Biskupin 2017

Hej. Co prawda był już mały artykuł w zeszłym roku o tym miejscu, ale tak go sobie przeczytałem jeszcze raz i stwierdziłem, że co jak co, ale wtedy to jeszcze mój warsztat pisarski był na dość niskim poziomie (mam nadzieję, że od tego czasu się troszkę poprawił) i dlatego też dzisiaj po raz kolejny i pewnie nie po raz ostatni, zapraszam Was do Biskupina na Pałukach.

Miejsca które niczym gigantyczny wehikuł czasu przenosi nas w niesamowite, barwne, surowe  i przesiąknięte historią epoki.

Zobaczcie też:

Biskupin 2016
Zamek Wenecja
Zamek w Kórniku


Jak to często z takimi miejscami bywało ich odkryciu towarzyszył przypadek. W roku 1933 na skutek prowadzonych prac irygacyjnych na pobliskich polach woda w jeziorze biskupińskim opadła odsłaniając pozostałości osady. Okoliczni chłopi nie zdawali sobie sprawy z wagi odkrycia i miejsce to traktowali jako zwykłą ciekawostkę od czasu do czasu znajdując zabytki archeologiczne. Dopiero gdy dzieci zaczęły zanosić do szkoły to, co ich ojcowie przypadkowo znajdowali sprawa nabrała rozpędu. W zasadzie rozpędu tej sprawie nadał jeden człowiek Walenty Szwajcer – ich nauczyciel, który tylko jak zobaczył wystające z bagna pale natychmiast poinformował o tym profesora Józefa Kostrzewskiego z Poznania. Pierwsze badania wykopaliskowe rozpoczęto już rok później i kontynuowano je aż do wybuchu 2 wojny światowej. Znalezisko było na tyle okazałe, że prasa okrzyknęła je natychmiast polskimi Pompejami, a na miejsce wykopalisk zaczęły zjeżdżać znane osobistości by zobaczyć postępy prac. Tymi najważniejszymi gośćmi byli między innymi: prezydent Ignacy Mościcki, prymas Polski August Hlond, czy marszałek Polski Edward Rydz – Śmigły.

Co ciekawe, po wybuchu wojny miejscem tym zainteresowały się nazistowskie Niemcy i wysłały w te tereny specjalny oddział SS-Ausgrabung Urstätt, pod dowództwem Hauptsturmführera prof. dr Hansa Schleifa , który miał za zadanie prowadzić badania pod kątem pragermańskości tych terenów. Mimo intensywnych prac nazistom nie udało się jednak udowodnić pragermańskiego charakteru osady, dlatego też postanowili  zniszczyć zrekonstruowane budynki, a relikty zasypać ziemią, co spowodowało bardzo duże zniszczenia.
Gdy tylko kurz wojenny opadł, po raz kolejny do osady zjechali się najwybitniejsi polscy archeolodzy z uczniem profesora Kostrzewskiego na czele, który objął dowodzenie nad pracami. I to właśnie pod kierownictwem  prof. Zdzisława Rajewskiego pracowali aż do roku 1974. Efektem tych prac było między innymi dokładne określenie daty powstania osady w Biskupinie. Na podstawie badań dendrologicznych, polegających na analizie kolejnych przyrostów słojów, stwierdzono, że drzewa wykorzystane do budowy osady zostały ścięte zimą 738/737 r. p.n.e. Co jest ciekawego w tej dacie? Krótko przed wzniesieniem osady biskupińskiej, w ciepłym kraju na południu Europy powstała inna osada, którą każdy z pewnością zna. Założył ją niejaki Romulus w roku 753 p.n.e. i nazwał ją Rzymem. W przeciwieństwie jednak do włoskiej stolicy, Biskupin nie przetrwał tysięcy lat, a jedynie około 150 i po tym okresie zaginął. Najprawdopodobniej podnoszący się stan wód jeziora, spowodował konieczność opuszczenia tego miejsca.

Co mamy dzisiaj? Dzisiaj w tym miejscu prężnie działa jedno z najlepszych muzeów jakie kiedykolwiek miałem możliwość zwiedzenia. Obecnie na terenie muzeum możemy pozwiedzać nie tylko osadę na półwyspie, lecz także wioskę wczesnośredniowieczną, osiedle neolityczne i muzeum w którym, możemy zobaczyć wystawy stałe i czasowe. Jednak najważniejszą rzeczą którą możemy zobaczyć i w niej aktywnie uczestniczyć, jest organizowany corocznie festyn archeologiczny, który przyciąga niezliczone ilości turystów z całej Europy.
To właśnie festyn jest tym co lubimy w tym miejscu najbardziej. Nie ma nic lepszego jak taka lekcja historii pod gołym niebem. Zawsze co roku z niecierpliwością czekam na wrzesień i jak tylko pogoda sprzyja ładujemy się do samochodu i jedziemy pooglądać, co też ciekawego pokażą nam organizatorzy  w tym roku, a trzeba zaznaczyć, że co roku zawsze jest coś innego. Tym razem tematem przewodnim jest to, co tygryski lubią najbardziej „Bogowie Wojny”, czyli mamy możliwość zobaczenia wszystkiego co wiąże się bezpośrednio z tym tematem.  Niezliczona ilość wojów, barbarzyńców, legionów rzymskich, gladiatorów i wielu innych sprawdza swoje miecze i topory na ciałach swoich wrogów. Na arenie słychać uderzenia kling, pękające tarcze i wyjących z bólu pokonanych. Krew leje się hektolitrami a rozbawiony tłum obserwujących wiwatuje na część zwycięzców. No czego chcieć więcej.

Panie niech się nie martwią, bo nawet jeżeli nie lubią tego typu rozrywek (co raczej nie jest możliwe, bo przecież tego nie można kochać) to zawsze pozostaje im możliwość zajęcia się rękodziełem. Zrobieniem z dzieciakami koralików, podpatrzenia jak to dawniej dziewoje przygotowywały jedzenie, czy też jak artyści z epoki ozdabiali biżuterię by ta podobała się kupującym.
Podsumowując. Jak jeszcze nie byliście to zasuwajcie czym prędzej. Festyn trwa w tym roku do 24 września więc jeszcze jest odrobinę czasu, by zachłysnąć się tą imprezą na żywo. Jeżeli jednak w tym roku nie dacie rady, to zaplanujcie wyjazd już na 2018 bo naprawdę warto. Ja na pewno będę tam z całą ferajną po raz kolejny.
Na zakończenie, jako ciekawostkę dodam, że Muzeum w Biskupinie było niejednokrotnie planem filmowym. Szczególnie miejsce to sobie upodobał Jerzy Hoffman, który kręcił tutaj Ogniem i Mieczem i Starą Baśń –Kiedy Słońce było Bogiem. Co ciekawe tak kiedyś się zdarzyło, że miałem możliwość statystowania w tym drugim filmie i właśnie dzisiaj zamiast legendy, krótka opowieść tym, jak to się stało, że zostałem panem Tik-Takiem i jak później udało nam się wkurzyć reżysera filmu.

Dawno, dawno temu, jak jeszcze byłem młodym studentem o czuprynie bardziej zbliżonej do łysiny, siedziałem sobie spokojnie w akademiku i kontemplowałem razem z przyjacielem sens życia. Nagle  zadzwonił mój niezawodny telefon z antenką, model Simens C35i o polifonicznych dźwiękach. Hmm  – pomyślałem – któż to może do mnie dzwonić o tej godzinie i po chwili wahania odebrałem.
W słuchawce rozległ się głos, który rzekł – Dzień dobry, a w zasadzie dobry wieczór. Czy rozmawiam z Panem Michałem? Tak? To dobrze. Niedawno był Pan na castingu do filmu Stara Baśń, czy ma Pan możliwość przyjazdu na plan filmowy w Biskupinie z samego rana? – zaskoczyło mnie to pytanie niezmiernie. Musiałem pogrzebać troszkę w pamięci, by faktycznie skojarzyć fakt, że kiedyś tam byłem gdzieś na jakimś spotkaniu i porobiono mi zdjęcia, lecz było to już tak dawno temu ze zdążyło mi wylecieć z pamięci. Zaniemówiłem. Po chwili gdy zniecierpliwiony głos w słuchawce zapytał się czy jeszcze tam jestem, otrząsnąłem się ze zdziwienia i zapytałem Pana kierownika produkcji o to, czy może ze mną przyjechać mój przyjaciel Bartek, który akuratnie siedział ze mną w pomieszczeniu. Głos w słuchawce zapytał się jak wygląda kolega i na informację, że jeszcze jest bardziej łysy niż ja i troszkę wyższy ode mnie, nastała krótka cisza, po której stwierdził, że jak będę się lepiej czuł w jego towarzystwie to pewnie. Przyjeżdżajcie.

Na drugi dzień staliśmy pod bramą muzeum. Jako,  że pogoda była wyjątkowo paskudna,  taka typowa październikowa jesień, zaopatrzyliśmy się w płyn rozgrzewający marki Polmos i udaliśmy się na wyznaczone miejsce zbiórki. Tam lekkie zdziwienie, a w zasadzie nie nawet takie lekkie. Stoi pełno kudłatego chłopa, każdy praktycznie z włosami po pas. Twarze mężczyzn w większości zasłonięte przez gęste brody i co najistotniejsze, najwyżsi z nich sięgali nam gdzieś w okolicę szyi. Popatrzyliśmy na siebie i już wiedzieliśmy, że raczej tutaj nie pasujemy. Zresztą kierownik produkcji jak tylko nas zobaczył najprawdopodobniej stwierdził to samo, jednak mleko się już rozlało i widocznie pomyślał, że skoro już się tu pofatygowali to niech zostaną, charakteryzatorki sobie dadzą radę.
Charakteryzatorki były jednak innego zdania, tak bynajmniej myślę, bo tylko jak nas zobaczyły powiedziały tylko jedno, ale jakże znaczące zdanie – nosz kur..a mać, co my mami z Wami zrobić!?
Stały tak nad nami z 10 minut i zastanawiały się co teraz. W końcu wymyśliły.
– Panu – tu zwróciły się do mnie – przykleimy wąsa, a Panu – tu zwróciły się do mojego kolegi –  namalujemy brodę. Będzie w pyte. Nie powiem efekt końcowy był rozbrajający. Mój wąs, identycznym szczycił się Pan TIK-TAK, robił kapitalne wrażenie w połączeniu z łysą główką. Zresztą nie lepiej wyglądała namalowana gąbką namoczoną najprawdopodobniej w bejcy, broda kolegi. Na tyle było to komiczne, że jak tylko się zobaczyliśmy parsknęliśmy śmiechem.  Tak ucharakteryzowani udaliśmy się na plan, gdzie w pierwszym dniu mieliśmy robić za jeńców wojennych. Ustawiono nas w dwa rzędy, pod nogami przeciągnięto belkę i tak mieliśmy wędrować do obozu. Ja i Bartek byliśmy ostatnimi jeńcami w szeregu. Na początku wspominałem o różnicy wzrostu, prawda? Pochód wyglądał mniej więcej tak – niski kudłaty, niski kudłaty, niski kudłaty bez zębów i na końcu łysa tyczka i przy drugiej belce podobnie, z tym że  tyczka oprócz tego że łysa, to jeszcze wyglądała jak opiekun Kulfona i Moniki.

Po krótkim zastanowieniu stwierdzono, że jednak w tym dniu raczej nie przydamy się na planie filmowym i usłyszeliśmy – Jak chcecie to możecie sobie popatrzeć jak to się tu wszystko odbywa, a jak zmarzniecie to idźcie do chaty  w osadzie i tam poczekajcie do zakończenia zdjęć. Wtedy to po raz pierwszy przydał się napój rozgrzewająco – rozweselający, który mieliśmy przy sobie.
W kolejnym dniu było już tylko lepiej. Panie charakteryzatorki stwierdziły, że jednak lepiej będziemy prezentować się jako Waregowie i wzniosły się na wyżyny swoich możliwości. Nie powiem efekt nieziemski, normalnie wojownicy jak z dawnych rycin. Jednak najlepsze w tym stroju było to, że nie musieliśmy latać półnadzy, tylko ogrzewała nas dość gruba warstwa materiału i dzięki temu  jakoś dało się przeżyć kolejne godziny na planie, a gdy już i to nie dawało rady z pomocą przychodziła oczywiście dawka napojów rozweselająco -rozgrzewających.
Po kilku dniach mieliśmy w końcu kręcić obronę grodu Popiela przed wynędzniałymi kmiotami. Jedną z głównych  scen, które były zaplanowane na ten dzień było potraktowanie napastników gotującą się smołą, która miała być wylana wprost na ich durne czerepy. Pan Jerzy Hofmann zwijał się jak w ukropie tłumacząc aktorom i statystom jak mają się zachowywać, a ja z Bartkiem i dwoma innymi Waregami czekaliśmy na bramie przy kotle ze smołą. W pewnym momencie z dołu dało słyszeć się głos reżysera, który tłumaczył statystom na których miała być wylana zawartość pilnowanego przez nas gara – Wpadacie pod bramę i krzyczycie. Nagle z góry leje się smoła, a wy zaczynacie wyć i upadać. Rozumiecie? Leje się smoła, wy krzyczycie i padacie martwi. Powtarzam LEJE SIĘ SMOŁA!!!

Kierownik, który pilnował nas u góry najprawdopodobniej myślał w tym momencie o niebieskich migdałach, bo jedyne co usłyszał to „leje się smoła” i jak by wyrwany z głębokiego snu, podbiegł do naszego stanowiska i krzyknął – Na co czekacie, LEJE SIĘ SMOŁA!! LEJE SIĘ SMOŁA!! NO LEJCIE TĘ SMOŁĘ DO JASNEJ CIASNEJ!!!
Chciał wylać to wylaliśmy. Na dole cisza, jedynie było słychać jęki oblanych napastników i nagle wściekły reżyser z siłą huraganu, rzucając mięsem na prawo i na lewo oznajmił, że on to ma ogólnie gdzieś i że z takim stadem baranów to on już nie chce pracować. No i kto w ogóle kazał (w tym miejscu poszła dość długa wiązanka niecenzuralnych słów) wylać tę (kolejne niecenzuralne słowa) smołę, gdy kamery nie były włączone!!
Podobno  cała „afera” została nawet gdzieś opisana w ogólnopolskich gazetach. A co się działo dalej z nami? My już na drugi dzień nie wylewaliśmy smoły, tylko rozgrzewaliśmy się dalej napojami wysokoenergetycznymi i tak dobrnęliśmy do końca planu zdjęciowego.

Galeria fotografii

OPŁATY ZA WSTĘP NA XXIII FESTYN ARCHEOLOGICZNY 
Normalny 15 zł
Ulgowy
(młodzież szkolna, studenci, emeryci,
renciści, pracownicy instytucji kultury 12 zł
Rodzinny (2+1)
(od osoby; grupa min. 3 osoby) 12 zł
Opiekunowie grup (1 na 15 podopiecznych) wstęp wolny
Dzieci do lat 6 wstęp wolny
Osoby niepełnosprawne wraz z opiekunami 1zł/os

 

19 thoughts on “Biskupin 2017”

        1. To prawda, masakrycznie ciemny. Jednak przy dobrym oświetleniu daje radę, zresztą pewnie niedługo pojawią się zdjęcia z podziemi opatowskich gdzie może nie jest zbyt jasno, a i też radził sobie całkiem nieźle.

  1. Ale zazdroszczę wam przygód, a tobie Michale gratuluje warsztatu 🙂 Bardzo lubię czytać Twoje teksty, choć Piotr też pisze nieźle 🙂

  2. Powiem Wam że faktycznie coraz lepiej piszecie. Mieszkam niedaleko Żnina tzn mieszkałem nim wyemigrowałem, i mogę porównać to co piszecie z tym co pamiętam, gdyż bywałem w Biskupinie regularnie. Zgadzam się, że miejsce niesamowite choć może trochę przebarwiacie to jednak zgadzam się, że kto ma możliwość powinien tam być choćby raz.
    Dużym plusem są fotografie choć przydałby się jakiś fajnie poskładany film, zwłaszczą że macie doświadczenie filmowe 🙂
    Samych sukcesów, pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *