Ci co nas czytają już od dłuższego  czasu zapewne wiedzą, że uwielbiamy skanseny i jak  tylko jest okazja to staramy się odwiedzić taki przybytek. Tak było między innymi podczas naszej wyprawy w świętokrzyskie i na Kaszuby.

Oczywiście nie należy też zapominać o muzeum archeologicznym w Biskupinie, które odwiedzamy co najmniej raz w roku i do którego odwiedzin Was zachęcam, szczególnie w okresie wrześniowym gdy odbywa się festyn archeologiczny.

Powodów dla których lubimy spacery w otoczeniu starych chałup jest kilka, choć chyba tym najważniejszym na tę chwilę jest fakt posiadania przez nas dwóch małych potworków,  które wyjątkowo trudno  okiełznać i czasami po prostu potrzeba większego obszarowo terenu, by te mogły pozbyć się nadmiaru energii.

Skanseny, jak się okazało, nadają się do tego wręcz wyśmienicie, a jeżeli dodać do tego jeszcze fakt obcowania z historią to już jest idealnie.

Dzisiaj, jak już  zdążyliście się zorientować, zabieram Was z rodzinką do kolejnego skansenu i to nie byle jakiego, bo ogromnego Gaju Szewczenki we Lwowie.

Troszeczkę  historii, czyli skąd nazwa Gaj Szewczenki

Dzisiaj o historii będzie tak bardzo króciutko bo nie chcę Was zbytnio zanudzać faktami z życia Szewczenki, którego imię nosi park. Napiszę jedynie, że skansen powstał  w  roku 1971 i nadano mu nazwę Muzeum architektury ludowej i życia codziennego we Lwowie, jednak po niedługim czasie stwierdzono, że warto by było uhonorować kogoś znanego.

Kogoś,kto przyczynił się do  krzewienia kultury ukraińskiej i wybór padł na poetę ukraińskiego Taras Szewczenkę, który żył w latach  1814 -1861. Ten Bohater Narodowy Ukrainy, wsławił się tym,  że w latach panowania caratu rosyjskiego odważył się pisać i promować poezję w języku ukraińskim. Trzeba przyznać, że ten utalentowany człowiek wywodzący się z kasty chłopów pańszczyźnianych, mimo swojego olbrzymiego talentu, nie  miał wżyciu lekko.

Skansen - Gaj Szewczenki we Lwowie na Ukrainie

By móc studiować, musiał zostać wpierw wykupiony z pańszczyzny, co udało się poprzez specjalną  akcję zorganizowaną przez rosyjskich artystów, którzy na licytacji sprzedali obraz znanego malarza,dzięki czemu uzyskali pieniądze na wykup z „niewoli”. 

Potem na skutek swojej działalności politycznej popadł w niełaskę i wcielono go do carskiej armii z bezwzględnym zakazem  pisania i rysowania,który po kilku ekspedycjach cofnięto, lecz nie na długo bo znowu podpadł władzy co poskutkowało przeniesieniem go do batalionu stacjonującego w twierdzy przy morzu kaspijskim.

Tam przez siedem lat codziennie posyłano go na uciążliwą musztrę do prac fortecznych i jak  by tego było mało, kilka razy dziennie przetrząsano mu kieszenie i kwaterę w poszukiwaniu ołówków i notatników.

Dopiero w 1858, po dziesięciu latach zsyłki powrócił do Petersburga, gdzie znów mógł robić to co kochał najbardziej,  czyli malować i pisać.

Ale nie Szewczenko dla nas jest dzisiaj najważniejszy, tylko muzeum nazwane jego imieniem i już nie przedłużając zapraszam na wycieczkę.

Czego się spodziewać w skansenie

Działy

Skansen podzielony  został na kilka regionów zgonie z pierwotnym pochodzeniem budynków i tak mamy  tutaj architekturę reprezentującą Bojkowszyznę, Łemkowszyznę, Hucylszczyznę, Wołyń, Podole,Bukowinę, Zakarpacie, Pokucie i wreszcie Lwowszyznę. Każdej z tych grup poświęcono osobny sektor, który przypomina mini wioseczkę.

Skansen - Gaj Szewczenki we Lwowie na Ukrainie

Jednak nie niech Was nie  zwiedzie słowo „mini”, bo skansen lwowski jest jednym z największych w Europie. Poważnie! Teren jaki oddano do dyspozycji muzeum to aż 50 ha zróżnicowanego topograficznie terenu. Pola, łąki, górki,dolinki sprawiają, że faktycznie podczas wędrowania od działu do działu mamy wrażenie podróżowania po całej Ukrainie.

A co z domami, się zapytacie. Czy w ogóle różnią się od tych naszych i czy jest na czym oko zawiesić. Już spieszę z odpowiedzią – Pewnie że jest na czym. Ponad 150 zabytkowych budowli, z których najstarsza pochodzi z roku 1749 (cerkiew ze wsi Krywka) robią niemałe wrażenie.

Jednak czy są, aż tak wielkie różnice, to raczej bym nie powiedział. Jedynie z daleka rzuca się w oczy inna architektura sakralna, zaś domy zwykłych chłopów prawie jak nasze, co nie oznacza że są nudne. Co to to nie. Szczególnie,że jest coś w ich wnętrzach, co jest po prostu rewelacyjne. Ludzie!

Ludzie

Dlatego to nie budynki są według mnie najciekawsze, a ludzie którzy swoją obecnością budzą je do życia sprawiając wrażenie podróży w czasie. W wielu chatach które mieliśmy okazję zobaczyć jak pracownicy ubrani w stroje z epoki wykonywali czynności dnia codziennego jak  chociażby babinka lepiąca pierogi w kuchni, czy  wikliniarz wykonujący kosze i koszyczki różnego rodzaju.

Jak by tego było jeszcze mało, to oprócz tego, że można podpatrzeć dawne sposoby wykonywania rzeczy użytkowych,to jeszcze jak „statyści” zobaczyli, że im się przyglądaliśmy to rozpoczynali naprawdę ciekawe opowieści o historii budynku i zawodu który przyszło im wykonywać. Nam szczególnie przypadła opowieść kilku z nich i o nich właśni echcę troszeczkę poopowiadać.

Tłoczenie oleju

Pierwszym, który nas zachwycił,był Pan wykonujący  pracę w starej tłoczni  oleju. W zasadzie była to pierwsza chata do której weszliśmy i nie wiedzieliśmy zbytnio czego się spodziewać.Lekki półmrok panujący w izbie też nie pozwalał zobaczyć wszystkiego na raz i czekaliśmy na rozwój wydarzeń .Tłoczarz spojrzał na nas, zmrużył lekko oczy i zapytał

– Z Polski? – Na naszą twierdzącą odpowiedź uśmiechnął się szeroko i rozpoczął wykład na tematy związane z pozyskiwaniem oleju w dawnych  czasach ido czego one były wykorzystywane. Okazało się, że olej idzie wytłoczyć praktycznie ze wszystkiego. Naprawdę. Rzepak i słonecznik to oczywiście podstawa, którą  każdy zna doskonale, ale już takie z ostropestu czy czarnuszki to w zasadzie do dzisiaj nie  wiem do czego się stosuje.

Jedynie co wiem, to jaki jest tego smak, bo po pogadance, można było spróbować kilku olei tłoczonych właśnie w tej zabytkowej olejarni.

Pan Kowal, czyli Pirat Kozacki Pełnomorski

Pan kowal wykonujący swoją pracę w kuźni tuż obok kuchni kozackiej, o której za moment napiszę, był po prostu genialny. Nie dość że poopowiadał o pracy w kuźni, to jak się rozkręcił opowiedział jeszcze o systemie monetarnym obowiązującym w dawnych czasach w basenie morza czarnego, a zakończył na opowieści o tym jak to z przyjaciółmi buduje prawdziwe łodzie piratów i wikingów, które pływają po wielu światowych akwenach.

Ostatnim jego wytworem była łódź wikingów, która powędrowała do Norwegii, gdzie dawni potomkowie barbarzyńców z rogami ochoczo przyjęli ją pod swoje barbarzyńskie skrzydła. Oczywiście sam podobno też, gdy tylko ma choć odrobinę czasu, wdziewa odzież pirata i wypływa ogromną łajbą w poszukiwaniu łupów.

Zresztą na pytanie

– kim w  takim wypadku jest? – Odpowiedział, że „Kozackim piratem pełnomorskim zajmującym się kowalstwem”. Acha i jeszcze jedno, Pan Kowal opowiada w języku polskim, bo jak się okazało jego przodkowie zamieszkiwali, z tego co pamiętam, pod Rzeszowem, tak więc jak tylko będziecie mieli okazję i ochotę posłuchać kilku niesamowitych opowieści,  to nie krępujcie się i pytajcie o co chcecie.

Pieczenie chleba

Kolejnym miejscem, które zachwyciło każdego z nas bez wyjątku, to malutka chatka naprzeciwko kuźni. Już z daleka było wyczuć aromat unoszący się w powietrzu, który niczym drogowskaz zachęcał do odwiedzin, a że w brzuchach powoli burczało tak głośno, że aż płoszyły się zwierzaki zamieszkujące w skansenie, to oczywistym było że trzeba tam się udać.

Po wejściu do malutkiego pomieszczenia przywitała nas babuleńka odziana w strój z epoki, która krzątała się obok wielkiego pieca chlebowego. Gdy tylko nas zobaczyła, kazała usiąść i przystąpiła do  prelekcji na temat pieczenia chleba, przypominającego podpłomyki.

I w tym wypadku, mimo że babcia mówiła po ukraińsku, to nie było problemów ze zrozumieniem. Zresztą nasze dzieciaki też wszystko ogarnęły bo również słuchały jak zaczarowane i obserwowały wypiekające się w piecu ciasto, czekając chwili kiedy będą mogły je posmarować słodkim dżemem truskawkowym i je bezceremonialnie schrupać.

Skansen - Gaj Szewczenki we Lwowie na Ukrainie

– A jak  smak? – Powiem Wam, że dobry, a nawet bardzo dobry. Wyszło coś na wzór naszego podpłomyka, tylko że troszeczkę grubsze i większe. Co najważniejsze pozwoliło nam zaspokoić głód na tyle, że dotrwaliśmy do wizyty w Kuchni Kozackiej.

Kozacka Kuchnia

Wspominałem już wcześniej  o kuchni kozackiej, to w końcu czas i ją opisać. Przecież każdy porządny turysta zjeść coś musi, a jak jest to jeszcze kuchnia tradycyjna robiona dawnymi metodami serwująca dania których nie uświadczymy w restauracjach,  to tym bardziej trzeba spróbować.

My co prawda napchaliśmy się jak gołębie chlebem z punktu poprzedniego, ale nie omieszkaliśmy spróbować deseru na styl kozacki,  czyli bliżej nieokreślonej papki, przypominającej kaszkę manną, uformowanej w kulkę obtoczoną w maku.

Nie powiem, było na tyle smaczne,że jak przypomnę sobie nazwę tego dania (chyba, że ktoś w komentarzu mi podpowie), to opiszę ją w smakach,  bo warto. Oprócz deserów są oczywiście dania główne. W dniu naszej wyprawy były to tradycyjne ukraińskie zupy.

Przebieranki, czyli zostać ukraińskim chłopem na kilka  chwil.

Tu w zasadzie nie pracownik skansenu robił za atrakcję, tylko to chętni na przebranie się za symboliczną złotówkę. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy sami nie spróbowali odziać się w  kolorowe stroje ludowe.

Dla dzieci był to przystanek  wręcz obowiązkowy, bo gdy tylko zobaczyły wieszaki uginające się pod ciężarek ubrań, to aż oczy wyszły im z orbit. Szczególnie Gosi, która niestety ma tendencje do przymierzania kilku kompletów ubrań codziennie.

– Oj, jeszcze  kiedyś zapłaczę nad stanem konta po wyjeździe na zakupy. Jednak do tego czasu, mogę się tylko cieszyć że moje małe modelki z taką ochotą pobawiły się ukraińskimi strojami ludowymi i co tu dużo gadać, dorosłym też się to spodobało.

Kilka słów na sam koniec

Gaj Szewczenki zdecydowanie jest miejscem godnym polecenia i gdybym miał jeszcze raz okazję pojechać tam i zagubić się pomiędzy starymi chałupami, to nawet bym się nie zastanawiał. Fajne jest to, że to miejsce w  przeciwieństwie do innych skansenów,żyje nie tylko od święta czy corocznych festynów i dożynek, ale na  co dzień można tam poobserwować coś, czego już w naszym zagonionym świecie nie uświadczymy.

Jest to swoisty wehikuł czasu, którym każdy może cofnąć się w  czasy, gdzie jeszcze wszystko trzeba było wykonać własnymi rękoma, a nie posiłkować się  robotami na taśmach produkcyjnych.

Nasze Szlaki zdecydowanie polecają to muzeum z duszą!

Ciekawostki

– każdego  roku muzeum odwiedzane jest przez około 150 000 turystów z całego świata

– magazyny muzeum zawierają około 21 000 eksponatów  w których skład wchodzą stroje ludowe, kolekcje tkanin, meble, instrumenty muzyczne, ceramika,ikony i wiele innych.

– muzeum znajduje się w dzielnicy nazywanej Kajzerwald (Las cesarski), która charakteryzuje się dużym zróżnicowaniem topograficznym. Swoją nazwę zawdzięcza wizytom Cesarza, przed przyjazdem którego sprzątano las i stawiano w nim rzeźby. W latach 1910-1930 funkcjonowała w lesie skocznia  narciarska.

– Na początku lat 60 XX wieku władze Lwowa postanowiły wybudować oprócz skansenu park rekreacyjno-sportowy,który miał zawierać m.in. skocznię narciarską czy tory bobslejowe. Niestety inwestycja nigdy nie została zrealizowana.

Informacje praktyczne

Adres

www.lvivskansen.org 
museumlviv@gmail.com 
skansenlviv@gmail.com

Lwów, ul. Chernecha Gora, 1

Jak dotrzeć

Sposobów na dotarcie jest kilka.Dla mniej ruchliwych polecamy wziąć po prostu taksówkę, które we Lwowie są w absurdalnie niskich cenach lub marszrutę, która jest jeszcze tańsza.

Jednak jak lubicie dreptać to można wybrać  pieszo. My poszliśmy do Gaju Szewczenki prosto z Cmentarza Łyczakowskiego, co zajęło nam około 20 minut pieszego spaceru.

Godziny otwarcia

Muzeum jest otwarte codziennie od 9.00 do 20.00 (w okresie zimowym od 9.00 do 18.00 ) 
Przegląd wnętrz: od 10.00 do 18.00 (poniedziałek/wtorek / piątek / sobota / niedziela) 

Cennik

Normalny: 30 UAH 
Ulgowy: 20 UAH. 
Wycieczka: 100 UAH.

Oprócz tego można zakupić wszystko co jest wytwarzane w chatach np.  chlebek-10 UAH, wypożyczenie stroju – 10 UAH itd.