

Miasto Ayutthaya a w zasadzie Phra Nakhon Si Ayutthaya, bo tak brzmi jego pełna nazwa, stał się dla Naszych Szlaków przystankiem pomiędzy Kanchanaburi a Chiang Mai. Wizyta trwała zaledwie kilka godzin i mieliśmy czas by zobaczyć jedynie jedną z czterech wielkich świątynnych ruin położonych w samym centrum dawnego miasta.

Zobacz także:

Jim Thompson House – Bangkok
Wyspa Phangan
Świątynie w Bangkoku
Bangkok


Jazda autobusem z Kanchanabury do Ayutthaya trwała ponad dwie godziny. Autobus był wygodny i dobrze zorganizowany. Kierowca przyjechał po nas do hotelu a nawet pomógł się zapakować. W klimatyzowanym wnętrzu podróż minęła szybko i bez komplikacji. Przystanek główny do którego dojeżdżają autobusy w Ayuttayi oddalony jest od ruin o ponad 3 km ale nie musicie jechać aż do końca trasy.

Jak dojechać do świątyń Ayutthaya

Nasz kierowca zatrzymał się dosłownie kilkaset metrów przed wejściem do świątyni Wat Mahathat, na której najbardziej nam zależało. Ciekawostką o której musicie pamiętać, jeżeli planujecie dalszą drogę, jest fakt że w miejscu gdzie zatrzymał się kierowca mieści się niewielkie biuro turystyczne, z którym jak zakładam jest zaprzyjaźniony.

Oferuje ono bilety na przewozy autokarowe w zasadzie do wszystkich ważniejszych miast w Tajlandii. Jak już pisałem, dla nas następnym punktem na mapie było Chiang Mai i początkowo chcieliśmy dotrzeć tam pociągiem, jednak tu na miejscu zobaczyliśmy ofertę na nocny autobus w bardzo dobrej cenie.

Sławna twarz Buddy w drzewie nie jest tak wielka jak zawsze sądziłem i można by ją przegapić gdyby nie zbierający się przed nią turyści. Robi dziwnie magiczne wrażenie.

Nim jednak ruszyliśmy w dalszą drogę, weszliśmy do ruin tajemniczej i ogromnej świątyni Wat Mahathat, w której dobrotliwa twarz Buddy zerkała na nas figlarnie zza wyrastających wokół niej korzeni potężnego drzewa.

Odrobina historii kompleksu świątyń Ayuttaya

Historia kompleksu świątyń sięga niemal początku samego miasta, ówczesnej stolicy Syjamu jak nazywała się wówczas Tajlandia. Miasto założył król Ramathibodi I w roku 1351. Wcześniejsze miasto Lop Buri zostało zniszczone gdy epidemia ospy wybiła prawie wszystkich jego mieszkańców. By uniknąć podobnych kłopotów w przyszłości miejscowość poprzecinano znacznie szerszymi ulicami i przestronniejszą zabudową. Poza tym miasto podzielone było wieloma kanałami, które odprowadzały brud i nieczystości.

Spora część ludności, zwłaszcza tej biedniejszej żyła na łodziach i tratwach. Z czasem miasto rozrosło się i dzięki położeniu na przecięciu szlaków handlowych pomiędzy Chinami a Indiami stało się głównym centrum handlowym kraju. Swoje siedziby miało tu wielu kupców z ówczesnej Europy. Co oczywiste nowo odkryte ziemie przyciągały też katolickich misjonarzy, jednym z nich był Polak Michał Boym.

W siedemnastym wieku w mieście żyło ponad milion ludzi a więc mniej więcej tylu, co w kilku europejskich stolicach razem wziętych.
Wszystko układało się świetnie aż do roku 1767 gdy Birmańskie wojska zdobyły mury miasta, na które zasadzały się od bardzo dawna. Miasto splądrowano i spalono, podobnie jak świątynie i pałac królewski. Tajowie przenieśli stolicę do Bangkoku a ruiny pradawnych świątyń zarosła dżungla i stały się legendą.

Posągi Buddy to niemi światkowie bardzo ciekawych historii jakie rozgrywały się na terenie dawnego miasta Ayutthaya. Niestety nie udało nam skłonić się ich do wyznań.

Dziś w Ayuttayi żyje około 66 tysięcy mieszkańców i jest ono jedynie marnym cieniem potęgi jaką było kilkaset lat wcześniej.

Co zobaczyć w Ayuttayi i jak zwiedzać

Na terenie Parku Historycznego są ruiny prawie czterystu mniejszych i większych świątyń i pałaców. Ten najważniejszy Pałac królewski to dziś jedynie resztki fundamentów i ścian. Wśród ruin stoją spokojne jak zawsze posągi buddy, niektóre naprawdę wielkie.

Jeżeli chcecie zobaczyć cały kompleks to potrzeba na to kilku godzin o ile zatrudnicie kierowcę tuk tuka, który zawiedzie was w najważniejsze miejsca.  Można też wynająć za parę batów rower i popedałować na własną rękę ale wtedy myślę że to już cały dzień.

Na nas świątynia zrobiła spore wrażenie, panował tam spokój i nieco nabożna cisza, przerywana jedynie szczebiotaniem wszechobecnych w Tajlandii Chińskich turystów. Spacer pomiędzy ruinami i resztkami murów pozwala uzmysłowić sobie jak potężnym miejscem było to miasto w latach świetności.

Jeżeli choć trochę lubicie szwendać się po ruinach dawnych miast, szukać legend i starych opowieści, których w tym miejscu nie brakuje, musicie koniecznie odwiedzić dawną stolicę wielkiego Syjamu.

Pomocne informacje:

  • Przejazd z Kanchanaburi do Ayutthayi 400 batów za osobę – czas ponad dwie godziny.
  • Świątynie – koszt od 40 do 60 batów (za każdą płacimy oddzielnie).
  • Zwiedzanie – najwygodniej wynająć tuk tuka, można też pojechać rowerem. Wynajęcie tuk tuka to jakieś 200 – 300 batów w zależności ilu was jest.
  • W pobliżu wejścia do świątyni Wat Mahathat (tej z głową Buddy w drzewie) spory market z dobrym jedzeniem.
  • Moim zadaniem na kompleks można poświęcić cały dzień i wieczorem pojechać dalej.