Zamek Gniew w województwie pomorskim

Zamek Gniew

Hej. Dzisiaj wracamy do korzeni naszych szlaków i odwiedzimy kolejny zamek  (z tego co policzyłem już 13 na liście, ale bynajmniej nie pechowy) oraz otaczające je miasteczko, które uwierzcie mi potrzebuje tylko leciutkiego szlifu, by stać się jedną z największych  atrakcji tych okolic.

Miejsce do którego mam okazję dzisiaj Was zabrać to Gniew. W tym miejscu odpowiedzcie mi na pytanie. Jak to jest, że miejsca które mamy pod nosem nie  przyciągają tak naszej uwagi, jak atrakcje z odległych krain?

Zobacz też:

Pałac w Lubostroniu
Pałac w Rogalinie
Zamek Bolków
Zamek Bytów
Zamek Chęciny
Zamek Chojnik
Zamek Człuchów
Zamek Czocha
Zamek Grodno
Zamek Krzyżtopór
Zamek Książ
Zamek w Kórniku
Zamek Kwidzyń
Zamek Wenecja


Ciągnie nas na zamczyska dolnego śląska, świętokrzyskiego, małopolskiego czy jeszcze dalej,   a te w pomorskim, które są tuż za miedzą traktujemy tak po macoszemu? Macie tak samo? Czy to tylko moja przypadłość? Na szczęście okazja do odwiedzenia ziemi gniewskiej trafiła się nam w końcu w tym roku i jak to w tego typu przypadkach bywa, po zwiedzeniu do głowy przyszła jedna myśl – dlaczego dopiero teraz? O tym czy było warto, co koniecznie trzeba zobaczyć, czego możemy się spodziewać drepcząc po Gniewie bez pośpiechu już za momencik, oczywiście po obowiązkowej krótkiej lekcji historii. Zaczynajmy.

Pierwsze ślady osadnictwa na tych terenach pochodzą z IX w p.n.e. kiedy to przybyli tutaj łowcy reniferów, które jeszcze występowały wtedy dość licznie na terenie Polski.   Tak, tak dobrze przeczytaliście – renifery – relikt epoki lodowcowej. Jak już zapasy mięsiwa się skończyły, to ludziska zaczęli zastanawiać się co począć dalej. No i wpadli na pomysł rolnictwa –  tak bynajmniej mi się wydaje. Jednak nie obchodzą nas zbytnio czasy przed zamkowe dlatego omijamy szerokim łukiem lata wcześniejsze, pierwsze grodziska czy wymianę handlową z Rzymem i lądujemy w roku 1282 kiedy to ziemie te po dość krótkim panowaniu wpadły w łapy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Kilka lat później  rycerze z czarnym krzyżem na płaszczu popatrzyli ze wzgórza na Wisłę i stwierdzili:
– Ja, Ja sehr  gut to miejsce. Prawda Jurgen? My zrobimy tu ein Schloss na miarę naszych czasów – No i rozpoczęli budowę.

W końcowym okresie XIV wieku upowszechniła się przyłbica o wydłużonej zasłonie twarzy, mająca kształt półkolisty lub szpiczasty (przypominający psi pysk; czasem można się spotkać z niemiecką nazwą Hundsgugel – dosłownie „psi kaptur”)

Pierwszy zamek, o ile drewnianą budowlę można nazwać zamkiem , zbudowano w odległości około 800 metrów od dzisiejszego usytuowania warowni. Twierdza jaką mamy okazję dzisiaj oglądać rozpoczęto budować dopiero w roku 1290 i  budowano go aż przez 40 lat. Zastanawiające jest to, że na przykład piramidę Cheopsa budowano lat 30 – czy już wtedy Niemcy mieli problem z siłą roboczą? Czy to może jakieś związki zawodowe blokowały inwestycję…hmm…zna może ktoś odpowiedź?. No cóż, ważne że w końcu zbudowali. Ta potężna twierdza (trzecia największa w państwie krzyżackim po Malborku i Człuchowie) od tego momentu rozpoczęła swoją wielowiekową, burzliwą służbę. Jak to z większością zamków bywało przechodziła raz z jednych rąk do kolejnych. Raz burzony, potem odbudowywany by następnie znowu zostać spalonym. Raz go zdobyli Szwedzi, potem znowu odbili go Polacy. Czyli można śmiało powiedzieć –  standard.

Jak ktoś będzie urządzał jakąś imprezę na zamku, niech się nie krępuje i śmiało zaprasza ekipę naszych szlaków 🙂 Stawimy się w komplecie.

Warte odnotowania  jest to, że zamczyskiem tym rządził swego czasu niejaki Sobieski, który w latach późniejszych został królem Polski. Podejrzewam, że znacie tego osobnika, a bynajmniej jego nazwisko obiło się większości o uszy na 100%, a na 40% to już pewnie wszystkim J. Jan Sobieski pełniący funkcję starosty gniewskiego  dodatkowo wybudował na Podzamczu dla swojej żony Marysi nowy pałac, który dzisiaj mieści w sobie hotel, nazwany jej imieniem.
Po rozbiorach zamek przeszedł w ręce Prusaków, którzy postanowili go lekko przebudować. Zlikwidowali gdanisko, zasypali fosy, zburzyli czworoboczną wieżę i zastąpili ją małą wieżyczką i powiększyli okna, co całkowicie zmieniło wygląd zewnętrzny budynku.

Po zmroku miasto otula ciepły płaszcz delikatnego światła latarni. W tej aranżacji ukazuje ono swoje prawdziwe piękno.

Po I wojnie światowej w 1920 roku Gniew po raz kolejny zmienił właściciela, który widocznie nie miał ręki do zabytków. Bo już w 1921 zamek został poważnie zniszczony w pożarze. Kolejna dobra zmiana nastąpiła w roku 1939 kiedy to ludzie w czarnych mundurach postanowili urządzić sobie w murach zamkowych więzienie dla innych ras. Całe szczęście 2 wojna w końcu zakończyła się, a Gniew wraz ze swoimi zabytkami po raz kolejny wrócił w ręce Polaków, którzy to w roku 1968 rozpoczęli odbudowę warowni. Ostatecznie w 2010 roku właścicielem zamku została firma Polmlek, która zarządza nim do dzisiaj. Obecnie na zamku odbywają się turnieje rycerskie, pokazy kowalstwa artystycznego, kolonie i inne imprezy. Liczne komnaty zostały zaadaptowane na apartamenty w standardzie hotelu ****

Początek tego typu walk przypada na rok 842, w którym odbył się konkurs jeździecki zorganizowany na cześć sojuszu zawiązanego pomiędzy Ludwikiem Niemieckim a Karolem Łysym. Dało to początek klasycznym turniejom rycerskim, które możemy oglądać do dzisiaj.

No już, już hamuj Michał, znowu rozpędziłeś się z tą historią i ludzie posną przy monitorach. Lepiej napisz co tam jest do zobaczenia teraz. No już dobra, słuchajcie bo nie będę powtarzał –  dzisiaj jest dobrze! Nie jest może na piątkę z plusem ( o tym za momencik, ale widzę, że idzie ku lepszemu), ale na solidną czwórę z dwoma plusami to na pewno. Zacznijmy od wizytówki Gniewu. Zamek jest rewelacyjny i widać na pierwszy rzut oka, że dostał się w dobre ręce. Co prawda ekspozycji malutko i dla odwiedzających nakierowanych na jakieś super wystawy może być pewnym zawodem, ale zdaję sobie sprawę, że nie od razu Kraków zbudowano i pewnie z biegiem czasu pojawi się nieco więcej, a jak już naprawdę ktoś się uprze, to gniewski zamek może być po prostu ciekawą bazą wypadową do pobliskiego Malborka czy Kwidzyna, gdzie wystaw jest znacznie więcej. Chociaż nie powiem, nawet to co udało się zrobić teraz – szczególnie zamkowa izba tortur, w której czuć zapach strachu i unoszące się wkoło dusze potępionych jest kapitalna. Z ciekawszych miejsc na które także warto zwrócić uwagę to dziedziniec, chyba jedyny zadaszony jaki gdziekolwiek widziałem, robi po prostu świetne wrażenie i normalnie aż człowiek żałuje, że jest już po ślubie i nie pobawi się na własnym zamkowym weselichu, gdzie gra kapela trubadurów, a goście odziani w stroje z epoki nie popijają miodem pieczonego mięsiwa.

Krajobraz zachwyca, nic więc dziwnego że zjeżdżają się amatorzy malarstwa i fotografii by go uwiecznić na płótnie czy kliszy

 Poza zamkiem mamy możliwość wejścia za drobną opłatą do  historycznego parku rozrywki, gdzie między innymi mamy okazję poznać zasady turniejów rycerskich, a także na żywo  zobaczyć pojedynki zakutych po sam czubek nosa rycerzy i jest to tak zwane – Musisz to zobaczyć koniecznie! Widać, że aktorzy tego spektaklu znają się doskonale na swoim fachu i nie markują teatralnie swoich ciosów tylko idą na pełne zwarcie. Kopie pękają, konie toczą pianę z pysków, publika szaleje – rewelacja. Bardzo żałuję, że to był tylko pokaz,  a nie turniej z prawdziwego zdarzenia, które od czasu do czasu są na zamku organizowane, ale obiecuję sobie że kiedyś jeszcze na taki pojadę.

Brakuje tylko szczurów…brrrr

Jak już ogarniemy zamek pozostają nam dwa kierunki. Pierwszy prowadzi do miasta, które zachowało swój układ przestrzenny i kusi odwiedzających ślicznymi kamienicami (to jednak radzę zostawić na godziny wieczorne), lub też podreptać ku przystani gdzie czeka na nas przewoźnik, który jak dobrze pociągnie się za język okazuje się skarbnicą wiedzy o tych terenach i to właśnie do niego poszliśmy w pierwszej kolejności. Jednak za nim zejdziecie po schodkach przystańcie na moment i spójrzcie w stronę Kwidzynia. Widok zapiera dech w piersiach, szczególnie w pełnym słońcu, gdy przejrzyste niebo pozwala nam spojrzeć daleko aż po horyzont. Zresztą nie jesteśmy jedyni, którym to miejsce się spodobało. Podczas naszego pobytu warsztaty mieli artyści, którzy widoki uwieczniali przy pomocy pędzla i płótna. Wystarczy jednak tego stania i podziwiania widoków, wszak z gondoli zacumowanej w przystani zamkowej podobno są jeszcze lepsze niż z brzegu. Płyńmy więc ku przygodzie.

Po Wiśle płynie łódeczka, kołysze się na boki. Odpadła od niej deseczka i już znikła łódeczka.

A przygoda była. Zapakowaliśmy się na czółno, po gawędziliśmy z miłym panem i jego młodym pomocnikiem w oczekiwaniu na kolejnych żądnych wrażeń turystów, którzy ostatecznie się nie zjawili i w końcu wypłynęliśmy na romantyczny rejs we dwoje po Wiśle. Po wypłynięciu na królową polskich rzek nagle silnik zaczął klekotać i po chwili wyzionął ducha. Przewoźnik tylko spojrzał na swoją krypę kręcąc głową, coś pomamrotał pod nosem i stwierdził – no cóż, tak to jest jak ktoś nie konserwuje swojego sprzętu – po czym chwycił za wiosła i z mozołem popłynął w drogę powrotną. Szczerze?! Powiem Wam że chyba na dobre wyszło, bo bynajmniej wędrowaliśmy powolutku i  w ciszy  mogliśmy podziwiać piękną panoramę gniewskiego zamczyska.

Warto pospacerować pobliskimi łąkami. Widok z ich poziomu na Gniew jest rewelacyjny

Ostatnim etapem wycieczki jest miasto. Pisałem wcześniej, że najlepiej udać się tam po zmierzchu. Powody są prozaiczne, jest lekko zaniedbane i po zmroku mniej to przeszkadza. Co prawda widać pozytywne zmiany – jak chociażby  tablice sklepów zmienione na wyglądające z epoki, czy też nowe oświetlenie ulic , ale w oczy kłują  rozkopane ulice utwardzone płytą obornicką i zaniedbane kamienice. Doprowadzić to wszystko do porządku na pewno kosztuje nie małe pieniądze, ale jak wszystko w końcu będzie zrobione to uwierzcie mi, będzie to jedno z najpiękniejszych miast Pomorza, które nie opędzi się od zwiedzających. Te wąskie uliczki, niesamowite podcienia kamienic  czy też instalacje w formie stalowych aparatów fotograficznych ukazujące Gniew z dawnych lat tylko czekają na swoich odkrywców. Tak więc jeżeli jeszcze nie mieliście okazji odwiedzić Gniewu to czym prędzej ruszajcie, bo mimo pewnych niedociągnięć zdecydowanie warto. Nasze Szlaki polecają!!

LEGENDA

Pamiętacie? Jedna już była na naszych szlakach, do przeczytania tutaj. W sumie nie legenda, a bardziej opowiadanko, jednak pasujące do tego miejsca jak ulał – Odezwały się jednak wtedy głosy – łee, to nie legenda…pfff…żal dlatego dzisiaj najprawdziwsza z prawdziwych legenda o duchu komtura, który przemierza pomieszczenia zamkowe.
Mowa o Zygmuncie von Raumungen, który zarządzał dobrami gniewskimi w latach 1407-1410. Był on jednym z lepszych gospodarzy jakie miały te ziemie. Pod jego rządami biedy nie klepali ani mieszkańcy zamku , ani też chłopi z okolicznych wiosek. Jako że był osobą światłą, zdawał sobie także doskonale sprawę z antypatii jaka narastała pomiędzy Królestwem Polskim, a zakonem. Wojna  o Pomorze Gdańskie oraz Żmudź wisiała w powietrzu. Odradzał od Wielkiemu Mistrzowi Zakonnemu akcję zbrojną przeciwko – dogadajmy się , wojna do niczego dobrego nie prowadzi. Ziemie jedynie zostaną zniszczone, ludzie potracą życie i tyle – Jednak Urlich von Jungingen nie posłuchał, co więcej oskarżył Zygmunta o tchórzostwo – Nie pękaj Zygmunt i nie zachowuj się jak mała dziewczynka! Damy im tak popalić, że jeszcze długo nie podniosą się po porażce – rzekł Wielki Mistrz do swojego komtura i odesłał go do zamku. W czerwcu 1410 roku rozpoczęto działania wojenne i rozesłano listy wzywające rycerzy do koncentracji wojsk pod Świeciem. List otrzymał także Zygmunt, który niechętnie stawił się na wyznaczonym miejscu, mrucząc cały czas pod nosem i z byka spoglądając na Urlicha, a gdy jeden z braci zapytał się go, a gdy go jeden z braci zapytał komu że warownię na czas wojny powierzysz, odburknął: „a choćby i złym duchom”

Niedługo po tym Zygmunt zginął na polach grunwaldzkich, a panowanie nad zamkiem w Gniewie przejęli Polacy, którzy zaczęli łupić majątek zakonu. Wtedy to duch komtura ukazał się po raz pierwszy na murach zamkowych i od tego czasu, gdy tylko dobrom gniewskim nieprawości czyniono pojawia się i ostrzega o konsekwencjach. Ostatnim razem ukazał się po wielkim pożarze w roku 1921 który potężny zamek w ruinę zamienił. Błąkał się wtedy po zgliszczach i donośnym głosem zawodził „Ja, Zygmunt von Raumungen, komtur gniewski i pan na zamku, wszech razem i każdego z osobna, który do zniszczenia zamku się przyczynił – przeklinam! A zapewniam, że nie spocznę, póki zamek, nie patrząc czyj będzie do pierwotnej potęgi, sławy i stanu nie wróci drżyjcie i szukajcie bogactw na jego naprawę!!!”.
Całe szczęście jak już wiecie, zamek podniesiono z ruin i na razie dusza Zygmunta odzyskała względny spokój. Jednak niech mają się na baczności Ci, którzy wyrządzili szkodę warowni. Zygmunt czuwa!

Galeria fotografii

Ceny biletów (wliczona usługa przewodnika) w okresie od 02.11.2017 do 31.03.2018 Ulgowy 10 zł
Normalny 15 zł
Rodzinny 40 zł

Hej. Spodobało Ci się drogi czytelniku? Nie bądź samolubny tylko podziel się nim ze znajomymi, polub i udostępnij go dalej.
Dzięki

17 thoughts on “Zamek Gniew”

  1. Teraz strona wygląda super choć brakuje mi tych zmieniających się fotografii na początku, niektóre były naprawdę śliczne.
    A w Gniewie ta fotka z czaszką powala !
    Pozdrawiam

    1. Dzięki, przez jakiś czas mogą pojawiać się drobne błędy ale z czasem powinno być ok.
      Fotografia czaszki z zamku Gniew to dzieło Michała i też zrobiła na mnie wrażenie, dlatego została wybrana “twarzą” artykułu 🙂

  2. Kiedyś wynajmowaliśmy mieszkanie z widokiem na zamek, nie widziałem nigdy szwędającego się po nocach kontura ale parę razy zauważyliśmy dziwne światła choć trochę wtedy popijaliśmy… 🙂

  3. Widzę moi drodzy podróżnicy, że wasz styl ewoluuje 🙂 Fajnie napisane i zabawnie.
    Pozdrawiam
    No i fajne zdjęcia !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *