Pałuki to malutka kraina położona na granicy województwa kujawsko-pomorskiego i Wielkopolski. Mimo że teren, jaki zajmuje, nie jest obszerny, to ilość atrakcji, jakie tu na Ciebie czekają, wystarczyłyby dla kilku innych regionów kraju. Niestety większość turystów odwiedzających Pałuki o tym nie wie i kieruje się tylko w jednym kierunku, do Biskupina. To tam znajduje się słynna biskupińska osada, która szczególnie w czasie trwania festynu archeologicznego zapełnia się turystami z całego świata. Warto jednak zejść troszkę z utartych szlaków, by zobaczyć inne, równie ciekawe i spektakularne miejsca.
Dzisiaj sprawdzę, czy faktycznie warto odwiedzić Pałuki, jak zapewnia Lokalna Organizacja Turystyczna. Wybierz się wraz ze mną do niezwykłej i tajemniczej krainy, gdzie poszukam odpowiedzi kilka pytań. Czy oprócz Biskupina jest jakiś inny powód, dla którego miałbyś wybrać tu na urlop? Czy pałuckie zakamarki mogą zrobić na przeciętnym turyście wrażenie i jakie wspomnienia z tej przygody zabierze on z sobą do domu? Aha sprawdzę też, czy legendarna już pałucka przyroda jest tak piękna, jak mówią.
Oprócz tego poszukam miejsc nieoczywistych, zagłębię się w historię Pałuk i przebrnę przez stare tomiska w poszukiwaniu ciekawych legend. Na koniec postaram się znaleźć pasjonatów, którzy całym sercem pokochali Pałuki i chcą się tą miłością podzielić z innymi.
Pałuki i papa opisanych atrakcji
Uwaga! Nie chcąc przedłużać artykułu, który jak zobaczysz, okazał się pełnowymiarowym przewodnikiem po Pałukach, nie będę opisywał rzeczy nieistotnych. W końcu informacje o parkingach, współrzędne geograficzne, czy trasy i czas dojazdu to w czasach map internetowych i wszechobecnej nawigacji sprawa oczywista. Wystarczy podać nazwę miejsca, do którego chcesz się udać „asystentowi” i już jesteś prowadzony jak po sznurku.
Przygotowana przeze mnie mapa pomoże Ci jedynie w zaplanowaniu podróży, tak byś nie pokonywał zbędnych kilometrów w poszukiwaniu atrakcji. Co przy aktualnej cenie paliwa niepotrzebnie będzie obciążać Twój portfel, a i też ma negatywny wpływ na środowisko.
Pałuki warto zwiedzić, bo można tu znaleźć zabytki światowej sławy!
Jak już wspominałem, na Pałukach znajduje się kilka miejsc, których sława wykracza daleko poza granicę województwa. To właśnie te atrakcje powodują, że ten niesamowity region przyciąga turystów jak lep nieostrożne muchy. I nie ma się czemu dziwić, zabytki te zachwycają i aż ma się ochotę przebywać w ich otoczeniu. Pewnie je znasz i najprawdopodobniej już je widziałeś, ale pozwól, że troszkę je opiszę.
Muzeum Archeologiczne w Biskupinie – najsłynniejsza osada w Polsce





Oczywiście najbardziej znanym miejscem, na turystycznej mapie Pałuk, jest osada w Biskupinie. Odrestaurowane grodzisko, wybudowane na malowniczo położonym półwyspie, jest niesamowitym miejscem, które poznajemy już w najmłodszych klasach podstawówki. O ile się nie mylę, to już w podręcznikach z 4 klasy pojawia się pierwsza wzmianka o osadzie. Naturalną koleją rzeczy, przynajmniej w szkołach w promieniu 200 km od Biskupina, jest klasowa wycieczka do muzeum, która zazwyczaj przypada na początek września. Wtedy to na terenie muzeum odbywa się fenomenalny Festyn Archeologiczny.
Ja już mam sporo lat na karku, ale i tak, gdy tylko biskupińskie wrota otwierają się na rekonstruktorów, to pędzę tu na złamanie karku. Uwielbiam klimat tego festynu! Zapach pieczonych podpłomyków, dźwięki bitew dobiegające z polany przed grodem, czy hałas powodowany przez średniowiecznych rzemieślników wytwarzających ozdoby, szyjących ubrania i lepiących garnki. Jednym słowem Biskupin to wielki wehikuł czasu, który po prostu zachwyca i warto tu przyjechać!
Mała porada: Osada w Biskupinie jest czynna cały rok. Jednak najlepszy okres, by tu przyjechać to wspomniany festyn archeologiczny odbywający się we wrześniu. Oprócz tego w maju i w okresie wakacyjnym organizowane są tutaj „mini” festyny, dlatego warto obserwować stronę muzeum, tak by wybrać dla siebie najodpowiedniejszy termin.
Zamek i Muzeum Kolejki Wąskotorowej w Wenecji





Kolejnym miejscem, które jest wizytówką Pałuk to oczywiście wenecka kolejka wąskotorowa i pobliski zamek należący swego czasu do Diabła Weneckiego. Te dwa miejsca są ze sobą nierozerwalnie związane. Z jakiego powodu? Otóż leżą tuż obok siebie i gdy chcesz zwiedzić jedno, to zapewne zwiedzisz i drugie. Muzeum Kolejki Wąskotorowej to największe tego typu muzeum w Europie! Tak przynajmniej twierdzą w Wenecji! I nie ma powodu nie wierzyć w te słowa! Na placu stoi pełno malutkich kolejek, z jeszcze mniejszymi wagonikami. Jednak cała frajda nie polega na oglądaniu stojących eksponatów, tylko na przejażdżce nimi ze Żnina, przez Wenecję i Biskupin do Gąsawy.
Uwielbiam ten miarowy stukot kół leniwie poruszających się wagoników. Szczególnie w okresie letnim, gdy słońce obdarza nas swoimi promieniami, a na okolicznych polach falują łany zboża, przejażdżka kolejką nabiera metafizycznego wymiaru. Ogarnia mnie wtedy cisza i spokój, które koją moje nadwyrężone nerwy. Ach…szkoda, że do lata jeszcze tak daleko. Co do zamku w Wenecji, to ten lubię z innego względu. Gdy go tylko zobaczę na horyzoncie, to wzbiera mi na wspomnienia. Zdradzę małą, rodzinną tajemnicę. Jeszcze jak dostęp do niego był niczym nieograniczony, to tu randkowałem z Ewą 😉
Dzisiaj już niestety nie ma takiej możliwości, bo teren został ogrodzony, a wstęp jest biletowany, ale i tak lubię tu przyjeżdżać. Może to przez samą postać Diabła Weneckiego, który ponoć straszy tam do dzisiaj? A może to przez to, że okolica jest wyjątkowej urody i pozwala spędzić czas w naprawdę miłym otoczeniu. A może jedno i drugie…
Mała porada: Pamiętaj, ten punkt naszej wycieczki to punkt obowiązkowy! Dlatego za przypominajkę niech Ci posłuży ten malutki wierszyk – Kolejką wąskotorową ze Żnina, przez Wenecję do Biskupina, a dla zabawy dalej do Gąsawy!
Pałac w Lubostroniu – niesamowitej urody rezydencja i równie piękny park

Pałac w Lubostroniu to jest jedna z tych atrakcji, którą po zwiedzeniu zapamiętujesz na długo. Wszystko przez wyjątkową urodę tego miejsca. Ja po raz pierwszy trafiłem tutaj kilka lat temu, w okresie bardzo wczesnej wiosny. Mimo braku liści na przypałacowych drzewach i niezbyt przyjaznej aurze pałac prezentował się wtedy wyśmienicie. Szczególnie złoty Atlas, rezydujący na samym szczycie pałacowej kopuły, rewelacyjnie kontrastował z otaczającą go szarością.
Dzisiaj, po wielokrotnym odwiedzeniu tego miejsca wiem, że pałac w Lubostroniu pasuje do każdych warunków atmosferycznych. Jednak najlepiej to miejsce zwiedzać w okresie wiosennym, gdy otaczająca zieleń budzi się do życia, a cudowna magnolia pokrywa się różowymi kwiatami. Lub w okresie jesiennym, kiedy liściasty park rozbłyskuje kolorami złota i czerwieni. Równie pięknie jest we wnętrzach pałacowych. Szczególnie niesamowita jest trzykondygnacyjna okrągła sala pośrodku pałacu, upiększona sztukateriami wykonanymi rękoma Michała Ceptowskiego. Nawet nie będę się wysilał, by Ci je opisać, bo i tak nie wystarczyłoby mi słów, by oddać ich piękno.
Mała porada: Warto odwiedzić pałac jeszcze z jednego powodu. W tym miejscu odbywa się wiele koncertów i wydarzeń kulturalnych, które przyciągają widzów jak magnes. Pełną rozpiskę znajdziesz na oficjalnej stronie.
Na Pałukach mniej znane atrakcje są równie ciekawe, co te najsławniejsze
Przed momentem przypomnieliśmy sobie najsłynniejsze pałuckie atrakcje, więc teraz czas na te, które są równie niesamowite, choć są ciut mniej znane. Mimo tego, że nie ma tutaj takich tłumów jak w Biskupinie i czasami wystarczy tylko kilka minut, by zobaczyć je w całości, to daj im szansę. Warto poświęcić im chwilę, poznać ich historię i posłuchać osób, które się nimi opiekują.
Dwór Marzeń w Sielcu — atrakcja Pałuk, która totalnie mnie zaskoczyła!





Dwór Marzeń w Sielcu to miejsce, które totalnie mnie zaskoczyło. Nie ze względu na ekspozycję poświęconą Józefowi Unrugowi, bo przecież wiedziałem, jadąc tu, że to muzeum opowiada właśnie jego historię, ale z powodu osoby, która to miejsce stworzyła i która osobiście nas oprowadzała. Jednak o Pani Katarzynie Rodziewicz opowiem później, w dziale poświęconemu pałuckim pasjonatom, a teraz skupię się na samym dworku.
Dwór rodziny Unrug położony jest w Sielcu. Jak to z tego typu zabytkami bywało, po II wojnie światowej urządzono w tym miejscu PGR, tak by wymazać pamięć po „burżuazyjnych właścicielach ziemskich uciskających chłopów”. No i prawie to wymazywanie się udało. Majątek został rozgrabiony, budynki gospodarcze zdewastowane, a dwór popadł w ruinę. Zdjęcia, jakie pokazała nam obecna właścicielka z czasu, gdy kupowała to miejsce 20 lat temu, były przerażające. Wyrwane ościeżnice, grzyb na ścianie czarny jak smoła, oberwany dach i wyszarpane siłą przewody ze ścian. W zasadzie dworek przeznaczony na straty.
Jednak dzięki tytanicznej pracy Pani Katarzyny, dzisiaj to miejsce powolutku odzyskuje swój dawny blask. W odnowionych wnętrzach na parterze umiejscowiono muzeum, które może poszczycić się największą kolekcją pamiątek po Józefie Unrugu, dowódcy Obrony Wybrzeża z roku 1939. Artefakty rodziny Unrug, w połączeniu z ogromną wiedzą Pani Katarzyny i łatwością dzielenia się nią ze słuchaczami sprawiały, że ponad dwugodzinne zwiedzanie minęło nam, jak z bicza strzelił. Jeżeli lubisz ciekawe opowieści, fascynujesz się historią i potrafisz słuchać o niej godzinami, to miejsce zdecydowanie Cię zachwyci! Ach no i bym zapomniał. Park otaczający dwór też zasługuję na uwagę. Rosnące tu pomniki przyrody są naprawdę wyjątkowe!
Mała porada: Zwiedzanie po wcześniejszym umówieniu się telefonicznym pod numerem: 604 401 466.
Kościół w Gąsawie — najpiękniejszy pałucki kościół!





Kościół w Gąsawie to architektoniczna perła w pałuckiej koronie i nie ma tu ani słowa przesady. Zresztą spójrz na zdjęcia, to będziesz wiedział, o czym mówię. Drewniane ściany kościoła pokryte są od posadzki po sam sufit malowidłami. Co ciekawe jeszcze niedawno, a było to około 20 lat temu, nikt nie miał pojęcia, że kościół skrywa takie skarby. Pamiętam jeszcze czasy, a było, to kiedy przyjeżdżałem tutaj do mojej przyszłej żony Ewy w zaloty, że kościół niczym się nie wyróżniał. Ściany były wytynkowane, białe, lekko krzywe i tyle. No może jedynie główny ołtarz, z odsłanianym tylko w wyjątkowych okolicznościach cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia, zasługiwał na większą uwagę.
Dopiero przypadek podczas prac remontowych, które miały miejsce w latach 1998-1999 sprawił, że odkryto malowidła. Po przeszperaniu archiwów i skuciu w całego tynku oczom odkrywców ukazał się niesamowity widok. Malowidła poddane pieczołowitej konserwacji cieszą oczy gromadzących się w tym kościele wiernych i turystów odwiedzających to sanktuarium. Zdecydowanie warto zobaczyć to miejsce na własne oczy!
Mała porada: Pamiętaj, że kościół to przede wszystkim świątynia, tak więc zachowuj się tutaj z godnością należną takiemu miejscu. Jeżeli masz ochotę przyjrzeć się bliżej malowidłom i porobić kilka zdjęć, to najlepiej umówić się telefonicznie z tutejszym proboszczem pod numerem telefonu 603750754.
Opuszczony kościół w Zrazimiu – urbex w wiejsko-ewangelickim stylu



Pozostajemy przy tematyce kościołów. Jednak w tym przypadku zabytek, jaki chcę Ci pokazać, nie ma na razie tyle szczęścia, co ten w Gąsawie. I to chyba właśnie jego smutny los czyni go tak wyjątkowym. Opuszczony ewangelicki kościół w Zrazimiu, malutkiej wiosce na Pałukach, zachwyca swoim położeniem. Ceglana świątynia zatopiona jest w otaczającej go zewsząd parkowej zieleni. Wygląda to tak, jak by drzewa chroniły to miejsce i skrywały je przed wzrokiem nieżyczliwych ludzi. Szczególnie dobrze to pokazują zdjęcia z drona.
Z kolei otwarte wrota zachęcają do wejścia, z czego skwapliwie skorzystałem. Niestety wnętrza są powoli dewastowane przez chuliganów. Powyrywane okna, ordynarne napisy i poharatany ołtarz dopełniają obrazu tragedii, jaka spotkała ten zabytek. Tutaj nostalgia i smutek mieszają się z fascynacją. Z jednej strony szkoda takiego miejsca, które widać, że przy odrobinie wysiłku znów rozbłysłoby pełnym blaskiem, ale z drugiej strony możliwość wejścia do opuszczonego kościoła i poczucia tego dreszczu niepokoju na skórze jest wyjątkowa. Polecam Ci to miejsce, o ile lubisz takie klimaty. Mnie ten kościół naprawdę zachwycił i warto go zwiedzić, póki jeszcze jest ku temu czas i sposobność.
Mała porada: Nie próbuj wdrapać się na wieżę kościelną. Po pierwsze brakuje schodów prowadzących na piętro, a po drugie dach na wieży jest dziurawy. Istnieje więc ryzyko, że konstrukcja jest już osłabiona, co może prowadzić do upadku i poważnej kontuzji.
Wiatrak w Reczu – doszczętnie zrujnowany zabytek techniki, który i tak zachwyca

Kolejna atrakcja Pałuk, która najprawdopodobniej niedługo zniknie z powierzchni ziemi, to stary, drewniany młyn holenderski stojący niedaleko wsi Recz. Dlatego, jeżeli chcesz go jeszcze zobaczyć, a według mnie warto, bo mimo fatalnego stanu dalej prezentuje się całkiem wspaniale, to musisz się pospieszyć. Wiatrak powstał całkiem niedawno, bo w roku 1935 (choć jedna z wersji twierdzi, że w roku 1937). Jak na tego typu obiekt przystało, był to budynek czteropiętrowy, podpiwniczony o ceglanej podmurówce. Młyn był wyposażony także w kopułę pozwalającą na obracanie skrzydeł w stronę wiejącego wiatru, co zapewniało mu ciągły dostęp do energii zasilającej koło młyńskie. Co ciekawe, młyn funkcjonował dość długo i pod koniec swojego zawodowego żywota został wyposażony w napęd elektryczny.
Niestety po roku 1970 został pozostawiony samemu sobie, co doprowadziło do tego, że dzisiaj jest jedną wielką ruiną. Mimo jego stanu z chęcią do niego powrócę raz jeszcze. Stanie się to, jak tylko zazielenią się pola lub (i mam nadzieję, że tak się stanie) na przylegających parcelach posieją rzepak, który będzie świetnie kontrastował z niszczejącym świadkiem zamierzchłej historii. I tylko trzymać kciuki by wiatrak nie poddał się zbyt szybko!
Mała porada: Nie podchodź zbyt blisko do wiatraka, gdyż konstrukcja (co widać na zdjęciach), grozi zawaleniem! Podziwiaj z bezpiecznej odległości!
Zamek w Szubinie – tętniące życiem zrewitalizowane ruiny




Zamek w Szubinie do niedawna był zupełnie nieznaną atrakcją Pałuk, z której korzystały jedynie okoliczne dzieci. Powód był prozaiczny. Ruiny były w tak fatalnym stanie, że nie opłacało się tutaj nikomu przyjeżdżać. No, chyba że zawodowym fotografom, którzy w tym miejscu urządzali sesje zdjęciowe nowożeńcom. Wszystko zmieniło się w tym roku. Po wielu latach miejscowe władze zdecydowały, że czas na rewitalizację tego terenu. Zabezpieczono resztki murów, wykonano kładki dla spacerowiczów, ustawiono ławeczki i wykonano tablice informacyjne opisujące zamczysko.
Od tego momentu pozostałości zamku, zbudowanego przez Sędziwoja Pałukę w XIV wieku, zaczęły tętnić życiem. Przychodzą tu jednakowo mieszkańcy Szubina z pociechami, które mogą się wyhasać na nowym placu zabaw. Jak i turyści, którzy chcą zobaczyć nową pałucką atrakcję. Mimo że widziałem wiele bardziej spektakularnych ruin, to te w Szubinie, też mają w sobie to coś, co pozwala miło spędzić tutaj popołudnie. Tym bardziej że okolica aż zachęca do spacerów.
Mała porada: Jadąc przez Szubin, uzbrój się w cierpliwość i patrz na znaki. Skomplikowany system dróg jednokierunkowych w połączeniu z remontami ulic daje popalić nawet najbardziej wyszkolonym kierowcom.
Megalityczny kurhan w Złotowie – niesamowita historia kilku kamieni

Takie zabytki uwielbiam! Wiem, wiem – dla wielu Kurhan w Złotowie to tylko kupka kamieni, jednak dla mnie to naprawdę fascynujące miejsce. Lubię dawne grobowce, kurhany, kamienne kręgi i miejsca kultu naszych przodków. Zresztą nawet nie ukrywam, że zawsze chciałem zostać archeologiem. No i pewnie Cię nie zaskoczę, że moim najlepszym filmem, który oglądałem setki razy, jest Indiana Jones. Co prawda nie udało mi się zostać bohaterem na miarę postaci odgrywanej przez Harrisona Forda, ale zdradzę Ci małą tajemnicę. Udaje mi się realizować młodzieńcze marzenia i pomagam w wielu wykopaliskach archeologicznych, odkrywając od czasu do czasu ciekawe artefakty. Jednak to nie o mnie ma być dzisiaj mowa, a o pałuckich atrakcjach, więc powróćmy lepiej do Złotowa.
W 1959 r. dociekliwy nauczyciel z tutejszej szkoły podstawowej stwierdził, że nasyp ziemny z wystającymi kamieniami jest jakiś podejrzany. Chcą potwierdzić swoje przypuszczenia, zgłosił się do Muzeum Archeologicznego w Łodzi, które zainteresowało się tematem niecodziennego pagórka. W 1961 roku do prac przystąpili specjaliści z Poznania, którzy ze zdumieniem stwierdzili, że jest to miejsce pochówku. I to nie byle jakie! Po analizie zgromadzonych danych określono wiek zabytku na co najmniej 4000 lat!
W kurhanie pochowano 3 osoby z tego samego rodu. Co ciekawe przed pochówkiem ciała zostały poćwiartowane, a wnętrze komory grobowej wypełniono artefaktami. Dzisiaj megalityczny grobowiec znajduje się pod opieką Strażników Kurhanu, pasjonatów, którzy za cel postawili sobie dbać o to miejsce, tak by zostało zachowane dla przyszłych pokoleń.
Mała porada: Chcąc zwiedzać kurhan, warto zadzwonić do Pani, która się nim opiekuje. Wiem, niestety tylko z opowieści, że to osoba wielce ciekawa, która zajmuje się szyciem strojów historycznych i z chęcią poopowiada o swojej pasji.
Cukrownia w Żninie, czyli o tym, jak uratowano całą fabrykę przed zniszczeniem

Pewnie się zastanawiasz, czy na Pałukach można oglądać tylko ruiny. Spokojnie! Są tu też zabytki, które doczekały się kompleksowej odnowy. Za wzór może służyć XIX wieczna cukrowania w Żninie, która za sprawą olbrzymich pieniędzy zamieniła się w kompleks hotelowy. Jako ciekawostkę zdradzę małą tajemnicę — Ewie to miejsce jest szczególnie bliskie, bo pracowała tutaj podczas ostatniej kampanii cukrowniczej i kto wie, może pracowałaby tam do dzisiaj, ale zarządcy koncernu stwierdzili, że czas wygasić po 110 latach działania całą produkcję. Nie obyło się oczywiście bez protestów, ale nie przyniosły one żadnego skutku.
W końcu zatrzaśnięto drzwi i zawieszono kłódkę na bramie wjazdowej. Okres stagnacji trwał ponad 10 lat, a kompleks fabryki niszczał bez cienia nadziei na lepszą przyszłość. Jednak stał się cud, bo tak można określić wykupienie tych terenów przez prywatnego inwestora i rozpoczęcie prac rewitalizacyjnych. Dzisiaj w to miejsce, jak już wspominałem, tętni życiem, ale najfajniejsze jest to, że Cukrownię Żnin można zwiedzać. Przewodnikiem po zakamarkach fabryki jest były pracownik cukrowni, który przepracował tutaj 40 lat. Więc jak pewnie się domyślasz, wie, o czym mówi i sypie anegdotami jak z rękawa.
Mała porada: Chcąc zwiedzić Cukrownię, zadzwoń na recepcję obiektu, tam udzielą Ci wszystkich niezbędnych informacji.
Opowieść jednego kafelka, czyli o najmniejszej atrakcji Pałuk

Odwiedzając Żnin, nieformalną stolicę Pałuk, na pewno będziesz chciał zobaczyć rynek ze słynną basztą i może jeszcze pójdziesz nad jezioro Żnińskie Małe, by pospacerować po odnowionej promenadzie. Jednak ja mam dla Ciebie niecodzienną propozycję. Udaj się również do kościoła pod wezwaniem świętego Floriana. Tam obejdź kościół dookoła i wpatruj się w jego mury. Jeżeli jesteś spostrzegawczy, to na pewno zauważysz, że w jedną ze ścian kościoła wkomponowano mały, zielony kafelek. Na nim zauważysz zapewne znaną Ci scenę walki św. Jerzego ze Smokiem. Cóż jest takiego wyjątkowego w tym jednym, małym ceramicznym kwadraciku?
To najmniejsza atrakcja Pałuk. Kafelek, tak przynajmniej twierdzą legendy, pochodzi z pobliskiego zamku, w którym zamieszkiwał niecny Diabeł Wenecki. Trafił on do Żnina wraz z materiałem pozyskanym z rozbiórki ruin zamczyska, który później wykorzystywano do budowy świątyni. Po odkryciu kafelka postanowiono wkomponować go w mury kościoła, gdzie tkwi do dzisiaj. Ot taka malutka, ale całkiem ciekawa atrakcja.
Mała porada: Warto przy okazji zwiedzania Żnina podjechać do Wenecji. Najlepiej uczynić to wsiadając w kolejkę wąskotorową na zajezdni lub uzbroić się w cierpliwość i poczekać do wiosny 2022 roku, bo wtedy najprawdopodobniej zostanie uruchomiona stacja w parku przy jeziorze Żnińskim Małym.
Pałuckie winnice, czyli gościnnie w winnicy „Irena”





Opisując pałuckie atrakcje, muszę wspomnieć o winnicy „Irena”, którą mieliśmy okazję odwiedzić. Znajduje się ona w małej miejscowości Wilczkowo, która położona jest na północnej stronie jeziora Dużego Żnińskiego. Trafiliśmy tutaj zupełnie przypadkiem. Gdyby nie odwiedziny u brata Ewy, który zaserwował nam czerwone wino, mówiąc, że zakupił je od lokalnego producenta w czasie trwania Jarmarku Sztuki Ludowej w Żninie, to pewnie nadal byśmy o tym miejscu nic nie wiedzieli. Całe szczęście stało się zupełnie inaczej.
Zaciekawieni opowieścią o Agnieszce, która wraz z mężem założyła winnicę, postanowiliśmy ją odwiedzić. Tym bardziej że podobno można u nich degustować wino. Wystarczył jeden telefon i już jechaliśmy do Wilczkowa. Agnieszka już na nas czekała na miejscu. Opowieść o winie i swojej historii, jaką nas uraczyła, była równie niesamowita, jak wino, które u niej posmakowaliśmy. Naprawdę nie sądziłem, że na Pałukach odkryję tak niesamowite miejsce! Zapewne odwiedzę je jeszcze nie raz, tym bardziej że winnica „Irena” w niedługim czasie wzbogaci się o sale degustacyjne. Trzymam kciuki za Agnieszkę i jej męża, oby nastąpiło to jak najszybciej.
Mała porada: Warto obserwować profil winnicy „Irena” i śledzić na bieżąco ich poczynania — od zbiorów winogron do butelkowania gotowego wyrobu!
Wieś Brzózki i domy Van Goghiem upiększone!





W ostatni dzień zwiedzania pałuckich szlaków ponownie zupełnym przypadkiem trafiliśmy do małej wioski Brzózki położonej w gminie Szubin. Wzmianka o niej mignęła mi przez sekundę, gdy przekopywałem Internet w poszukiwaniu informacji, gdzie by tu jeszcze się udać. I wtedy oniemiałem! Jak to możliwe, że jeżdżąc trasą Nakło-Szubin przez tyle lat, nie miałem pojęcia, że wystarczy zjechać z głównej szosy i po 3 km znaleźć się w tak niesamowitym miejscu.
Brzózki to wieś artystyczna! Tak przynajmniej mówią o niej sami mieszkańcy i nie ma w tym krzty przesady! Wystarczy wjechać na jej teren i już wiadomo, o co chodzi. Na każdym kroku stoją rzeźby nawiązujące do dawnych zawodów. Oprócz tego cudowne kapliczki tak niesamowicie inne od tych, które mamy okazję oglądać zazwyczaj. No i to, co przyciąga największą ilość, spragnionych pięknych widoków, turystów — obrazy Vincenta Van Gogha wymalowane na domach.
Jest jakaś pozytywna energia w tym miejscu i aż chce się spacerować. Zresztą atmosfera musi mieć wpływ na samych mieszkańców, bo jednym z pierwszych znaków, który wita gości, przyjeżdżających do Brzózek, jest hasło „Tutaj mówimy Dzień Dobry!”. Niby proste słowa, które zna każdy z nas, a jednak tak coraz mniej słyszane z ust spotykanych nam ludzi.
Mała porada: Myślę, że ta malutka pałucka wieś powinna być wzorem dla innych miejscowości. Upiększajmy swoje okolice, mówmy „Dzień Dobry” i szanujmy się nawzajem, a będzie tak miło i sielsko jak w Brzózkach!
Pałucka przyroda jest fenomenalna!
Skoro pałuckie zabytki mamy już za sobą, to teraz warto powiedzieć co nieco o kolejnej atrakcji regionu – przyrodzie. Ta jest zdecydowanie warta zobaczenia. Jest tu kilka miejsc, które szczególnie lubię i nawet nie ukrywam, że odwiedzam je jak tylko mam ku temu okazję.
Szczególnym sentymentem darzę Dolinę Rzeki Gąsawki, którą odkryłem już kilka lat temu. Co ciekawe, to nasi przyjaciele mieszkający od zawsze w Gąsawie, to o tym miejscu dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy im o nim powiedziałem. Wtedy to też doszedłem do wniosku, że Pałuki to region w dalszym ciągu mało odkryty, skoro nawet miejscowi nie wiedzą, w jak wspaniałych terenach zamieszkują i warto poświęcić mu chwilę, by odkryć wszystkie ciekawe zakamarki.
Na Pałuki warto przyjechać, by poznać krainę 130 jezior

Pałuki to mała kraina, która posiada sporą ilość pięknych jezior. Część z nich już dawno znalazła swoich właścicieli, którzy nie dopuszczają do nich nikogo obcego, ale część w dalszym ciągu jest ogólnie dostępna i cieszy szczególnie turystów przybywających tu w okresie letnim. Ogromna ilość kąpielisk, kajaki, rowerki wodne czy możliwość wyłowienia szczupaka — niekwestionowanego króla wód, dają nieograniczone możliwości wypoczynku. Sam lubię przyjechać latem nad Pałuckie jeziora, wstać wcześnie rano i zarzucić wędzisko, z nadzieją, że weźmie coś większego. A jak się ta sztuka nie uda, to nic straconego – widok wstającego słońca nad pałuckimi jeziorami jest wystarczającym pocieszeniem.
Jednak nie nad wszystkimi jeziorami panuje idealna cisza. Ryk potężnych silników co rusz rozchodzi się latem po tafli jeziora Żnińskiego Małego. To dźwięk motorówek, które biorą udział w wyścigach organizowanych na tym akwenie od lat.
Mała porada: Sam pamiętam, jak ekscytowałem się wyścigami, w których brał udział Waldemar Marszałek, jeden z najwybitniejszych polskich motorowodniaków. Zdecydowanie warto śledzić kalendarz imprez motorowodnych, by choć raz zobaczyć na własne oczy tnące taflę jeziora i pędzące na złamanie karku maszyny. Więcej informacji na temat planowanych wyścigów znajdziesz na ich oficjalnej stronie.
Dolina Rzeki Gąsawki, czyli jedno z najpiękniejszych miejsc na Pałukach



Dolinę Rzeki Gąsawki uwielbiam! Odkryłem ją zupełnie przypadkiem kilka dobrych lat temu, gdy jeszcze była miejscem zupełnie dzikim. Szukałem wtedy jakiś ciekawych miejsc do poszukiwań skarbów, a że na archiwalnych mapach w tym miejscu podobno stała karczma, to był to naturalny kierunek dla poszukiwacza. Skarb znalazłem, ale nie były to brzęczące monety, sznury pereł czy kufry pełne drogocennych kamieni. Skarbem okazała się sama dolina, która po prostu mnie oczarowała!
Od tego czasu miejsce to zostało przystosowane do większego ruchu, powstały parkingi i ławeczki. Na szczęście, mimo wykonania tych prac, dolina zachowała swój dawny urok. Dzisiaj, jak tylko mam ku temu okazję, przyjeżdżam tu z całą ferajną i daję się pochłonąć otaczającej przyrodzie. Nic tak nie koi moich zszarganych nerwów, jak delikatny szum płynącej leniwie rzeki Gąsawki i szelest wysuszonych liści pod stopami. Cieszę się niezmiernie, że Turystyczne Mistrzostwa „zmusiły” mnie do ponownego przyjazdu w to miejsce. Tym bardziej że jesienią jest tu najpiękniej. Wtedy to dolina nabiera cudownych kolorów, które wyglądają jak z obrazka!
850-letnie dęby, legendarne źródełko i inne pomniki przyrody

Oprócz kompleksów leśnych i pięknych jezior, które są jednym wielkim cudem natury, na Pałukach możesz znaleźć także samotnie stojące pomniki przyrody. Porozrzucane są one w zasadzie po całym regionie i co rusz na jakiś można się natknąć. My zobaczyliśmy kilka z nich i powiem Ci szczerze, że kompletnie nie żałujemy. Na początku odwiedziliśmy źródełko św. Huberta, ukryte głęboko w pałuckich lasach. Miejsce niezbyt spektakularne na pierwszy rzut oka, ale po bliższym poznaniu zyskało na wartości. Po pierwsze, to ze źródłem związana jest legenda, którą postaram się krótko streścić w dziale „legendarnym”. Po drugie warto spojrzeć na rdzawy odcień koryta (Małgosia stwierdziła, że to odcień krwawy), to znak, że woda w tym miejscu jest mocno zielona, a po trzecie to źródło, które nigdy nie zamarza – choć jak się zastanowić, to nie wiem, czy to coś niezwyczajnego.
Innymi pomnikami, jakie zdecydowanie warto zobaczyć to na pewno majestatyczne drzewa jak chociażby dąb Chrobry w Reczu czy Jagiełło w Łabiszynie. Rzadko widuje się tak potężne okazy w tak znakomitej formie. Dąb Chrobry, mimo 850 lat na karku, wygląda jak młodzieniaszek – żadnych ubytków, spękań, chorób i niebezpiecznych zrzutów korony. Zupełnie przeciwieństwo rozpadającego się dębu Bartusia, którego uwielbiam odwiedzać w Borach Tucholskich. Inne ciekawe pomniki przyrody, jak niesamowicie wyglądający 420-letni dąb błotny, czy rozłożyste lipy znajdziesz w parku dworskim przy Dworze Marzeń (kolejny powód by tam się udać).
Krajobrazy jak pędzlem mistrza malowane!



Nazwa Pałuki wywodzi się najprawdopodobniej od wyrazu „łęg”, co oznacza trawiastą równinę lub też (i to jest teoria, która bardziej mi pasuje) od łukowatego kształtu niewielkich, ale wszechobecnych w tym regionie wzniesień. To właśnie te małe pagórki tworzą niesamowicie malowniczy krajobraz. A jak jeszcze przestrzeń pomiędzy nimi wypełnia błyszczące jezioro, to już jest pełnia krajobrazowego szczęścia. Warto w tym przypadku zrezygnować z samochodu i przesiąść się na rower. W ten sposób nie tylko zobaczysz z bliska, ale i poczujesz na własnych mięśniach, jak męczące mogą być tutaj przejażdżki, ale uwierz mi palące łydki to mała zapłata za tak niesamowite widoki, jakie będziesz miał okazję podziwiać z rowerowego siodełka. Jeżeli jednak perspektywa zwiedzania Pałuk rowerem nie jest najlepszym pomysłem dla Ciebie, to nie martw się, jeżdżąc samochodem, zobaczysz naprawdę ciekawe krajobrazy.
Mała porada: Pałuki niestety nie posiadają mocno rozwiniętej infrastruktury przyjaznej rowerzystom. Z doświadczenia wiem, że będziesz musiał poruszać się, nawet przy największych pałuckich atrakcjach jak Biskupin czy Wenecja, po jezdni. Bądź ostrożny, bo ruch szczególnie w okresie wakacyjnym jest tu dość spory!
Mała porada: Warto przy okazji zwiedzania Pałuk podjechać do Gąsawy. Przed tą miejscowością, patrząc od strony Wenecji, znajduje się punkt widokowy. Widok z platformy jest oszałamiający, co możesz zobaczyć na naszych zdjęciach.
Pałuki to kraina bohaterów Powstania Wielkopolskiego

Jeżdżąc po Pałukach, co rusz będziesz spotykał symbole i pomniki związane z Powstaniem Wielkopolskim. Nie ma się czemu dziwić. Na tych terenach prowadzono walki o odzyskanie niepodległości, a wiele kwater na okolicznych cmentarzach zajmują bohaterowie tamtych wydarzeń. Tutaj każdy stara się pamiętać o tych żołnierzach, którzy walcząc, nieśli powiew wolności pod strzechy. Zresztą jak można o nich zapomnieć, skoro większość pałuckich rodzin ma krewnego, który przelewał krew w imię wielkiej sprawy.
Jednym z najfajniejszych sposobów uhonorowania bohaterów są murale, które znajdują się w wielu pałuckich miastach i wsiach. My podczas naszej podróży przez ten region zobaczyliśmy tylko trzy (Żnin, Szubin i Damasławek w woj. wielkopolskim), ale obiecałem sobie, że w przyszłości poszukam też pozostałych. A może Ty już miałeś okazję zobaczyć wszystkie naścienne malowidła?
Tylko na Pałukach można odwiedzić Paryż, Rzym i Wenecję w jeden dzień



Ewa zawsze mi marudziła, żebym zabrał ją w końcu do Paryża. Nie chcąc słuchać dłużej wyrzutów, że Piotr z Magdą już byli, nasi sąsiedzi też i tylko ona tam nie była, postanowiłem spełnić jej marzenia. No niech w końcu ma! A co tam! Ba! Stwierdziłem nawet, że Paryż to za mało! Zobaczmy od razu Rzym i Wenecję! – Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Podróż o dziwo nie była długa i wyczerpująca, jak początkowo się spodziewałem. Takie cuda to tylko na Pałukach!
Pałuki to region niesamowitych legend i opowieści
Według mnie legendy i podania to jest nieodłączny element każdej wsi, miasta czy regionu, budujący tożsamość danego miejsca na przestrzeni wieków. Dlatego też zawsze, gdy jadę zwiedzać, to najpierw zagłębiam się w zakurzone tomiska i szukam czegoś niespotykanego Czegoś, co mnie zachwyci i zadziwi. Nie inaczej było tym razem.
Mało który region w Polsce jest tak bogaty w podania, legendy i autentyczne historie zapierające dech w piersi, jak Pałuki. Tutaj, gdzie się nie obrócisz, to czeka na Ciebie niesamowita opowieść o dawnych czasach lub mniej prawdopodobna, ale równie fascynująca legenda. Część już nawet opisałem wcześniej, a część poznałem dopiero, podczas naszej „mistrzowskiej” eksploracji Pałuk. Pozwól, że wspomnę o kilku z nich.
Legenda z Pałuk — Leszek Biały i zbrodnia gąsawska

Na terenie Pałuk, a dokładniej mówiąc w Gąsawie, doszło do zdarzenia, które miało ogromny wpływ na historię Polski. W listopadzie 1277 roku podczas zjazdu książąt haniebnie zabito pretendenta do korony Leszka Białego. Zbrodni dopuścił się Świętopełk Pomorski, który napadł na odpoczywających w łaźni uczestników wiecu. Leszek zdołał wskoczyć na konia i pognał w kierunku Marcinkowa, tam jednak dopadli go zbrojni. W pobliżu miejsca, gdzie książę wyzionął ducha, postawiono w roku 1927 pomnik, który upamiętnia tę zbrodnię.
Wodnik z Biskupina

Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego mieszkańcy osady w Biskupinie porzucili to miejsce, to tłumaczy to legenda o wodniku zamieszkującym wody otaczające półwysep. Wodnik Aqua, bo tak było mu na imię, początkowo śledził z zainteresowaniem ludzi budujących swoje domostwa. Jednak hałas dobiegający z osady i bezceremonialne wyławianie ryb z wodnikowego królestwa, zdenerwowały władcę jeziora.
Mając dość uciążliwego sąsiedztwa, postanowił działać. Plątał sieci, zatapiał dłubanki i luzował podpory mostów. Niestety nie przynosiło to żadnych rezultatów. W końcu doprowadzony do ostateczności wodnik, przy pomocy zamieszkujących głębiny stworzeń, podkopał cały półwysep, co spowodowało jego zatopienie.
Legenda z Pałuk — O nieszczęśliwej miłości w Lubostroniu

Z pałacem w Lubostroniu związana jest jedna z tragiczniejszych legend, które można zasłyszeć na Pałukach. Opowiada ona o nieszczęśliwej miłości nadzorczyni Marianny i raczej mało urodziwego syna hrabiny Skórzewskiej — Leona. Młodzi, gdy tylko się spotkali, zapałali do siebie wielkim uczuciem. Nie w smak to było matce Leona, która nie mogła pozwolić sobie na taki mezalians.
Czyniła, co mogła, by obrzydzić synowi jego miłość. Gdy to się nie udało, a zakochani zaczęli poważnie planować wspólną przyszłość, wpadła w furię. Kazała dozorczyni natychmiast opuścić posiadłość. Ta widząc malującą się złość na twarzy pracodawczyni, uciekła w tunele biegnące z pałacu do oficyny. Niestety te okazały się pułapką bez wyjścia. Na skutek potężnej burzy wentylacja została zalana, na skutek czego Marianna się udusiła. Dzisiaj jej duch krąży po parku otaczającym pałac i szuka swojego ukochanego, który jeszcze długo wypłakiwał oczy po jej śmierci.
Źródło św. Huberta i opowieść o niecnym myśliwym

W dawnych czasach, w małej miejscowości Kierzkowie żył myśliwy, który nie szanował zwierzyny, a i dni święte miał za nic. Pewnego razu, podczas niedzielnego polowania, zobaczył potężnego jelenia o pięknym porożu. Gdy celował do zwierzęcia, przez myśl mu nie przeszło, że to sam Lucyfer podprowadził mu pod lufę rogacza.
Padł strzał. Ranione zwierzę wpadło w furię i runęło na myśliwego z wielką siłą, nadziewając go na rogi. Łowca na skutek uderzenia spadł z urwiska i zatrzymał się tuż przy źródełku. Ostatkiem sił zwrócił się do św. Huberta o pomoc i obmył swoje rany wodą. Wtedy stał się cud. Krwawienie ustało, a rozszarpane ciało zabliźniło się natychmiast. Zdarzenie to zmieniło mężczyznę, który stał się dobrym człowiekiem, a źródełko zostało nazwane imieniem patrona myśliwych.
Pałuki to region pasjonatów!

Wędrując pałuckimi szlakami i szukając atrakcji, o których mógłbym opowiedzieć, spotkałem wielu ludzi, którym powinienem poświęcić osobne wpisy i kto wie, czy kiedyś tego nie zrobię. Szczególnie w pamięci zapadło mi spotkanie z Panią Katarzyną, właścicielką Dworu Marzeń i Agnieszką, zarządzającą winnicą „Irena”. Obie te osoby wywarły na mnie tak wielkie wrażenie, że po rozmowie z nimi jeszcze długo myślałem o tematach, które poruszaliśmy. Zarówno Pani Katarzyna, jak i Pani Agnieszka to tytanki pracy, które podjęły się z pozoru rzeczy niemożliwych. Jak inaczej nazwać samodzielne odrestaurowanie kompletnie zdewastowanego dworu Józefa Unrunga, czy założenie winnicy bez żadnej pomocy, ucząc się w międzyczasie uprawy winorośli?
Spotkanie tych kobiet to była jedna z najfajniejszych przygód, która mnie spotkała w czasie trwania mistrzostw. Tym bardziej jest to zaskakujące, bo w przypadku Pani Katarzyny odradzano mi tutaj przyjazd, gdyż jak stwierdzono. – Nie cierpi blogerów! Faktycznie tak było, ale razem z Ewą i Gosią wydaje mi się, że trochę ociepliliśmy nasz wizerunek. Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować Pani Kasi i Agnieszce za to, że poświęciły nam swój cenny czas i opowiedziały z taką pasją o dziele swojego życia.
Pałuki praktycznie, czyli słów kilka o bazach noclegowych i jedzeniu

Nie chcąc już zanudzać i ciągnąć w nieskończoność tego artykułu. Nie będę tutaj opisywał konkretnych lokalizacji i podawał adresów zachęcających do wybrania danego miejsca. Powód jest prosty. Pałuki to region, który coraz chętniej odwiedzają turyści, więc i miejsc noclegowych jest całkiem sporo. Znajdziesz tu obiekty o najwyższym standardzie i wysokim koszcie zakwaterowania, jak i uroczo położone gospodarstwa agroturystyczne, czy miejsca biwakowe zaszyte gdzieś nad jeziorami. Co wybierzesz, to już zależy od Ciebie. Z kolei, jeżeli o jedzenie chodzi, to jest to region bardzo zbliżony kulinarnie do Wielkopolski, więc będziesz tu mógł skosztować, chociażby kluchy na pyrach. Jest to danie, które wręcz uwielbiam, a w wykonaniu mojej teściowej są zdecydowanie najlepsze!
Pałuki fakty, informacje i ciekawostki
- Nazwa Pałuki – wywodzi się od pagórkowatego ukształtowania terenu.
- 10 miast – tyle znajdziesz na terenie Pałuk. Największe z nich to Żnin, Kcynia, Wągrowiec i Szubin.
- Żnin – to nieformalna stolica Pałuk.
- 1300 lat – o tyle jest starszy Kurhan w Złotowie od osady w Biskupinie.
- 11 sierpnia 2017 – to data pamiętnej nawałnicy, która najpierw spustoszyła Pałuki, a później dotarła w Bory Tucholskie. Tego dnia uległo zniszczeniu wiele parków jak, chociażby ten wokół pałacu w Lubostroniu. Wtedy też złamał się pod naporem wiatru komin cukrowni w Żninie.
- Pałucka gwara – region Pałuk może poszczycić się własną mową i słownikiem. Znajdziesz go na oficjalnej stronie internetowej.
- Dąb Chrobry nazywany jest inaczej Dębem Diabła Weneckiego – patrząc na dobrą kondycję drzewa, można pomyśleć, że faktycznie ktoś podpisał cyrograf z diabłem. Wysokość Chrobrego to ponad 25 m, a obwód 780 cm. Do momentu zmian administracyjnych, był najstarszym drzewem województwa bydgoskiego.
- Jan Czochralski — to jeden z najwybitniejszych naukowców urodzonych na Pałukach, a dokładniej w Kcyni. Opracował on metodę otrzymywania monokryształów krzemu, która jest podstawą wszystkich układów scalonych.
- Gąsawka – to największa rzeka regionu. Długość dopływu Noteci to 56,97 km.

Artykuł powstał w wyniku udziału Naszych Szlaków w Turystycznych Mistrzostw Polski Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną, przy współudziale Kujawsko-Pomorskiej Organizacji Turystycznej. Wielkie podziękowania należą się także Lokalnej Organizacji Turystycznej PAŁUKI, która podsunęła nam kilka ciekawych pomysłów.



