Od dawna zbieram się by opisać naszą wyprawę do słynnego, starożytnego Angkor w Kambodży i zupełnie nie wiem jak opowiedzieć tą historię. Do diabła, nie wiem nawet dokładnie się ona kiedy rozpoczęła.

Czy początkiem był moment gdy koła naszego samolotu dotknęły ziemi w Siem Reap, mieście leżącym nieopodal starożytnych ruin? Było już ciemno i padał deszcz, a my przesiedzieliśmy dwie godziny na ławce czekając na transport do hotelu. Miasto jest totalnie zatłoczone o tej porze dnia, a zdezelowane i rozklekotane motorki zwane tuk tukami, uwijają się wokół lotniska jak pszczoły wokół ula.

Chyba jednak cała historia zaczęła się znacznie wcześniej, kiedy odpoczywając na jednej z Tajlandzkich wysp planowaliśmy naszą podróż do Kambodży.

Wyspy w Tajlandii sprzyjają snuciu planów. Gdy w całkowitym spokoju patrzysz na rybaków, którzy bez pośpiechu wracają z morza, zupełnie pozbawieni klątwy, jaką jest troska o przyszłość, myślisz sobie, że wszystko jest możliwe. Dla tych ludzi liczy się dzień dzisiejszy i tylko trochę to co będzie jutro. Pojutrze nie istnieje, a więc nie ma się czym martwić.

Gdy żyjesz między nimi i patrzysz na te spokojne twarze, niemal zupełnie pozbawione trosk, zaczynasz myśleć, że jesteś tego częścią. Częścią czegoś o czym wcześniej nie miałeś pojęcia. Nabierasz przekonania, że wszystko co wymyślisz musi się udać, a my wymyśliliśmy Angkor Wat. Lecz to wciąż nie był początek historii.

Angkor w Kambodży. Starożytne świątynie w dżungli. Kamienna twarz.

Po raz pierwszy o ruinach starożytnego miasta w Kambodżańskiej dżungli dowiedziałem się z książek Lucjana Znicza, który opisywał w nich wielkie tajemnice świata. Wtedy też dowiedziałem się o Trójkącie Bermudzkim i tajemniczych obiektach latających. Byłem dzieciakiem więc z zapartym tchem pochłaniałem wszystko to co mogło zabarwić szarą, nieciekawą rzeczywistość lat 80-tych.

I to chyba wówczas rozpoczęła się historia, która doprowadziła nas na podniszczoną, bambusową ławeczkę, gdzieś na zalanym deszczem, lotnisku w Kambodży.

***

W Kambodży panuje zwyczaj, że to hotel, bierze na siebie obowiązek odebrania gości z lotniska i dostarczenie ich do pokoju. Jednak w dniu naszego przylotu coś poszło nie tak i siedzieliśmy jak te dwa  kołki, budzące litość nawet u żyjących na ulicy żebraków. Wyglądaliśmy chyba dość żałośnie, bo kilka razy któryś z nich wygrzebywał się spod brudnych szmat i podchodził ze starą bułką w ręku by nas nakarmić.

Nie narzekam jednak, dobrze było popatrzeć na ludzi kręcących się tu i tam w zupełnie obcym dla nas środowisku.

Lotnisko w Siem Reap zupełnie odbiega od tego co znamy i do czego przyzwyczailiśmy się w Europie. Bardziej przypomina dużą stację kolejową, na której zamiast do wagonów pakujemy się do pękatych samolotów.

W końcu jednak doczekaliśmy się naszego kierowcy i rozpoczęła się szalona jazda przez zatłoczone ulice miasta. Kierowca chcąc zapewne nadrobić stracony czas i złe wrażenie, pędził na złamanie karku, wymijając inne tuk tuki i unikając kolizji dosłownie o włos. Mimo przerażenia szaloną jazdą, gdzieś tam w środku wiedziałem że gość robi co może by nawet nie drasnąć swojego pojazdu, często jest to jedyna rzecz jaką tacy ludzie posiadają.

