Zamek Ogrodzieniec to ruiny stojące w miejscowości Podzamcze na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, jedno z Orlich Gdańsk w województwie śląskim.

Uwielbiamy zamki! Co już pewnie zdążyliście zauważyć, czytając Nasze Szlaki. Tak więc, gdy tylko nadarzy się okazja, szukamy na trasie naszych wypraw ciekawych, mrocznych  warowni. Dlatego, gdy w okresie wakacyjnym obraliśmy za cel niesamowitą Jurę Krakowsko-Częstochowską, logiczne było, że na mapie zaznaczymy kilka, naszym zdaniem, najciekawszych twierdz z tego regionu. Dzisiaj mam przyjemność zabrać Cię tam, za pomocą tekstu i nie najgorszych fotek do Podzamcza. W artykule opowiem o zamku oraz o jego mieszkańcach, a także znajdę całą masę ciekawostek i informacji.

Zamek Ogrodzieniec i jego ciekawa historia

Zamek Ogrodzieniec na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Jeśli ktoś kiedyś uznał, że najlepszym miejscem na budowę zamku jest szczyt wapiennej skały, smagany wiatrem i wyglądający jak plan filmu fantasy – to właśnie tak powstał Zamek Ogrodzieniec. I trzeba przyznać: wybór był doskonały. Bo choć życie tam nie należało do najłatwiejszych, widoki i klimat nadrabiały wszystko z nawiązką.

Zanim pojawiły się kamienne mury i rycerze przechadzający się z poważnymi minami, w tym miejscu istniał drewniany gród. Były to czasy średniowiecza, kiedy Polska pod rządami Kazimierza III Wielkiego intensywnie się umacniała. To właśnie wtedy powstała koncepcja tzw. Orlich Gniazd – systemu zamków obronnych strzegących granic Królestwa Polskiego. Ogrodzieniec był jednym z najważniejszych punktów tej sieci. Już sama jego lokalizacja – na najwyższym wzniesieniu Jury Krakowsko-Częstochowskiej – sprawiała, że potencjalny wróg musiał się nieźle napocić, zanim w ogóle zobaczył bramę.

W XIV wieku drewniane umocnienia zaczęto zastępować solidnym zamkiem z kamienia. I to nie byle jakim – mury rosły, wieże sięgały nieba (no dobrze, może nie aż tak, ale robiły wrażenie), a całość wyglądała coraz bardziej „na bogato”. W kolejnych stuleciach zamek trafiał w ręce różnych właścicieli, ale prawdziwy rozkwit przyszedł w XVI wieku, kiedy przejęła go rodzina Bonerowie. I tu zaczyna się historia pełna przepychu, przebudów i ambicji. Bonerowie postanowili, że skoro już mają zamek na skale, to niech będzie on nie tylko twierdzą, ale też elegancką rezydencją. W efekcie Zamek Ogrodzieniec przeszedł gruntowną przebudowę w stylu renesansowym.

Pojawiły się reprezentacyjne sale, wygodniejsze komnaty i elementy, które sprawiały, że życie było nieco bardziej cywilizowane niż w surowym średniowieczu. Choć umówmy się – nadal był to zamek na skale, więc o windzie czy centralnym ogrzewaniu można było. Niestety, jak to w historii Polski bywa, sielanka nie trwała długo. W XVII wieku nadciągnął potop szwedzki – wydarzenie, które dla wielu zamków oznaczało jedno: koniec świetności. Ogrodzieniec został zajęty przez wojska szwedzkie, które – delikatnie mówiąc – nie były zainteresowane zachowaniem zabytków dla przyszłych pokoleń. Zamek został splądrowany i poważnie zniszczony. To był moment, w którym jego los zaczął się wyraźnie pogarszać.

Po wojnach zamek jeszcze przez jakiś czas był zamieszkiwany, ale jego stan pozostawiał coraz więcej do życzenia. Kolejni właściciele nie mieli już ani środków, ani pomysłu, by przywrócić mu dawny blask. W XVIII wieku nastąpił ostateczny cios – zamek został opuszczony po pożarze (według niektórych źródeł spowodowanym przez wojska rosyjskie). I tak oto z dumnej rezydencji powstała ruina. Trochę jak luksusowy hotel, który nagle zamienia się w klimatyczne, ale jednak opuszczone miejsce. Przez kolejne stulecia Zamek Ogrodzieniec trwał jako malownicza ruina. I trzeba przyznać – robił to z klasą.

W XIX wieku, kiedy modne stały się romantyczne pejzaże i ruiny, zamek zyskał drugie życie… jako inspiracja dla artystów i podróżników. Malownicze skały, potężne mury i lekko tajemnicza atmosfera przyciągały coraz więcej odwiedzających. Dopiero w XX wieku zaczęto na poważnie myśleć o zabezpieczeniu ruin. Prace konserwatorskie pozwoliły zatrzymać dalsze niszczenie i przygotować zamek na przyjęcie turystów. Bo umówmy się – ruina ruiną, ale dobrze byłoby, żeby nie rozsypała się całkiem.

Obecnie Zamek Ogrodzieniec to jedna z największych atrakcji Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Przyciąga turystów, filmowców i wszystkich, którzy chcą poczuć klimat dawnych czasów. To właśnie tutaj kręcono sceny do różnych filmów i seriali – bo umówmy się, scenografia jest gotowa i nie trzeba wiele dodawać. Spacerując po zamku, można wspiąć się na wieże, zajrzeć do dawnych komnat i wyobrazić sobie życie sprzed setek lat. A jeśli ktoś ma bujną wyobraźnię, to nawet usłyszy echo dawnych rozmów czy stukot zbroi (albo to po prostu wiatr – ale kto by się przejmował szczegółami).

Historia Zamek Ogrodzieniec to klasyczna opowieść o wzlotach i upadkach. Od średniowiecznej twierdzy, przez renesansową rezydencję, aż po romantyczną ruinę i turystyczną gwiazdę. I choć dziś nie znajdziemy tam rycerzy ani królewskich uczt, to jedno jest pewne – klimat pozostał. A może nawet jest jeszcze lepszy, bo teraz każdy może poczuć się trochę jak odkrywca, trochę jak historyk… a trochę jak bohater filmu przygodowego. Bo jeśli zamek potrafi przetrwać kilkaset lat historii, wojny i pożary, a przy tym nadal wyglądać jak milion monet (no dobrze, jak bardzo klimatyczna ruina), to znaczy, że ma w sobie coś wyjątkowego.

Zamki i pałace w Polsce oraz warownie, ruiny i zamczyska

Zamek Ogrodzieniec zwiedzanie starej twierdzy

Zamek Ogrodzieniec. Model osady Ogrodzieniec na Jurze Krakowsko-częstochowskiej.

Do Zamku Ogrodzieniec podchodziłem z lekką ekscytacją i równie lekką zadyszką. Bo o ile zdjęcia w internecie pokazują majestatyczną ruinę na skale, to już nie wspominają, że trzeba się do niej trochę powspinać, ale kiedy tylko stanąłem u podnóża tych potężnych murów, szybko przestałem narzekać – widok robi swoje. Już z daleka zamek wygląda jak coś wyjętego z filmu fantasy. Skały, na których stoi, zdają się wyrastać prosto z ziemi i płynnie przechodzić w mury. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze architektura, czy już dzieło natury. I gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl: „No dobra, tu się naprawdę dało bronić”.

Po przekroczeniu bramy wchodzę na dziedziniec i od razu czuję, że to miejsce ma historię. I to taką konkretną, nie jakieś „tu kiedyś coś było”. Tu było życie – gwar, konie, zbroje, zapach pieczonego mięsa i zapewne kilka kłótni o to, kto zjadł ostatni kawałek chleba. Idąc dalej, trafiam na pozostałości dawnych komnat. I tutaj zaczyna się najlepsza zabawa – wyobraźnia. Bo o ile dziś widzę głównie kamień i niebo zamiast sufitu, to wystarczy chwila, żeby „dorysować” sobie dawne wnętrza. Eleganckie sale, arrasy na ścianach, stoły uginające się od jedzenia. Szczególnie kiedy przypomnę sobie, że w XVI wieku, za czasów Bonerowie, zamek był prawdziwą rezydencją z ambicjami.

Wchodzę wyżej, na jedną z wież i… no cóż, warto było się zmęczyć. Widok na Jurę Krakowsko-Częstochowską jest absolutnie genialny. Zielone wzgórza, wapienne ostańce i gdzieś w oddali kolejne ślady historii. Czuję się trochę jak strażnik sprzed wieków – tylko, zamiast wypatrywać wroga, wypatruję miejsca na dobrą kawę po zejściu. Spacerując po murach, co chwilę trafiam na jakieś ciekawe zakamarki – tu fragment schodów, tam resztki pomieszczeń. I nagle dociera do mnie, jak ogromny był ten zamek. To nie była jakaś skromna warownia – to była konkretna inwestycja, która miała robić wrażenie. I robiła. Przynajmniej do czasu, aż przyszli Szwedzi w trakcie potop szwedzki i postanowili „lekko przemeblować” to miejsce.

Są też miejsca, które mają w sobie coś klimatycznego. Trochę mrocznego, trochę tajemniczego. Szczególnie kiedy zaglądam do ciemniejszych przejść czy piwnic. Niby wiem, że to tylko ruiny, ale wyobraźnia zaczyna pracować: a może tu ktoś kiedyś coś ukrył? A może to właśnie tutaj zaczyna się tajne przejście? Oczywiście kończy się na kilku krokach i powrocie do światła, ale emocje są. Po obejściu głównej części zamku schodzę w dół i trafiam na teren wokół. I tu kolejna niespodzianka – Góra Janowskiego, na której stoi zamek, oferuje jeszcze więcej ciekawych miejsc. Skały o fantazyjnych kształtach, ścieżki spacerowe i punkty widokowe sprawiają, że można tu spędzić naprawdę sporo czasu.

Niedaleko znajduje się też Gród na Górze Birów – rekonstrukcja drewnianej warowni. To trochę jak podróż jeszcze dalej w przeszłość. Nagle z kamiennego zamku wracam do czasów, kiedy wszystko było bardziej… drewniane i zdecydowanie mniej odporne na ogień. Wracając myślami do samego zamku, trudno nie odnieść się do jego dawnej świetności. Bo choć dziś to ruina, to wystarczy chwila, żeby zobaczyć w nim coś więcej. Te mury kiedyś tętniły życiem, były symbolem potęgi i prestiżu. A teraz? Teraz są symbolem czasu – tego, jak wszystko się zmienia.

Na koniec siadam gdzieś na murku i patrzę jeszcze raz na całość. I dochodzę do wniosku, że Zamek Ogrodzieniec ma jedną ogromną zaletę – nie udaje niczego. Nie jest odrestaurowany na błysk, nie próbuje być „nowy”. Jest dokładnie taki, jaki powinien być – autentyczny, trochę surowy i pełen historii. A ja? Schodzę z niego zmęczony, trochę zakurzony, ale z bananem na twarzy. Bo to nie było zwykłe zwiedzanie. To była mała podróż w czasie – z dodatkiem lekkiej wspinaczki i dużej dawki wyobraźni.

Kiermasze pełne tandety pod zamkiem Ogrodzieniec

Zamek Ogrodzieniec.

Zawsze mnie to zastanawia, że teraz nie można już kupić nic fajnego, zrobionego własnoręcznie przez lokalnego rzemieślnika. Żadnych pamiątek i żadnych bibelotów, które byłyby ozdobą półek w domach.

Miast tego można nabyć kule śniegowe (w sierpniu)  i masę tandetnych zabawek szczujących dzieciaki, które omamione kolorami dostają na ich widok małpiego rozumu. Widocznie sprzedawane jest to, co przynosi duży zysk małym kosztem.  No cóż, szkoda. Może kiedyś ktoś wpadnie na pomysł, by w miejscach o dużej wartości historycznej ograniczyć sprzedaż tandety (choć to raczej marzenie ściętej głowy).

W końcu przebrnęliśmy przez ciągnące się ładnych kilkadziesiąt (a może i ponad sto metrów) metrów „targowisko” i stanęliśmy przed kasą. Szybkie zakupienie biletów i już przechodziliśmy przez bramę w zupełnie inne otoczenie; wolne od plastiku, zielone i nieskrępowane żadnymi budkami sprzedawców.

Pięknie utrzymana, rozległa  przestrzeń zachęciła nasze dzieciaki do kontrolowanego wariactwa. Biegały, skakały i turlały się po lekko wysuszonej trawie, a ja stanąłem jak oniemiały. Po raz pierwszy zobaczyłem w całej okazałości zamek Ogrodzieniec w Podzamczu na własne oczy.

Zamek Ogrodzieniec z zewnątrz

Ciekawostki o średniowieczu.

Powiem Wam, że zdjęcia, mimo że piękne, nie oddają majestatu tej ruiny. Ogromna, lekko połyskującą bielą, kamienna twierdza robi fenomenalne wrażenie. Czapki z głów przed twórcami tego monumentalnego zamczyska. Dzisiejsi architekci mogliby się sporo nauczyć  od dawnych mistrzów.

A w szczególności wykorzystania naturalnych formacji i połączenia ich z budowlą. W Podzamczu to się udało. Ciężko dopatrzyć się miejsc styku, gdzie tworzyła natura, a które stworzone są ręką ludzką. Mury  i skały zlewają się w jedną, potężną bryłę. Majstersztyk. Wygląda to tak, jakby to miejsce było przeznaczone na ten zamek od zarania dziejów i nic innego nie miało tu prawa powstać.

Z paraliżu spowodowanego zachwytem wyrwała mnie Ewa, która wskazała palcem ku bramie, którą niedawno weszliśmy. Momentalnie wiedziałem, o co chodzi – ku kasie biletowej podążało kilka grup zorganizowanych wycieczek szkolnych. To był znak, że czas powędrować do Orlego Gniazda, tak by zdążyć przed tłumami.

Mała porada: Jeżeli odwiedzacie miejsca znane, które odwiedzane są przez tysiące turystów, to najlepiej stawić się przed kasą biletową równo z godziną otwarcia. Natężenie ruchu, zgodnie z naszymi obserwacjami, jest wtedy najmniejsze. Daje to możliwość w miarę komfortowego zwiedzania obiektów. A nic nie jest tak uciążliwe i denerwujące, jak przepychanie się z tysiącem ludzi w wąskich muzealnych, czy zamkowych korytarzach.

Zamek Ogrodzieniec i trasa zwiedzania

Zamek Ogrodzieniec mapa zwiedzania

Czując za plecami oddech, podążającego w stronę warowni tłumu, podreptaliśmy ku bramie wejściowej. Trasa, jak możecie zauważyć na planie, jest prosta i w zasadzie nie ma możliwości zagubienia się w labiryncie zamkowych korytarzy. Widać, że opracowana jest z głową, bo prowadzi nas przez najważniejsze komnaty i co najważniejsze, daje możliwość wejścia na wieże.

To spodobało nam się szczególnie. Co prawda troszeczkę skakał poziom adrenaliny, gdy wchodziliśmy stromymi schodami wraz z ruchliwymi dzieciakami. Mimo to udało się nam się bezpiecznie wspiąć po schodach  i żadna kontuzja się nie pojawiła. A  trud wejścia na wieżę został wynagrodzony pięknymi widokami na całą pobliską okolicę. Po przejściu całej trasy zwiedzania, po zobaczeniu twierdzy z poziomu dziedzińca, przejścia drewnianymi, wielopiętrowymi krużgankami i wspięciu się najwyżej jak się tylko dało, moja opinia o Zamku Ogrodzieniec może być tylko jedna – jest rewelacyjnie!

Filmowa kariera Zamku Ogrodzieniec; Wiedźmin, Janosik i Iron Maiden (UWAGA! Spoilery)

Zamek Ogrodzieniec na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Wszystkie części „Wiedźmina” napisane przez A. Sapkowskiego wchłonąłem podczas kilku dłuższych posiedzeń. Od tego czasu upłynęło naprawdę sporo lat. Mogę śmiało stwierdzić, że zakochałem się w tym mrocznym uniwersum magii i miecza bez pamięci. Od tego czasu, gdy tylko była okazja, powracałem do lektury, by wraz z Geraltem, Jaskrem i moim ulubionym Regisem przemierzać stronice książek po raz kolejny.

Potem wyszła pierwsza gra od CD Projekt (było to w 2007 roku). Wtedy  ucieszyłem się jak dziecko, że ktoś w końcu wpadł na pomysł wykorzystania tej znakomitej powieści, dając nam możliwość zaszlachtowania niezliczonej ilości potworów własnoręcznie. Możecie uwierzyć mi na słowo; czyniłem to z wielką lubością. Można śmiało powiedzieć, że opinia twierdząca, że Zamek Ogrodzieniec, to jedna z największych atrakcji na szlaku Orlich Gniazd jest prawdziwa! Lata mijały a Geralt, dzięki kolejnym grom zyskiwał coraz większą ilość fanów na całym świecie. Po trzeciej części gry i wszystkich dodatkach, która szturmem podbiła świat, tylko kwestią czasu było, jak w końcu ktoś pokusi się o ekranizację. Nie pomyliłem się. Na scenę wkroczyła platforma Netflix, która stwierdziła, że czas najwyższy przenieść, powieść Sapkowskiego na srebrne ekrany.