Wiele się działo w dziwnym i obcym nam mieście Siem Reap, ale nie ono przecież jest tematem dzisiejszej opowieści. Mieliśmy mówić o pradawnych świątyniach i mieście Angkor.

W dalszej części historii pojawi się ponownie nasz kierowca, gdyż to on podjął się trudnego zadania pokazania nam tajemniczych, starożytnych ruin.

***

Dostać się do Angkor nie jest tak proste i oczywiste jak mogło by się wydawać. Mieszkańcy Kambodży nie słyną z dbałości o swoje skarby czy to te naturalne czy historyczne. Jednak Angkor jest tu wyjątkiem.

Bilety są numerowane i przypisane do kupującego. Mało tego, każdy bilet ozdobiony jest zdjęciem właściciela. Wygląda to bardzo poważnie i pomóc ma w egzekwowaniu dość surowych kar za brak szacunku okazanego bezcennym zabytkom na terenie świątynnego kompleksu.

Bilety wstępu do Angkor w Kambodży

Do głowy by mi nie przyszło, by ktokolwiek mógł nawet pomyśleć o zniszczeniu czegokolwiek w miejscu takim jak to. A jednak. W pewnej chwili zobaczyłem grupę kilkunastu chińskich turystów wdrapujących się na jedną z rzeźb w świątyni Bajon w Angkor Thom. Serce mi zamarło i pomimo przyjemnego, ciepłego poranka poczułem dreszcze.

Świątynia Bajon w Angkor

Bajon to buddyjska świątynia w kompleksie Angkor. Pochodzi z XI wieku i zbudowano ją w centrum Angkor Thom. Ma kształt przypominający nieco piramidę lecz otoczona jest wieżami, których w czasach świetności było ponad 60, a każdą z nich zdobiły ludzkie twarze.

Ściany świątyni wyłożone są płaskorzeźbami. Setki lat temu wszystkie one pokryte były kolorową farbą, a szczyty wież lśniły złotem, niczym latarnie morskie nad prastarą dżunglą.

Świątynia Bajon w Angkor Kambodża

Ozdoby są tak misterne i piękne, że widok wdrapujących się po nich Chińczyków, niemal przyprawił mnie o zawał serca. Na szczęście strażnicy szybko spacyfikowali bezrozumnych turystów i już nigdy więcej ich nie widziałem. Choć zrobili źle to jednak mam nadzieję, że nie zostali zastrzeleni.

***

Angkor robi olbrzymie, mistyczne wrażenie. Jest to największy na świecie kompleks świątynny. W jego skład wchodzi kilka miast, a powierzchnia to niemal 400 kilometrów kwadratowych. Przez ponad pięć wieków których w przeciągu kilu wieków postawiono ponad sto świątyń i królewskich pałaców.

Angkor pomiędzy wiekami IX i XV było stolicą wielkiego imperium Khmerskiego, które obejmowało swoim zasięgiem nie tylko dzisiejszą Kambodżę ale też dużą część Tajlandii, Wietnamu i Laosu. Imperium tak bardzo odstawało w rozwoju technologii i nauki od sąsiednich królestw, że opisywane było jako kraina magii i pozaziemskiej potęgi.

Angkor w okresie największego rozwoju, zamieszkiwało ponad milion mieszkańców. Było to więcej niż w ówczesnym Londynie, Paryżu i Warszawie razem wziętych. W mieście funkcjonował transport publiczny, system dystrybucji jedzenia i wody. Działał system odprowadzania ścieków i śmieci, co nawet dziś w Kambodży nie jest standardem.

Świątynie w Angkor Kambodża

Początki cesarstwa Khmerów sięgają VIII wieku. Założycielem i pierwszym królem według legend miał być książę wygnany z Indii, który poślubił córkę króla węży. W posagu otrzymał ziemię nazywane Kambodżą. Legendy jednak to domena Michała i to jemu zostawię w obowiązku spisanie baśniowej historii o początkach khmerskiej potęgi.

***

Jednak to nie imponujący rozwój kompleksu Angkor jest najdziwniejszy. Największą tajemnicą jest jego nagły upadek.

Upadek Angkor

W wieku XV niespodziewanie, z do dziś nie wyjaśnionych przyczyn, wielka metropolia wyludniła się. Ulice miasta opustoszały a świątynie zarosła dżungla. Miejsce zostało porzucone i zupełnie zapomniane. Pozostały tyko legendy i historie snute podczas wieczornych ognisk.

Te właśnie opowieści i legendy dotarły do Europy przywiezione przez portugalskich misjonarzy. Opowiadali oni o olbrzymim mieście ukrytym w dżungli. Miasto to miały zamieszkiwać duchy i upiory dawnych mieszkańców strzegących niepojętych skarbów.

W roku 1861 francuski podróżnik Henri Mouhot trafił do Angkor i jako pierwszy opisał miasto zarośnięte nieprzebytym lasem. Przyniosło to opłakane skutki dla dawnej metropolii. Pojawili się poszukiwacze skarbów i wiele bezcennych zabytków zostało skradzionych lub zniszczonych.

Dopiero pod koniec XIX wieku gdy Kambodża co rusz atakowana ze wszystkich stron przez agresywnych sąsiadów, oddała się pod protekcję Francji, nastąpił okres bardziej cywilizowanej eksploracji Angkor. Prace archeologiczne w zasadzie trwają do dziś, a jak powiedział nam jeden z przewodników, wiele wciąż jeszcze pozostało do odkrycia.

Najciekawsze elementy dawnego Angkor

Przez cały dzień jeździliśmy od świątyni do świątynia nie mogąc nacieszyć się niezwykłymi widokami i atmosferą panującą pośród wiekowych ruin. Wędrówki pomiędzy świątyniami były wielką przygodą, a wyobraźnia podsuwała nam obrazy dawnych mieszkańców krzątających się pośród budynków. Prawie słyszeliśmy podniecone rozmowy mnichów, proszących bogów o opiekę, albo budowniczych wytyczający miejsca pod nowe, niezwykłe projekty.

Świątynie w Angkor Kambodża. Piotr Kiżewski.

Do dziś ubolewamy, że na przygodę w Angkor mieliśmy tylko dwa dni. Minęły by tygodnie nim moglibyśmy powiedzieć że widzieliśmy dużo.

Ale jak mawiał mój ulubiony podróżnik Tony Halik (być może pamiętacie jeszcze niesamowity program, który lata temu rozpalał naszą podróżniczą wyobraźnie – Pieprz i Wanilia), a więc mawiał on, „tylko człowiek bez wyobraźni chce zobaczyć wszystko za pierwszym razem, pozbawiając się powodu do kolejnej wizyty”.

***

Gdybyś, drogi czytelniku zapytał co trzeba zobaczyć przyjeżdżając do Angkor, odpowiedział bym, że to niełatwe pytanie. Tutaj w miejscu gdzie przeszłość mówi do nas szeptem wiekowych drzew i szumem wiatru pośród tysiącletnich ruin, zobaczyć trzeba dosłownie wszystko.

Ale gdybym bardzo musiał na Twoje pytanie odpowiedzieć to na początek polecił bym wdrapać się na wzgórze gdzie stoi świątynia Phnom Bakheng. By do niej dotrzeć należ przejść spory kawałek, dość stromym szlakiem wiodącym przez wilgotną dżunglę. Wysiłek wart jest nagrody. Widok na największą świątynie – Angkor Wat, wyrastającą z wszechobecnej zieleni, jest nie do opisania.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy stanąłem na tysiącletnim, kamiennym tarasie i popatrzyłem w słońce zachodzące nad słynną budowlą, poczułem się jak prawdziwym Indiana Jones, nawet odruchowo poprawiłem kapelusz na głowie i przycisnąłem do siebie Magdę, by upewnić się, że jest bezpieczna.

Jak zwiedzać Angkor

Przed rozpoczęciem zwiedzania ruin musicie dokonać wyboru. Przewodnicy przygotowali dwie trasy, po których możecie zwiedzać miasto. Krótką i długą, ta ostatnia zajmuje cały dzień i obejmuje świątynie najbardziej oddalone od centralnego Angkor Wat. My zdecydowaliśmy się na długą podróż z małymi poprawkami.

Dobrze jest zacząć zwiedzanie od świątyni East Mebon. Jest to duży budynek ozdobiony głowami węży. Podobno niegdyś otoczony była fosą, w której żyły olbrzymie krokodyle. Dziś po gadach nie ma śladu, podobnie jak po wodzie.

Wędrując po ruinach mijaliśmy piękne i bardzo realistyczne rzeźby słoni i lwów na różnych poziomach świątyni. Miejsce to poświęcone było bogu Śiwie, co czyniło z niego bardzo ważną część  kompleksu.

W zasadzie w East Mebon można by spędzić cały dzień oglądając piękne rzeźby i detale architektoniczne. Trzeba jednak zachować ostrożność gdyż jest to miejsce, w którym notuje się najwięcej wypadków wśród turystów. Przyczyniają się do tego strome i podniszczone schody oraz uszkodzone w wielu miejscach posadzki. Cóż ruiny stoją tu od prawie tysiąca lat.

Kolejna świątynia, o której nie wolno zapomnieć to Ta Som

Świątynia Ta Som – Wejścia do niej strzegą wykute w kamieniu potężne ludzkie twarze. Wierzono, że nie sposób ukryć niczego przed ich wzrokiem i ludzie o nieczystym wnętrzu zginą wchodząc na tereny świątynne znajdujące się za bramą. Weszliśmy i przeżyliśmy co oznacza, że oboje z Madzią mamy czyste i piękne wnętrza.

Świątynie w Angkor Kambodża.  Brama do świątyni.

Budowla jest podniszczona ale bardzo piękna i trzeba wpisać ją na listę miejsc do zobaczenia.

Świątynia na mokradłach – Neak Pean

Magda uznała, że kolejna świątynia, o której opowiem jest najciekawszą i najładniejszą w całym kompleksie. Ja również uważam, że świątynia Neak Pean to jedno z ciekawszych miejsc w całym Angkor. Zbudowano ją w XII wieku na sztucznie usypanej wyspie. Sama konstrukcja okrzyknięta została fenomenem architektonicznym. Uważa się, że nawet dziś nie było by prostą rzeczą postawienie takiej konstrukcji na bagnach, a Neak Pean stoi tu już od ponad ośmiuset lat.

Świątynie w Angkor Kambodża.

Konstrukcja składa się z basenu mającego być repliką mitycznego jeziora Anavatapte, którego wody potrafiły leczyć wszystkie choroby. Duży basen otoczony jest czterema mniejszymi, które odzwierciedlają panujące na ziemi żywioły. Starożytni Khmerowie wierzyli, że wchodząc kolejno do każdego z nich można doprowadzić ciało do idealnej równowagi i wyleczyć każdą chorobę.

Świątynia Preah Khan – Starożytne centrum nauki i medycyny

Jeżeli potraktujecie moją opowieść jako listę rzeczy do zobaczenia w Angkor, nie zapomnijcie dopisać do niej Preah Khan.

Preah Khan w Angkor było centrum starego miasta i w latach świetności żyło tu prawie sto tysięcy ludzi. Był to największy ośrodek naukowy i medyczny w całym królestwie. Podobno przeprowadzano tu operacje chirurgiczne, nawet tak skomplikowane jak te na otwartym mózgu.

Potwierdzają to wykopaliska, w których odkryto szkielety ze śladami nacięć na czaskach, które zrosły się co świadczy o tym, iż człowiek poddany takiemu zabiegowi przeżył, przynajmniej do czasu aż rany się zagoiły.

Wejście do świątyń Preah Khan wiedzie przez kamienny most, zdobiony demonami trzymającymi wielkiego węża. Wygląda to niesamowicie i możemy sobie wyobrazić jak czuli się ówcześni mieszkańcy miasta idący na „zabieg medyczny” do któregoś ze świątynnych szpitali.

Świątynia Preah Khan w Angkor w Kambodży. Magdalena Kiżewska.

Za mostem i kamienną bramą stoją budynki. Część z nich jest w świetnym stanie inne przegrywają powoli walkę z siłami natury. Część budowli została zniszczona przez korzenie wielkich drzew, co dodaje im niesamowitości. Absolutnie miejsce, którego nie wolno przeoczyć.

Ta Prohm świątynia znana z filmu Lara Croft – Tomb Raider

Świątynia Ta Prohm jest nietypowa, gdyż w przeciwieństwie do pozostałych ruin, niewiele tu zmieniono. Budynki zostały jedynie lekko wzmocnione i nie prowadzono żadnych prac rekonstrukcyjnych. Dzięki temu możemy zobaczyć jak inne świątynie mogły wyglądać w oryginale. Widać tu także jaką potęgą dysponuje natura, potrafiąca niszczyć nawet najpotężniejsze mury postawione przez człowieka.

Gdy odkryto Ta Prohm, archeolodzy odnaleźli w jej wnętrzu wykute w kamieniu informacje. Dzięki nim wiemy na przykład, że świątynie zamieszkiwało osiemnastu wielkich kapłanów i ponad dwa i pół tysiąca pomniejszych mnichów. Prawie tyle samo pomocników i asystentów no sześćdziesiąt Niebiańskich Tancerek.

Ta Prohm świątynia znana z filmu Lara Croft – Tomb Raider. Niebiańskie tancerki.

W czasie gdy przebywaliśmy w Angkor odbywały się jakieś ceremonie i mieliśmy okazję popatrzeć na Niebiańskie Tancerki. Poruszały się naprawdę zwiewnie i płynnie wykonywały taneczne ruchy lecz ich uroda już taka niebiańska nie była. Widocznie były to inne dziewczyny niż te opisane na starych kamieniach.

Z odczytanych informaci wiemy też, że w świątynnym skarbcu przechowywano kilka ton srebra i złota, perły i diamenty.

***

Jednak największą popularność przyniósł świątyni Ta Prohm film – Lara Croft – Tomb Rider. Od chwili wejścia na ekrany przygód słynnej i pięknej pani archeolog, Ta Prohm jest jedną z najczęściej odwiedzanych świątyń w Angkor. Oznacza to że nie znajdziecie tu raczej ciszy i spokoju.

Ta Prohm świątynia znana z filmu Lara Croft – Tomb Raider. Piotr Kiżewski

Jeżeli szukacie spokoju i ciszy proponuję Banteay Srei

Banteay Srei nazywana jest świątynią kobiet i jest to jedno z najodleglejszych miejsc w całym Angkor. Dzięki temu dociera tu niewielu turystów i można w spokoju i ciszy wtopić się w atmosferę pełną niesamowitości i trochę bajkową.

Budowla ma piękny czerwony kolor, zawdzięcza go kamieniom, z których została zbudowana. Choć jest w porównaniu z innymi świątyniami nie jest duża, to bajeczne ornamenty i ozdoby czynią z niej jedno z piękniejszych miejsc jakie tego dnia widzieliśmy.

Słynne Angkor Wat zostawiliśmy sobie na koniec

No i wreszcie największa i najbardziej znana świątynia Angkor Wat. To właśnie ta niesamowita budowla jest symbolem całego Angkor. Najwyższa z wież świątyni sięga w niebo na wysokość ponad 65 metrów i można ją dostrzec z odległości wielu kilometrów.

Przyznam, że byłem zauroczony tym cudem khmerskiej architektury, zwłaszcza gdy spacerowaliśmy wzdłuż prawie kilometrowej długości kamiennego arrasu. Jest to olbrzymia płaskorzeźba opowiadająca o życiu królewskiego dworu. Gdy przyjrzeć się bliżej pięknym reliefom można dostrzec postaci z hinduskich legend. Najsłynniejsza scena to ta gdzie demony i bogowie ubijają morze mleka. Praca ta miała zakończyć się powstaniem eliksiru wiecznego życia i wiecznej młodości. Jest to znana legenda wyjaśniająca powstanie Angkor Wat.

Świątynia Angkor Wat w Kambodży

Michał będzie miał używanie, gdyż już po raz drugi w tym artykule znalazłem dla Niego temat na poniedziałkową legendę.

Gdy wejdziecie do wnętrza Angkor Wat, gdzieś w jej centralnym punkcie znajdziecie replikę stojącego tu niegdyś wielkiego, odlanego ze złota posągu boga Wisznu. Dosiadał on Garudę, stwora o ciele człowieka, ze szponami i ptasim dziobem.

Świątynia wielokrotnie zmieniała charakter z buddyjskiej na hinduistyczną i odwrotnie, w zależności którą religię preferował kolejny władca. Smutne jest to, że podczas takich zmian niszczono wnętrza z symbolami starej religii.

Jeżeli będziecie mieli szczęście, które nas nie opuściło, traficie do Agnkor w dniu gdy nie będzie wielkich tłumów turystów. Są oni największym problemem właśnie tu w Angkor Wat. Kompleks jest duży, ale ciasno zabudowany i przeciskanie się pomiędzy maszerującymi w każdą stronę ludźmi odbiera sporo przyjemności z wizyty.

By dostać się na wyższe poziomy świątyni trzeba wspiąć się na bardzo strome schody. Strome i niebezpieczne jak twierdzą ludzie z BBC, którzy stworzyli listę budynków świata z niebezpiecznymi schodami. Angkor Wat jest tam na 1 miejscu.

Świątynia Angkor Wat w Kambodży

Oczywiście wspinaliśmy się i my, faktycznie było stromo i niebezpiecznie, musicie spróbować.

Angkor Wat to również miejsce, w którym tradycyjnie czeka się na zachód słońca. Gdy złoty kolor zaleje okolice świątyni, nawet dżungla wstrzymuje oddech.

***

Po zachodzie słońca strażnicy zaczynają wypraszać gości uprzejmie acz stanowczo. My wykorzystaliśmy tą krótką chwilę gdy kamienne miasto pustoszało, by zapuścić się w niedostępne dla zwiedzających rejony za kompleksem Angkor Wat.

W gęstej dżungli stoi świątynia, nie oznaczona na żadnych mapach. Nie wspominają o niej żadne przewodniki, a pracownicy kompleksu niechętnie udzielają jakichkolwiek informacji. My dowiedzieliśmy się o niej od naszego kierowcy i towarzysza.

Jest to zapomniana i zakazana świątynia zbudowana przez hinduistyczną sektę oddającą cześć mrocznym demonom.

Budowla została zapomniana i nawet jej nazwę wymazano z archiwów. Dzięki temu, że strażnicy zajęci byli opróżnianiem Angkor Wat my mieliśmy chwilę na eksplorację zakazanych wnętrz dziwnej i ciemnej świątyni.

Świątynia Angkor Wat w Kambodży. Mroczna świątynia. Magdalena Kiżewska.

Widać tu wszechobecny rozkład i zaniedbanie. Widzieliśmy schody wiodące gdzieś pod ziemię, lecz nie odważyliśmy się po nich zejść. Potrzebny był by sprzęt trochę bardziej poręczny niż latarka w telefonie.

W niektórych pomieszczeniach, na posadzkach zalegała kilku centymetrowa warstwa kurzu. Prawdopodobnie od wielu lat nikt tu nie zaglądał. Obiecaliśmy sobie, że przy następnej wizycie w Angkor przyjrzymy się bliżej tej tajemniczej świątyni.

***

Można by bez końca wymieniać niezwykłe miejsca, ich historię i legendy, ale nie jest to książka, a tylko wpis na blogu podróżniczy. Podczas wizyty w Angkor proponuję zdać się na doświadczenie osoby, którą wynajmiecie.

I tu wracamy do wspomnianego wyżej kierowcy spóźnionego tuk tuka, który kilka dni wcześniej, jak szalony mknął przez ulice Siem Reap z nami na pokładzie. To właśnie jego wynajęliśmy jako przewodnika po prastarym Angkor.