Zamek Ogrodzieniec trafił w końcu do Netflixa

Symbol Wiedźmina z popularnej gry komputerowej

Dlaczego o tym piszę w artykule o zamku Ogrodzieniec? Powód jest prosty. Gdy Netflix zaczął ujawniać szczegóły projektu, zobaczyłem na kilku zdjęciach ruiny zamku w Podzamczu. Cały świat zaczął się zastanawiać, którą lokację z powieści zagra zamczysko. Nie inaczej było z moją skromną osobą i momentalnie wytypowałem swojego faworyta. Pomyślałem sobie, że Ogrodzieniec idealnie nadawałby się na Kaer Morhen; warownię wiedźminów.

W końcu nadszedł dzień premiery serialu. Pochłaniałem bez wytchnienia odcinek za odcinkiem, zapominając na moment o Ogrodzieńcu. W końcu nadszedł czas na finał sezonu. Kto oglądał, to wie, że się okrutnie pomyliłem. Zamek Ogrodzieniec nie został Kaer Morhen, tylko twierdzą Sodden, którą armia Nilfgardu szturmowała przez cały finałowy odcinek. Jak dla mnie rewelacja! Jednak „Wiedźmin” to nie był pierwszy film nakręcony w ruinach zamku. Wcześniej na pomysł zaadaptowania ruin na potrzeby scenografii wpadli filmowcy kręcący, kultowego już dzisiaj, Janosika. To tutaj kręcono plenerowe zdjęcia do ostatniego odcinka „Zdrada”. Z tego, co pamiętam, tu Janosik został postrzelony przez swojego towarzysza. Poprawcie mnie, jeżeli się mylę.

Ruiny Ogrodzieńca pojawiły się też w słynnej zemście Andrzeja Wajdy

Zamek Ogrodzieniec na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Także w Podzamczu kręcono  „Zemstę”  w reżyserii Andrzeja Wajdy. To tutaj, na zamkowym dziedzińcu, postawiono słynny mur niezgody. Zresztą wykorzystano nie tylko dziedziniec, bo cały zamek odgrywał szczególną rolę w ujęciach do tego filmu. I na sam koniec jeszcze wspomnę o Iron Maiden, jednej z moich ulubionych kapel, którą akurat słucham w momencie pisania. W 1986 roku kręciło tutaj materiał, który wykorzystano w teledysku do utworu Hallowed Be Thy Name. Jak widać zamek w Podzamczu, to prawdziwa gwiazda światowego formatu. I coś czuję, że po najnowszych produkcjach pojawi się jeszcze nie raz na srebrnym ekranie.

Zamku w Ogrodzieńcu garść informacji praktycznych

Parkingi pod zamkiem Ogrodzieniec w Podzamczu

Parkingów w Podzamczu jest całkiem sporo i co śmieszne, wszystkie określane są mianem tych „NAJBLIŻEJ DO ZAMKU”. Sami odwiedzając Podzamcze, skorzystaliśmy z pierwszego lepszego i tyle. Koszt z tego, co pamiętam, nie był wygórowany. O ile mnie pamięć nie myli to 10 zł za postój.

Mapa do atrakcji

Coroczne imprezy w zamku Ogrodzieniec

Zamek Ogrodzieniec to nie tylko kamienne mury. Ruiny w Podzamczu to także miejsce corocznych plenerowych imprez, które naprawdę potrafią zachwycić. Są tutaj noce z duchami, kiedy po zmroku spragnieni mrocznych atrakcji uczestnicy mogą szukać z pomocą przewodników, błąkających się po zamkowych blankach umęczonych dusz. Są też rekonstrukcje starć Husarii ze Szwedami, gdzie nikt nie oszczędza ostrzy. Są barbarzyńcy i smoki. A także, i to jest świetna informacja dla fanów Wiedźmina, w tym roku odbędzie się także rekonstrukcja Bitwy pod Sodden.

Na oficjalnej stronie znajdziecie informacje o aktualnych imprezach.