Kannitha przez lata pracy jako przewodnik zdobył dość pokaźną wiedzę na temat zabytków Angkor. Poza tym świetnie orientuje się w zwyczajach ludzi zamieszkujących okolice zespołu świątyń no i całkiem znośnie mówi po angielsku

Jeździł z nami od 6 rano do 22 wieczorem i wielokrotnie pomagał nam podczas wyprawy. Dzięki niemu spędziliśmy trochę czasu z mieszkającymi w Angkor nomadami i mogliśmy posmakować oryginalnej khmerskiej kuchni.

Kierowca Tuk Tuka w Angkor w Kambodży.

Gdzieś w środku dnia wstąpiliśmy na obiad do popularnej wśród turystów restauracji i próbowaliśmy zaprosić naszego przewodnika na posiłek. Jednak złamał by chyba jakieś lokalne tabu gdyż grzecznie ale stanowczo odmówił. Obiad kosztował nas tu więcej niż kwota na jaką Kannitha wycenił swój dzień pracy.

Bardzo starałem się odszukać numer telefonu naszego kambodżańskiego kolegi. Niestety nie mogę go znaleźć lecz obiecuję, że gdy tylko wpadnie mi w ręce zaraz dopiszę pod artykułem.

***

I tu kończy się przygoda rozpoczęta dawno temu gdy otworzyłem książkę o nierozwiązanych tajemnicach wielkiego świata. Przyjeżdżając do Angkor żadnej z tajemnic nie rozwiązaliśmy, ale byłem naprawdę blisko tego co przez całe dziesięciolecia rozpalało moją wyobraźnię.

Wizyta w Kambodży pełna była zachwytów i równie wielu rozczarowań, ale Angkor na zawsze zapamiętamy jako podróż w niezwykłą, pełną tajemnic przeszłość.


***

Ciekawostki związane z Angkor w Kambodży

  • Metropolia Angkor była największym miastem aż do czasów rewolucji przemysłowej w Europie. Zamieszkiwało w nim ponad milion ludzi.
  • Na kompleks zabytków Angkor składają się miasta,zespoły świątyń, pałace oraz tereny leśne i zbiorniki wodne.
  • Kompleks Angkor wpisany jest na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
  • Świątynia Angkor Wat umieszczona jest na fladze Kambodży.
  • Świątynia Angkor Wat jest największą hinduską świątynią na świecie.
  • Pierwsze wzmianki na piśmie o świątyni Angkor Wat pojawiają się w roku 1586. Portugalscy mnisi opisali ją tak: “… Niezwykła konstrukcja, której nie można opisać. Ma wieże i dekoracje jakie może wymyślić ludzki geniusz…”
  • W Siem Reap mieszka artysta, który zbudował dokładną replikę Angkor Wat.
  • Aż 50% turystów w Kambodży pojawia się tam tylko po to by zobaczyć świątynię Angkor Wat.
  • Ruiny Angkor rozciągają się na powierzchni ponad 400 kilometrów kwadratowych.
  • Angkor Wat jak i wiele innych świątyń w Angkor zbudowane zostało bez użycia jakichkolwiek maszyn.
  • Do budowy nie używano zaprawy, a jedynie idealnie dopasowane do siebie kamienne bloki. Tam gdzie stosowano spoiwo było ono wykonane z mieszanki roślinnej a nie tradycyjnej zaprawy.
  • W szczytowym momencie rozwoju Angkor, w świątyni Preah Khan uzbierano ponad 60 ton złota. Dziś miało by ono wartość ponad 3 miliardów dolarów.
  • Wyliczona że kamienie użyte do budowy Angkor Wat ważą co najmniej 5 milionów ton. Wszystkie one musiały dotrzeć na plac budowy z oddalonego o 35 kilometrów kamieniołomu.
  • Za możliwość kręcenia zdjęć do filmu Lara Croft – Tomb Rider wytwórnia Paramount płaciła rządowi Kambodży 10 tysięcy dolarów dziennie.