Zamku Ogrodzieniec godziny otwarcia

Zwiedzanie Zamku Ogrodzieniec jest możliwe tylko przez 8 miesięcy w roku, począwszy do kwietnia.  Jednak rekompensuje to fakt, że zwiedzać w tym okresie można codziennie. Należy pamiętać jednak, że ostatnie bilety sprzedawane są na 30 minut przed zamknięciem

  • kwiecień:   od 09.00 do 18.00
  • maj-sierpień: od 09.00 do 20.00
  • wrzesień: od 09.00 do 18.00
  • październik: od 09.00 do 17.00
  • listopad: od 09.00 do 15.00

Zamku Ogrodzieniec ceny biletów

  • Zamek Ogrodzieniec
    • Bilet normalny 25 zł/os
    • Bilet ulgowy 18 zł/os
  • Gród na Górze Birów
    • Bilet normalny 8 zł/os
    • Bilet ulgowy 6 zł/os
  • Bilet łączony Zamek Ogrodzieniec + Gród
    • Bilet normalny 31 zł/os
    • Bilet ulgowy 22 zł/os

Ceny biletów zmieniają się szybko i czasem z dnia na dzień, dlatego też potraktuj powyższe ceny jako wskazówkę, a nie pewnik.

Pełna rozpiska cen zamku Ogrodzieniec i okolic

Zamku Ogrodzieniec i atrakcje w pobliżu

Zamek Ogrodzieniec brama wjazdowa

To, że Zamek Ogrodzieniec jest wart odwiedzenia to, już wiecie. Jednak to nie wszystko, co w Podzamczu i okolicach można zobaczyć. Całkiem niedaleko od warowni na górze Birów zrekonstruowano średniowieczny gród królewski. Przeprowadzone badania archeologiczne i odnalezione artefakty potwierdziły, że w tym miejscu już od 30 tysięcy lat znajdowali się ludzie.

Ciekawym miejscem jest także malutka kaplica znajdująca się w centrum Podzamcza. Zawiera ona elementy pozyskane w czasie rozbiórki zamku. Do jej budowy wykorzystano między innymi piaskowy portal z komnaty, gzymsy i ślimacznice, a także szwedzką kulę armatnią, jedną z wielu którymi Szwedzi ostrzeliwali twierdzę.

Zamek Ogrodzieniec oraz legendy i tajemnice z nim związane

Duch, zjawa AI.

Zamek Ogrodzieniec to miejsce, w którym historia i wyobraźnia idą pod rękę. Bo kiedy masz ruiny na skale, wiatr hula między murami, a słońce zachodzi dokładnie tak, jak powinno w filmach grozy – legendy po prostu muszą się pojawić. Oto najciekawsze z nich:

  • Czarny Pies z piekła rodem – Najbardziej znana legenda mówi o ogromnym czarnym psie z ognistymi oczami, który nocami biega po ruinach zamku. Według podań jest to duch Stanisław Warszycki – jednego z właścicieli zamku, znanego z wyjątkowo surowego charakteru. Podobno po śmierci został skazany na wieczną tułaczkę, a jego dusza przybrała postać przerażającego psa ciągnącego za sobą łańcuch. Jeśli usłyszysz nocą brzęk metalu… cóż, lepiej nie sprawdzaj, czy to wiatr.
  • Ukryte skarby w podziemiach – Jak każdy porządny zamek, Ogrodzieniec ma swoją legendę o skarbie. Mówi się, że podczas potop szwedzki część majątku została ukryta w lochach lub zasypanych korytarzach. Problem polega na tym, że nikt dokładnie nie wie gdzie. A że zamek ma całkiem sporo zakamarków, to poszukiwacze przygód mają tu pole do popisu… choć jak dotąd bez spektakularnych sukcesów.
  • Duchy dawnych właścicieli – Nie tylko Czarny Pies straszy w ruinach. Wiele osób twierdzi, że nocą można tu spotkać cienie dawnych mieszkańców. Niektórzy widzieli postacie przechadzające się po murach, inni słyszeli kroki w pustych komnatach. Czy to echo przeszłości, czy po prostu gra wyobraźni? W takim miejscu granica między jednym a drugim jest bardzo cienka.
  • Tajemnicze podziemia i ukryte przejścia – Pod zamkiem znajdują się rozległe piwnice i korytarze. Według legend część z nich nigdy nie została odkryta, a inne prowadzą do odległych miejsc. Niektórzy twierdzą, że istnieją sekretnie zamknięte przejścia, które miały służyć ucieczce w razie oblężenia. A może ukrywają coś więcej? Tego do końca nie wiadomo – i właśnie to jest najlepsze.
  • Klątwa zniszczonego zamku – Zamek przeżył swoją świetność, a potem – jak wiele polskich warowni – został zniszczony i opuszczony. Według jednej z opowieści nie był to tylko przypadek historii. Mówi się, że nad zamkiem zawisła klątwa po tragicznych wydarzeniach i zdradach, które miały miejsce w jego murach. Efekt? Nigdy nie wrócił do dawnej świetności.
  • Alchemiczne eksperymenty – W czasach, gdy właścicielem był Stanisław Warszycki, krążyły plotki o dziwnych praktykach. Podobno w zamku prowadzono eksperymenty alchemiczne, próbowano tworzyć złoto lub eliksiry.Czy to prawda? Trudno powiedzieć, ale biorąc pod uwagę klimat epoki – brzmi to całkiem wiarygodnie.
  • Nocne dźwięki i niewyjaśnione zjawiska – Osoby odwiedzające zamek po zmroku często wspominają o dziwnych odgłosach – krokach, trzaskach czy nagłych podmuchach wiatru tam, gdzie nie powinno ich być. Oczywiście można to tłumaczyć fizyką i starą konstrukcją… ale gdzie w tym zabawa?
  • Zamek jako „brama między światami” – Niektóre bardziej fantazyjne legendy sugerują, że Ogrodzieniec stoi w miejscu o szczególnej energii. Podobno w dawnych czasach uważano, że skały, na których wzniesiono zamek, mają magiczne właściwości. Czy to tylko ludowe opowieści? A może coś w tym jest?
  • Ślady niewidzialnych mieszkańców – Zdarza się, że odwiedzający mają wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Albo że tuż za rogiem ktoś stoi – choć nikogo tam nie ma. To uczucie trudno opisać, ale wielu mówi o nim podobnie. Może to tylko sugestywna atmosfera… a może nie.
  • Skały pełne sekretów – Okolice zamku, szczególnie Góra Janowskiego, kryją liczne jaskinie i szczeliny. Według legend niektóre z nich były wykorzystywane jako kryjówki, a inne miały prowadzić do zamkowych podziemi. Idealne miejsce na tajemnice – i na zgubienie się przy okazji.

Na koniec jedno jest pewne: Zamek Ogrodzieniec to nie tylko ruina z historią, ale też miejsce, które działa na wyobraźnię.
I nawet jeśli nie spotkasz tam czarnego psa ani ducha właściciela, to coś i tak zabierzesz ze sobą – to uczucie, że przez chwilę byłeś w miejscu, gdzie przeszłość wciąż szepcze swoje historie.

Zamek Ogrodzieniec ciekawostki

  • W każdy wakacyjny piątek na terenie zamku organizowany jest wieczór z duchami. Jest to gratka zarówno dla dzieciaków, jak i rodziców. Gwoździem programu są opowieści przewodników o duchach, które nawiedzają mury od setek lat.
  • Jednym z nieszczęśników, którzy na wieki związani są z Ogrodzieńcem jest Stanisław Warszycki. Postać jak na swoje czasy była to znamienita. Kasztelan wsławił się bohaterstwem podczas walk ze Szwedami. Brał także czynny udział w obronie Częstochowy. Oprócz tego był podobno sprawnym gospodarzem, który potrafił zarządzać włościami jak nikt inny. Niestety owo zarządzanie zasobami ludzkimi polegało na torturowaniu poddanych. Kasztelan osobiście nadzorował wykonywanie kar, nawet gdy chodziło o jego bliskich, którzy sprzeciwili się jego zdaniu. Osobiście na dziedzińcu zamkowym wychłostał swoją żonę Helenę Wiśniowiecką. Na tyle był to okrutny włodarz, że podróżujący po Polsce Ulrich Von Werdum napisał:

    „…Te­go pa­na War­szyc­kie­go bar­ba­rzyń­skie o­kru­cień­stwo […] jest o­krzy­cza­ne w ca­łej Pol­sce […] ka­zał chło­pów kłaść na brzu­chu na zie­mię i bić ich nie­mi­ło­sier­nie pa­ty­ka­mi gru­by­mi jak rę­ka po go­łym cie­le, sta­wał zaw­sze dla przy­jem­noś­ci tuż o­bok, li­cząc ba­ty, na któ­re ich ska­zał…”.
    Dostało się także przypadkowemu księdzu, który miał to nieszczęście stanąć na drodze kasztelana:

    „…Po­dob­no spot­kał się kie­dyś na dro­dze z ja­dą­cym rów­nież po­wo­zem księ­dzem. Dro­ga wąs­ka,  a ża­den us­tą­pić nie chce. Staliby pew­nie dłu­go na­prze­ciw­ko siebie, gdyby kasz­te­lan nie na­ka­zał słu­gom wy­wró­ce­nia do ro­wu księ­że­go po­wo­zu wraz z za­war­toś­cią….

    Za swe czyny dusza Stanisława Warszyckiego została potępiona i do dzisiaj nawiedza Ogrodzieniec pod postacią czarnego jak otchłań piekielna psa. Ciekawostką jest to, że jest to bardzo zapracowana, potępiona dusza. W czasie gdy Warszycki nie straszy na Zamku Ogrodzieniec, pojawia się w pobliżu zamku w Dankowie, przyjmując formę jeźdźca bez głowy.
    Nabroiło za życia, to trzeba tyrać po śmierci na dwa etety.
  • Pozostając w tematyce duchów, to całkiem niedawno odwiedzili go polscy łowcy duchów. Podczas nagrań mieli zarejestrować wiele zjawisk paranormalnych.
  • Otoczenie zamku stanowią kamienne mury i skały wapniowe, które często są odwiedzane przez amatorów wspinaczki skałkowej.
  • Na Górze Birów nieopodal zamku, oprócz grodu można zobaczyć także jaskinie wapienne, które zamieszkiwali ludzie już od paleolitu.
  • Ciekawostka lokalna łącząca Chojnice z Ogrodzieńcem. Jeden z właścicieli warowni Bartosz Włodek, został pojmany w 1454 roku przez Krzyżaków. Miało to miejsce po nieudanej bitwie pod Chojnicami, gdzie przeważające wojska polskie poniosły sromotną klęskę.
  • Zamek stoi na najwyższym wzniesieniu Jury Krakowsko-Częstochowskiej – około 515 m n.p.m., co dawało świetne warunki obronne.
  • W miejscu zamku już w XI–XII wieku istniał drewniany gród obronny.
  • Pierwotna warownia została zniszczona podczas najazdu Tatarów w 1241 roku.
  • Murowany zamek powstał w XIV wieku za panowania Kazimierz III Wielki.
  • Był częścią systemu obronnego tzw. Orlich Gniazd, strzegących granic Polski.
  • Pierwszymi właścicielami zamku był ród Włodków Sulimczyków.
  • W XV i XVI wieku zamek często zmieniał właścicieli – trafiał m.in. w ręce Salomonów i Rzeszowskich.
  • Największy rozkwit przeżywał w XVI wieku za czasów rodu Bonerowie.
  • To właśnie Bonerowie przebudowali go w okazałą rezydencję renesansową.
  • W zamku zachowały się fragmenty renesansowych dekoracji, np. malowidła z motywem lilii.
  • Warownia była jedną z największych i najbardziej okazałych na całej Jurze.
  • Podczas potop szwedzki zamek został poważnie zniszczony i splądrowany.
  • Po tych wydarzeniach nigdy nie odzyskał dawnej świetności i stopniowo popadał w ruinę.
  • W XVIII wieku został ostatecznie opuszczony po kolejnych zniszczeniach i pożarze.
  • W XIX wieku ruiny zaczęły przyciągać turystów i artystów jako romantyczne miejsce.
  • Zamek zainspirował Aleksander Janowski do założenia Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego (późniejsze PTTK).
  • Po II wojnie światowej obiekt został upaństwowiony i rozpoczęto jego zabezpieczanie.
  • Prace konserwatorskie trwały aż do lat 70. XX wieku, kiedy zamek udostępniono turystom.
  • Zamek był planem filmowym – m.in. kręcono tu „Zemstę” Andrzej Wajda.
  • Dziś to jedna z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych Jury i ważne miejsce wydarzeń historycznych oraz rekonstrukcji.